captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

 

Koniec banana Fot. MAURO CATEB

Koniec banana Fot. MAURO CATEB

Każdy banan, jaki jadłeś pochodzi niemal na pewno od jednej jedynej rośliny, która po raz pierwszy wydała owoce w 1936 roku w Anglii. To odmiana (a właściwie – kultywar) Cavendish. Właściwie dość kiepski – łatwo się obija, czernieje, szybko psuje. Trudny w transporcie musi być przewożony w stanie niedojrzałym, mocno opakowany i zabezpieczony.

Ale nie ma co narzekać, bo wkrótce możemy całkiem pożegnać się ze smakiem bananów. Jakichkolwiek. Od lat rozwija się bowiem choroba, która bezwzględnie i niezwykłą sprawnością niszczy całe rośliny. Dotąd opanowała Południową Azję, Australię, Afrykę i Bliski Wschód. Teraz szykuje się najgorsze – wywołujący tak zwaną chorobę panamską grzyb pojawi się w Ameryce Południowej, skąd pochodzi 82 procent bananów, które na co dzień jadamy. Grzyb Fusarium oxysporum f.sp. cubense albo już tam jest, albo lada chwila będzie.

A to oznacza prawdziwą katastrofę. Wszystkie banany Cavendish są klonami jednej rośliny wywodzącej się z Anglii. Ponieważ ten kultywar jest bezpłodny, rozmnaża się go przez dzielenie rośliny. Brak więc jakiekolwiek zmienności genetycznej, która mogłaby ochronić banany przed chorobą. Grzyb Fusarium oxysporum wykorzystuje to bezwzględnie. Gdy rozprzestrzeni się w Ameryce Południowej, szybko zniszczy praktycznie wszystkie plantacje.

Jeśli ktoś uważa, że to katastroficzne wizje i przesada, powinien wspomnieć na historię, która zaczęła się w latach XX. ubiegłego stulecia. Wówczas pierwszy szczep choroby panamskiej w ciągu dwóch dekad praktycznie całkowicie zniszczył najlepszą odmianę banana – Gros Michel. Różnica względem Cavendish była ponoć zasadnicza – tamte banany miały elastyczną skórkę, która doskonale chroniła delikatny miąższ przed obiciem, nadawały się do długiego przechowywania, nie czerniały, były aromatyczne i wybornie smakowały. Niestety okazały się wrażliwe na zabójczy grzyb.

Po latach walki musieliśmy się poddać i postawić krzyżyk na Gros Michel. Pozostał nam gorszy Cavendish, którego jedyną zaletą była odporność na chorobę panamską. Niestety po jakimś czasie pojawiły się nowe szczepy grzyba, a najgroźniejszy z nich zwany Tropical Race 4 atakuje również odpornego dotąd Cavendisha.

Na razie brak skutecznych rozwiązań. Nie mamy odmiany bananów, która mogłaby zastąpić to, co dziś jemy. Nie potrafimy powstrzymać choroby panamskiej – wystarczy mała grudka zakażonej ziemi przyczepiona do buta, by przenieść zarazę na kolejną plantację. Być może rozwiązaniem byłaby modyfikacja genetyczna, która uodporniłaby banany na chorobę. Kłopot w tym, że nawet jeśli udałoby się ją opracować, to wymagałoby to wymiany wszystkich roślin na wszystkich plantacjach świata.

[edycja] Należy jeszcze dodać, że choć na świecie istnieje bardzo wiele odmian i kultywarów bananów, to najagresywniejszy szczep choroby panamskiej wydaje się atakować ogromną większość z nich. Z kolei te, które mogą być odporne nie nadają się do masowej uprawy i transportu na wielkie odległości.

Mam nadzieję, że nie jesteśmy ostatnim pokoleniem, które może jadać banany…

Możemy być ostatnim pokoleniem, które jada banany
5 (100%) 15 głosów

Czego u nas szukaliście?

Nie ma więcej wpisów