captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Dziś piękna, 70. rocznica „Dnia rowerowego”. 19 kwietnia 1943 roku Albert Hofmann pracujący w firmie Sandoz Laboratories postanowił wypróbować swoje odkrycie – psychoaktywną substancję, której minimalna ilość 3 dni wcześniej przypadkowo dostała mu się do ust. Wtedy doznał dziwnego uczucia bujania się, był zaniepokojony i oszołomiony.

Zdecydował więc, że postara się określić minimalną dawkę, która wywoła jakikolwiek efekt. Zażył 250 mikrogramów i po niespełna godzinie zaczął odczuwać dziwne i nagłe zmiany w postrzeganiu. Poprosił więc swojego asystenta, by ten eskortował go do domu. Wojenne ograniczenia sprawiły, że zamiast samochodem pojechali rowerami.

I właśnie w trakcie tej podróży LSD, bo tę właśnie substancję odkrył Hofmann, zaczęło mocno działać. Stan badacza zaczął się gwałtownie zmieniać, pojawił się niepokój i obsesje. Hofmann uznał, że w jego sąsiedztwie mieszka groźna wiedźma, że popada w obłęd, a LSD go śmiertelnie otruło. Wezwany na pomoc lekarz nie stwierdził jakichkolwiek niepokojących objawów poza ekstremalnie rozszerzonymi źrenicami.

Nastój Hofmanna zaczął się zmieniać i wkrótce zamiast strachu pojawił się relaks, zadowolenie i przekonanie o własnej wyjątkowości. Jak sam pisał zaczęły go bawić niezwykłe kolory i kształty, jakie widział zamykając oczy. Doznania były bardzo silne – nic dziwnego, bo Hofmann przyjął 250 mikrogramów, a minimalna aktywna dawka do około 20 mikrogramów – mniej więcej 1/50 masy ziarenka piasku.

„Rowerowy dzień” uznawany jest za chwilę odkrycia działania LSD. Dietyloamid kwasu D-lizergowego jest jedną z najsilniejszych substancji psychoaktywnych, nie uzależnia jednak fizycznie ani psychicznie, choć może pogłębiać negatywne stany emocjonalne.

“Dzień rowerowy”, czyli pierwszy odlot na LSD
4 (80%) 3 głosów

Czego u nas szukaliście?

Nie ma więcej wpisów