captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Instalacje fotowoltaiczne* to inwestycja w tani prąd i czystsze środowisko. Od niedawna można je kupić w Polsce również dzięki IKEA, która zaproponowała nam, żebyśmy się uważniej przyjrzeli temu tematowi. Tak też uczyniliśmy – zobaczcie, jak wygląda sprawa instalacji i opłacalności tych urządzeń na własnym dachu.

*Pierwotnie użyłam tu słowa “solar”, które (w sformułowaniu “solar energy”) stosowane jest na świecie jako ogólne określenie energii słonecznej. Jednak w Polsce nazwa solary odnosi się do kolektorów podgrzewających wodę, zaś wytwarzanie prądu ze słońca nosi miano fotowoltaiki. Dlatego teraz wyraźnie rozróżniam jedno od drugiego, a za zamieszanie biję się w pierś 🙂

Idea fotowoltaiki od początku nam się spodobała. Indywidualne, nowoczesne i zamontowane na własnym dachu źródło taniego prądu to wręcz wymarzone rozwiązanie dla każdego, kto ma lub buduje dom i kto – rzecz być może najważniejsza – chce chronić środowisko w czasach szalejącego smogu i globalnego ocieplenia. Bo instalacje fotowoltaiczne to sposób pozyskiwania najczystszej energii z możliwych – bez ingerencji w przyrodę i bez konieczności tworzenia uciążliwej infrastruktury. Dla mnie dodatkowym atutem jest to, że sprzedażą instalacji fotowoltaicznych zajęła się IKEA, firma znana z rozwiązań pro-środowiskowych i znająca trendy rynkowe, co pozwala sądzić, że ta technologia będzie szybko zyskiwać na popularności.

W Polsce fotowoltaika to wciąż rzadkość. Do tej pory powstało u nas zaledwie około 30 tys. mikroinstalacji fotowoltaicznych na dachach domów jednorodzinnych. Nic dziwnego, pomyślicie, przecież w naszym kraju jest za ciemno, by efektywnie pobierać energię z tego źródła. Błąd! Mamy do tego dobre warunki, co potwierdzają badania zasobów helioenergetycznych: średnia roczna gęstość promieniowania słonecznego w Polsce wynosi 935 kWh/m2 (niektóre dane mówią o 1000 kWh/m2), natomiast średnie usłonecznienie wynosi 1600 godzin na rok. W całej Polsce intensywność nasłonecznienia wystarczy do pokrycia całkowitych potrzeb energetycznych w 60 proc., a latem nawet w 100 proc. Nic, tylko iść w fotowoltaikę.

Jak działa instalacja fotowoltaiczna?

Instalacja fotowoltaiczna to zbudowany z ogniw krzemowych system przetwarzania światła słonecznego w energię elektryczną (uwaga! Nie należy mylić paneli fotowoltaicznych z kolektorami słonecznymi, które wyglądają podobnie, ale mogą być wykorzystane tylko do podgrzewania wody).

Rynek zdominowało tańsze rozwiązanie, moduły bazujące na ogniwach polikrystalicznych. IKEA wprowadziła do swojej oferty na początku monokryształ ze względu na korzystne ceny na rynkach światowych w tamtym okresie. Obecnie poszerzyła ofertę o ogniwa polikrystaliczne, które nieznacznie ustępują tym pierwszym pod względem wydajności. Co ważne, wydajność instalacji fotowoltaicznych z roku na rok się poprawia, a ceny spadają, dzięki czemu zakładanie takich instalacji zaczyna się wreszcie opłacać.

Jak więc to działa? Promienie słoneczne padają na ustawione pod specjalnym kątem krzemowe ogniwa fotowoltaiczne, z których zbudowane są panele (najlepiej, jeśli są skierowane na południe). Krzem pochłania światło i wybija elektron ze swojej pozycji, zmuszając go do ruchu. Ten ruch to przepływ prądu elektrycznego, który na tym etapie jest prądem stałym. Dopiero dzięki wchodzącemu w skład instalacji fotowoltaicznej falownikowi zmienia się prąd przemienny, czyli taki, jaki mamy w gniazdkach i może być bez ograniczeń wykorzystywany przez naszą domową instalację zasilającą komputery, pralki, lodówki, oświetlenie czy co tam jeszcze chcemy.

Jeśli instalacja wytworzy więcej energii, niż jesteśmy w stanie zużyć, a więc np. latem, jej nadmiar jest przesyłany do sieci elektrycznej, która zaczyna odgrywać dla nas rolę wielkiego akumulatora, z którego skorzystamy po zmroku lub zimą, kiedy wytwarzanie energii ze słońca nie jest zbyt wydajne. Możemy w ten sposób bezpłatnie odebrać 80 proc. wytworzonych przez nas nadwyżek, bo w zamian za możliwość magazynowania energii dystrybutor pobierze od nas 20 proc. prądu. Wynika to z uregulowań prawnych w naszym kraju, a i tak wychodzimy przy tym na plus, bo średni koszt prądu z instalacji fotowoltaicznej to 30 groszy (lub mniej) za 1 kWh, zaś w sieci energetycznej wynosi on niemal dwukrotnie więcej (średnio około 55 groszy).

Jak to zrobić – krok po kroku?

Średniej wielkości instalacja fotowoltaiczna o mocy 3,5 kW może wyprodukować około 3500 kWh w skali roku, choć oczywiście ostateczny efekt zależy nie tylko od jej mocy nominalnej, ale i od kierunku dachu względem południa, kąta nachylenia dachu oraz lokalizacji gospodarstwa domowego.

Żeby więc oszacować przebieg i koszty takiego przedsięwzięcia, postanowiliśmy się przymierzyć do założenia takiej instalacji na dachu naszego domu. To w gruncie rzeczy nie dom, tylko domek, który ma 100 metrów kw. powierzchni.

Od czego więc zacząć? Pierwszy krok to skorzystanie z kalkulatora dostępnego na stronie internetowej IKEA. I tu zaczęły się schody, bo nie pamiętałam naszych rocznych kosztów zużycia energii. Na szczęście zamiast tego można było określić po prostu, ile osób zużywa w moim domu tę energię (na 4 osoby wyszło ponad 3100 zł i 5100 kWh rocznie) i tym sposobem posunąć się w szacunkach o krok dalej. Potem trzeba było wskazać konkretny typ paneli (o tym za chwilę) i podjąć decyzję, czy idziemy w to, czy nie.

I co dalej? Potem składa się zamówienie online i czeka na kontakt telefoniczny ze strony firmy Geo Solar, która zajmuje się montażem instalacji fotowoltaicznych dla IKEA. W ciągu kilku kolejnych dni specjaliści umówią się z nami na audyt, podczas którego sprawdzą m.in., jaki jest nasz model konsumpcji energii i jaka instalacja najlepiej mu sprosta, jakie mocowania paneli trzeba zastosować i czy nasz dach utrzyma takie obciążenie. Za ten audyt trzeba zapłacić 200 zł, które zwrócone zostaną podczas zakupu instalacji od Geo Solar. Jeśli zdecydujemy się na zakup (obowiązkowo wraz z montażem), firma ma do 30 dni na wykonanie u nas instalacji „pod klucz”. Na sfinansowanie nawet całej tej inwestycji można zaciągnąć kredyt w Ikano Banku za pośrednictwem IKEA.

Potem jeszcze Geo Solar asystuje w przyłączeniu nowej instalacji do sieci energetycznej i podpisaniu umowy prosumenckiej z jej operatorem. I gotowe.

Ile to kosztuje?

Z danych, które wygenerował dla mnie kalkulator online, wynikało, że przy rocznym koszcie zużyciu prądu na poziomie około 3100 zł powinniśmy zainstalować na dachu 28 paneli fotowoltaicznych. Ostateczna cena instalacji zależeć miała od tego, jaki typ paneli wybiorę: SOLSTRÅLE Basic czy SOLSTRÅLE Plus.

SOLSTRÅLE Basic to oferta oparta na modułach polikrystalicznych (niebieskich), zaś SOLSTRÅLE Plus zawiera moduły monokrystaliczne (czarne w srebrnej lub czarnej ramce). Opcja Basic w wersji „pod klucz” i z 15-proc. zniżką z kartą IKEA Family (którą każdy może w każdej chwili sobie wyrobić) kosztuje 25 490 zł, zaś wersja Plus przy tych samych parametrach – 30 133 zł. Różnica w cenie wynika z tego, że SOLSTRÅLE Plus jest opcją bardziej elastyczną, którą można lepiej dopasować do konsumpcji prądu.

Podobają mi się jedne i drugie panele, ale zważywszy na cenę wybrałabym SOLSTRÅLE Basic.

Choć to wyliczenie czysto szacunkowe, bo przeprowadzone na poziomie kalkulatora online, to daje wyobrażenie o ostatecznej cenie. I nie ma co ukrywać – nawet w tańszej wersji wychodzi drogo jak na jednorazową inwestycję.

Dlaczego warto?

Koszty instalacji faktycznie są wysokie i ja z tego właśnie powodu nie zdecyduję się w najbliższym czasie na to rozwiązanie dla naszego domu. Jednak w szerszej perspektywie idea zainstalowania paneli fotowoltaicznych na własnym dachu ma głęboki sens. A ja już zaczynam odkładać na ten cel 🙂

Powodów jest wiele.

Po pierwsze, w naszym przypadku inwestycja zwróciłaby się po ponad 8-10 latach, gdyby ceny energii elektrycznej utrzymywały się na stałym poziomie. Ponieważ jednak ceny te rosną, amortyzacja może nastąpić szybciej. W ciągu ostatnich 15 lat w polskich gospodarstwach domowych koszt prądu wzrósł o 50 proc., a koszt pozyskiwania energii ze słońca spadł o 80 proc. w ciągu 8 lat. Co więcej, po okresie amortyzacji instalacja będzie działać jeszcze 20 lat, przynosząc nam (przy użytej wartości do kalkulacji 3100 zł) około 60 000 zł oszczędności. Perspektywy są więc dobre dla instalacji fotowoltaicznych, a ewentualne koszty eksploatacji – niewielkie.

Dzięki jednej dużej inwestycji zmniejszyłyby się nasze codzienne obciążenia, bo zużycie prądu ma znaczący udział w kosztach utrzymania naszego domu. Niebagatelne znaczenie ma również to, że instalacja fotowoltaiczna od IKEA/Geo Solar ma 25 lat gwarancji na wydajność modułów fotowoltaicznych, 10 lat na falownik i 5 lat na całość funkcjonowania.

Po drugie, samodzielna produkcja prądu byłaby krokiem w stronę niezależności energetycznej naszego gospodarstwa domowego. Obecnie konieczne jest podłączenie instalacji fotowoltaicznej do sieci energetycznej, by móc z niej odzyskiwać prąd po zmroku czy zimą.

A gdyby tak korzystać z własnego akumulatora i gromadzić darmowe nadwyżki energii na własny użytek? W tej chwili jest to możliwe w ograniczonym zakresie, bo dostępne na rynku akumulatory pozwalają na zgromadzenie energii na maksymalnie 2-5 dni. Być może jednak w ciągu najbliższych kilkunastu lat pojawi się na rynku na tyle wydajna technologia gromadzenia energii w domowych akumulatorach, że pozwoli odłączyć się od sieci i pozostawać niezależnym od jej kaprysów, np. tych związanych z 20. stopniem zasilania w upalne dni, kiedy można się spodziewać wyłączeń prądu. To dałoby dodatkowe bezpieczeństwo zarówno w razie awarii lokalnych, jak i problemów o znacznie większym zasięgu.

Panele fotowoltaiczne IKEA SOLSTRÅLE. Fot. IKEA

Po trzecie, dla mnie niezwykle ważne jest to, że czysty prąd wytwarzany z paneli na naszym dachu stałby się naszym faktycznym wkładem w walkę ze nieopanowaną konsumpcją paliw kopalnych. Konsumpcja ta prowadzi do wzrostu globalnego ocieplenia i rozregulowania naszego klimatu, a zimą lokalnie do tworzenia się smogu. Każde z tych zagadnień wielokrotnie opisywaliśmy na łamach Crazy Nauki, a teraz przyzwoicie byłoby przysłużyć się dobrej sprawie również własnym czynem.

Po czwarte, instalacja fotowoltaiczna to bardzo dobry pomysł dla kogoś, kto akurat buduje dom (szkoda, że my akurat tego nie robimy). Bo taki wydatek w ramach większego kredytu czy generalnie finansowania budowy nie jest już tak wstrząsający. Co więcej, zwykle buduje się dom wtedy, kiedy dysponuje się większą ilością pieniędzy. Kiedy będziemy ich mieli mniej, fotowoltaika będzie przynosić konkretne, wymierne oszczędności.

Co z dopłatami?

Inwestycja, która zwróci się po co najmniej 8 latach, to poważny, długoterminowy wydatek. A ponieważ jest to wydatek na odnawialne źródła energii, to – jeśli pomyśleć logicznie – powinien on być dofinansowany przez państwo. Dlaczego? Bo są to pieniądze, które przysłużą się ratowaniu zniszczonego przez smog zdrowia obywateli czy ograniczenie skutków klęsk żywiołowych zawinionych przez zmiany klimatu. Są to także środki przeznaczane przez rząd na wywiązanie się z międzynarodowych umów dekarbonizacyjnych. Państwo polskie na razie nie finansuje inwestycji w panele fotowoltaiczne (dokładają się do nich niektóre samorządy), ale przecież polityka w takich sprawach się zmienia.

Miejmy nadzieję, że stanie się to już wkrótce i że z tą pomocą będziemy w stanie zainstalować panele fotowoltaiczne na swoim dachu, dzięki czemu nie tylko pomożemy środowisku, ale też zyskamy bezpieczeństwo i tani prąd. Trzy w jednym. Myślę, że gra jest warta świeczki.

Tutaj znajdziecie więcej informacji na temat instalacji fotowoltaicznych IKEA

Ilustracje: IKEA

Materiał jest elementem współpracy z firmą IKEA. Partner nie miał wpływu na wyrażane przez nas opinie. 

 

Instalacje fotowoltaiczne, czyli prąd ze słońca na własnym dachu – jak zacząć, ile to kosztuje?
4.2 (84.18%) 67 głosów

Czego u nas szukaliście?

Nie ma więcej wpisów