captcha image

A password will be e-mailed to you.

Jest wiele argumentów za tym, by jeść mniej mięsa. Hodowla przemysłowa zwierząt to ogromne obciążenie dla środowiska i klimatu. To także cierpienie miliardów zwierząt. Dodajmy do tego fakt, iż jedzenie mięsa, zwłaszcza czerwonego i wędlin, jest niekorzystne dla naszego zdrowia. 

Ten artykuł jest elementem akcji #dbamoklimat, w którą się włączyliśmy i którą wspieramy.

Jak podaje Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), ludzkość co roku zjada 50 miliardów (tak, MILIARDÓW!) kurczaków, 1,5 miliarda świń, 550 milionów owiec, 440 milionów kóz oraz 300 milionów krów. Na farmach hodowlanych na całym świecie żyje jednocześnie, każdego dnia, 19 miliardów kurczaków, 1,5 miliarda krów, 1 miliard świń i 1 mld owiec (źródło). 

Przemysłowa hodowla kurcząt. Fot. Roee Shpernik / CC BY-SA 4.0

Te liczby przytłaczają. A stoi za nimi proces bogacenia się ludności świata – niemal wszędzie tam, gdzie ludzie stają się zamożniejsi, rośnie spożycie mięsa. W skali globalnej w ciągu ostatnich 50 lat wzrosło ono ponadczterokrotnie

Argumenty za zmniejszeniem spożycia mięsa

Dla wegan i wegetarian najważniejszym argumentem na niekorzyść jedzenia mięsa jest cierpienie zwierząt hodowlanych. Ten argument silnie przemawia i do mnie. To przede wszystkim on sprawił, że dwa lata temu zrezygnowałam z mięsa w swojej diecie. Zdaję sobie jednak sprawę, że wielu ludzi lubi i chce jadać mięso, zaznaczam więc, że w tym artykule nie zamierzam oceniać dokonywanych przez nich wyborów. 

Sądzę natomiast, że osobom tym dostarczę wystarczająco dużo argumentów, aby zechciały spożycie mięsa ograniczyć. Jeśli nie dla dobra zwierząt hodowlanych, klimatu czy środowiska, to dla własnego zdrowia.

W takiej kolejności opisałam 4 powody, dla których warto jeść mniej mięsa: 

1. Mięso w nadmiarze jest niezdrowe

2. Hodowla zwierząt pogłębia proces ocieplenia klimatu

3. Przemysł hodowlany niszczy środowisko 

4. Zwierzęta cierpią

Cierpienie zwierząt znalazło się na końcu nie dlatego, że uważam je za mniej ważne, ale dlatego, że opis cierpień zwierząt jest drastyczny, więc nie każdy jest w stanie o tym czytać i ja to rozumiem. Sama ledwo przebrnęłam przez straszną w swej wymowie lekturę raportów organizacji broniących praw zwierząt.

1. Mięso w nadmiarze jest niezdrowe

Polacy jedzą dużo mięsa. Według “Małego Rocznika Statystycznego Polski 2019” w 2018 roku na każdego mieszkańca naszego kraju przypadało 62,4 kg mięsa, co – i to jest pozytywny sygnał – oznacza spadek o 2,24 proc. względem roku poprzedniego. Warto tu dodać, że te 62,4 kg to ŚREDNIA przypadająca na KAŻDEGO Polaka, włączając w to niemowlęta i wegetarian czy wegan. Gdyby policzyć faktyczne spożycie u osób jedzących mięso, u wielu z nich wyniki byłyby znacznie wyższe. 

Mimo nieznacznej redukcji spożycie mięsa w Polsce pozostaje znacznie większe, niż wskazują zalecenia zdrowotne, zwłaszcza że ponad połowę zjadanego w naszym kraju mięsa stanowi niekorzystne dla zdrowia mięso czerwone: głównie wieprzowina (51 proc.) oraz wołowina (3 proc.). Zalecenia Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej mówią o tym, że spożycie mięsa – zwłaszcza czerwonego i przetworzonych produktów mięsnych – każdy z nas powinien ograniczyć do najwyżej 500 gramów tygodniowo, co daje maksymalnie 26 kg na rok. 

Źródło: GUS/IERiGŻ-PIB

Zalecenia te są zgodne z rekomendacjami światowych organizacji zajmujących się ochroną zdrowia. I tak Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC), która jest agendą Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), namawia, by ograniczyć spożycie mięsa, zwłaszcza przetworzonego i czerwonego. Mięso przetworzone to takie, które zostało przetworzone poprzez solenie, peklowanie, fermentację czy wędzenie. Termin ten obejmuje więc wędliny, parówki czy niektóre mięsa mielone. Czerwone to mięso ssaków, czyli wieprzowe, wołowe czy baranie.  

Wielkie, przekrojowe badania przeprowadzone przez IARC dowodzą, że jedzenie mięsa przetworzonego i czerwonego podnosi o 17-18 proc. ryzyko zachorowania na raka jelita grubego. Takie ryzyko ponoszą osoby, które zjadają 100 gramów mięsa czerwonego lub 50 gramów przetworzonego dziennie. A to naprawdę niewielkie ilości! 

Problemem są zarówno związki rakotwórcze powstające np. w procesie wędzenia mięsa, jak i duże ilości nasyconych kwasów tłuszczowych, cholesterolu i soli, które z kolei przyczyniają się do podniesienia ryzyka chorób układu krążenia i otyłości

Z kolei World Cancer Reseach Fund radzi, aby ograniczyć spożycie czerwonego mięsa do nie więcej niż trzech porcji w tygodniu, co łącznie daje około 350–500 gramów (po ugotowaniu). Fundacja dodaje, by mięso przetworzone jadać, jeśli w ogóle, to w naprawdę minimalnych ilościach. Jednocześnie twierdzi, że czerwone mięso jest dobrym źródłem białka, żelaza i innych mikroelementów. Można je jednak z powodzeniem zastąpić jedzeniem drobiu, ryb, jajek i nabiału, zaś zapotrzebowanie na żelazo zaspokajać poprzez urozmaicone produkty roślinne

– Na diecie roślinnej najlepszymi alternatywami dla mięsa są nasiona roślin strączkowych i ich przetwory oraz orzechy i pestki. Ciecierzyca, soczewica, fasola czy soja dostarczają w 100 g porównywalnej lub większej ilości białka (20-34 g/100 g). Warto również do diety włączyć pestki i orzechy (15-25 g/100 g) i przetwory sojowe jak tofu (12 g/100 g) czy tempeh (19 g/100 g). Znaczących ilości dostarczają też produkty zbożowe jak kasza gryczana (13 g/100 g) czy makaron (14 g/100 g)

– mówi Arkadiusz Matras z serwisu Dietetyka #NieNaŻarty, który zainicjował akcję #dbamoklimat

Crazy Nauka również włączyła się w tę akcję, czego wyrazem jest ten właśnie artykuł. Zachęcam Was wszystkich do zajrzenia na stronę https://dietetykanienazarty.pl/. Dowiecie się tam, jak dieta może wpływać na zmiany klimatu oraz jak bilansować diety oparte na produktach pochodzenia roślinnego.

Między innymi, dzięki spożyciu wymienionych wyżej produktów, osoby na roślinnej rzadziej chorują na cukrzycę typu II, nowotwory i rzadziej umierają z powodu chorób serca – dodaje Arkadiusz Matras. – I choć największych korzyści mogą oczekiwać weganie, to już nawet grupa semiwegetarian (jedzą również nabiał, jaja czy wybrane, tylko niektóre rodzaje mięs) może oczekiwać korzyści zdrowotnych. W porównaniu z wszystkożercami, weganie i semiwegetarianie mają kolejno niższe BMI (23,6 dla wegan i 27,3 dla semiwegetarian), ryzyko cukrzycy typu II (49% i 24% niższe) [1], raka jelita grubego (16% i 8% niższe) [2], śmiertelności z każdej przyczyny (15% i 8% niższe) [3]. Należy też pamiętać, że dieta roślinna, mimo korzyści zdrowotnych, predysponuje do anemii [4], złamań kości (u wegan) [5] oraz niedoborów witaminy B12, białka, cynku, selenu, jodu oraz kwasów omega 3 (EPA i DHA) [6].

2. Hodowla zwierząt pogłębia proces ocieplenia klimatu

Apetyt na mięso jest znaczącą przyczyną emisji gazów cieplarnianych. Jak podaje FAO, hodowla zwierząt odpowiada aż za ok. 14,5 proc. antropogenicznych emisji gazów cieplarnianych. Podobne emisje powoduje cała branża transportowa. 

Główną przyczyną emisji odzwierzęcych jest produkcja paszy (45 proc.), a więc wylesianie z przeznaczeniem pod pola uprawne oraz przetwarzanie roślin. Dalej w kolejności (39 proc.) jest fermentacja jelitowa krów (innymi słowy „zwierzęce pierdnięcia”). Magazynowanie i przetwarzanie obornika stanowi 10 proc. emisji będących pochodną hodowli zwierząt, zaś pozostała ich część związana jest z przetwarzaniem i transportem produktów zwierzęcych i gnojowicy czy transportem żywych zwierząt lub mięsa.

A teraz zobaczmy, jaką rolę odgrywa produkcja zwierzęca w emisji poszczególnych gazów cieplarnianych. Dwutlenek węgla z produkcji zwierzęcej stanowi 5 proc. antropogenicznych emisji CO2, metan z tego źródła stanowi 44 proc. antropogenicznych emisji metanu, a odzwierzęcy tlenek azotu to aż 53 proc. antropogenicznych emisji tego gazu (źródło: FAO). Wpływ hodowli zwierząt na wzrost emisji gazów cieplarnianych jest więc ewidentny.

Szwedzi, u których roczne spożycie mięsa per capita przekracza aż 80 kg, obliczyli, że dostosowanie jego ilości do wytycznych żywieniowych (które, przypominam, wynoszą do 26 kg rocznie na mieszkańca) pozwoliłoby zmniejszyć z 40 proc. do 15-25 proc. udział emisji z tego źródła w całkowitej emisji gazów cieplarnianych u statystycznego Szweda. 

Ale mięso mięsu nierówne. Z punktu widzenia śladu węglowego, czyli ekwiwalentu dwutlenku węgla wyrażonego w kg na 1 kg produktu, niektóre rodzaje mięsa i produktów odzwierzęcych są bardziej nieprzyjazne dla klimatu od innych, a prym wiodą pod tym względem: baranina (39,2 kg), wołowina (27 kg), ser (13,5 kg) i wieprzowina (12,1 kg). Jeśli więc chcemy jeść mięso, to częściej wybierajmy produkty zwierzęce pozostawiające mniejszy ślad węglowy, czyli mięso kurczaka (6,9 kg) i jaja kurze (4,8 kg). Więcej o tym, jak zmniejszyć swój osobisty ślad węglowy, pisałam w oddzielnym artykule.

3. Hodowla zwierząt niszczy środowisko 

Jak podaje najnowszy raport FAO z 2019 roku, hodowla przemysłowa zwierząt pochłania aż 20 proc. świeżej wody wykorzystywanej do produkcji żywności, co jest równoznaczne z 10 proc. światowych zasobów słodkiej wody. Aby dać jeden litr mleka, krowa musi wypić co najmniej trzy litry wody. Wysoko wydajne krowy mleczne potrzebują do 150 litrów wody dziennie. Woda jest potrzebna przy uboju zwierząt hodowlanych i przetwarzaniu mięsa, pochłaniają ją też w ogromnych ilościach uprawy przeznaczone na pasze dla zwierząt, a trzeba wiedzieć, że aż 35 proc. gruntów ornych na świecie służy właśnie do tego celu. 

Pastwiska zajmują aż 26 proc. całkowitej powierzchni lądów wolnej od lodu, a około 20 proc. powierzchni tych pastwisk zostało zdegradowane, głównie wskutek nadmiernego wypasu. 

Wspomniałam już o tym, że konieczność karmienia zwierząt hodowlanych sprawia, iż potrzeba więcej ziemi pod pola uprawne, co prowadzi do wycinki lasów czy osuszania mokradeł. Raport FAO podaje, że produkcja zwierzęca jest główną przyczyną wylesienia na świecie. W największym stopniu dotyczy to Amazonii, w której aż 70 proc. terenów zalesionych zostało zastąpionych pastwiskami i uprawami paszowymi (teraz jest to pewnie jeszcze wyższy odsetek, bo cytowany raport pochodzi z 2006 roku). 

Wylesianie. Fot. ADPartners (CC BY-SA 3.0)

Sektor hodowlany jest prawdopodobnie największym sektorowym źródłem zanieczyszczenia wody na świecie. Przyczynia się do nadmiernej eutrofizacji, czyli użyźniania wód, co wywołuje zakwity sinic i prowadzi do tworzenia się „martwych” stref w wodach przybrzeżnych, degradacji raf koralowych czy przenikania do wody antybiotyków, które podaje się zwierzętom hodowlanym. 

Skoro już jesteśmy przy antybiotykach, to według raportu FAO stanowią one jedno z głównych źródeł zanieczyszczenia wody wskutek produkcji zwierzęcej – obok gnojowicy, substancji chemicznych pochodzących z garbarni, nawozów i pestycydów używanych do upraw paszowych, a także osadów spływających ze zerodowanych pastwisk.

4. Zwierzęta cierpią

Dokumentacja tego procederu mrozi krew w żyłach, liczby są porażające, a ludzka nieczułość lub wręcz okrucieństwo – ewidentne. Podam kilka przykładów.

Po pierwsze, transport żywych zwierząt. Od lat słyszymy o dramatycznie złych warunkach, w jakich są one przewożone na często ogromne odległości (do 5000 km!), co trwa kilka dni, a niekiedy ponad tydzień. Ścisk, okaleczenia, zła wentylacja, ekstremalne temperatury, pragnienie i głód to stali towarzysze tych strasznych podróży. W obrębie Unii Europejskiej istnieją przepisy, które (jeśli nie są łamane, a dzieje się to często) zabraniają takiego traktowania zwierząt, ale już w niektórych krajach poza UE prawo dopuszcza znacznie gorsze warunki ich przewozu czy rozładunku. Tymczasem co roku około trzech milionów żywych zwierząt jest wywożonych z UE m.in. do Turcji czy Iraku. Aż 67 proc. kontroli wywozu zwierząt z UE do Turcji wykazało łamanie przepisów unijnych w kwestii traktowania zwierząt.

W takich warunkach przewożone są również cielęta, które są tak młode, że powinny być żywione mlekiem matki. Są one “produktem ubocznym” przemysłu mlecznego, bo przecież abyśmy my mogli się napić mleka, krowa musi powić cielę, co inicjuje u niej laktację. Ponieważ chcemy, abyśmy to my, nie cielęta, wypijali mleko, to młode krowy są przeznaczane na ubój. Karmi się je mlekiem rozcieńczonym wodą, przez co wiele z nich jest chronicznie głodnych.

Kontrola  przeprowadzona w 2019 roku przez Compassion Polska na pięciu polskich fermach wykazała, że oddzielone od matki cielęta przetrzymywane są w ciasnych kojcach lub budkach, tzw. igloo, bez kontaktu innymi cielętami (a są to inteligentne i społeczne zwierzęta), cierpią też z powodu głodu, a zimą – niskich temperatur i braku możliwości ogrzania się. A to w zasadzie norma w hodowli cieląt. Szacuje się, że w ten sposób hoduje się ponad 1 milion tych zwierząt w Polsce, a w całej Unii Europejskiej 12 milionów. 

W jeszcze gorszych warunkach przetrzymywane są świnie. Chyba najokrutniejszy los jest udziałem świńskich matek. Blisko milion loch w Polsce, a ponad 10 milionów w całej UE, większość swojego życia spędza, na zmianę, w ciasnych metalowych klatkach lub kojcach porodowych, które uniemożliwiają im poruszanie się czy zbliżenie do potomstwa. W kojcu mogą jedynie karmić młode, a bezruch powoduje u nich odleżyny, rany i ogromny stres – pamiętajmy, że świnie to inteligentne i wrażliwe zwierzęta. 

Śledztwo prowadzone przez Compassion Polska na pięciu farmach w Polsce wykazało, że częstym zjawiskiem jest nieudzielanie pomocy weterynaryjnej lochom i prosiętom, które tego wymagają. Młode są krótko po urodzeniu poddawane kastracji, skracaniu ogonów i spiłowaniu zębów, a potem spędzają resztę życia na przestrzeni mniejszej niż metr kwadratowy, która ledwo wystarcza, aby się obrócić lub położyć. Na koniec są w ścisku transportowane do ubojni.

Maciora w kojcu. Fot: Andrew Skowron / Flickr (CC BY-SA 2.0)

Złe warunki mają też kury, których większość – blisko 60 proc. w UE i 90 proc. w Polsce – spędza życie w klatkach. Po batalii o wycofanie klatek bateryjnych (bez żadnego dodatkowego wyposażenia) w UE wprowadzono tzw. klatki wzbogacone (czyli wyposażone m.in. w maty do drapania czy grzędy). To jednak wciąż klatki, a żyjące w nich zwierzęta nie mogą rozpościerać skrzydeł czy grzebać w ziemi, co należy do ich naturalnych potrzeb. Dlatego tak ważne jest, aby kupować jaja od kur z wolnego wybiegu, oznaczone numerem 1. Niech przynajmniej kury nioski zaznają warunków, które zaspokajają ich podstawowe życiowe potrzeby. 

Garść dobrych wiadomości

Przyznaję, że napisanie powyższego fragmentu artykułu było dla mnie dużym emocjonalnym wyzwaniem. Moja wiara w kondycję moralną ludzi została wskutek tego jeszcze bardziej podkopana. Jednak mimo wszystko widać światełko w tunelu. 

Badanie przeprowadzone w Polsce w lutym 2020 roku przez Centrum Badawczo-Rozwojowe Biostat pokazuje, że zdaniem 82 proc. ankietowanych chów klatkowy kur niosek nie zapewnia zwierzętom odpowiednich warunków do życia. Według Eurobarometru z 2016 roku aż 86 proc. Polaków za istotną uważa ochronę dobrostanu zwierząt hodowlanych, zaś 72 proc. twierdzi, że ten dobrostan powinien być w Polskie skuteczniej chroniony. Z kolei badanie CBOS z 2018 roku pokazało, że dla 35 proc. rodaków najważniejszy przy zakupie jajek jest sposób chowu kur (na niekorzyść chowu klatkowego), co daje niemal trzykrotny wzrost od 2006 roku. Z 27 proc. do 11 proc. zmalał za to odsetek Polaków, którzy zakup jaj uzależniają przede wszystkim od ich niskiej ceny.

Jednocześnie sieci hipermarketów wprowadzają lub już wprowadziły do oferty alternatywy dla mięsa, co oznacza, że wymusił to popyt na te produkty.

Te dobre wiadomości uzupełniają deklaracje dotyczące zmniejszenia spożycia mięsa, którą to chęć w badaniu przeprowadzonym w lutym 2018 roku przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych zgłosiło 57,8 proc. ankietowanych. Z kolei badanie przeprowadzone w czerwcu 2020 przez Market Research World na zlecenie Upfield wskazuje na to, że okres pandemii COVID-19 zachęcił niemal jedną czwartą Polaków do ograniczenia spożycia mięsa, a blisko 10 proc. rodaków kupiło w tym czasie jego roślinne zamienniki. Miejmy nadzieję, że te deklaracje znajdą pokrycie w rzeczywistości i że jest jeszcze jakaś szansa dla nas i dla planety.

***

Przypisy do wypowiedzi nt. wartości odżywczych diety roślinnej: 

  1. Tonstad S, Butler T, Yan R, Fraser GE (2009) Type of vegetarian diet, body weight, and prevalence of type 2 diabetes. Diabetes Care 32:791–796
  2. Orlich MJ, Singh PN, Sabaté J, i in. (2015) Vegetarian dietary patterns and the risk of colorectal cancers. JAMA Intern Med 175:767–776
  3. Orlich MJ, Singh PN, Sabaté J, Jaceldo-Siegl K, Fan J, Knutsen S, Beeson WL, Fraser GE (2013) Vegetarian dietary patterns and mortality in adventist health study 2. JAMA Intern Med 173:1230–1238
  4. Pawlak R, Berger J, Hines I. Iron Status of Vegetarian Adults: A Review of Literature. Am J Lifestyle Med. 2016;12(6):486-498. Published 2016 Dec 16. doi:10.1177/1559827616682933
  5. Appleby P, Roddam A, Allen N, Key T. Comparative fracture risk in vegetarians and nonvegetarians in EPIC-Oxford. Eur J Clin Nutr. 2007;61(12):1400-1406. doi:10.1038/sj.ejcn.1602659
  6. Rogerson D. Vegan diets: practical advice for athletes and exercisers. J Int Soc Sports Nutr. 2017;14:36. Published 2017 Sep 13. doi:10.1186/s12970-017-0192-9

Czego u nas szukaliście?

Nie ma więcej wpisów