captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

 

Czy „zimna Zośka” i „zimni ogrodnicy” to mit czy faktyczne zjawisko? Fot. RC Designer

Czy „zimna Zośka” i „zimni ogrodnicy” to mit czy faktyczne zjawisko? Fot. RC Designer

Wszyscy ogrodnicy wiedzą, że ludowe porzekadła warto traktować poważnie. Dlatego zazwyczaj czekają z sadzeniem wrażliwych na zimno roślin i warzyw przed „zimnymi ogrodnikami” i „zimną Zośką”. Czy obawa przed chłodem i przymrozkami ma jednak jakiekolwiek podstawy naukowe? Okazuje się, że tak.

Nasi „zimni ogrodnicy” to Pankracy, Serwacy i Bonifacy – w ich imieniny, przypadające kolejno od 12 do 14 maja, powinniśmy szczególnie uważać na gwałtownie obniżającą się temperaturę i słynne majowe przymrozki. 15 maja dzieła zniszczenia dopełnia „zimna Zośka”. I choć w minionych latach te dni bywały bardzo ciepłe, zazwyczaj następowało po nich jednak znaczne ochłodzenie. O co zatem w tym chodzi? Czy to tylko przypadek, czy zjawisko gwałtownego ochłodzenia faktycznie przypada zawsze na pierwszą połowę maja?

Sto lat zimnego maja

Na to pytanie postanowili odpowiedzieć naukowcy, którzy przyjrzeli się historycznym danym dotyczącym majowej pogody. Materiał do badań został dostarczony przez Obserwatorium Astronomiczne w Krakowie i objął lata 1881-1980.  Okazało się, że prawie każdego roku zdarzają się poważne ochłodzenia (spadek temperatury o więcej niż 10 ºC), które trwają kilka dni lub występują w kilkudniowych „blokach” rozdzielonych cieplejszymi dniami. Nie zawsze jednak wypadają dokładnie w dniach 12–15 maja, choć bardzo często trzymają się tych przysłowiowych dat. Zjawisko to występuje nie tylko w Polsce – razem z nami każdej wiosny na pogodę narzekają także Niemcy, Francuzi, Holendrzy i Słoweńcy.

Z analizy materiałów wynika, że fale majowych chłodów mogą tak naprawdę wystąpić w każdym dniu maja z prawdopodobieństwem wzrastającym od 1 do 12 dnia miesiąca, ale także kolejne dwa tygodnie mogą nieprzyjemnie zaskoczyć ogrodników i zwolenników aktywności na świeżym powietrzu. Nie warto zatem jeszcze chować szalików na dno szafy, choć najbardziej niebezpieczny okres już za nami, a prognozy stają się coraz bardziej obiecujące.

Z czego zazwyczaj wynika nagła majowe ochłodzenie? Według naukowców wiosną temperatura powietrza w Europie Środkowej wykazuje największy związek z cyrkulacją antycyklonalną – ruchem powietrza od centrum wyżu barycznego (antycyklonu) postępującym zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara. W okresie wiosennym są to niestety masy powietrza arktycznego, spodziewać zatem można się nie tylko znacznego ochłodzenia, ale także częstych przymrozków. I choć pogoda określana mianem antycyklonalnej charakteryzować się powinna bezchmurnym niebem i brakiem opadów, coraz częściej wiosną, poza niską temperaturą, spodziewać można się deszczu. To efekt postępujących zmian klimatu, które w okresie najbliższych stu lat mogą sprawić, że „zimna Zośka” stanie się tylko wspomnieniem i mówić będziemy raczej o „mokrej Zośce”.

Gdzie nasze pomidory?!

Pomijając fakt konieczności grzebania w szafach w poszukiwaniu swetrów i szalików, ponosimy także inne konsekwencje majowych ochłodzeń. Powody do narzekania znajdą na pewno miłośnicy nowalijek, pomidorów i wiosennego przysmaku – młodych ziemniaków. Ochłodzenia w pierwszej połowie maja wpływają zazwyczaj na termin pojawiania się tych produktów w sklepach, a także na późniejsze wysokie ceny. Spadek temperatury na początku maja w tym roku dał się mocno we znaki polskim pomidorom, które nie przepadają za temperaturą poniżej 10 ºC. Na rozkosze kulinarne przyjdzie nam zatem trochę poczekać. Można zatem posłuchać Maanamu i cierpliwie czekać na upały. A one podobno już wkrótce!

Czy „zimna Zośka” i „zimni ogrodnicy” to mit czy faktyczne zjawisko?
5 (100%) 6 głosów

Czego u nas szukaliście?

  • Lidia Lipnicka

    Niestety, to zmora rolników. Przymrozki mrożą kwiaty, przez co jest mniej owoców i właśnie ceny są wyższe.

    • Piotr

      Pojedynczy sklep zamawia owoce tak samo jak np. buty i ich cena jest wielopoziomową kalkulacją, bo gdyby ludzie zaczęli kupować hurtowe ilości jakiegoś owocu za grosze to uderzyłoby by to w inne produkty. Cena to coś więcej niż koszt i ilość produkcji podzielony przez ilość chętnych.

      • Lidia Lipnicka

        Edit, chodziło mi o to, że przymrozki to zmora rolników bo plony wymraża, bo wysokie ceny owoców są dla nich akurat ok, odwrotnie dla kupujących. Ale faktycznie mała ilość owoców w kraju wcale nie musi oznaczać wysokiej ceny, bo zaraz coś sprowadzą z Chin czy Hiszpanii. A i marżę sprzedawcy narzucają dużą, bo powyżej 100%. W sezonie na giełdzie np.borówka po 12zł/kg, a na bazarku 24-32zł/kg.

Nie ma więcej wpisów