captcha image

A password will be e-mailed to you.

Konta antyszczepionkowe przełączają się na narrację prokremlowską i wraz z innymi rosyjskimi trollami biją dezinformacją w Ukrainę i jej sojuszników. Jak unikać nabierania się na manipulacje i w jakim stopniu Polacy są na nie podatni? Są wyniki najnowszego badania opinii społecznej. 

W tej chwili mierzymy się z ogromną falą dezinformacji i fake newsów na temat Ukrainy, płynących od prokremlowskich trolli. Od lat nie słabnie też zalew antynaukowych doniesień na temat szczepień, pandemii COVID-19, sieci 5G czy energetyki jądrowej. Jak wynika z najnowszych danych Instytutu Badania Internetu i Mediów Społecznościowych, aż 90 proc. kont społecznościowych zaangażowanych w ostatnich dniach w prorosyjską dezinformację na temat wojny z Ukrainą, wcześniej bezpośrednio brało udział w dystrybucji treści antyszczepionkowych. Z kolei raport “Dezinformacja oczami Polaków” donosi, że z dezinformacją i fake newsami spotkało się już ponad 80 proc. Polek i Polaków. 

Teraz jest szczególnie ważne, by temu nie ulegać: pozostawać sceptycznym, nie przekazywać dalej niesprawdzonych informacji i nie panikować.

O działaniach prokremlowskich trolli w mediach społecznościowych pisałam m.in. w 2020 roku

Kreml mąci w internetach

Fałszywe doniesienia nt. Ukrainy, szczepień, pandemii, 5G i energetyki jądrowej mają wspólny mianownik: ich tworzeniem i dystrybucją w dużym stopniu zajmują się rosyjscy trolle związani z Kremlem.

Tak, Kreml od lat generuje dezinformację w internecie na naprawdę dużą skalę i – trzeba to niestety przyznać – odnosi w tej dziedzinie spore sukcesy. Jeśli w sieciach społecznościowych toczą się wyjątkowo zażarte dyskusje na jakiś temat, to z dużym prawdopodobieństwem są one podsycane przez prokremlowskich trolli.

Wiem, że brzmi to jak bajka o żelaznym wilku, jednak aktywny rosyjski trolling w tematyce szczepień został dostrzeżony już w 2018 roku, a śledztwo w tej sprawie przeprowadził zespół badaczy z George Washington University, University of Maryland, Johns Hopkins University. Naukowcy odnotowali, że rosyjscy trolle doprowadzili do zaostrzenia dyskusji na temat szczepień na Twitterze podczas kampanii prezydenckiej w USA w 2016 roku, opowiadając się – co ciekawe – zarówno po stronie przeciwników, jak i zwolenników szczepień. Bo celem trolli jest polaryzacja społeczeństwa czy społeczeństw. Im bardziej ludzie są skłóceni, tym więcej (przynajmniej hipotetycznie) Rosja może ugrać dla siebie.

Istnieje mnóstwo dowodów na to, że rosyjscy trolle majstrowali przy fake newsach nt. szczepień, pandemii czy sieci 5G. Weźmy chociażby raport sporządzony w 2020 roku przez EU East Stratcom Task Force, komórkę Komisji Europejskiej dedykowaną wykrywaniu i zwalczaniu rosyjskiej dezinformacji w Unii Europejskiej. Dokument ten ujawnia istny wysyp fake newsów w kwietniu 2020 roku z kont powiązanych z Kremlem, które starały się pożenić pandemię z teoriami spiskowymi i narracją antyszczepionkową. W miarę wchodzenia na rynek szczepionek przeciw COVID-19 Rosja starała się dyskredytować szczepionki firm zachodnich, a jednocześnie przekonywać opinię publiczną, że jej własna szczepionka Sputnik V jest jedyną wartą uwagi.

Prorosyjscy antyszczepionkowcy

Okazuje się, że związki Rosji z grupami antyszczepionkowymi są nawet głębsze. Według danych Instytutu Badania Internetu i Mediów Społecznościowych aż 90 proc. kont w mediach społecznościowych, które 21 i 22 lutego zamieściły 4,5 tys. wzmianek o charakterze prorosyjskim lub wspierającym działania Rosji wobec Ukrainy (osiągając łącznie 2 mln zasięgu), wcześniej brało bezpośrednio udział w dystrybucji treści sceptycznych lub jawnie wrogich wobec szczepień. Tym razem ci “antyszczepionkowcy” zalali media społecznościowe komunikatami wspierającymi działania Rosji i podsycającymi wśród Polaków poczucie zagrożenia ze strony obywateli Ukrainy.

Podobne powiązania mają i czescy antyszczepionkowcy. Niedługo przed agresją wojsk rosyjskich na Ukrainę grupa czeskich antyszczepionkowców zamieniła się w grupę… prorosyjskich aktywistów. Ci sami ludzie, którzy wcześniej organizowali masowe demonstracje przeciwko obostrzeniom związanym z pandemią COVID-19, od kilku dni zamieszczają na swoich kontach Facebookowych wyrazy wsparcia dla Rosji i jej działań wobec Ukrainy.  

Dezinformacja kremlowska na temat wojny 

Najważniejsze kierunki i tematy rosyjskiej dezinformacji na temat Ukrainy jeszcze sprzed napaści Rosji na ten kraj wymienia i demaskuje serwis fact-checkingowy Demagog. Oto przykłady z tej długiej listy:

  • Wojna z Ukrainą to wymysł mediów
  • NATO chce wojny z Rosją
  • Kiedy Ukraińcy uciekają, Polacy będą musieli umierać za Kijów (jako żołnierze NATO).

Demagog ponadto dementuje również na bieżąco fałszywe doniesienia na temat sytuacji na froncie ukraińsko-rosyjskim, takie jak to, że ukraińscy wojskowi masowo opuszczają swoje pozycje czy że Siły Zbrojne Ukrainy nie stawiają oporu Rosji. 

Uważajcie również na informację chętnie powtarzaną w niektórych kręgach rewizjonistów tęskniących za “Wielką Drugą Rzeczypospolitą”, do której należała część dzisiejszej Ukrainy. Chodzi mianowicie o jedną z najobrzydliwszych manipulacji, które słyszałam w ostatnich dniach: “Kiedy Rosja najeżdża Ukrainę, może nie należy jej przeszkadzać, tylko odebrać Ukrainie „nasz” Lwów”. Ohyda.

Dezinformacja oczami Polek i Polaków

O ogromnej skali dezinformacji i obecności fake newsów w naszym otoczeniu świadczą wyniki raportu “Dezinformacja oczami Polaków”, stworzonego przez Fundację Digital Poland (tu link do tego raportu – można go bezpłatnie pobrać) na podstawie reprezentatywnych badań opinii społecznej i wydanego dwa dni temu. Miałam przywilej skomentować wyniki tego raportu w działach poświęconych fake newsom oraz podejściu rodaków do nauki i naukowców, więc tym bardziej zachęcam Was do lektury tego raportu. 

A z raportu wynika, że aż 81 proc. Polaków spotkało się z dezinformacją, a 82 proc. z fake newsami. 

To alarmujące dane, które potwierdzają, że nasz kraj jest wręcz przesiąknięty fałszywymi informacjami  

– piszą autorzy raportu „Dezinformacja oczami Polaków”.

Na rozpowszechnianie fałszywych informacji najbardziej podatne są trzy obszary tematyczne:

  • klimat i energetyka (52 proc. ankietowanych zdecydowanie zgodziło się z przynajmniej jedną badaną fałszywą informacją w ramach tego obszaru);
  • zdrowie (44 proc. badanych zdecydowanie poparło przynajmniej jedną „fejkową” opinię zawartą w badaniu);
  • polityka (22 proc. respondentów zdecydowanie zgodziło się z przynajmniej jedną badaną fałszywą informacją w ramach tego obszaru).

Polacy, niestety, są mocno podatni na fake newsy i dezinformację. Aż 53 proc. rodaków wierzy, że elektrownia jądrowa stwarza zagrożenie dla okolicznych mieszkańców, niemal jedna trzecia sądzi, że pandemia COVID-19 została wcześniej zaplanowana, a według 24 proc. działające w ukryciu siły dążą do przejęcia władzy nad światem i depopulacji planety, przy czym pandemia COVID-19 jest zakamuflowaną operacją mającą to umożliwić.

Młodzi najbardziej podatni

Niepokojące są dane raportu dotyczące najmłodszej badanej grupy osób, w wieku 18-34 lata. Osoby te są najbardziej ze wszystkich grup wiekowych podatne na fałszywe informacje. Aż 42 proc. z nich wierzy, że pandemia COVID-19 została wcześniej zaplanowana (19 proc. dla osób 55+), 20 proc. sądzi, że szczepionki powodują autyzm (dla porównania – zgadza się z tym zaledwie 6 proc. osób 55+). Oprócz tego blisko jedna trzecia młodych wierzy w spisek klimatyczny i brak związku pomiędzy używaniem źródeł energii odnawialnej i ograniczeniem emisji CO₂. W najmłodszej grupie badanych jest też najmniej osób, które zetknęły się z określeniem “dezinformacja” (79 proc. vs 92 proc. dla osób 55+) oraz najwięcej tych, które nie ufają nauce i naukowcom. Różnica między wspomnianą grupą a powyżej 55 r.ż. wynosiła aż 21 proc. 

Zanim jednak podniesiemy larum nad stanem krytycznego myślenia prezentowanego przez młodych, powiedzmy sobie jasno, że absolutnie WSZYSTKIE grupy wiekowe nabierają się na fake newsy i sprawnie prowadzoną dezinformację.

Jak więc nie ulec dezinformacji i fake newsom? 

Po pierwsze, należy sprawdzać każdą informację, która trafia w nasze przekonania i jest atrakcyjnie sformułowana – tak akurat, żeby wcisnąć “Udostępnij” i podać to dalej. Raport pokazuje, że najskuteczniejsza forma sprawdzania informacji – poleganie na weryfikacji przez profesjonalnych fact-checkerów (takich jak Stowarzyszenie Demagog czy serwis FakeNews.pl) – jest w Polsce wciąż jeszcze mało popularna. Sięga do niej zaledwie 5 proc. ankietowanych, a 12 proc. deklaruje, że zagląda tam niekiedy po to, by coś zweryfikować. 

Aby zweryfikować jakąś podejrzaną (lub zbyt atrakcyjną dla nas, wręcz proszącą się o udostępnienie) informację, często wystarczy tylko wpisać w wyszukiwarkę dane hasło, np. “maseczki wywołują grzybicę płuc”, oraz dodać słowo “fake”, aby w wynikach wyszukiwania znaleźć profesjonalnie zweryfikowane informacje na ten temat (np. opublikowane na stronach fact-checkerskich). Po prostu trzeba pozostawać czujnym. 

Nie należy też wierzyć zdjęciom czy materiałom wideo, które mają rzekomo dowodzić prawdziwości jakiegoś wydarzenia. Często do zilustrowania bieżących kłamstw wykorzystywane są zdjęcia czy filmy ukazujące zupełnie inne niż opisywane obiekty czy wydarzenia z przeszłości, np. zdjęcie rosyjskiego bunkra przygranicznego, rzekomo trafionego ukraińskim pociskiem, zanim nastąpiła agresja Rosji na Ukrainę. Albo zdjęcie rosyjskiego samolotu rzekomo zaatakowanego przez stronę ukraińską. Oba zdjęcia nie mają nic wspólnego z treściami, jakie im obecnie przypisano.

Bądź czujna/y!

Aż dwie trzecie respondentów badania “Dezinformacja oczami Polaków” opowiedziało się za wprowadzeniem do szkół edukacji medialnej, co popieram całym sercem – to jest właśnie ta umiejętność, której większości z nas brakuje, zwłaszcza młodszej grupie wiekowej. W tej akurat kwestii przewagę mają osoby starsze, powyżej 55. r.ż., wychowane w sceptycyzmie względem propagandy PRL-owskich mediów, która podziałała na nich jak szczepionka wobec szerzących się obecnie fake newsów i dezinformacji. Młodzi nie mają takich doświadczeń, stąd ich większe zaufanie do tego, co podają media i serwisy społecznościowe. 

Zanim więc udostępnisz informację w internecie, pomyśl, czy nie dajesz się wkręcać w cudzą grę:

Rys. Crazy Nauka

Dezinformacja a fake newsy

Dla porządku rozróżnijmy jeszcze pojęcia, którymi posługuję się w tym artykule. Fake newsy to fałszywe informacje, zazwyczaj spreparowane przez kogoś po to, by przyciągnąć naszą uwagę, co przynosi twórcy takiej fałszywki satysfakcję / pieniądze z odsłon jego strony / korzyści polityczne czy biznesowe (czasami wszystkie naraz). Przykładem fake newsa może być informacja o tym, że od noszenia maseczek ochronnych można dostać grzybicy płuc.

Z kolei dezinformacja to zaplanowana i zorganizowana akcja mająca na celu narzucenie społeczeństwu jakiejś narracji i osiągnięcie celu korzystnego dla autora tej dezinformacji. Przykładem dezinformacji mogą być dawniejsze rosyjskie działania mające na celu zdyskredytowanie sieci 5G powstających w Unii Europejskiej albo prowadzona przez rosyjskich trolli akcja oczerniania Ukrainy, która trwa od lat, a teraz przybrała na sile.


Nie jesteśmy portalem. To blog tworzony przez dwie osoby – Olę i Piotra (a ten tekst napisałam ja, Ola). Jeśli mój tekst Ci się spodobał, do czegoś się przydał lub coś wyjaśnił – to świetnie. Wkładamy w nasze materiały dużo pracy starając się, by były rzetelne i jasne. Jeśli chcesz, możesz w zamian podarować nam wirtualną kawę. Będzie nam bardzo miło. Dziękujemy 🙂

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Nie ma więcej wpisów
%d bloggers like this: