captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Na początku muszę napisać ostrzeżenie. Książka, o której piszę poniżej jest tak ładna i ciekawa, że oderwanie się od niej będzie poważnym problemem. Nie chcę mieć na sumieniu zawalonych terminów, nieodrobionych prac domowych i stosów naczyń zalegających w kuchniach, stąd ta informacja.

No dobra, to teraz mogę przejść do zachwytów. Bo rzadko, naprawdę rzadko zdarza mi się wziąć do ręki książkę, która bym mnie tak całkowicie i bezwarunkowo pochłonęła. W dodatku „Początki (prawie) wszystkiego” wpisały się doskonale w mój tryb życia. Rzadko bowiem mam czas, by tak porządnie usiąść i zagłębić się w lekturze. Moje czytanie przerywane jest mailami, telefonami, odpowiadaniem na komentarze na Facebooku i całym mnóstwem dziwnych, codziennych czynności. A „Początki…” świetnie czyta się po kawałku – cała książka zbudowana jest wedle tego samego schematu: dwie strony tekstu z ramką, a po nich dwie strony infografiki. Plus czasem jakieś małe szaleństwo. Przeczytanie jednego kąska i przeanalizowanie grafiki to jakieś 15 minut. W sam raz, by wpasować to między inne działania.

Infografika pokazująca, gdzie najczęściej znajduje się meteoryty

Infografika pokazująca, gdzie najczęściej znajduje się meteoryty

Mimo takiej pozornie rwanej formy książka jest nadzwyczaj spójna. Zawdzięcza to pomysłowi jednego z dwóch autorów (tego od tekstów – o tym za chwilę), który postanowił opowiedzieć o tym, skąd się wzięły różne rzeczy. Nie same przedmioty, ale też podstawowe prawa i struktury nas otaczające oraz koncepcje i trendy będące wytworem kultury. Jest więc mowa o pochodzeniu: Wszechświata, dinozaurów, życia, muzyki, pisma, internetu, psów, wszy, gwiazd, boga, huraganów, czarnych dziur, własności czy karaluchów. Uff. A nie wymieniłem nawet połowy tematów, o których mowa w „Początkach…”.

Właściwie gdzie się tę książkę otworzy, trafia się na coś zaskakującego i nowego. Choćby historia urządzenia, w które teraz intensywnie stukam palcami – klawiatury. Popularny mit głosi, że układ QWERTY został opracowany po to, by pisało się na nim… jak najwolniej. Miało chodzić o to, by na maszynie do pisania nie spotykały się ze sobą i nie blokowały „młoteczki” z czcionkami. Tymczasem analiza szybkości pisania i układu znaków wskazuje, że w układzie QWERTY znaków, które w języku angielskim występują w słowach obok siebie wcale nie rozmieszczono tak, by były trudne do szybkiego wpisania. Nawet przy losowym rozkładzie ten efekt byłby bardziej wyraźny. Autorzy książki wywodzą hipotezę mówiącą, że QWERTY jest… przypadkiem powstałym w momencie, gdy z klawiatury mającej dwa rzędy przycisków stworzono klawiaturę w dzisiejszym układzie.

Albo wszy. Tak, wiem że to trudny dla niektórych temat. Ale fascynujący. Otóż okazuje się, że człowiek, jako jedyny z naczelnych, ma aż 3 gatunki wszy. I to mocno się od siebie różniące. Wszystko to efekt układu naszego owłosienie. Włosy na głowie to jeden obszar. Włosy łonowe, zupełnie inne, to kolejne siedlisko. I wreszcie ubrania, mające swój własny gatunek wszy. A teraz najlepsze. Otóż wszy łonowe, czule zwane mendami, przejęliśmy od… goryli. Jak dokładnie do tego doszło, autorzy wolą taktownie nie dociekać. Wiemy za to, kiedy to się stało – 3,3 mln lat temu. Dzisiejsze wszy łonowe to dumni potomkowie tamtych gorylich owadów. Co więcej analiza genetyczna wszy dała nam możliwość wglądu w historię ludzkich ubrań – dzięki odkryciu, że wszy ubraniowe odłączyły się od głowowych 170 tys. lat temu wiemy, że właśnie wtedy zaczęliśmy nosić ubrania.

Tu fragment z tekstem o wszach. Dalej w książce znajduje się świetnie wyjaśniająca całość infografika:

Dla mnie takie opowieści są absolutnie fascynujące!

Trzeba dodać, że książka jest fantastycznie ilustrowana. Autorów jest dwoje – teksty napisał Graham Lawton, ilustracje stworzyła Jennifer Daniel. Dziełem ilustratorki są nie tylko cudowne infografiki, ale też układ graficzny stron z tekstem. Niezwykle spójny, często zabawny, bardzo estetyczny. Każdy większy rozdział ma swój charakterystyczny kod kolorystyczny, który jest konsekwentnie i pomysłowo stosowany.

„Początki (prawie) wszystkiego” są też bardzo ładnie wydane. Twarda okładka, doskonałe kolory, dobry papier. Aż przyjemnie wziąć to do ręki.

Przy okazji zauważyłem, że „Początki…”, choć to książka dla dorosłego czytelnika, świetnie sprawdzają się do wieczornego czytania z dziećmi. Nasz 8-letni syn wysłuchał kilku rozdziałów, zadawał mnóstwo pytań i wyraźnie był zafascynowany.

Dobra, dość tych zachwytów. Powiem krótko – jeśli szukacie książki na prezent dla kogoś, kto jest ciekawy świata (choćby i dla siebie samych), to trafiliście idealnie. Kupujcie. Bardzo, bardzo warto.

Poniżej możecie zobaczyć część książki – warto przejrzeć.

No i oczywiście mamy dla Was specjalną zniżkę. 40 procent od ceny okładkowej. Wchodzicie na stronę Empiku, wrzucacie książkę do koszyka i wpisujecie kod crazynauka. Książka gwałtownie tanieje i po kilku dniach wasza kuchnia zapełnia się niepozmywanymi naczyniami 😉 Promocja trwa do 26 listopada, więc nie zwlekajcie. Serio!

Jesteśmy patronem medialnym książki.

 

Początki (prawie) wszystkiego

Graham Lawton, Jennifer Daniel

wyd. Insignis 2018

Piękna, fascynująca, niesamowicie wciągająca książka. „Początki (prawie) wszystkiego” są świetne!
5 (100%) 1 głosów

Nie ma więcej wpisów