captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Fot. Crazy Nauka

Czy facet może być w ciąży? Dlaczego potrzeba całej wioski (słoni), by wychować jedno dziecko? I czy macho może popisywać się niemowlęciem jak, nie przymierzając, wypasionym motocyklem? Ta książka pokazuje, że w rodzicielstwie zwierząt (prawie) wszystko jest możliwe.

Książki Marty Alicji Trzeciak mogę polecać w ciemno – jest ona autorką bardzo fajnej „Zoologii” z serii Laboratorium w szufladzie oraz regularnie publikowanych na naszym blogu tekstów o zdrowiu i zwierzętach. No, ale Wam niekoniecznie musi wystarczyć rekomendacja: „Czytajcie, bo Marta to napisała”. Tak więc należy się Wam kilka słów o tym, dlaczego warto przeczytać książkę „Czy słonie dają klapsy? Fascynujące rodzicielstwo zwierząt”. Napiszę o tym z przyjemnością, zwłaszcza że Crazy Nauka jest patronem medialnym tego tytułu.

Nie tak dawno pisałam o tym, że w naszych kontaktach ze zwierzętami, naznaczonych całymi wiekami instrumentalnego traktowania tych istot, nadszedł czas uczciwego współistnienia, a więc szanowania ich odmienności, a niekiedy uderzającego podobieństwa do nas i naszych ludzkich obyczajów. Marta Alicja Trzeciak pokazuje jedno i drugie, przytaczając całą masę fascynujących i niekiedy wręcz niewiarygodnych przykładów ze świata zwierząt.

Ale nie oczekujcie tu jedynie wyliczanki barwnych i zabawnych anegdot, bo – mimo iż takowych nie brakuje – ta książka oferuje znacznie więcej. Daje wnikliwe wejrzenie w nasze i zwierzęce rodzicielstwo, zarówno na poziomie fizjologicznym, jak i psychologicznym. I powiem Wam, że w tym zestawieniu zwierzęta niejednokrotnie wypadają korzystniej niż my, ludzie.

Facet w ciąży

Fot. mark6mauno/Flickr

Czy przyszłoby ci do głowy, że facet może być w ciąży? Oczywiście, wyjąwszy Arnolda Schwarzeneggera w filmie „Junior” z 1994 roku 😉 Zdolność zajścia w niemal-ciążę mają samce pławikonika wielkobrzuchego, zwanego konikiem morskim. Pławikoniki płci męskiej wytwarzają na brzuchu specjalną kieszeń, w której samica umieszcza jajeczka – i odpływa w dal. Od tej pory ciężar wydania na świat młodych pławikoników spoczywa na wątłych barkach samca.

I nie chodzi tylko o zwykłe zapewnienie potomstwu ochrony w torbie, ale o to, że warunki w niej panujące naprawdę przypominają to, czego należałoby się spodziewać po macicy ssaków. „Organizm samca pławikonika nie tylko dostarcza rozwijającym się młodym substancji odżywczych oraz niezbędnego do rozwoju tlenu, ale również usuwa produkty przemiany materii” – pisze Marta.

Co więcej, żeby po wyjściu na zewnątrz młode pławikoniki nie odczuły szoku, ojciec dostosowuje skład płynu obmywającego jajeczka, stopniowo zwiększając jego zasolenie. Do tego jest niezwykle wydajny, bo za jednym zamachem może urodzić nawet 1100 dzieci! Pikanterii dodaje fakt, iż poród u pławikonika zazwyczaj rozpoczyna się nocą w czasie pełni księżyca… Nie dość, że zaangażowany z niego ojciec, to jeszcze romantyczny!

Ci wspaniali mężczyźni i ich maszyny

Z kolei wśród samców angażujących się w opiekę nad niemowlętami na uwagę zasługuje szczególny przypadek makaków berberyjskich. Otóż, jak pisze Marta, w społeczności tych małp często można zaobserwować młodych samców leniwie „gawędzących” w swoim samczym gronie. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że samce te trzymają na kolanach małe makaki niebędące ich dziećmi.

Troskliwi wujkowie? Pomocnicy matek? Nic z tych rzeczy. Badania pokazały, że samce wybierają dzieci losowo, podprowadzając je mniej uważnym i często niespokrewnionym z nimi matkom. A następnie… obnoszą się z tymi dziećmi przed swoimi kolegami.

Tak, tak, znacie to na pewno: grupa osiedlowych chłopaków niedbale siedzących na ławkach i popijających piwo, a tuż obok nich stoją pozornie niedbale zaparkowane motocykle, BMX-y, stuningowane samochody, wypasione deskorolki czy inne modne gadżety. Wygląda na to, że makaki traktują młode jak takie właśnie gadżety. Ale dlaczego?

Odpowiedź nie jest oczywista. Badania pokazały, że poziom stresu u samców makaków obnoszących się z młodymi jest wyjątkowo wysoki, a więc nie czerpią one przyjemności z przebywania z dziećmi, jak można by sądzić na pierwszy rzut oka. Żaden z tych samców nie ma obycia z maluchami, które nieustannie wiercą się na rękach i lada moment mogą zacząć z byle powodu krzyczeć wniebogłosy.

Po co więc użerać się z takim odbezpieczonym granatem? Żeby pokazać, jakim się jest twardzielem. „To tak, jakby samiec mówił: Owszem, noszę przy sobie to niezwykle stresujące dziecko, ale jak widać, i tak jestem bardzo wyluzowany, a to znaczy, że naprawdę warto zawiązać ze mną koalicję” – pisze Marta.

I faktycznie, na wejście w sojusze mogą liczyć tylko te samce, które publicznie obnoszą się z dzieciakami. I to kształt tworzonej przez nie koalicji zadecyduje o strukturze stada w najbliższej przyszłości. Aby więc znaleźć się wyżej w hierarchii, warto się trochę pomęczyć ze stresującym dzieciakiem. Znamy to dobrze: dla władzy wielu chętnie poświęci znacznie więcej.

Żelazne damy

Przykładem skrajnego poświęcenia się dla władzy są hieny. Żyją w matriarchalnych klanach, w których przewodzi samica alfa, a w kolejnych pokoleniach – jej córki. Wszystkie hieny cechują się niezwykle wysokim poziomem agresji, która w postaci androgenów (męskich hormonów płciowych) jest im serwowana już na etapie życia płodowego. W związku z tym młode potrafią zagryzać się wzajemnie niedługo po urodzeniu, walcząc o dostęp do mleka matki.

Fot. Maureen Lunn/Wikimedia

Ale życie hien jest trudne na każdym etapie. Otóż samice tego gatunku wyposażone są w… penisy. A właściwie w pseudopenisy będące przerośniętymi łechtaczkami. Używają ich do oddawania moczu, kopulacji i… porodu. Tak, to nie pomyłka. „Jeśli w tym momencie się krzywicie i wzdrygacie, sądząc, że taki poród musi być koszmarnym przeżyciem, to macie rację. Kanał pseudopenisa jest zdecydowanie za wąski dla rodzących się młodych, dlatego zwykle podczas akcji porodowej ulega przerwaniu” – pisze autorka książki. Z tej przyczyny umiera aż 18 proc. samic rodzących po raz pierwszy, a z powodu niedotlenienia porodu nie przeżywa 65-70 proc. młodych tychże pierworódek. Koszmar.

Dodajmy, że penisopodobny narząd hien jest skrajnie kłopotliwy również na etapie kopulacji, ponieważ w tym akcie samiec – stojący niżej w hierarchii i mniejszy od samicy – musi jakimś cudem wprowadzić swojego penisa DO WNĘTRZA pseudopenisa partnerki. Wymaga to od niego nie lada umiejętności. O fascynujących szczegółach technicznych tej procedury dowiecie się od Marty.

I pewnie zastanawiacie się, jaki jest w ogóle sens istnienia takiego pseudopenisa? Wytwory ewolucji są niecelowe i niezamierzone, tym niemniej wykształcony w jej toku narząd powinien raczej przynosić jego posiadaczowi jakieś korzyści. Można się domyślać, że duży pseudopenis pozwala samicy alfa utrzymać wysoką pozycję w stadzie, choć nie ma na to dowodów naukowych. Tu jednak ważniejszy wydaje się wysoki poziom androgenów i związanej z nimi agresji, która daje lepszy dostęp do pożywienia, a także definiuje społeczne życie hien jako nieustającą walkę ze wszystkimi o wszystko.

Cała wioska wychowuje dziecko

Zupełnym przeciwieństwem opartego na walce życia hien jest życie społeczne słoni afrykańskich. Stada tych zwierząt formują spokrewnione ze sobą i połączone silną więzią emocjonalną samice z młodymi, które żyją w opartej na współpracy komunie. W ich przypadku prawdą jest, iż cała wioska wychowuje jedno dziecko, bo wszystkie słonice poczuwają się do opieki nad każdym z młodych.

I dzieje się tak od chwili porodu. Tak opisuje to Marta: „To, co się dzieje zaraz potem, przebija nawet telefoniczny zalew esemesów i ememesów, którego doświadczają ludzkie rodziny. Każdy członek słoniowego stada chce dotknąć noworodka, powąchać go, dokładnie obejrzeć; chce pomóc w oczyszczaniu go z wód płodowych i z kurzu afrykańskiej sawanny, chce ułatwić mu wstawanie na nogi i odnajdowanie maminego sutka z mlekiem”.

Co najważniejsze, zaangażowanie w opiekę nad członkiem stada u słoni nie maleje do końca życia, a ciotki małego słonia – najczęściej młode samice, które same przygotowują się do wydania potomstwa – wyręczają matkę w wielu codziennych czynnościach. Słonice pozostają w stadzie do końca życia, zaś samce opuszczają je, kiedy osiągną dojrzałość płciową, czyli około 12. roku życia.

Czy słonie dają klapsy?

Słoniowe mamy są troskliwe, ale i konsekwentne, kiedy chodzi o bezpieczeństwo młodych. Czy, chcąc je nauczyć posłuchu i konieczności przestrzegania zasad, serwują im coś, co mogłoby być odpowiednikiem ludzkiego klapsa? Nigdy w życiu. Mogą je stanowczo przy sobie zatrzymać albo odsunąć trąbą, ale nigdy nie używają przemocy fizycznej.

Podobnie jest wśród innych społecznie rozwiniętych zwierząt, m.in. szympansów, wilków czy niedźwiedzi, u których przemoc w obrębie własnej rodziny nie jest na porządku dziennym. Do aktów agresji wobec młodych dochodzi tylko w tych społecznościach, w których agresja jest na porządku dziennym pomiędzy dorosłymi osobnikami, np. wśród makaków królewskich czy hien.

Jak więc wytłumaczyć dziwny dualizm panujący wśród ludzi, który każe im się powstrzymywać w wymierzaniu ciosów innym dorosłym, natomiast zezwala na używanie klapsów, a więc formy przemocy, wobec własnych dzieci? Tę kwestię pozostawiam do omówienia Marcie Alicji Trzeciak w jej świetnej książce, którą Wam z całego serca polecam.

Jeśli zachęciłam Was do przeczytania książki “Czy słonie dają klapsy?”, to możecie ją kupić w księgarni Dadada.pl z rabatem specjalnie dla czytelników Crazy Nauki 🙂 Po kliknięciu w link dodajcie książkę do koszyka, a następnie kliknijcie w koszyk, gdzie na dole, w polu “Jeśli posiadasz kod rabatowy, podaj go”, wpisujecie hasło CRAZYNAUKA. Rabat obowiązuje do 24 listopada 2018 roku włącznie.

Zniżka obejmuje jeszcze dwie książki w tej samej księgarni: “Zadziwiający świat ptaków” (tutaj nasza recenzja) i “Ukryte życie lasu” (tutaj nasza recenzja).

Czy słonie dają klapsy? Fascynujące rodzicielstwo zwierząt

Autor: Marta Alicja Trzeciak

Wydawca: Feeria Science

2018

„Czy słonie dają klapsy?” Fascynująca książka o rodzicielstwie zwierząt i… ludzi
4.8 (95%) 4 głosów

Nie ma więcej wpisów