captcha image

A password will be e-mailed to you.

 

anatomia_glupoty1

Internet uwielbia zestawienia największych wpadek uwiecznionych na wideo. A my uwielbiamy przyjrzeć się im od strony naukowej. Bo i tak można na to spojrzeć.

Dlaczego stos drewna, polany obficie benzyną i podpalony, nie zajmuje się zwyczajnie ogniem, tylko eksploduje na kilkanaście metrów wokół? Dlaczego salto od ściany nie wychodzi nowicjuszom, a skakanie na batucie w kilka osób może zakończyć się wystrzeleniem w dal jednej z nich?

anatomia_glupoty3Chyba wszyscy znamy filmowe zestawienia wpadek, z których śmieje się cały internet, choć niekiedy też na ich widok przeżywa dreszcz grozy. Bo czy można zrobić coś więcej, niż załamać ręce nad pechowymi przygłupami z YouTube’a? A można – chociażby nauczyć się czegoś na ich błędach. W drugiej już serii „Anatomia głupoty według Richarda Hammonda”, pokazywanej przez National Geographic Channel, niejedno z Was rozpozna swoje ulubione fragmenty najsłynniejszych fail compilations. A potem dowiecie się ze szczegółami, co konkretnie sprawiło, że bohaterowie tych scenek okryli się aż taką hańbą. I co powinni byli zrobić, by ich ewolucje zakończyły się sukcesem.

Od dawna wiadomo, że najlepiej uczymy się na błędach. A w tym wypadku mamy naprawdę duży komfort płynący stąd, że nie są to nasze własne błędy. Bo idę o zakład, że spora część YouTube’owych geniuszy po nagraniu tych filmów wylądowała w szpitalu. I nie będę Was pytać, czy rzeczywiście nigdy nie mieliście ochoty samodzielnie wykonać którejś z wyśmiewanych wpadek, bo i tak się do tego nie przyznacie. Ja mogę jednak z czystym sumieniem powiedzieć, że rezultatu niektórych, pozornie niewinnych akcji nie byłabym w stanie na bieżąco przewidzieć. Na przykład tego, że kiedy kilka osób zsynchronizuje swoje podskoki na batucie, mogą bez trudu wystrzelić w dal tę jedną niezgraną z nimi osobę. To oczywiście logiczne i przewidywalne, ale i tak widziany na własne oczy rezultat przerasta najśmielsze oczekiwania. A to przecież czysta fizyka.

Anatomia głupoty według Richarda Hammonda

Anatomia głupoty według Richarda Hammonda

No właśnie, „Anatomia głupoty” każe nam pójść o krok dalej: porzucić rolę rechoczącego sędziego i zejść piętro niżej, do naukowych źródeł tych wpadek. Kiedy więc nieszczęśnik wykona już swoją spektakularną wywrotkę podczas salta od ściany, jego miejsce w programie zajmie kaskader, który – pokazywany w zwolnionym tempie – pokaże, jak ta sekwencja ruchów rzeczywiście powinna wyglądać. Przy tej okazji rozrysowane zostaną wszelkie wektory i siły na niego działające, a my nie będziemy mieć już wątpliwości, dlaczego tamten pierwszy skok po prostu nie mógł się udać. Podoba mi się zwłaszcza konwencja rozszerzonej rzeczywistości pokazująca fizykę stojącą za daną ewolucją. To coś pomiędzy naukową infografiką w gazecie a przemawiającym do wyobraźni ożywionym komiksem.

anatomia_glupoty2Lubimy takie rzeczy i prawdę mówiąc chciałabym, by było ich w “Anatomii głupoty” jeszcze więcej. Bo to najciekawszy i najbardziej twórczy element całego programu – Richard Hammond, mimo całej swej charyzmy, jest tu po prostu prowadzącym, który firmuje swoim nazwiskiem całą serię. Niepotrzebnie dorzucane są krótkie fragmenty z jednym czy dwom filmami, które nie są wyjaśniane naukowo – ot taki wypełniacz czasu. Ale za to te fizyczne fragmenty… Sam miód! W dodatku dobrze sprawdzony, bo w Polsce filmy konsultowali fizycy z Instytutu Badań Edukacyjnych. Dzięki temu mamy pewność, że polski przekład jest poprawny z naukowego punktu widzenia.

To też dobry przykład na to, że pogardzane przez wielu “głupie filmiki z jutuby” mogą posłużyć całkiem dobremu celowi. Oczywiście jasne jest, że twórcy programu w ten sposób poszerzają sobie grono odbiorców o tzw. “gimbazę”, ale moim zdaniem to świetny pomysł – właśnie tak trzeba popularyzować naukę. Nadmiar zadęcia szkodzi.

Warto pochwalić autorów za trzymanie ręki na pulsie – w nowej serii, która ma premierę 10 lutego o 21:00 na kanale National Geographic Channel pojawiają się filmy, które niedawno trafiły na YouTube’a. To ważne, bo internet rządzi się swoimi prawami i materiały, które mają kilka miesięcy, trącą już myszką.

 

Recenzja jest elementem współpracy z National Geographic Channel, który udostępnił nam premierowe odcinki nowej serii, ale nie wpływał na nasze opinie. Naprawdę lubimy i polecamy tę serię 🙂

 

 

Nie ma więcej wpisów