captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.
Grodzisko Żmijowiska. Fot. Crazy Nauka

Grodzisko Żmijowiska i nowa Astra. No i my!. Fot. Crazy Nauka

Kazimierz Dolny to nie tylko zatłoczony rynek. My od tłumów uciekamy do pobliskich winnic, słowiańskiej osady z IX wieku i kamieniołomu, w którym wciąż widać ślady krańca epoki dinozaurów.

Mamy słabość do Kazimierza Dolnego: do jego pięknych renesansowych uliczek, wzgórz, a nawet chlebowych kogutów. Taka rodzinna tradycja. Jeździmy tam poza sezonem, by uniknąć tłumów. Ale nawet w pogodny wakacyjny weekend z łatwością od nich uciekamy w miejsca, które wyszukujemy w niszowych przewodnikach i broszurach. Wam proponujemy Crazy Wyprawę śladami zaskakujących kazimierskich smaków i… dinozaurów.

Crazy Nauka w Kazimierzu Dolnym. Fot. Crazy Nauka

Crazy Nauka w Kazimierzu Dolnym. Fot. Crazy Nauka

Co na drogę do Kazimierza? Dowiedz się więcej

„Podróżownik” Anny i Krzysztof Kobusów to świetny wypełniacz czasu dla dzieci podczas długich przejazdów i deszczowych wakacyjnych wieczorów.

Klezmafour – do posłuchania w samochodzie muzyka klezmerska w wykonaniu jednej z najlepszych polskich kapel. Kazimierz przed drugą wojną był miastem polsko-żydowskim i po latach przerwy znów można w nim usłyszeć żydowską muzykę.

Tu jeszcze inna muzyka klezmerska, bardziej tradycyjna:

„Dwa księżyce” Marii Kuncewiczowej – zbiór opowiadań napisanych w Kazimierzu i o Kazimierzu. Nieco archaiczny już język, ale magiczny klimat wart jest wysiłku przeczytania choćby jednego opowiadania. Jeśli odwiedzimy kazimierski dom Marii i Jerzego Kuncewiczów przy ul. Małachowskiego – pozostawiony tak, jakby właściciele opuścili go zaledwie kilka dni temu – „Dwa księżyce” nabiorą znamion lektury wręcz intymnej.

„Polska Niezwykła. Województwo lubelskie” – warto zabrać ze sobą ten przewodnik. Zaczerpnęliśmy stąd m.in. pomysł obejrzenia ścianki ukazującej moment zagłady dinozaurów.

Czy to festiwal Kazimiernikejszyn, czy też Święto Wina w pobliskim Janowcu – aktualne wydarzenia warto sprawdzić na stronie KazimierzDolny.pl

Advertisement

Dokąd pojechać?

Kazimierskie winnice

Winnica Dom Bliskowice w okolicach Kazimierza Dolnego. Fot. Crazy Nauka

Winnica Dom Bliskowice w okolicach Kazimierza Dolnego. Fot. Crazy Nauka

Winnice? Kojarzą się raczej z Francją lub Włochami. Ale żeby w Polsce, pod Kazimierzem Dolnym? Właśnie tak!

Winorośl bardzo lubi kazimierskie gleby wapienne lub lessowe, luźne i dobrze przepuszczające wilgoć, pozwalające na głębokie ukorzenienie się krzewów winogron. Winnice są malowniczo położone na nasłonecznionych wzgórzach – dzięki temu rośliny dostają więcej słońca i unikają zalegania mroźnego powietrza, które ześlizguje się po pochyłościach jak po zjeżdżalni. A pobliska Wisła łagodzi klimat.

Winnica Dom Bliskowice pod Kazimierzem. Fot. Crazy Nauka

Winnica Dom Bliskowice pod Kazimierzem. Fot. Crazy Nauka

Wzgórze obsadzone równiusieńkimi rzędami winorośli, u stóp której ściele się rumowisko wapiennego kruszywa. Rośnie tu ożywczy riesling, słodkawy gewurztraminer i wyśmienity johanniter. Wyżej posadzono czerwone odmiany. W dole jaśnieją budynki gospodarcze wzniesione z opoki kazimierskiej. W piwnicy, zamknięte w dębowych i orzechowych beczkach, dojrzewa ubiegłoroczne wino. Tak właśnie wygląda winnica Dom Bliskowice (normalnie nieudostępniana zwiedzającym). 

Gorąco polecamy Wam wycieczkę do jednej z ponad 30 winnic w okolicach Kazimierza Dolnego (tutaj mapa). Wiele z nich można zwiedzać, tak jak produkującą wyśmienite białe wino np. Winnicę Modła, a nawet zatrzymać się na ich terenie na nocleg. Można tam degustować miejscowe wina, a niektóre z nich – wierzcie mi – są na światowym poziomie. Zwłaszcza białe rieslingi czy johannitery mogą śmiało konkurować z winami niemieckimi czy francuskimi.

Winnica Dom Bliskowice. Fot. Crazy Nauka

Winnica Dom Bliskowice. Fot. Crazy Nauka

Najstarszym śladem uprawy winorośli w Polsce były pozostałości winnicy z IX wieku odkryte na stokach Wawelu. Pomiędzy X a XIII wiekiem w Europie przejściowo ocieplił się klimat (co nosi nazwę średniowiecznego optimum klimatycznego), tworząc świetne warunki dla rozwoju winiarstwa. Mimo ochłodzenia w XIV wieku to właśnie ten czas okazał się najbardziej owocny dla polskich winiarzy. Wiadomo, że okolice Sandomierza i Puław w tym okresie były pełne winnic. Najlepiej udawały się winorośle sadzone na północnych wiślanych brzegach.

Ochłodzenie w XVII-XVIII wieku (zwane małą epoką lodową), a przede wszystkim wojny, jakie przetoczyły się przez Polskę, położyły na jakiś czas kres sztuce winiarskiej w naszym kraju. Odrodziła się ona znowu w XIX wieku, by upaść tuż po drugiej wojnie. Planiści PRL-u wybrali hodowlę ziemniaków i buraków zamiast uprawy wymagającej zaangażowania winorośli.

Dziś klimat znów się ocieplił – tym razem wskutek zmian globalnych. Dogodne warunki do uprawy winorośli w Polsce są raczej jednym z nielicznych pozytywnych tego następstw.

Grodzisko Żmijowiska

Grodzisko Żmijowiska. Fot. Crazy Nauka

Grodzisko Żmijowiska. Fot. Crazy Nauka

Tutaj na pewno unikniecie tłumów, Żmijowiska – choć niedaleko od Kazimierza, są oazą spokoju. Nagle traficie do świata sprzed ponad 1000 lat. O tym miejscu mało kto wie, ale – gwarantuję – warto tam pojechać. Nasze dzieci je uwielbiają.

Tylko że ruszaliśmy z miejsca innego niż zazwyczaj, więc przydała się nawigacja. A przy okazji sprawdziliśmy, jak działa osobisty opiekun kierowcy Opel OnStar, w który może być wyposażona każda nowa Astra. To prawdziwy i żywy doradca, który pomaga w najróżniejszych sprawach związanych z samochodem. Nam miła pani pomogła zlokalizować Żmijowiska oraz zdalnie wgrała do nawigacji trasę dojazdu. Rozwiązanie idealne, gdy na przykład jedziemy i nie możemy pozwolić sobie na stukanie w dotykowy ekran nawigacji. Wystarczy nacisnąć umieszczony nad lusterkiem przycisk i po chwili łączymy się z człowiekiem, który może nam pomóc. Przy okazji wyznaczania trasy dojazdu skorzystaliśmy z jeszcze jednej funkcji – zdalnej diagnostyki. Co prawda samochód podaje ciśnienie w oponach, ale komu chciałoby się pamiętać, jakie dokładnie jest to zalecane. Tymczasem dojazd do Żmijowisk to pod koniec gruntowa droga z wybojami (taki już urok tego miejsca). Samochód był pełny i nieźle dociążony, więc woleliśmy się upewnić, czy bezpiecznie przejedziemy.

Pani z OnStara zajęło to kilka sekund – system pozwala na sprawdzenie wszystkich najważniejszych parametrów samochodu, zdiagnozowanie ewentualnych problemów i konkretną pomoc. OnStar działa też w sytuacjach awaryjnych – gdy wystrzelą poduszki powietrzne, konsultant ze specjalnej grupy sam kontaktuje się z kierowcą i ustala, czy potrzebna jest pomoc. W razie czego wzywa służby ratunkowe. Również sami możemy wykonać takie połączenie alarmowe – przycisk SOS powinien być stosowany tylko w szczególnych sytuacjach, bo służy do wzywania pomocy lub powiadamiania o niebezpiecznym zdarzeniu.

Mając w nawigacji gotową trasę, pokonaliśmy 16 km i dotarliśmy do jednego z najpiękniejszych miejsc, jakie znamy.

Powiedzieć, że Grodzisko Żmijowiska to skansen, to jakby nic nie powiedzieć. Tej urokliwej rekonstrukcji gródka słowiańskiego z IX wieku nie pilnują uważne panie i nie trzeba tu płacić nikomu za bilety. Niby nie ma wiele do oglądania – ot, ostrokół, kilka chałup, studnia, piec garncarski i wiata. Ale spędzić tu można sporo czasu, rozkoszując się widokami i poznając spisaną na tablicach historię tego miejsca (informator wykorzystuje też kody QR).

Im bliżej przyglądamy się szczegółom, tym więcej zaskakujących informacji znajdujemy. Nie popełnijcie błędu, przebiegając między domami i wracając do samochodu. Zobaczcie niezwykłą rzekę. Ogród z ziołami i warzywami. Dół do przechowywania gliny. To miejsce tchnie bezpretensjonalnością, o jaką trudno w większości polskich skansenów.

Grodzisko Żmijowiska. Fot. Crazy Nauka

Grodzisko Żmijowiska. Fot. Crazy Nauka

W miejscu, w którym odkryto szczątki maleńkiego gródka słowiańskiego z IX wieku, archeolodzy z Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym wystawili na niewielkim piaszczystym wzniesieniu rekonstrukcję warownej wioski. Jej mieszkańcy najprawdopodobniej wydobywali rudę żelaza na pobliskich torfowiskach. Zgromadzony surowiec kusił złodziei, dlatego niewielką osadę (o średnicy 25 metrów) otoczyli wałem obronnym i ostrokołem. Dostępu do niej broniła rzeczka Chodelka i rozciągające się przy niej w tamtych czasach mokradła.

Dziś rośnie tam prześliczna łąka, choć nadal jest to teren podmokły. Jedno z drzew użytych do konstrukcji wału obronnego ścięto w 888 roku, stąd znamy wiek tego znaleziska.

Grodzisko Żmijowiska. Fot. Crazy Nauka

Grodzisko Żmijowiska. Fot. Crazy Nauka

To miejsce ożywa, kiedy archeolodzy z Muzeum Nadwiślańskiego prowadzą warsztaty archeologii doświadczalnej (najbliższy termin to 16 sierpnia 2016). W Żmijowiskach można lepić i wypalać w piecu ceramikę, gotować sposobem, w jaki robili to ludzie w tamtych czasach – w garnkach o dziwnym kształcie, na palenisku w kurnej chacie.

kuchniaGwiazdą warsztatów są Hanna i Paweł Lisowie, autorzy książki „Kuchnia Słowian”, którzy zawarte w niej przepisy rekonstruowali właśnie w Żmijowiskach, na podstawie odkrytych tu naczyń, resztek potraw i dostępnych w okolicy ziół. A efekty są zaskakująco pyszne. Chrupki z pokrzyw i podpłomyki nasze dzieci wprost uwielbiają. Mnie zachwyciła pasta z soczewicy, wkrótce będę robić kawę z żołędzi i wędzony biały ser.

W drodze do Żmijowisk posłuchajcie naszej rozmowy z Hanną i Pawłem Lisami na antenie radia TOK FM.

Jeśli wolicie, jak wokół sporo się dzieje, zajrzyjcie do Żmijowisk 10 września 2016 – organizowane jest tam wówczas Słowiańskie Babie Lato.

W Naleśnikarni Francuskiej przy ul. Krakowskiej w Kazimierzu. Fot. Crazy Nauka

W Naleśnikarni Francuskiej przy ul. Krakowskiej w Kazimierzu. Fot. Crazy Nauka

Gdzie zjeść w Kazimierzu Dolnym?

Zawsze staramy się wpaść do Piekarni Sarzyńskiego przy ul. Nadrzecznej. Kupujemy tam odlotowe cebularze i kulebiaki. No i oczywiście zrobione z chałki pyszne koguty, które dzieci skubią potem podczas naszych wycieczek po okolicy. W tej samej kamienicy mieści się kawiarnia i restauracja, gdzie można zjeść w bardzo przystępnych jak na Kazimierz cenach.

Naszym ulubionym miejscem na obiad jest Naleśnikarnia Francuska przy ul. Krakowskiej serwująca m.in. niezawodne naleśniki gryczane z łososiem. Niezbyt tanio, ale smacznie, sprawna obsługa i klimatyczne wnętrze.

Restauracja Kwadrans przy ul. Sadowej to również sprawdzona opcja, gdzie
jedliśmy m.in. m.in. wspaniałe polędwiczki wieprzowe i świetne krewetki. Szybka obsługa i bardzo ładny lokal, a ceny, jak to w Kazimierzu, dość wysokie.

Warto polecić restaurację Akuku przy ul. Krakowskiej za dobre jedzenie i kominek doceniany zwłaszcza jesienią i zimą. Ceny jak powyżej.

Kuchnia i Wino – w pensjonacie Vincent przy ul. Krakowskiej można bardzo pysznie zjeść, a lokal jest bardzo dobrze przygotowany na przyjęcie gości z dziećmi. Ceny, cóż, kazimierskie.

W słynnej restauracji U Fryzjera przy ul. Witkiewicza polecam głównie koncerty kapel klezmerskich, bo jedzenie tam jest drogie i mocno przereklamowane.

Manufaktura Czekolady przy ul. Krakowskiej – chyba z milion rodzajów czekolady pitnej i różnego typu słodyczy. Koniecznie!

Bochotnica – zobaczcie moment zagłady dinozaurów

Ściana kamieniomu w Bochotnicy, na której widać moment zagłady dinozaurów. Fot. Crazy Nauka

Ściana kamieniomu w Bochotnicy, na której widać moment zagłady dinozaurów. Fot. Crazy Nauka

Granica epoki panowania dinozaurów – kamieniołomy w Bochotnicy pod Kazimierzem Dolnym. Fot. Crazy Nauka

Granica epoki panowania dinozaurów – kamieniołomy w Bochotnicy pod Kazimierzem Dolnym. Fot. Crazy Nauka

Położona 5 km od Kazimierza Bochotnica skrywa geologiczną perełkę – ścianę dawnego kamieniołomu, na której na zdjęciu po prawej stronie widać granicę pomiędzy erą mezozoiczną (poniżej ciemniejszej warstwy) a kenozoiczną (powyżej). Mezozoik zakończył się wielkim wymieraniem kredowym (to ta ciemniejsza warstwa). To wówczas wyginęły nie tylko dinozaury, ale w ogóle trzy czwarte gatunków roślin i zwierząt na Ziemi. Potem nastała era kenozoiczna, która trwa do dziś. Warto zobaczyć to na własne oczy – to zajmie najwyżej pół godziny. Ale jak pobudzi wyobraźnię!

Tę spektakularną historię opowiada ścianka w Bochotnicy. Kilka lat temu zabezpieczono ją za pieniądze unijne. Wejścia do wydrążonych w niej korytarzy, w których wydobywano kamień o nazwie opoka kazimierska, zostały słusznie zakratowane ze względu na żyjące tam nietoperze. Cały teren ogrodzono też siatką z nie do końca zrozumiałych przyczyn.

Być może więcej sensu miałoby ustawienie drogowskazów do kamieniołomu, bo niełatwo tam dotrzeć, mimo że ścianka jest widoczna z głównej drogi nr 824. Trzeba z niej skręcić w ul. Zamłynie, która po chwili skręca w prawo, ale my wjeżdżamy prosto w drogę gruntową. Na jej początku najlepiej będzie zostawić samochód (właśnie tam zostawiliśmy naszego Opla). Po chwili między dwoma gospodarstwami skręcamy w lewo w jeszcze węższą nieutwardzoną drogę i stamtąd mamy już 3 minuty do kamieniołomu. Uwaga, na rozwidleniu kierujemy się znów w lewo.

Opoka kazimierska to słynny miejscowy kamień służący do budowy wielu okolicznych domów i ogrodzeń. Jest to gładka skała barwy białej, szarobiałej lub żółtej, którą widać poniżej granicy wymierania. Powstała, kiedy tereny te pokrywało głębokie na 1000 metrów, ciepłe morze, w którym roiło się od amonitów, łodzików czy gąbek. Ich odciski z łatwością można zobaczyć na ściance w kamieniołomie.

Jeśli pokusicie się o wspięcie się do położonego po przeciwnej stronie doliny zamku w Bochotnicy (widać go z kamieniołomów, dojeżdża się do niego ulicą Podzamcze), to znajdziecie tam całe mnóstwo kamieni z odciskami prastarych zwierząt. Lena i Adaś zabrali stamtąd do domu pokaźną kolekcję imponujących minerałów.

Przy okazji można opowiedzieć dzieciom legendę o królu Kazimierzu Wielkim, który, będąc już w podeszłym wieku, zakochał się ponoć w młodej pięknej Żydówce Esterce. Dla niej miał wybudować zamek w Bochotnicy i odwiedzać ukochaną podziemnym korytarzem prowadzącym tam z jego własnego zamku w pobliskim Kazimierzu Dolnym.

W rzeczywistości zamek w Bochotnicy nie należał do króla, tylko do możnowładców. Najciekawszym wątkiem jest to, że pod koniec XV wieku warownia trafiła w ręce niejakiej Anny Zbąskiej, która przewodziła bandytom napadającym na podróżnych na pobliskim trakcie. Kolejna legenda dopowiada dalszą część tej historii: za popełnione winy duch Anny pokutuje, po wsze czasy pilnując ukrytych na zamku skarbów. Opowieść o zbójniczce, która ponoć sama ukrywała skarby w znajdującej się koło zamku jaskini, może być dla dzieciaków znacznie ciekawsza niż mocno zgrane romansidło o Kazimierzu i Esterce. Poza tym Anna Zbąska faktycznie tu mieszkała, a Esterka… No cóż.

Wąwóz Plebanka

Przy wejściu do wąwozu Plebanka od strony ul. Słonecznej. Oczywiście weszliśmy tam na piechotę :-) Fot. Crazy Nauka

Nową Astrą dotarliśmy do wejścia do wąwozu Plebanka od strony ul. Słonecznej. Oczywiście do samego wąwozu weszliśmy na piechotę 🙂 Fot. Crazy Nauka

Być w Kazimierzu i nie pójść do wąwozu…

Proponujemy Wam więc wycieczkę słynną Plebanką – ale nie od strony rynku, tylko z przeciwnej, od ulicy Słonecznej. Można tam podjechać autem (skręcając w ul. Plebanka), zostawić samochód przed wejściem do wąwozu i pójść sobie pieszo do miasta. Tam skręcić w ul. Nadrzeczną, szybko kupić koguta w piekarni Sarzyńskiego i wycofać się znów do Plebanki. W sezonie może tam być trochę ludzi, ale mało kto atakuje wąwóz od strony ul. Słonecznej.

Wąwozy kazimierskie zawdzięczamy lessowi – temu samemu, który tak sprzyja uprawie winorośli. Ta skała bardzo szybko ustępuje płynącej wodzie, która w miejscu ścieżek i dróg rzeźbi coraz to większe i większe zagłębienia. A najciekawsze jest to, że większość kazimierskich wąwozów powstała w ciągu ostatnich kilkuset lat!

Jeszcze bardziej fascynujące jest pochodzenie samego lessu. To pył wywiany spod czoła lodowca, który kilkaset lat temu ze Skandynawii sięgnął aż tutaj. Pchał przed sobą duże ilości materiału skalnego (którego wspomnieniem są m.in. głazy narzutowe). Naukowcy odkryli, że w takich miejscach chętnie szaleją… burze i silne wiatry. I to właśnie one wywiewały z rumowiska pył, najlżejszą frakcję skalnych okruchów, i roznosiły po okolicy. Setki tysięcy lat burz pyłowych, cofania się i nachodzenia lodowca zrobiły swoje, pokrywając ziemię grubą warstwą lessu.

Wyjątkowo spektakularny wygląd ma Korzeniowy Dół, wąwóz faktycznie wydarty spomiędzy korzeni drzew. Znajdziecie go na każdej mapie Kazimierza. Przespacerujcie się nim – wejście do wąwozu znajduje się od strony ul. Doły.

A z OnStara skorzystaliśmy w drodze powrotnej jeszcze raz – tym razem jadąc. 80 km przed domem włączyła się na tablicy jakaś żółta lampka. Zamiast nerwowo wertować instrukcję połączyliśmy się z osobistym opiekunem kierowcy Opel OnStar i szybko ustaliliśmy, że na chwilę wyłączyła się kontrola trakcji. Na szczęście jeszcze w trakcie rozmowy kontrolka zgasła, więc tematu nie rozwijaliśmy. Ale muszę przyznać, że po całym dniu jeżdżenia taki kontakt z żywym człowiekiem, który wyjaśni i pomoże, daje poczucie bezpieczeństwa. A to bardzo dużo.

Okolice Kazimierza Dolnego – Crazy Wyprawa do winnicy i osady słowiańskiej sprzed 1000 lat
4.75 (95%) 4 głosów

Czego u nas szukaliście?

Nie ma więcej wpisów