captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

 

Gatunki inwazyjne z Chin i Meksyku

Gatunki inwazyjne z Chin i Meksyku

Małże, najprawdopodobniej inwazyjne, zawędrowały nie tylko do Zatoki Gdańskiej, ale też do ujścia Wisły i polskich jezior.

Normalną cechą organizmów żywych jest to, że zmieniają swoje zasięgi i „przeprowadzają” się w nowe, zwykle lepsze miejsca do życia. Przez miliony lat odbywało się to drogą naturalną, ale szybki rozwój cywilizacji doprowadził do przypadkowych, jak i celowych introdukcji, czyli wprowadzania do ekosystemów gatunków obcych. Tym sposobem do naszego kraju zawędrowały m.in. małże z Chin czy Meksyku. Jeśli myślisz, że kiedy pływasz w polskim jeziorze, nie masz kontaktu z tropikalnymi organizmami, to jesteś w poważnym błędzie.

Rozwój handlu i transportu doprowadził do biernego rozprzestrzeniania się wielu gatunków egzotycznych w miejsca, w których naturalnie nie powinno ich być. Organizmy te dostają się w nowe miejsca głównie z wodą balastową na statkach, z dostawami owoców i warzyw czy roślinami ozdobnymi. W związku z tym większości z nas obiły się o uszy terminy takie jak gatunki obce i gatunki inwazyjne.

Nie zawsze gatunek obcy jest lub stanie się gatunkiem inwazyjnym. Gatunki obce to te, które są nowe dla ekosystemu i zwykle pochodzą z innej strefy klimatycznej. Są w stanie żyć i rozmnażać się w nowym miejscu, ale nie wpływają negatywnie na gatunki rodzime.

Z kolei gatunki inwazyjne to takie, które nie dość, że się zadomowiły w nowym miejscu, to jeszcze konkurują o przestrzeń i pokarm z gatunkami rodzimymi. Zwykle gatunki inwazyjne nie mają naturalnych wrogów w nowym miejscu, w związku z tym proces kolonizacji i inwazji jest szybki. O tym, ile obcych gatunków stanie się inwazyjnymi, mówi reguła dziesiątek – zwykle jeden gatunek na 10 staje się kłopotliwy dla ekosystemu. Ale w przypadku niektórych gatunków obcych istnieją pewne przesłanki o ich inwazyjności, która niekoniecznie musi być szybka. W związku z tym małże z Meksyku oraz Chin na terenie naszego kraju stoją pod inwazyjnym znakiem zapytania.

Niespodzianka z Meksyku

W 2010 roku w Zalewie Wiślanym naukowcy znaleźli nowy dla fauny naszego kraju gatunek małża. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że gatunek ten pochodził oryginalnie z Meksyku. Mowa o Rangia cuneata, która po kilku latach od stwierdzenia szybko się rozprzestrzeniła i zajęła cały akwen. Na tym nie zakończyła procesu „zadomawiania się” w polskich wodach. Podczas spisu gatunków BioBlitz na Wyspie Sobieszewskiej w Gdańsku profesor Marcin Węsławski z Zakładu Ekologii Morza IO PAN w Sopocie znalazł tego małża na dnie koryta Martwej Wisły.

Ciekawa jest historia wędrówek podejrzanego małża. W latach 60. Rangia cuneata dostała się na wybrzeże USA. Wg naukowców żyła tam już wcześniej, ale w okresie zlodowacenia jej zasięg występowania przesunął się na południe. W 2005 roku po raz pierwszy stwierdzono zawleczonego małża w kanale portowym w legendarnym belgijskim mieście portowym – Antwerpii. Najprawdopodobniej dostał się tam statkiem razem z wodą balastową. Początkowo znaleziono kilka sztuk i nie wyglądało na to, że Rangia rozprzestrzeni się szybko. A jednak… autorzy pracy uznali ją za gatunek, który jest zagrożeniem biologicznym – szybko kolonizuje nowe miejsca i zajmuje inwazyjnie przestrzeń. Gatunek ten preferuje tzw. miękkie dno zbiorników i kanałów.

Naukowcy z IO PAN w Sopocie stwierdzili, że duże obszary dna Martwej Wisły w okolicach Sobieszewa pokryte są tylko przez ten jeden gatunek. Pomimo, że muszle tego gatunku mogą służyć za podstawę do przyczepiania się innych organizmów (np. małży racicznicy zmiennej), ostatecznie zawsze gatunek inwazyjny prowadzi do zubożenia różnorodności biologicznej, a w konsekwencji jeszcze nieopisanych zmian w środowisku. Co więcej, w USA na jednej z rafinerii stwierdzono zapychanie węży pożarniczych przez Rangia cuneata.

Profesor Marcin Węsławski z IO PAN w Sopocie dla Crazy Nauki:

W ubogim w gatunki, młodym ekosystemie Bałtyku jest dużo miejsca dla nowych przybyszów. W historycznych czasach przybyło ponad 120 gatunków – i nie ubyło ani jednego. Nowe gatunki wpasowują się w produktywny system o bardzo szerokich niszach ekologicznych i bardzo trudno ocenić plusy i minusy ich pojawienia się. Np. Rangia z jednej strony oczyszcza wody przydenne z zawiesiny, z drugiej strony to małż o grubej skorupie, który nie ma chyba na razie chętnych konsumentów. No, może potencjalnie kaczki nurkujące, ale one wolą cienkoskorupowe omułki.

Niespodzianka z Chin

Szczeżuja chińska. Fot. Alexander Mrkvicka

Szczeżuja chińska. Fot. Alexander Mrkvicka

Szczeżuja chińska, czyli Sinanodonta woodiana to gatunek małża pochodzący z Azji, dokładnie z dorzeczy Jangcy i Amuru. Jak znalazła się w Polsce? Historia zaczyna się w momencie, gdy w 1970 roku zbudowano Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. Okoliczne jeziora włączono w obieg wody chłodzącej elektrownię. Chłodną wodę pobierano z jezior i wypuszczano z powrotem nagrzaną (proceder aktualny także dzisiaj). Wzrost temperatury wpłynął drastycznie na system jezior, tym samym w niektórych miejscach na szybki wzrost roślin. Najlepszym, wydawałoby się, rozwiązaniem na likwidację gęstej roślinności było wpuszczenie ryb żywiących się roślinami – amurów. Ryby te pochodzą z Chin, a hodowano na Węgrzech.

Do Polski sprowadzono je w latach 80., a razem z rybami w jeziorach konińskich pojawiły się szczeżuje chińskie. Larwy tego małża nazywają się glonchidiami i pasożytują na skrzelach ryb. Po przeobrażeniu stają się filtratorami i opadają na dno. Amury były dla małży tzw. wektorem, czyli organizmem przenoszącym pasożyta.

Nikt się nie spodziewał, że z rybami wpuszczono do już i tak przekształconych jezior obcą „niespodziankę”. Na początku szczeżuje chińskie zasiedlały tylko ciepłe kanały i miejsca w pobliżu spływu ciepłej wody. Jednak dziś wiemy, że Sinanodonta woodiana doskonale się przystosowała do nowych warunków i można ją spotkać także w zbiornikach okresowo zamarzających oraz rzekach, np. w Noteci i Narwi. Na łatwe rozprzestrzenianie się gatunku ma wpływ to, że jego larwy pasożytują na różnych gatunkach ryb – nie tylko azjatyckich, ale także polskich.

Co dalej?

Biorąc pod uwagę skutki wcześniejszych introdukcji przypadkowych czy też zamierzonych (np. barszcz Sosnowskiego czy aleksandretta obrożna), konsekwencje obecności małż mogą być różne. Pomimo, że małże z Meksyku oraz Chin nie są jeszcze uznawane za gatunki inwazyjne, budzą uzasadniony niepokój. Nasz meksykański gość zasiedla szybko nowe obszary i zabiera przestrzeń naszym rodzimym gatunkom. Szczeżuja chińska żyje dziś głównie w podgrzewanych zbiornikach, ale trafia się już w chłodnych rzekach i stawkach, co może być początkiem konkurencji z naszą fauną rodzimą.

Dziś szczeżuja chińska nie jest uważana za gatunek inwazyjny, jednak posiada pewne cechy takowego, jak np. odporność na zanieczyszczenia czy słabe natlenienie wód, a także szybki wzrost i dużą zdolność filtracyjną, które budzą niepokój przyrodników i są pewną przesłanką o potencjalnej inwazyjności. Skutki działalności tych małży poznamy pewnie w niedalekiej przyszłości.

Więcej na temat gatunków obcych w Polsce można znaleźć w książce „Gatunki obce w faunie Polski” pod redakcją Zbigniewa Głowacińskiego, Henryka Okarmy, Jerzego Pawłowskiego i Wojciecha Solarza.

Przeczytajcie też na naszym blogu:

Crazy Wyprawa do kamiennych kręgów i pozostałości puszczy sprzed 3000 lat

Bałtyk odsłonił pozostałości puszczy sprzed 3 tys. lat

Piękne zdjęcie Polski, Bałtyku i okolic z kosmosu

 

Polskie wody kolonizują przybysze z Chin i Meksyku
5 (100%) 5 głosów

Czego u nas szukaliście?

  • MrHybryda

    He he, w latach 90-tych był artykuł o tej tematyce chyba w Focusie. Biadolili i pisali coś o konieczności wprowadzenia zabezpieczeń np. filtrów. Widać co z tego wyszło…

  • Tomasz Wolny

    no ale będą z tego perły czy nie? 🙂

  • mikeus

    Mieszkam w Koninie i należę do Klubu Wędkarskiego “Tilapia”. Nazwa klubu pochodzi od ryby występującej głównie w Afryce, dziś znanej też ze sklepów. Dlaczego taka nazwa Klubu? Otóż występuje ona też w kanałach konińskich…
    Spotkać tam można też inne gatunki ryb, które były przypadkowo wpuszczane przy zarybieniach np. amurem i karpiem, chociażby czebaczek amurski, albo wypuszczane przez akwarystów.
    Myślę, że badanie jezior i kanałów konińskich mogłoby doprowadzić do odkrycia innych ciekawych, a nawet zaskakujących gatunków flory i fauny.

Nie ma więcej wpisów