captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

 

Zajechaliśmy naszą Astrą ST pod Zamek Kapituły Warmińskiej w Olsztynie. Fot. Crazy Nauka

Zajechaliśmy naszą Astrą ST pod Zamek Kapituły Warmińskiej w Olsztynie. Fot. Crazy Nauka

Na Mazurach dotarliśmy do koni hodowanych w naturalnym środowisku, przepłynęliśmy się jednym z najbardziej zielonych jezior w Polsce, a na Warmii zobaczyliśmy tablicę astronomiczną zrobioną przez Mikołaja Kopernika. Zapraszamy Was na kolejną już Crazy Wyprawę w naukowo fascynujące miejsca!

Mazury to oczywiście żagle i wszechobecna tu historia. Jadąc tam, zastanawialiśmy się, czy ten region ma też coś do zaoferowania miłośnikom nauk przyrodniczych? Okazało się, że bardzo wiele!

"Podróżownik" i przewodnik "Polska nizwykła. Województwo warmińsko-mazurskie". Fot. Crazy Nauka

“Podróżownik” i przewodnik “Polska niezwykła. Województwo warmińsko-mazurskie”. Fot. Crazy Nauka

Co na drogę na Mazury?

Przewodnik „Polska niezwykła. Województwo warmińsko-mazurskie” to kopalnia ciekawostek, których próżno szukać w innych przewodnikach

„Podróżownik” Anny i Krzysztof Kobusów to świetny wypełniacz czasu dla dzieci podczas długich przejazdów i deszczowych wakacyjnych wieczorów.

„Większy kawałek świata” Joanny Chmielewskiej to powieść detektywistyczna, która rozgrywa się na Mazurach. Jest to ciąg dalszy przygód Tereski i Okrętki, których pierwsza część nosi tytuł „Zwyczajne życie”. Koniecznie!


Advertisement

Dokąd pojechać?

Rezerwat koników polskich w Popielnie

Konik polski na drodze do Stacji Badawczej PAN w Popielnie. Fot. Crazy Nauka

Konik polski na drodze do Stacji Badawczej PAN w Popielnie. Fot. Crazy Nauka

To jedno z najbardziej niezwykłych miejsc, jakie odwiedziliśmy. W okolicach Popielna, na porośniętym Puszczą Piską malowniczym półwyspie, który otaczają jeziora Śniardwy, Mikołajskie, Bełdany i Warnołty, biegają sobie luzem dzikie konie. A właściwie koniki polskie, potomkowie wymarłych tarpanów.

Uwaga, dzikie konie! Fot. Crazy Nauka

Uwaga, niebezpieczne konie! Fot. Crazy Nauka

Tarpany najdłużej przetrwały w Puszczy Białowieskiej, skąd w XIX wieku ostatnie sztuki zabrano do zwierzyńca hrabiów Zamoyskich koło Biłgoraja. Mocno wymieszaną już rasę postanowili odtworzyć w latach 20. XX wieku polscy naukowcy. Udało im się to w znacznym stopniu – uzyskano koniki myszate, krępe i bardzo odporne na trudne warunki atmosferyczne. Po wojnie umieszczono je m.in. w Popielnie, gdzie pozwolono im biegać w stanie wolnym, w rezerwacie obejmującym 1600 ha pięknych lasów.

Cały teren jest ogrodzony, a mimo że bramy stoją otworem, to żaden koń się przez nie nie wydostanie – nad płytkim wykopem leżą bowiem stalowe rury, po których może przejechać samochód i ewentualnie przejść człowiek.

I właśnie wycieczkę do tego rezerwatu Wam polecamy. Żyją tam cztery tabuny koników polskich złożone z ogiera i samic z młodymi. Warto wjechać tam rankiem lub późniejszym popołudniem, bo wówczas konie – nie całkiem jednak dzikie – wychodzą na drogę, by żebrać o jedzenie od turystów.

Jednemu z koników najwidoczniej spodobał się czerwony lakier naszej Astry... Fot. Crazy Nauka

Jednemu z koników najwidoczniej spodobał się czerwony lakier naszej Astry ST… Fot. Crazy Nauka

Rysa na lakierze zrobiona przez konika polskiego, który podgryzał naszą karoserię. Fot. Crazy Nauka

Rysa na lakierze zrobiona przez konika polskiego, który podgryzał naszą karoserię. Fot. Crazy Nauka

Oczywiście karmić ich nie wolno, o czym informują groźnie wyglądające tablice umieszczone przy wjeździe do rezerwatu. Nie należy też wysiadać z aut i dotykać zwierząt. Mimo to wielu turystów to robi, czym zwyczajnie szkodzi tym dzikim zwierzętom. Niech ostrzeżeniem będzie to, że te pociesznie wyglądające koniki, zwłaszcza ogiery, w obliczu zagrożenia mogą kopać i gryźć. Dla rozrywki podgryzają też… lakier z karoserii samochodów, czego mieliśmy okazję doświadczyć. Oto dowód (z lewej). Konie zablokowały drogę i gdy czekaliśmy, aż łaskawie sobie pójdą, najwyraźniej jednemu z nich spodobała się głęboka czerwień naszej Astry ST. Koleżance z sąsiedniego auta udało się uchwycić w obiektywie tę przedziwną scenę.

Na końcu półwyspu znajduje się Stacja Badawcza Polskiej Akademii Nauk w Popielnie, która zajmuje się hodowlą koników polskich. Trochę tych zwierząt trzymanych jest w stajniach, naukowcy hodują też krowy starej rasy polskiej czerwonej oraz prowadzą fermę… bobrów. Dawniej, kiedy bobrów w Polsce było mało, naukowcy je rozmnażali tutaj i dostarczali je w miejsca, w których mogły żyć w stanie dzikim. Dzisiaj, kiedy bobrów żyje już w Polsce kilkadziesiąt tysięcy, te w Popielnie trzymane są jako rezerwa genetyczna np. w razie zarazy.

Najwyraźniej jednak służą przede wszystkim uciesze turystów. Stację Badawczą można bowiem zwiedzać za niewielką opłatą, a główną atrakcją tego zwiedzania jest możliwość dotknięcia małego bobra wyjętego z boksu. Boberek jest więc bez umiaru miętoszony przez tłumy odwiedzających Stację dzieci z pełnym przyzwoleniem oprowadzającej grupę przewodniczki. Nasze dzieci były tą sytuacją zniesmaczone i współczuły zwierzątku.

Oprócz tego w cenie biletu jest zwiedzanie muzeum przyrodniczego, stajni i obory. Warto poczytać sobie o konikach w muzeum, ale zamiast zwiedzać Stację, lepiej jest wypatrywać koni w lesie.

Z Popielna jest o krok do portu w Wierzbie, gdzie można wjechać (lub wsiąść) na prom i przepłynąć na drugą stronę jeziora Bełdany, w stronę Mikołajek. Prom w Wierzbie to jedyna taka przeprawa na Mazurach – naprawdę warto z niego skorzystać. Kursuje co 20-30 minut, a koszt przejazdu to kilkanaście złotych.

Na promie z Mikołajek do Wierzby. Fot. Crazy Nauka

Na promie z Mikołajek do Wierzby. Fot. Crazy Nauka

Rezerwat Łuknajno

A z Mikołajek jest niedaleko do kolejnej atrakcji przyrodniczej tych okolic – rezerwatu przyrody Jezioro Łuknajno. Na jego zarośniętych, bagnistych brzegach chętnie gniazdują ptaki, w tym łabędzie nieme – ich kolonia, licząca około 2000 sztuk, jest jedną z największych w Europie (m.in. z tego powodu rezerwat objęty jest ochroną UNESCO).

Warto podjechać w miejsce, gdzie Łuknajno dzieli od jeziora Śniardwy tylko wąski pasek lądu o szerokości około 400 metrów. My zostawiliśmy auto pod Gospodą Pod Łabędziem i ruszyliśmy do wieży widokowej, z której można popatrzeć sobie na Łuknajno. Pod wieżą rozpoczyna się też ścieżka przyrodnicza o długości 8 km, prowadząca przez bagna, podmokłe lasy i nad brzegiem jeziora.

Wieża widokowa nad jeziorem Śniardwy. Fot. Crazy Nauka

Wieża widokowa nad jeziorem Śniardwy. Fot. Crazy Nauka

Właściciele Gospody Pod Łabędziem udostępniają też na swoim terenie drugą wieżę widokową – z niej można z kolei podziwiać jezioro Śniardwy. Dla gości gospody wstęp na wieżę jest bezpłatny, pozostali muszą zapłacić kilka złotych. Bardzo polecamy tę krótką wycieczkę.

 

Gospoda Pod Łabędziem pomiędzy jeziorami Łuknajno i Śniardwy. Fot. Crazy Nauka

Gospoda Pod Łabędziem pomiędzy jeziorami Łuknajno i Śniardwy. Fot. Crazy Nauka

Gdzie zjeść?

Bar Kamyczek w Popielnie (koło portu i Stacji Badawczej PAN) – lokal wygląda niepozornie, ale serwuje niedrogie i naprawdę smaczne ryby smażone.

Tawerna w porcie Wierzba – wydawałoby się, że knajpa, jakich wiele, ale można tam zjeść robioną na miejscu niedrogą pizzę z pieca, a nie żadną mrożonkę z mikrofalówki.

Gospoda Pod Łabędziem u zbiegu jezior Łuknajno i Śniardwy – to dobre miejsce na posiłek po odwiedzeniu obu wież widokowych. Warto zamówić półmisek ryb smażonych. Strzeżcie się tamtejszych pierogów!

Restauracja Jagodowa w Orzyszu (Grądy Podmiejskie, stacja paliw Krzyś) to świetne miejsce na skosztowanie lokalnych przysmaków, jak kartacze i farszynki. Wart też zamówić tam naleśniki z jagodami. Pycha!

Bar Dziupla w Olsztynie (Stare Miasto 9/10) tanio (!) serwuje najlepsze pierogi, jakie jedliśmy od bardzo dawna: delikatne ciasto, świetne nadzienie, niebo w gębie. Na słodko, na słono – brać w każdej postaci!

Kapiodoro w Rucianem-Nidzie (ul. Dworcowa 6F) to restauracja sprawdzona od lat. Ceny wysokie, tłumy niemałe, ale jedzenie pierwsza klasa. Najlepiej przyjechać tam poza sezonem.

 

Zielone jezioro Ublik Mały

Wpływamy do tunelu pomiędzy jeziorami Ublik Wielki i Ublik Mały. Fot. Crazy Nauka

Wpływamy do tunelu pomiędzy jeziorami Ublik Wielki i Ublik Mały. Fot. Crazy Nauka

Pod Orzyszem, dokąd nie dociera już zgiełk Wielkich Jezior, kryje się przyrodnicza ciekawostka. Kiedy spojrzycie na mapę, wynika z niej, że jezioro Ublik Mały nie ma połączenia z położonym tuż obok jeziorem Ublik Wielki. Zaskoczeniem jest to, że jednak się łączą, i to jak dziwacznie – za pomocą podziemnego tunelu! Tunel ten liczy sobie kilkadziesiąt metrów długości i łatwo go pokonać kajakiem lub rowerem wodnym.

Sprzęt wodny można wypożyczyć w kilku ośrodkach wypoczynkowych w Ubliku lub w hotelu Ublik. Przepływamy tunelem pod groblą i trafiamy do zupełnie innej rzeczywistości. Ublik Mały jest tak zielony, że aż oczy bolą! Ponieważ z jego dna i brzegów biją liczne źródła, jezioro zasiedlone jest przez kilkadziesiąt gatunków glonów lubiących źródlaną wodę. Z powodu niesamowitego koloru nazywane jest też jeziorem Zielonym lub Szmaragdowym.

Każdego letniego popołudnia nad brzegami jeziora Ublik Wielki obserwowaliśmy klucze żurawi, a w nich po kilkanaście, kilkadziesiąt ptaków. Okazało się, że zaledwie kilka kilometrów stąd, nad jeziorem Buwełno, znajduje się Nietlickie Bagno, największa ostoja żurawia przelotnego w Europie. W ubiegłych latach naliczono tu kilka tysięcy tych ptaków!

Żurawie nad Ublikiem Wielkim. Fot. Crazy Nauka

Żurawie nad Ublikiem Wielkim. Fot. Crazy Nauka aparatem Canon G3 X (www.canon.pl)

Tablica astronomiczna Kopernika na zamku w Olsztynie

Zamek Kapituły Warmińskiej w Olsztynie to miejsce, które bardzo warto odwiedzić. Fot. Crazy Nauka

Zamek Kapituły Warmińskiej w Olsztynie to miejsce, które bardzo warto odwiedzić. Fot. Crazy Nauka

Dokładnie 500 lat temu, w 1516 roku, Kopernik został administratorem Zamku Kapituły Warmińskiej w Olsztynie. Zarządzał nim i okolicznymi ziemiami do 1521 roku. Przez ten czas intensywnie pracował naukowo: pisał swój słynny traktat o monecie i prowadził obserwacje astronomiczne. Na jednej z zamkowych ścian pozostawił samodzielnie sporządzoną tablicę, która służy do wyznaczania dnia równonocy – wiosennej i jesiennej.

Tablica astronomiczna wykonana przez Kopernika. Fot. Crazy Nauka

Tablica astronomiczna wykonana przez Kopernika. Fot. Crazy Nauka

Na podstawie padania światła na ścianę korytarza w dniach sąsiadujących z równonocą Kopernik wyrysował w tynku linie. 15 z nich się zakrzywia, zaś jedna to linia prosta – i właśnie ona wyznacza dzień równonocy. Więcej napisaliśmy o tym w naszym wpisie na blogu.

W czasach Kopernika na podstawie równonocy wyznaczano terminy ruchomych świąt kościelnych, a problemem było to, że rok kalendarzowy określony przez sobór w Nicei coraz bardziej rozmijał się z rokiem astronomicznym. Różnica sięgała już 10 dni, a obliczenia dokonane przez wielkiego astronoma pomogły to uporządkować.

W komnatach zamkowych zajmowanych niegdyś przez Kopernika można dziś oglądać związane z astronomem przedmioty, w tym kopie jego dzieł i odręcznych notatek, w tym wczesne wydanie „De revolutionibus orbium caelestium”, rękopis traktatu o monecie czy listy Kopernika do Zygmunta Starego, w których astronom prosił króla o zbrojną pomoc załodze zamku w odparciu najazdu krzyżackiego. Wystawa jest dobrze ogarnięta pod względem multimedialnym i naprawdę atrakcyjnie się prezentuje. Szczerze polecam ją Wam wszystkim.

Zajrzyjcie też koniecznie do wychodka, z którego korzystał Kopernik – tak stromego wejścia do toalety jeszcze nie widzieliście!

Ta Crazy Wyprawa była najdłuższą z dotychczasowych. To już nie weekendowy wypad, ale porządny wyjazd, w dodatku pod namiot. Do tego dużo sprzętu, elektronika, coś do czytania dla każdego. Szybko okazało się, że pokaźny bagażnik Astry ST dobrze byłoby czymś uzupełnić. Pakowanie pod sufit nie jest ani bezpieczne, ani wygodne. Dlatego na dachu znalazł się pojemnik dachowy z oferty akcesoriów Opla. To model Thule Motion 800 o imponującej ładowności 75 kg – w sam raz dla nas.

Od razu spostrzeżenie – z dawnych czasów pamiętamy, ile “zabawy” towarzyszyło montowaniu pojemnika. Sprytne przeplatanie metalowych obejm zostało teraz zastąpione najprostszym rozwiązaniem: wewnątrz skrzyni są cztery pokrętła, które zaciskają na belkach haczykowato wygięte obejmy. Montaż skrzyni na dachu zajmuje (mierzyliśmy) 90 sekund. Ten model Thule otwiera się na obie strony. To wygodne, po pod domem ładowaliśmy pojemnik z jednej, a na miejscu rozpakowywaliśmy z drugiej – taka konfiguracja terenu. Po każdej stronie skrzynię zabezpieczają trzy zaczepy zamykane jednym centralnym zamkiem. Gdy jest wypełniona, trzeba dopilnować, by równomiernie docisnąć ją przy wszystkich zaczepach, bo inaczej będzie kłopot z zamknięciem. Początkowo zastanawialiśmy się, czy skrzynia nie pokłóci się z automatycznie otwieraną klapą bagażnika. Jednak mimo pokaźnej długości pojemnika (2 metry) wystarczyło przesunąć go trochę do przodu, by klapa nawet się do niego nie zbliżała.

Przy okazji wykorzystaliśmy komputer pokładowy Astry do małego doświadczenia. Postanowiliśmy sprawdzić zależność między pojemnikiem dachowym i prędkością a spalaniem. Na autostradzie zmiana prędkości ze 130 na 115 km/h (tempomat pomógł) pozwala zaoszczędzić niemal litr na 100 km. Całkiem przydatna informacja.

Fot. Crazy Nauka aparatem Canon G3 X (www.canon.pl)

Fot. Crazy Nauka aparatem Canon G3 X (www.canon.pl)

 

Mazury i Warmia – Crazy Wyprawa do rezerwatu dzikich koni i zamku Kopernika
5 (100%) 1 głosów

Czego u nas szukaliście?

  • Bella Nuit

    Mieszkam niedaleko Łuknajna (spokojnie dojdzie się na pieszo) i uwielbiam wyprawiać się w tamte rejony. Piękno przyrody jest oszałamiające, czy to latem czy zimą. Kocham moje Mazury i nie planuję stąd ruszać kuperka, choćby dla Drogi Mlecznej, którą mogę obserwować ze swojego podwórka, cudownych jezior i lasów i oczywiście historii, które czają się wszędzie… 🙂

  • Piękne zdjęcia 🙂
    Pozdrawiam!

Nie ma więcej wpisów