captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Zazdrościłam jej, sądząc, że miała wszystko: wspaniały umysł, dwie nagrody Nobla, najwybitniejszych mężczyzn swojej epoki zapatrzonych w nią jak w obraz i jeszcze do tego wychowała dwie córki, w tym kolejną noblistkę. Tymczasem Maria Skłodowska-Curie nieustannie czuła, że nie ma kontroli nad własnym losem. Warto zobaczyć wreszcie w posągowej Marii człowieka z krwi i kości, któremu życie nie szczędziło razów.

Małżonkowie Curie wraz ze współpracownikiem André Debierne w laboratorium. Kadr z filmu „Maria Skłodowska-Curie” w reżyserii Marie Noelle. Fot. Witold Bączyk

Wydaje się, że znamy ją na wylot. Była pierwszą kobietą, której przyznano nagrodę Nobla – otrzymała ją w 1903 roku za badania nad promieniotwórczością wspólnie z mężem, Piotrem Curie. Drugą nagrodę Nobla otrzymała już samodzielnie, za odkrycie polonu i radu, stając się pierwszą na świecie osobą, której przyznano ten zaszczyt w dwóch różnych dziedzinach nauki.

Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, że zanim przyszły te sukcesy, Maria chodziła w jednej sukni i zapisywała w zeszycie każdy wydatek, by wiedzieć, czy wystarczy jej pieniędzy na życie. Borykała się z mizoginizmem francuskich naukowców, utratą męża i konsekwencjami publicznego skandalu po ujawnieniu romansu z żonatym mężczyzną…

Właśnie na tym najbardziej twórczym i burzliwym okresie życia wielkiej uczonej skupia się film „Maria Skłodowska-Curie” w reżyserii Marie Noelle. Pokazuje to, jak wyglądało jej życie poza salami wykładowymi. Po obejrzeniu go już nigdy nie spojrzę na Madame Curie (graną tu przez rewelacyjną Karolinę Gruszkę) jak na spiżowy posąg utrwalony na statecznych, czarno-białych fotografiach. To była kobieta z krwi i kości, której temperament i ambicje rozsadzały od środka belle epoque – pełną innowacji, ale i uprzedzeń.

Maria Skłodowska-Curie w 1911 roku, zdjęcie zrobione z okazji przyznania jej drugiej nagrody Nobla. Źródło: Generalstabens Litografiska Anstalt Stockholm

Nie jest tu Pani mile widziana

Tuż przed uroczystością wręczenia drugiej nagrody Nobla w Sztokholmie Maria Skłodowska-Curie dostała list od Christophera Aurivilliusa, sekretarza szwedzkiej Królewskiej Akademii Nauk, w którym napisał: „Wszyscy moi koledzy odpowiedzieli, że nie chcą, aby Pani tu przyjeżdżała. Ja również błagam, aby została Pani we Francji; ponieważ nikt nie może przewidzieć, co by się stało podczas wręczania nagrody”. Przyczyną tych szykan był ujawniony właśnie przez paryską prasę brukową romans 44-letniej Marii z młodszym od niej o 4 lata żonatym fizykiem Paulem Langevinem, ojcem czworga dzieci.

Do zaostrzenia skandalu przyczyniła się obecność obojga kochanków, Marii i Paula Langevina, na kongresie Solvaya w Brukseli w 1911 roku. Na zdjęciu widać Marię siedzącą przy stole, zaś Langevin stoi jako pierwszy z prawej, obok Alberta Einsteina. Fot.
Benjamin Couprie / Wikimedia

Upokorzona Maria zrobiła to, co zawsze – nie ugięła się. Odpisała szwedzkiej Królewskiej Akademii Nauk tymi słowy: „Muszę działać zgodnie ze swoim przekonaniem. Postępowanie, jakie mi Pan zaleca, wydaje mi się błędne. Myślę, że nie ma absolutnie żadnego związku między moją pracą naukową a faktami z życia osobistego, których źle poinformowani i niezasługujący na szacunek ludzie używają przeciwko mnie. Jestem bardzo dotknięta, że sam Pan nie podziela mojej opinii”.

Po czym pojechała do Sztokholmu i z wszelkimi honorami odebrała nagrodę Nobla. Szwedzkie sufrażystki urządziły bankiet na jej cześć.

Drugie odrzucenie i Nobel

Langevin słynął z romansów, tym razem jednak jego poryw serca nie tylko przekroczył granice garsoniery, ale również Francji, bo rozpisywała się o nim również prasa zagraniczna. Głównym winowajcą została okrzyknięta Maria – pierwsza kobieta profesor na paryskiej Sorbonie, która wciąż bezskutecznie starała się o przyjęcie do mizoginistycznej Francuskiej Akademii Nauk. Jej niemoralny postępek był dla środowiska naukowego legitymizacją jego nieufności wobec badaczki z dalekiej Polski.

Wskutek skandalu, jakie się rozpętał, tłum skandował pod domem Marii: „Precz z cudzoziemką!”, a dziennikarze rozpisywali się o braku moralności „złodziejki mężów” i o jej rzekomo żydowskim pochodzeniu, czego dowodem miało być jej drugie imię – Salomea. W okna domu noblistki poleciały kamienie, doszło też do kilku pojedynków o jej cześć. Przeciw redaktorom brukowców opisujących upadek moralny Madame Curie stanęli dziennikarze broniący jej czci, a także sam Langevin. Podczas pojedynku, w którym wziął udział ten ostatni, nie padł jednak ani jeden strzał.

Dziennikarz Gustave Téry (to on pisał o Madame Curie: „złodziejka mężów”) oraz Albert Einstein i Maria Skłodowska-Curie podczas słynnego kongresu Solvaya w 1911 roku – kadr z filmu. Fot. Witold Bączyk

Do grona obrońców Marii dołączył Albert Einstein, fizyk ceniony wówczas za opublikowaną w 1905 roku pracę o szczególnej teorii względności. Einstein darzył Marię podziwem i czcią, widząc w niej muzę i umysł równy swojemu. Ich przyjaźń, zapoczątkowana w 1909 roku, trwała przez niemal 25 lat, podczas których dwoje najwybitniejszych fizyków XX wieku m.in. spędzało wspólnie wakacje w Alpach (tutaj pisałam o znajomości Madame Curie z Einsteinem). Wsparcie Einsteina nie uśmierzyło w Marii fali wstydu i goryczy, zwłaszcza że wskutek skandalu Paul Langevin ostatecznie zdecydował się opuścić nie – jak wcześniej zapowiadał – swoją żonę, tylko kochankę.

 

Pierwsze odrzucenie i ślub

To nie było pierwsze miłosne upokorzenie w życiu Marii. Kiedy jeszcze w Polsce pracowała jako guwernantka w ziemiańskim majątku Żorawskich, zakochała się w synu swoich gospodarzy, Kazimierzu. Państwo Żorawscy nie uznali Marii za godną kandydatkę na synową, mimo że pochodziła z rodziny o szlacheckich korzeniach. Sprawa rozbiła się o brak posagu. Gdyby nie to, losy Marii potoczyłyby się zapewne inaczej – nie dotrzymałaby umowy zawartej ze swoją siostrą Bronisławą. Siostry umówiły się, że Maria, pracując jako guwernantka, najpierw będzie utrzymywała uczącą się na paryskiej Sorbonie Bronisławę, a potem to Bronisława sfinansuje paryskie studia Marii na Sorbonie. Tak właśnie się stało.

Podczas studiów na Sorbonie Maria poznała genialnego francuskiego fizyka Piotra Curie, za którego wyszła w 1895 roku. W ciągu pierwszych trzech lat po ślubie małżonkowie przebadali osiem ton minerału o nazwie blenda uranowa, co oznaczało ciężką fizyczną pracę nad promieniotwórczym materiałem. Tak na marginesie, badania pokazały, że to wcale nie kontakty z tą substancją stały się przyczyną choroby popromiennej, która w 1934 roku doprowadziła do śmierci Marii. Badaczka przypłaciła życiem swoją działalność humanitarną na froncie pierwszej wojny światowej, gdzie wykonała rannym żołnierzom tysiące prześwietleń rentgenowskich za pomocą aparatu zainstalowanego w furgonetce.

Maria Skłodowska-Curie w furgonetce z aparatem rentgenowskim. Źródło: Eve Curie: Madame Curie. S. 329 / Wikimedia

Jako jedna z pierwszych kobiet zrobiła prawo jazdy, by móc samodzielnie prowadzić jeden z takich samochodów, które nazywano „małymi Curie”.

W szopie z Piotrem

Maria w laboratorium – kadr z filmu. Fot. Christian Hartmann

Wracając do Piotra Curie, to małżeństwo z nim było dla Marii szczęśliwe, choć nie beztroskie. Film wnikliwie pokazuje lata ich wspólnej pracy, na której oboje byli bardzo skupieni. W tym okresie z trudem wiązali koniec z końcem – Maria zapisywała każdy najdrobniejszy wydatek w zeszycie, by wiedzieć, czy wystarczy im pieniędzy na życie. Piotr nie zauważał tego, jak skromnie żyli, tak pogrążony był w pracy. Maria już wcześniej przyzwyczaiła się do zaciskania pasa. Kiedy wychodziła za mąż, miała tylko jedną suknię. Dlatego kiedy przyszło do szycia sukni ślubnej, zażyczyła sobie coś praktycznego i ciemnego, co mogłaby nosić potem w laboratorium. Ta skromność w ubieraniu się pozostała jej do końca życia.

Państwo Curie prowadzili swoje słynne badania w laboratorium z przeciekającym dachem, gdzie wcześniej studenci robili sekcje zwłok. To wnętrze – dobrze znane z licznych zdjęć – zostało bardzo wiernie odtworzone w filmie. Co więcej, na planie użyto wiernej kopii sprzętu laboratoryjnego, który należał do państwa Curie.

To w tym słynnym laboratorium państwo Curie rozdrabniali, przesiewali, podgrzewali i oziębiali blendę uranową, aby w 1898 roku odkryć dzięki temu polon (nazwany tak na część Polski), a kilka miesięcy później rad (od łac. radius – promień). „W tej nędznej szopie spędziliśmy najlepsze dni tego życia wyłącznie poświęconego pracy” – wspominała później Maria.

Dwa miesiące po odkryciu polonu Maria urodziła pierwszą córkę, Irene (przyszłą noblistkę). Miała wówczas 31 lat. Pięć lat później, niedługo po złożeniu pracy doktorskiej, urodziła kolejną córkę, która jednak zmarła niedługo po porodzie. Trzecia córka państwa Curie, Ewa, przyszła na świat w 1906 roku. Dziećmi opiekował się ojciec Piotra, podczas gdy małżonkowie Curie poświęcali się głównie pracy badawczej.

Troje noblistów na jednym zdjęciu: Piotr, Irene i Maria Curie. Źródło: Eve Curie: Madame Curie. S. 259 / Wikimedia

Kres tej harmonii położył tragiczny wypadek, który miał miejsce w 1906 roku. Piotr Curie wpadł pod wóz konny i zginął na miejscu. Maria przez długi czas nie mogła się otrząsnąć po tej stracie. Przez rok prowadziła „Dziennik żałobny”, do którego przelała cały żal, ból i pustkę, jakie jej pozostały. Sądziła, że już nigdy nie będzie w stanie nikogo pokochać tak jak Piotra. A potem zbliżył się do niej Paul Langevin… Dalszy ciąg już znacie.

Nie-posąg

Maria Skłodowska-Curie zrobiła wiele, by zasłużyć sobie na wielkość: wytrwale pracowała naukowo i osiągała olśniewające (w dosłownym sensie – rad emituje niebieskie światło) wyniki. Równie wytrwale prowadziła działalność humanitarną, ratując żołnierzy na froncie i zakładając instytuty radowe, w których do dziś leczy się chorych na nowotwory. Założyła rodzinę i odchowała dwie córki. Była dzielna, samodzielna, konsekwentna. Jeździła na rowerze i konno, prowadziła samochód, wspinała się w Tatrach i Alpach. Stała się ikoną feministek. Pozostała przy tym niezwykle skromną osobą: „Pani Curie jest jedyną osobą, której nie zepsuła sława” – napisał o niej Albert Einstein.

Nie była jednak robotem bez skazy i śladu zniechęcenia na twarzy. Wręcz przeciwnie, co i rusz uderzała głową w mur i uważała, że wiele rzeczy ją przerasta: praca naukowa, prowadzenie domu, zaistnienie w świecie mężczyzn. Brzmi znajomo?

Tak, Maria Skłodowska-Curie była człowiekiem, i właśnie to jej człowieczeństwo ukazuje film, który wchodzi na ekrany kin w najbliższy piątek 3 marca 2017 roku. Warto go obejrzeć.

Ten artykuł powstał we współpracy z firmą Kino Świat, która jest dystrybutorem filmu „Maria Skłodowska-Curie”, którego premiera kinowa odbędzie się 3 marca 2017 roku. Partner nie miał wpływu na treść ani opinie, które wyrażamy.

Zwiastun:

Polecamy też na naszym blogu:

Maria Skłodowska-Curie i Albert Einstein – historia pewnej znajomości

Czy żona Einsteina była współautorką teorii względności?

Nie ogarniasz rzeczywistości? Maria Skłodowska-Curie też sądziła, że sobie nie radzi
4 (80%) 4 głosów

Czego u nas szukaliście?

Nie ma więcej wpisów