captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.
Dr Katarzyna Jankowska z mężem Tomaszem przed Polską Stacją Polarną Hornsund. Fot. Archiwum Katarzyny Jankowskiej

Dr Katarzyna Jankowska z mężem Tomaszem przed Polską Stacją Polarną Hornsund. Fot. Archiwum Katarzyny Jankowskiej

Pracowała w Arktyce i Antarktyce. Była zastępcą kierownika XXXVI Wyprawy IFG PAN do Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na Spitsbergenie. Jest naukowcem, dydaktykiem, mikrobiologiem i polarnikiem, a prywatnie żoną i matką. Wystarczyłoby tego na życiorys dla kilku osób, jak sobie z tym radzi jedna Katarzyna Jankowska?

Dr Katarzynę Jankowską po raz pierwszy spotkałem w Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego w Helu. Podczas kolejnej kampanii terenowej pobierała materiał do badań dotyczących mikrobiologii morskich rejonów przybrzeżnych. Następnie spotkaliśmy się na międzynarodowej konferencji dotyczącej regionów polarnych. Sporo rozmawialiśmy o jej wyprawach i nauce. Opowiadała, że rodzina jest dla niej najważniejsza, ale podróże to jej ogromna pasja i ciągle szuka nowych wyzwań.

Sąsiedztwo Stacji polarnej im. Henryka Arctowskiego na Wyspie Króla Jerzego w Antarktyce. Fot. Katarzyna Jankowska

Sąsiedztwo Stacji polarnej im. Henryka Arctowskiego na Wyspie Króla Jerzego w Antarktyce. Fot. Katarzyna Jankowska

Krzysztof Zawierucha: Kiedy zaatakował Cię „wirus polarny”?

Dr Katarzyna Jankowska, mikrobiolog z Wydziału Inżynierii Lądowej i Środowiska Politechniki Gdańskiej: – Lodowe krainy to moje marzenie z dzieciństwa. Mój tata był marynarzem na dalekomorskich statkach rybackich. Slajdy gór lodowych i statków wmarzniętych w lód, które nam pokazywał, sprawiły, że wyprawy w tamte rejony stały się moim marzeniem. Zawsze lubiłam zimę. W czasie studiów na Uniwersytecie Gdańskim na Wydziale Biologii Geografii i Oceanografii poznałam prof. Jana Marcina Węsławskiego, szefa Zakładu Ekologii Morza Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie. W czasie zajęć opowiadał nam o wyprawach i badaniach naukowych, które prowadził na Spitsbergenie, to tym bardziej podsycało moją wyobraźnię.

Kiedy zobaczyłaś Arktykę?

– Na tę sposobność musiałam nieco poczekać. Pojawiła się dopiero po obronie doktoratu. W 2003 roku prof. Węsławski zaproponował mi udział w projekcie dotyczącym strefy głębokowodnej Morza Grenlandzkiego – w polskim zespole brakowało mikrobiologa. Tak popłynęłam na moją pierwszą wyprawę.

Fot. Katarzyna Jankowska

Fot. Katarzyna Jankowska

Jak wyglądała twoja pierwsza wyprawa?

– To był rejs na największym niemieckim lodołamaczu „Polarstern” należącym do Instytutu Alfreda Wegenra w Bremie. Zaokrętowaliśmy w Longyearbyen, największym mieście w archipelagu Svalbard w Arktyce [jego największą wyspą jest Spitsbergen – przyp. AS]. Mimo krótkiego pobytu miasteczko zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Celem rejsu były badania biologiczne w osadzie na głębokości do 5500 m w rejonie Hausgarten położonym na zachód od wysp Svalbardu. Mogłam wreszcie podziwiać zamarznięte arktyczne wody. Kiedy „Polarstern” pracowicie rozbijał lód, spod burt wypływały fragmenty lodu wielkości samochodów. W dotarciu do jednego z wyznaczonych punktów lód okazał się za gruby nawet dla tego wielkiego statku i mimo ponadgodzinnej próby przebijania się przez zwarte pole lodowe musieliśmy zawrócić. Spędziłam fascynujące trzy tygodnie na Morzu Grenlandzkim. Obiecałam sobie, że tam wrócę.

Wróciłaś?

– To kolejna ciekawa historia. W roku 2005, kiedy to wiele instytucji naukowych przygotowywało się do IV Międzynarodowego Roku Polarnego, miałam wziąć udział w rejsie na „Oceanii” – statku należącym do Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie. Niestety, przez wiele realizowanych wtedy projektów zabrakło dla mnie miejsca na „Oceanii”. Wówczas prof. Węsławski zaproponował mi miejsce w Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na Spitsbergenie. Zapytał jednak, czy mam kogoś, kto mógłby ze mną pracować w terenie, ponieważ wszyscy już mają rozdzielone zadania, a wyprawa wiąże się m.in. z noszeniem broni i ciężką pracą fizyczną. Nie zastanawiałam się długo i natychmiast zadzwoniłam do mojego męża Tomasza z pytaniem, ile ma jeszcze urlopu. I tak po raz pierwszy pojechaliśmy razem do Arktyki. Na podstawie zebranych wyników badań napisałam projekt badawczy, który uzyskał finansowanie i w 2006 roku znowu ruszyliśmy na północ.

Tomasz podczas pracy na Spitsbergenie nocą polarną. Fot. Katarzyna Jankowska

Na Spitsbergenie podczas dnia polarnego. Fot. Katarzyna Jankowska

Czy potem często podróżowałaś z mężem?

– Mieliśmy szczęście i dotychczas zawsze udawało się nam wyjeżdżać razem. Byliśmy latem 2007 i 2010 roku na Spitsbergenie, a na przełomie 2008 i 2009 roku spędziliśmy trzy miesiące w Polskiej Stacji Antarktycznej im H. Arctowskiego na Wyspie Króla Jerzego w Antarktyce. Mimo że Tomasz pracował wtedy jeszcze w banku jako informatyk, jakoś udawało mu się łączyć wyjazdy z urlopem. Jest typowym terenowcem, warunki polarne doskonale mu odpowiadają. Kiedy zdecydowaliśmy się spędzić rok jako zimownicy XXXVI Wyprawy IGF do Polskiej Stacji Polarnej Hornsund, bez żalu rozstał się bankowym komputerem na zawsze. Zresztą w Stacji pracował też jako informatyk. Ja natomiast pełniłam funkcję zastępcy kierownika i zajmowałam się „gospodarstwem domowym” Stacji. Pracowaliśmy też wspólnie w realizowanym wtedy w Stacji projekcie edukacyjnym EduScience.

Jak to jest pracować z partnerem przez rok w warunkach polarnych? Ciężko tam chociażby wyskoczyć wieczorem do pubu. Chciał nie chciał, byliście skazani na siebie bez przerwy.

– W stacji obchodziliśmy 25. rocznicę ślubu, więc trochę się już znamy. Owszem, były pewne komplikacje, których nie braliśmy wcześniej pod uwagę. Okazało się, że wspólna praca nie w terenie i pod presją czasu nie jest naszą najmocniejszą stroną. Chwilami nie było łatwo, koledzy się z nas śmiali, że „łypię na męża, bo terminy gonią”.

Tomasz podczas pracy na Spitsbergenie nocą polarną. Fot. Katarzyna Jankowska

Tomasz pracjuje na Spitsbergenie podczas nocy polarnej. Fot. Katarzyna Jankowska

A co to takiego to EduScience?

– To ogromny projekt edukacyjny pod tytułem „Podnoszenie kompetencji uczniowskich w dziedzinie nauk matematyczno-przyrodniczych i technicznych z wykorzystaniem innowacyjnych metod i technologii – EduScience”. Ma zachęcić uczniów w całej Polsce do zainteresowania naukami przyrodniczymi. Naukowcy z dziesięciu obserwatoriów, statków i stacji badawczych przybliżali dzieciom swoją pracę, przygotowując materiały edukacyjne i prowadząc lekcje online. Pisaliśmy też bloga i posty na Facebooku o naszej pracy i życiu w Stacji. Przez specjalną platformę internetową prowadziłam lekcje dla uczniów. Miałam sporo frajdy, kiedy dostawałam sygnały, że lekcje się podobały. Po powrocie udało mi się kontynuować „polarne” opowieści i odwiedziłam kilkanaście szkół z wykładami. Projekt jest kontynuowany i można z niego korzystać. Zapraszam wszystkich chętnych do odwiedzenia strony Eduscience.pl.

Dr Katarzyna Jankowska pracująca w stacyjnym laboratorium w stacji polarnej Hornsund im. Stanisława Siedleckiego na Spitsbergenie. Fot. Archiwum Katarzyny Jankowskiej

Dr Katarzyna Jankowska pracująca w stacyjnym laboratorium w stacji polarnej Hornsund im. Stanisława Siedleckiego na Spitsbergenie. Fot. Archiwum Katarzyny Jankowskiej

Co na to wszystko wasze potomstwo?

– Mamy córkę Joannę. Jest w Twoim wieku, ma 27 lat. Powoli przyzwyczailiśmy ją do wyjazdów, które w końcu są częścią mojej pracy. Pierwsze kilkutygodniowe rozstania spędzała u dziadków. Kiedy wyjechaliśmy do Antarktyki na trzy miesiące, była na studiach. Wtedy też zrozumiała, że zrobienie z domu akademika to nie jest najlepszy pomysł… Nasza córka jest już dorosła i ma swoje życie, więc z krótszymi i dłuższymi rozstaniami radzi sobie chyba nieźle, tym bardziej, że szybki internet zapewnia codzienną  łączność.

Nie zmęczyły cię rejsy i zimowanie? Chcesz wracać do Arktyki?

– Oczywiście każda wyprawa to bardzo duży wysiłek, ale bardzo chciałabym tam wrócić! Od dwóch lat nie byłam w Arktyce, bo kończę badania tu, w Polsce. W tym czasie Tomaszowi udało się wyjechać już trzykrotnie. Jako przewodnik prowadził grupy turystyczne na Spitsbergenie. Nie da się ukryć, że w naszym życiu Arktyka stała się ważnym elementem.

Autor wywiadu, Krzysztof Zawierucha, jest doktorantem na Wydziale Biologii UAM w Poznaniu, ale często go można spotkać w Arktyce, gdzie bada niesporczaki i ekosystemy polarne. O prowadzonych przez niego badaniach pisaliśmy na naszym blogu 

 

We dwoje na dwóch krańcach Ziemi
3.67 (73.33%) 3 głosów

Nie ma więcej wpisów