captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

„Mózgobrednie”. Ten tytuł mówi sam za siebie. To jest właśnie to, co tygrysy lubią najbardziej. Crème de la crème wiedzy popularnonaukowej. Czyli obalanie mitów. I to nie byle jakich mitów, a tych dotyczących mózgu. Właśnie tych, w które sami tak często wierzymy.

Na Crazy Nauce obalanie mitów to nasze ulubione zajęcie. Robimy to często i chętnie, ale jednocześnie zauważamy, że na miejsce starych mitów wciąż powstają nowe. Bo coraz mniej ludzi wierzy już w to, że wykorzystujemy tylko 10% swojego mózgu. Ale coraz więcej – choćby w to, że istnieje coś takiego jak „brainfood” czyli specjalna dieta czy pokarmy poprawiające pracę mózgu.

Książka „Mózgobrednie. 20 i pół mitu o mózgu i jak on naprawdę działa” Henninga Becka zbiera najpopularniejsze mity dotyczące naszych mózgów i bezlitośnie je obala. Hmm, napisałem „bezlitośnie”, ale to nie do końca prawda. Bo właściwie autor ma dla nas sporo litości. Nie pisze z pozycji krytykującego czy kpiącego – raczej sam przyznaje, że na część tych mitów sam się nabrał i tłumaczy, dlaczego są one tak kuszące.

Jedzenie dla mózgu? Brednia!

Ale potem przechodzi do rzeczy i tu zaczyna się zabawa. No więc co jest nie tak z koncepcją owego brainfood? Właściwie wszystko. Bo u podstaw tego pomysłu leży koncepcja, że naszym mózgom czegoś brakuje do naprawdę wydajnej i skutecznej pracy. Tymczasem – poza absolutnie ekstremalnymi przypadkami – tak nie jest. W kwestii żywienia organizm kieruje się bardzo prostą zasadą: wszystkie inne organy mogą głodować, ale mózg – nie. Ma on absolutne pierwszeństwo w dostarczaniu składników odżywczych. A każdy normalnie żywiący się człowiek (inni nie będą raczej troszczyli się o jakieś brainfoods) dostarcza swojemu najważniejszemu organowi wystarczającej ilości składników odżywczych.

Co więcej mózg bardzo starannie wybiera sobie kiedy i czego potrzebuje. Więc jeśli nawet najemy się po samą kokardę szalenie zdrowych rzeczy, to i tak nie dotrze ich do mózgu więcej, niż będzie potrzebował. Temu, między innymi, służy bariera krew-mózg, która chroni ten organ przed niepożądanymi wpływami. Jak pisze Henning Beck:

„Niezależnie od tego, jak intensywnie będziemy dokarmiać nasz mózg produktami mającymi usprawnić jego pracę, on i tak wybierze sobie tylko to, czego w danej chwili potrzebuje. Pamiętajmy: mózg gotuje ściśle według przepisu, nie modyfikuje receptury w zależności od tego, co akurat ma pod ręką. A to dlatego, że kluczową sprawą jest, by cały czas dobrze funkcjonował, czyli nie uzależniał się od przejściowych nadwyżek czy niedoborów pokarmowych.”

Prawa półkula jest kreatywna? Brednia!

Z 20 opisywanych mitów (a właściwie – 20 i pół) pozycję 4. zajmuje jeden z moich ulubionych: „prawa półkula odpowiada za kreatywność i syntezę, lewa za logikę i analizę”. Beck znowu jest miły – zamiast wyśmiać tę pseudonaukową koncepcję, pokazuje skąd się wzięła. Opowiada o badaniach prowadzonych na ludziach, którym przecięto spoidło wielkie mózgu, czyli wiązki komórek nerwowych łączących obie półkule. Takie zabiegi przeprowadzano m.in. u osób cierpiących na rozległą epilepsję. Okazało się, że faktycznie niektóre zachowania są dziwne: gdy pokazywano takiemu pacjentowi przedmiot tak, że widział go tylko lewym okiem, to nie potrafił go nazwać, bo u większości ludzi ośrodki odpowiedzialne za mowę umieszczone są w lewej półkuli.

Na podstawie tych doświadczeń wyciągnięto zupełnie nieuprawnione wnioski i tak oto miliony ludzi uwierzyły, że ich półkule mózgowe mają zupełnie różne funkcje i, by stać się kreatywnym, powinni pobudzić prawą, stłamszoną przez współczesną cywilizację, półkulę.

Tymczasem za  niemal wszystkie procesy w mózgu – w tym za powstawanie kreatywnych koncepcji – odpowiadają równocześnie obie półkule. Wiemy o tym dobrze dzięki funkcjonalnemu rezonansowi magnetycznemu, który świetnie pokazuje, jaki obszar mózgu aktywuje się przy danej czynności.

„Mózgobrednie” są świetnie napisane. W końcu to ten sam autor, który napisał „Mózg się myli”. Tu jest może mniej rozrywkowo, ale na pewno równie ciekawie. Całość czyta się bardzo lekko, ale niech nikogo to nie zwiedzie – książka oparta jest na porządnych źródłach, a w tekście roi się od przypisów prowadzących do badań.

Mój problem z tą książką polegał na tym, że ma wyjątkowo przejrzysty spis treści. A to powodowało, że kiedy już kończyłem czytać choćby o wspomnianym „brainfood”, to po prostu MUSIAŁEM zajrzeć do rozdziału obalającego mit o tym, że każdy z nas uczy się inaczej (wiecie „wzrokowcy”, „słuchowcy” itd). A potem (20 minut później) już, już kończyłem, ale zauważyłem ten fragment mówiący, że trenowanie mózgu wcale nie poprawia jego sprawności. No a potem… OK, skończyło się o 2.45 w nocy.

A ponieważ idą wakacje, więc i dla Was nie mamy litości. „Mózgobrednie” możecie, dzięki naszemu kodowi kupić z 40-procentowym rabatem od ceny detalicznej czyli za 22,16 zł. Dodatkowo będziecie mieli darmową wysyłkę wybierając jako sposób dostawy „paczkę w Ruchu”. By dostać rabat trzeba wejść na stronę https://dadada.pl/mozgobrednie-henning-beck,p508480 i przy zakupie podać kod CRAZYNAUKA. Promocja działa do końca 17 czerwca 2018 roku.

Mózgobrednie. 20 i pół mitu o mózgu i jak on naprawdę działa

Henning Beck

wydawnictwo Feeria Science

 

Crazy Nauka jest patronem medialnym książki

Są brednie, na które nigdy już się nie nabierzesz po przeczytaniu tej książki
3.9 (78.57%) 14 głosów

Nie ma więcej wpisów