captcha image

A password will be e-mailed to you.

Nie ma szansy na ograniczenie do końca stulecia ocieplenia do względnie „bezpiecznego progu” 1,5°C. Nawet 2°C wydają się już poza zasięgiem. Klimat podgrzewa się i szaleje: topnieje długoletnia zmarzlina (do niedawna nazywana wieczną) i lód morski w Arktyce, rośnie poziom mórz, częstotliwość nawałnic, fal upałów, susz i powodzi. To tylko niektóre przykłady skutków zmiany klimatu, którą sami wywołaliśmy. Zmianę tę możemy spowolnić tylko w jeden jedyny sposób: NATYCHMIAST drastycznie obniżając nasze emisje dwutlenku węgla.

Są takie dokumenty, które mają fundamentalne znaczenie. Do takich należą kolejne raporty IPCC (ang. Intergovernmental Panel on Climate Change), czyli Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu. Jest to ONZ-owski zespół doradczy złożony z setek naukowców i specjalistów, który co kilka lat publikuje naukowe raporty klimatyczne (ostatni był opublikowany w 2014 roku) i doradza rządom, jakie kroki podejmować w obliczu zmian klimatu (to, czy rządy słuchają tych rekomendacji, to inna sprawa). Na podstawie tych raportów opracowywane są m.in. limity emisji dwutlenku węgla (CO2) do atmosfery.

Najnowszy dokument IPCC, będący pierwszą częścią monumentalnego Szóstego Raportu Oceniającego IPCC (AR6), pokazuje, że wskutek działalności człowieka tempo zmiany klimatu się nasila, a skutki tego są odczuwalne coraz szerzej i intensywniej. Powiedzieć, że jest źle, to jak nic nie powiedzieć.

Zreferuję Wam krótko, w czym rzecz.

Zawinił człowiek i jego emisje CO2

Takiego wzrostu średniej rocznej temperatury globalnej, jakiego jesteśmy teraz świadkami, Ziemia nie doznała od 125 tysięcy lat, a obserwowane obecnie tempo zmiany klimatu nie ma precedensu w ciągu ostatnich tysięcy, a nawet setek tysięcy lat. Wiemy to m.in. z danych odczytywanych z rdzeni lodowych. Innymi słowy, nigdy wcześniej klimat naszej planety nie zmieniał się tak szybko. Co gorsza, aby odwrócić wiele z tych zmian, które już zaszły, w tym wzrost poziomu morza, potrzeba setek lub tysięcy lat.

Warunek jest jeden: aby można było mówić o odwracaniu czegokolwiek, musi zniknąć główna przyczyna zachodzącego właśnie ocieplenia, czyli antropogeniczna (ludzka) nadpodaż emisji gazów cieplarnianych, w tym głównie dwutlenku węgla. W 2019 roku stężenie CO2 w atmosferze było najwyższe od co najmniej 2 milionów lat, a stężenia metanu (CH4) i tlenku azotu (N2O) były najwyższe od co najmniej 800 tysięcy lat.

Dzwonek alarmowy brzmi ogłuszająco, a dowody są niepodważalne: emisje gazów cieplarnianych ze spalania paliw kopalnych i wylesiania dławią naszą planetę i narażają miliardy ludzi na bezpośrednie ryzyko. Globalne ocieplenie wpływa na każdy region na Ziemi, a wiele zmian staje się nieodwracalnych

– powiedział António Guterres, sekretarz generalny ONZ.

Naukowcy przekonują, że liczy się każda tona CO2, każda oszczędność, która może przełożyć się na „promil ocieplenia mniej”. Guterres podkreśla, że to już ostatnia chwila, żeby się opamiętać – „czerwony alarm dla ludzkości”.

Jak wskazują analizy, żadne naturalne procesy klimatyczne nie doprowadziły do zachodzącej obecnie zmiany klimatu. Podstawowym i jedynym czynnikiem decydującym o tym, czego doświadcza obecnie klimat Ziemi, są antropogeniczne emisje gazów cieplarnianych, w tym głównie dwutlenku węgla emitowanego podczas spalania paliw kopalnych (ropy, gazu ziemnego i węgla) i wylesiania, co pokazuje poniższy wykres:

Zmiany średniej globalnej temperatury rocznej na powierzchni w latach 1850-2020 symulowane przy użyciu czynników ludzkich i naturalnych (na brązowo) oraz tylko naturalnych (na zielono). Źródło: Szósty Raport Oceniający IPCC (AR6)

Jeszcze cieplej, niż przewidywano

Pamiętacie, jak w 2018 roku pisałam o tym, że specjaliści IPCC ocenili, iż próg bezpieczeństwa dla klimatu – wzrost średnich temperatur globalnych o 1,5°C – osiągniemy niedługo po 2050 roku?

Otóż, ocena naszej sytuacji w najnowszym raporcie IPCC jest niestety bardziej pesymistyczna. Badania pokazują, że uśrednione globalne temperatury roczne już wzrosły o 1,1°C względem średniej z lat 1850-1900.

IPCC podaje również, że próg 1,5°C ocieplenia zostanie osiągnięty lub przekroczony w ciągu najbliższych 20 lat. Zmiana wynika z tego, że specjaliści oparli się w swych najnowszych ocenach na ulepszonych zbiorach danych obserwacyjnych (dane te są stale ulepszane) oraz coraz lepszej znajomości reakcji systemu klimatycznego na emisje gazów cieplarnianych spowodowane przez człowieka.  

Skutki ocieplenia klimatu o 1,1°C w skali Ziemi już odczuwamy. Te, które nastąpią przy wzroście o 1,5°C, będą dużo drastyczniejsze, a – przypominam – to 1,5°C stanowi umowny „próg bezpieczeństwa” dla klimatu, po przekroczeniu którego zmiany będą eskalowały, a ich skutki będą trudne do przewidzenia i zniesienia dla ludzi oraz miliona innych gatunków istot żywych.

Przypominam również, że Porozumienie paryskie z 2015 roku przewidywało ograniczenie wzrostu temperatury globalnej do 2100 roku do wartości poniżej 2°C oraz dążenie do utrzymania go na poziomie 1,5°C. Tymczasem, jak podaje najnowszy raport IPCC, mamy marne szanse na nieprzekroczenie nawet tych 2°C do końca tego stulecia. Według najgorszego ze scenariuszy rozważanych przez IPCC temperatury mogą wzrosnąć do końca tego stulecia nawet o 4,4°C, jeśli antropogeniczne emisje dwutlenku węgla pozostaną wciąż na wysokim poziomie.

Przy ociepleniu o 1,5°C fale upałów będą coraz częstsze i bardziej drastyczne, ciepłe pory roku staną się dłuższe, a zimne – krótsze. Przy ociepleniu o 2°C temperatury częściej będą osiągać krytyczne progi tolerancji dla rolnictwa i zdrowia ludzi. Ekstremalne temperatury, które w latach 1850-1900 występowały raz na 10 lat, przy ociepleniu o 1,5°C staną się ponad 4-krotnie częstsze, a przy ociepleniu o 2°C – aż 5,6 razy częstsze. Mapę ekstremalnych zjawisk pogodowych znajdziecie pod tym linkiem.

Opublikowany właśnie raport przewiduje, że w nadchodzących dziesięcioleciach zmiany klimatyczne będą nasilać się we wszystkich regionach świata. Nie wszędzie przebiega to równie szybko i dotkliwie – na przykład ocieplenie nad lądami następuje szybciej niż wynosi średnia globalna, a w Arktyce jest ponaddwukrotnie szybsze od tej średniej – jednak już teraz z całą pewnością zmiany klimatu wpływają na każdy region na Ziemi.

Chodzi nie tylko o temperatury

Wzrost temperatur to tylko początek lawiny zmian, które już zachodzą i będą się nasilać wraz ze zmianą klimatu w każdym regionie świata – zmian w obrębie wilgotności, wiatru, śniegu, lodu, regionów przybrzeżnych czy kondycji oceanów.

Oto kilka przykładów tych zmian:

Bardziej nieprzewidywalny obieg wody

Zmiana klimatu powoduje bardziej intensywne opady deszczu i związane z nimi powodzie, a jednocześnie wzmaga intensywność susz i podnosi ryzyko pożarów w wielu regionach.

Raport pokazuje, że każde dodatkowe 0,5°C powoduje wyraźnie dostrzegalny wzrost intensywności i częstotliwości skrajnych upałów, obfitych opadów i susz. W skali globalnej ekstremalne dobowe opady nasilą się o blisko 7 proc. na każdy 1°C ocieplenia.

Zmiana wzorca opadów

Generalnie, w wyższych szerokościach geograficznych opady mogą się zwiększyć, a zmniejszą się w dużej części obszarów subtropikalnych. Naukowcy przewidują też zmiany w obrębie opadów monsunowych, od nasilenia w jednych regionach, do zaniku w innych.

Intensyfikacja cyklonów tropikalnych

Dane pokazują, że w ciągu ostatnich 40 lat wzrósł udział najsilniejszych cyklonów tropikalnych, czyli huraganów czy tajfunów najwyższych kategorii (3–5). Jednocześnie szerokość geograficzna, na której cyklony tropikalne występujące na północnym Pacyfiku osiągają szczytową intensywność, przesunęła się na północ.

Raport przewiduje, że wraz ze wzrostem temperatur zwiększy się w skali globalnej udział intensywnych cyklonów tropikalnych (kategorii 4-5) i wzrosną szczytowe prędkości wiatru najbardziej intensywnych cyklonów.

Wzrost poziomu mórz

Od początku XX wieku do 2018 roku poziom oceanów na świecie wzrósł średnio o 20 cm. Wydaje się niewiele, prawda? Tylko że tempo tego wzrostu robi się coraz szybsze i w latach 2006-2018 przybywało średnio 3,7 mm wody rocznie, podczas gdy w pierwszej połowie XX wieku było to niespełna 2 mm rocznie. Od 1900 roku do teraz poziom oceanów rósł najszybciej od co najmniej 3000 lat.

W ciągu całego XXI wieku poziom mórz będzie się podnosić, co będzie wywoływać częstsze i bardziej brzemienne w skutki powodzie oraz erozję wybrzeży na nisko położonych obszarach przybrzeżnych. Ekstremalne zdarzenia związane z wahaniami poziomu mórz, które wcześniej miały miejsce raz na 100 lat, pod koniec stulecia mogą następować co roku.

Do końca tego stulecia poziom oceanów podniesie się średnio o 0,28-0,55 m według najbardziej optymistycznego scenariusza lub o 0,63-1 m według scenariusza pesymistycznego, uwzględniającego wysoki poziom emisji CO2. W ciągu następnych 2000 lat średni globalny poziom morza wzrośnie o 2-3 metry, jeśli ocieplenie nie przekroczy 1,5°C, o 2 do 6 metrów, jeśli temperatury wzrosną o 2°C i o 19-22 metry w przypadku ocieplenia o 5°C.

Topnienie lodu, lodowców i długoletniej zmarzliny

Arktyczna zmarzlina już dawno przestała być nazywana „wieczną”. Dalsze ocieplenie nasili jej rozmarzanie. Arktyka będzie też stopniowo tracić swoją sezonową pokrywę śnieżną, lodowce (dotyczy to również lodowców w innych regionach Ziemi) i pokrywy lodowe, a także – niezbędny do regulacji klimatu półkuli północnej – lód morski.

W latach 2011–2020 średnia roczna powierzchnia lodu morskiego w Arktyce osiągnęła najniższy poziom od co najmniej 1850 roku – była ona wówczas najmniejsza od 1000 lat. Według raportu jest prawdopodobne, że przed 2050 rokiem Arktyka doświadczy co najmniej jednego lata zupełnie bez pokrywy lodowej.

To, co się obecnie dzieje, przypomina przewracanie się kostek domina. Jak napisał na łamach „Nature” europejski zespół klimatologów i fizyków, procesy zachodzące w tej części świata stanowią klucz do kaskady zmian na całym globie (opisywałam to w artykule „Uaktywniła się już ponad połowa „punktów krytycznych” dla klimatu”). Tak więc np. utrata lodu morskiego w Arktyce przyspiesza topnienie wieloletniej zmarzliny na Syberii i pokrywy lodowej na Grenlandii, a to, co się dzieje w Arktyce i Grenlandii, wpływa z kolei na spowolnienie cyrkulacji wód w Atlantyku, co powoduje częstsze susze w lasach amazońskich i pogarszanie się stanu pokrywy lodowej na Antarktydzie.  

Zakwaszenie i strefy beztlenowe w oceanach

Ocieplenie temperatury powietrza wywołuje wzrost temperatury wody w morzach i oceanach, co prowadzi do obniżania się w nich zawartości tlenu i powstawania martwych stref, jakich doświadcza już teraz m.in. Morze Bałtyckie. Zmiana klimatu wiąże się też z bardzo niebezpiecznym zjawiskiem zakwaszenia oceanów, które wpływa negatywnie na cały ekosystem morski. Jak podaje raport IPCC, pH na powierzchni oceanów, mierzone w ostatnich dziesięcioleciach, było najniższe od 2 milionów lat.  

Miasta zagrożone upałami i powodziami

Wzrost globalnych temperatur nasili najbardziej dotkliwe dla miast skutki zmiany klimatu: fale gorąca staną się w nich częstsze i bardziej ekstremalne, zwiększy się też zagrożenie powodziami wywołanymi przez nawalne opady i podnoszenie się poziomu oceanów.

Co nas czeka?

Ta pierwsza część Szóstego Raportu Oceniającego IPCC (AR6), którą tu dla Was podsumowałam, pokazuje wyłącznie klimatyczne i fizyczne, czyli czysto naukowe, aspekty zmiany klimatu. Na więcej informacji, dotyczących chociażby wpływu tych zmian na ludzkość, będziemy musieli poczekać do publikacji dalszych jego części w 2022 roku.

Aby pokazać, z czym będziemy musieli się mierzyć w ocieplającym się klimacie, przytoczę w tym miejscu to, o czym pisałam, podsumowując raport klimatyczny IPCC z 2018 roku pt. „Global Warming of 1.5˚C”.

Rosnące temperatury i zakwaszenie oceanów spowodują, że roczne światowe połowy ryb zmniejszą się o 1,5 mln ton, jeśli nastąpi wzrost o 1,5°C. Jeśli natomiast temperatura wzrośnie o 2°C, rybacy będą łowić o ponad 3 miliony ton mniej.

Pogorszą się warunki do hodowli zwierząt, a hodowcy będą się borykać z pogorszeniem się wartości odżywczej pasz, szerzeniem się chorób i zmniejszeniem zasobów wody.

Przy wzroście o 1,5°C ludzie również będą się musieli zmierzyć z ograniczeniem dostępu do pożywienia, zwłaszcza tego o wysokiej wartości odżywczej, w związku ze spodziewanym obniżeniem zbiorów m.in. kukurydzy, ryżu, pszenicy i innych zbóż. Będą na nie narażeni przede wszystkim mieszkańcy Afryki Saharyjskiej, Azji Południowo-Wschodniej oraz Ameryki Środkowej i Południowej. Jeśli temperatura wzrośnie o 2°C, problem ten będzie dotyczył również krajów Sahelu, Afryki Południowej, basenu Morza Śródziemnego, Europy Środkowej (tak, IPCC wymienia nasz region!) oraz Amazonii. Będzie temu towarzyszyło skurczenie się zasobów wody.

Ubóstwo i niedostatki żywności dotkną o kilkaset milionów ludzi więcej, jeśli temperatura wzrośnie o 2°C niż gdy wzrośnie o 1,5°C. Podobnie będzie z wpływem ocieplenia na ludzkie zdrowie, a więc z zapadalnością na różne choroby i śmiertelnością.

Zasięg występowania chorób tropikalnych, takich jak malaria czy denga, przesunie się na północ. W Polsce – według przewidywań Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) – choroby te pojawią się jeszcze przed 2030 rokiem.

Rada jest jedna: zmniejszyć emisje

Stabilizacja klimatu będzie wymagała dużej, szybkiej i trwałej redukcji emisji gazów cieplarnianych oraz osiągnięcia zerowych emisji CO2. Ograniczenie emisji innych gazów cieplarnianych i zanieczyszczeń powietrza, zwłaszcza metanu, może przynieść korzyści zarówno dla zdrowia, jak i klimatu

– powiedział Panmao Zhai, współprzewodniczący Grupy Roboczej I IPCC

W dzisiejszych realiach brzmi to niemal jak absurd. Wyobraźcie sobie zeroemisyjną Polskę… Nie potraficie? Ja również.

W jaki sposób zmniejszyć emisje dwutlenku węgla? Specjaliści mają na to jedną radę: trzeba postawić na miks energetyczny oparty na energetyce jądrowej z udziałem odnawialnych źródeł energii (OZE). To kolejny ogromny temat, który dokładnie omówiłam w artykule „Energia jądrowa może rozwiązać kryzys klimatyczny – niech wreszcie fakty zwyciężą z przesądami”, do którego przeczytania gorąco Was zachęcam.

Czy jestem przybita najnowszymi danymi z raportu IPCC? Przybita – owszem. Zdziwiona – nie.

Być może jednak tak drastyczne wiadomości podziałają wreszcie trzeźwiąco na polityków trzymających się kurczowo węgla i ich wyborców wciąż głosujących na tych samych, impregnowanych na fakty kandydatów. Bo interes żadnej grupy zawodowej i żadnej władzy nie jest ważniejszy od przyszłości naszych dzieci. A ta rysuje się na razie w czarnych barwach.

Źródło

Nie ma więcej wpisów