captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Fontanna z ogrodów królewskich. Fot. Marzena Hmielewicz

Książkę „Uratowane z potopu” dosłownie łyknęłam w ciągu jednego wieczoru. To opowieść niemal kryminalna o poszukiwaniu przez archeologów (i odnalezieniu!) skarbów w Wiśle, pośrodku wielkiego miasta. A tło stanowi przepych i upadek XVII-wiecznej Warszawy z okresu potopu szwedzkiego. Czytać bez namysłu!

Mam dla Was prezent: zniżkę na tę książkę – szczegóły pod tekstem 🙂

Aż trudno uwierzyć, że ta historia naprawdę się wydarzyła. Po 350 latach archeolodzy i nurkowie wydobyli z dna Wisły marmurowe skarby zgubione przez Szwedów po ogołoceniu warszawskich pałaców. A trzeba wiedzieć, że po potopie szwedzkim w stolicy nie ostały się prawie żadne zabytki architektoniczne. Dlatego te wydobyte z rzeki są bezcenne, zwłaszcza że wchodziły w skład osobistego majątku polskiego króla.

Marcin Jamkowski to dziennikarz, podróżnik, wspinacz, nurek, o którym można usłyszeć niemal zawsze wtedy, kiedy w odległych zakątkach świata Polacy robią coś naprawdę ekscytującego: odkrywają bezcenne skarby czy docierają w jakieś wciąż jeszcze niezbadane rejony Ziemi. Jego opowieści niezmiennie gwarantują zastrzyk adrenaliny i klimat jak z flimów o Indianie Jonesie. Tym razem Marcin dołączył do ekipy archeologa dr Huberta Kowalskiego, który wywołującą gęsią skórkę historię odnalazł w środku mojego rodzinnego miasta. I pod wieloma względami ta historia przyćmiewa egzotyczne opowieści z dalekich krajów.

Hubert Kowalski i Marcin Jamkowski, autorzy książki, przy jednej z odnalezionych armat. Fot. Marzena Hmielewicz

Szwedzi zabrali wszystko

Wszystko zaczęło się w pierwszej połowie XVII wieku na terenie dzisiejszego starego kampusu Uniwersytetu Warszawskiego. To tam, w rozległych ogrodach, król Władysław IV Waza wystawił pałac letni Villa Regia – perłę barokowej architektury na miarę nie tylko ówczesnej Rzeczypospolitej, ale i całej Europy. Jego pozostałością – niestety nieumywającą się do przebogatego oryginału – jest Pałac Kazimierzowski, obecnie siedziba rektoratu UW. Ileż to razy stałam tam w kolejce do sekretariatu, nawet nie podejrzewając dramatycznej historii, która stała za tym budynkiem.

Villa Regia od strony Wisły

Jan Kazimierz, brat i następca Władysława IV, po jego śmierci przebudował pałac w 1652 roku, dodając do niego okazałą marmurową zewnętrzną klatkę schodową i liczne zdobienia. Kiedy Szwedzi w 1656 roku wkroczyli do Warszawy, zabrali z pałacu dosłownie wszystko – nie tylko dzieła sztuki, meble i dywany, ale też posadzki, okładziny, rzeźby i rozebraną na części klatkę schodową. Wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Podobnie postąpili ze pozostałymi warszawskimi pałacami i kamienicami i w ogóle z wszelkim majątkiem, jaki zastali w całej rozległej Rzeczypospolitej.

Relokacja majątku

Kraj pozostawili w całkowitej ruinie: rozgrabiony, zniszczony i wypalony. Liczba ludności Rzeczypospolitej po tym najeździe skurczyła się z 10 do 6 milionów. Szwecja dla odmiany, po czasach niedostatku, wkroczyła w okres rozkwitu i dobrobytu. Szwedzi skorzystali ze swojej dziejowej szansy i wykonali bezprecedensowy skok cywilizacyjny. Książka zwięźle i obrazowo przypomina te historyczne kulisy, co jest pomocne zwłaszcza dla tych, którzy, jak ja, szkolne lekcje historii mają już dawno za sobą 😉

Zagrabione w Polsce dobra materialne Szwedzi sprawnie przewieźli z jednego brzegu Bałtyku na drugi. Transportowali je szkutami po Wiśle, a następnie żaglowcami przez morze do szwedzkich portów. Nie wszystkie wyładowane po brzegi statki dotarły do miejsca przeznaczenia. Wiele spoczęło na dnie Bałtyku, jeszcze inne zatonęły w rzekach. Wisła, będąca główną arterią komunikacyjną Rzeczypospolitej, prawdopodobnie kryje w sobie jeszcze całe mnóstwo skarbów z tamtych czasów.

Płytki marmurowe skradzione z królewskiego pałacu. Fot. Marzena Hmielewicz

Król pisze, archeolog szuka

„Wierności Wasze oznajmują, o odbieżeniu szkut i rzeczy pod Pólkowem, przez Szwedów w Warszawie zabranych; zlecamy to Wiernościom Waszym i koniecznie mieć chcemy, abyście pilne około tego staranie uczynili, jakobyście te szkuty pod miasto sprowadzili i rzeczy z nich zabrawszy, poprzątnęli i pochowali” – pisał w 1656 roku król Jan Kazimierz do burmistrza Warszawy.

Na ten fragment królewskiej korespondencji trafił wspomniany już archeolog dr Hubert Kowalski po przestudiowaniu setek XVII-wiecznych manuskryptów. To niełatwe zadanie, bo ówczesny język był pełen ozdobników i trudnych dziś w odbiorze form gramatycznych. Było to trudne również dlatego, że warszawskie archiwa są bardzo niekompletne – w czasach zawieruchy dziejowej zostały rozgrabione, a spora ich część spłonęła w powstaniu. Z odnajdywanych tu i ówdzie urywków informacji dr Kowalski odtworzył ostatnią podróż marmurów króla Jana Kazimierza z pałacu na dno rzeki. Pozostawało jeszcze je odnaleźć.

Ale czy nikt wcześniej tego nie zrobił? Znane są przypadki wyławiania z Wisły fragmentów barokowych posągów, ale archiwa nie odnotowały szerzej zakrojonych poszukiwań. I jak się za to zabrać po 350 lat od zatonięcia skarbów? Czy rzeka nie zmieniła biegu? Gdyby się tak stało, marmury mogły się znaleźć pod asfaltem nadbrzeżnych dróg. Do szeroko zakrojonych poszukiwań niezbędna była ekipa licząca kilkadziesiąt osób – od nurków, strażaków i policji wodnej, po naukowców specjalizujących się w obsłudze urządzeń obrazujących rzeczne dno. Poszukiwacze przeszukali w sumie blisko 10 km dna Wisły. Oznaczało to setki, jeśli nie tysiące żmudnych godzin pływania małą łódką, nurkowania w rwącym nurcie i brodzenia w mule naszej niegościnnej królowej rzek.

Poszukiwania zatopionych skarbów na Wiśle. Fot. Marzena Hmielewicz

20 ton marmurów w ciągu 10 lat

Relację z tych poszukiwań czyta się jak trzymający w napięciu kryminał z nagłymi zwrotami akcji i chwilami mrożącymi krew w żyłach. Nurkiem, który jako pierwszy zszedł pod wodę, silny prąd rzeki ciskał jak zabawką, mimo że rosły mężczyzna miał na sobie dodatkowe 50 kg obciążenia. Marcin Jamkowski ocenia z kolei swoje zanurzenie w Wiśle jako najtrudniejsze i najbardziej emocjonujące ze wszystkich nurkowań, jakie w życiu zrobił. A nurkował wcześniej m.in. pod górami lodowymi Grenlandii i w silnych prądach w Oceanie Indyjskim. Poszukiwacze wydobywali z dna kamienie polne, biorąc je za głowy marmurowych posągów. Przeżywali wzloty i upadki. Przez trzy sezony nie znaleźli dosłownie nic.

Aż w końcu los się do nich uśmiechnął. Kiedy wydobyli na powierzchnię pierwszy marmur, cieszyli się jak dzieci. Potem znaleźli jeszcze setki zabytków, a wśród nich – co najważniejsze – elementy klatki schodowej z Villa Regia. Niektóre z nich zawierały nawet królewski „podpis”, czyli wyrzeźbiony herb Wazów! Do akcji wkroczyły dźwigi, ciężki sprzęt.

Międzyłucze z herbem dynastii Wazów, pochodzące z marmurowej klatki schodowej Villa Regia. W tle Marcin i Hubert z fragmentem łuku. Fot. Marzena Hmielewicz

– Przez 10 sezonów wydobyliśmy ponad 20 ton marmurów, dwie armaty, 20 kół i ze 40 kul armatnich, fragmenty rapiera, pistoletu skałkowego i zbroi, no i jeszcze niewybuchy: granaty ręczne, pociski moździerzowe, amunicję z karabinów maszynowych i bomby lotnicze – wylicza jednym tchem Marcin Jamkowski, kiedy go proszę o podsumowanie poszukiwań. Kiedy to mówi, ma wypieki na twarzy.

Koła armatnie. Fot. Marzena Hmielewicz

I powiem Wam szczerze, że ja też mam wypieki, bo tak fascynującej opowieści już dawno nie czytałam. Smaczku dodaje jej to, że poszukiwacze poszli za ciosem i wyśledzili część wystroju pałacu polskiego króla w jednym ze szwedzkich zamków. A bezcenne skarby, które odnaleziono na dnie Wisły, staną się zalążkiem ekspozycji w budującym się Muzeum Historii Polski. Po 350 latach leżenia na dnie rzeki to im się w końcu należy.

Fot. Fot. Marzena Hmielewicz

Jeśli nabraliście ochoty na przeczytanie książki “Uratowane z potopu”, do czego Was szczerze zachęcam, możecie ją kupić ze zniżką. Zniżkę w wysokości 10 zł (dzięki niej będziecie mogli zapłacić za książkę 29,99 zł) otrzymacie, kiedy wejdziecie do e-księgarni Kulturalny Sklep i podczas zakupu podacie w polu “Wpisz kod promocyjny” hasło CRAZYNAUKA (pisane dużymi literami). Promocja trwa do 10 października 2018 roku.

Historię poszukiwań XVII-wiecznych skarbów pokazuje również film wyreżyserowany przez Marcina Jamkowskiego i Konstantego Kulika, dostępny wraz z książką. O filmie rozmawialiśmy z jego autorami na antenie TOK FM.

Tytuł: “Uratowane z potopu”

Autorzy: Marcin Jamkowski, Hubert Kowalski

Wydawca: Wydawnictwo Agora

Uratowane z potopu szwedzkiego – opowieść o skarbach wydobytych z Wisły
5 (100%) 5 głosów

Czego u nas szukaliście?

Nie ma więcej wpisów