captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Wprawdzie od lat walczę ze stereotypizacją Wyspy Wielkanocnej (Rapa Nui) – ale walczę też ze zjawiskiem dużo groźniejszym, jakim jest pachnąca folklorem mitologizacja wyspy, o której niemal każdy sądzi, że „coś wie”. A tu proszę, mamy Wielkanoc – i mówimy o Wyspie Wielkanocnej! Ale cóż; jeśli to stereotypowe podejście pozwoli obalić kilka mitów pseudonaukowych bądź pomoże rozpylić nieco rzetelnej wiedzy, to chyba mogę na chwilę skapitulować.

Najpierw kilka faktów historycznych… Bardzo nie lubię mówić, że Wyspa Wielkanocna została „odkryta” w 1722 roku przez Holendrów. To niesłychanie eurocentryczne podejście do sprawy. Przecież wiadomo, że została odkryta przez jej pierwszych osadników – Polinezyjczyków (naukowcy wciąż spierają się, kiedy to nastąpiło), a Holendrzy po prostu znaleźli ją – czy raczej zobaczyli z oddali – pewnej Niedzieli Wielkanocnej, i to w chwili, gdy szukali czegoś zgoła innego: a mianowicie legendarnego Kontynentu Południowego z jego opiewanymi w literaturze bogactwami i cudami.

Najsłynniejszym z europejskich podróżników, jacy odwiedzili Wyspę Wielkanocną, jest James Cook, który przybył tu w roku 1774 w nadziei, że zaopatrzy się w świeżą żywność i wodę pitną po męczącym rejsie w mroźne rejony południowe (on też szukał Terra Australis!), ale w XVIII stuleciu na wyspie byli jeszcze Hiszpanie i Francuzi, jeśli policzymy jedynie wielkie ekspedycje, które poważnie wzbogaciły naszą wiedzę o tym odległym miejscu – a także wprowadziły dramatyczne zamieszanie wśród lokalnej społeczności. Zainteresowanych europejskimi relacjami z pobytu na Rapa Nui – jak również historią miejscowej kultury – zapraszam do lektury moich książek [1]. Obecnie Wyspa Wielkanocna należy do Chile, ale nie o to nam dzisiaj chodzi.

Jaja Wyspy Wielkanocnej

Wysepka Motu Nui Fot. Zuzanna Jakubowska-Vorbrich

Wysepka Motu Nui Fot. Zuzanna Jakubowska-Vorbrich

Mamy wszak święta powszechnie kojarzone nie tylko z chrześcijaństwem, ale i z wiosenną odnową przyrody, która cyklicznie budzi się do życia. Jednym z symboli owej obietnicy nowego początku jest jajko. Otóż jajko jest także niezwykle ważnym symbolem dawnej kultury Wyspy Wielkanocnej. Uwierzcie, to nie jest tak, że tam są tylko „kamienne głowy” (które w rzeczywistości mają również ciała) i nic więcej. Owszem, najbardziej rozpoznawalnym elementem rapanujskiej kultury są wielkie kamienne posągi, które były swoistymi pomnikami znamienitych i ubóstwionych przodków, ale w pewnym momencie dziejowym zwyczaj stawiania moai rzeźbionych w wulkanicznym tufie zaczął chylić się ku upadkowi. Wbrew powszechnemu mniemaniu nie było jednak tak, że wyspę nawiedził jakiś kataklizm naturalny i zmiótł rzeźbiarzy z powierzchni ziemi. Był to raczej stopniowy proces, którego powodów mogło być kilka; wśród nich najprawdopodobniejsze wydaje mi się postępujące ubożenie środowiska naturalnego (na skutek złożonych przyczyn klimatyczno-środowiskowo-antropogenicznych) oraz szok kulturowy związany z przybyciem obcych zza morza. Tak, to my, przedstawiciele „cywilizacji Zachodu”, z naszym wścibstwem, brutalnością i zarazkami przyczyniliśmy się do przemian kulturowych, nie tylko na Rapa Nui zresztą… ale odbiegam od tematu.

Między bajki należy włożyć kolejną popularną teorię, mówiącą, że wyspiarze toczyli między sobą wojny i celowo rozwalali posągi wrogów – owszem, kamienne giganty ważące po kilkadziesiąt ton w wielu miejscach leżą, a nie stoją, ale po gwałtownym upadku rozpadłyby się na kawałki, a widzimy je jednak w całości bądź w dwóch częściach, czyli raczej zostały z premedytacją położone. Bardzo ciekawą interpretację „zmierzchu” kultury moai przedstawia belgijski archeolog Nicolas Cauwe [2]. Przy okazji warto nadmienić, że stoją tylko te posągi, które odrestaurowali naukowcy.

Czaszka z wielkimi oczami

A więc dobrze, zaprzestano produkcji wulkanicznych kolosów – i co dalej? Kultura i ideologia wyspiarzy, nie zarzucając bynajmniej kultu przodków, zwróciła się ku innemu wątkowi obecnemu w bogatej rapanujskiej tradycji religijnej: ku bóstwu-stwórcy Make Make. Bóg ten – przedstawiany na licznych petroglifach jako schematyczna, minimalistyczna czaszka z wielkimi oczami – w przekonaniu Rapanujczyków stworzył zarówno człowieka, jak i ptaki. Oto piękna i pouczająca legenda z Wyspy Wielkanocnej:

„Make Make powrócił i rzekł do Hauy: ‘Chodź, zagonimy ptaki do kraju [tj. na wyspę – Z.-J.-V.]’. – ‘Dobrze’ – powiedział Haua. Poszli więc obaj i zagonili ptaki. […] Ptaki wylądowały. Make Make poszukał ładnego miejsca. Pozostawili ptaki w miejscu zwanym Kauhanga. Zostali przez trzy lata. Mężczyźni, kobiety i dzieci zjedli ptaki. Make Make i Haua powrócili. Znowu spędzili ptaki i pozostawili je w Vaiatare. I znowu poczekali przez trzy lata. Zobaczyli, że ludzie zjedli jajka. I znowu spędzili ptaki, na wyspę Motu Nui. Ptaki pozostały w miejscu, gdzie nie było ludzi, więc było im tam dobrze” [3].

W wielu kulturach ptaki traktowane są jako istoty szczególne; ładnie podsumowali to Edmundo i Alexandra Edwards (ojciec i córka), chilijscy antropolodzy, zajmujący się m.in. Wyspą Wielkanocną:

„W tradycji wielu kultur ptaki jawią się jako bogowie lub posłańcy bogów; od wieków ludzie darzyli je niesłabnącym zainteresowaniem ze względu na to, że składają jaja – które na całym świecie są symbolem życia i płodności; a także za ich zwinność, barwne upierzenie i śpiew. Szczególnie zaś ptaki wędrowne ukazywano często jako istoty magiczne i tajemnicze, gdyż znikają na kilka miesięcy, by powrócić zawsze o tym samym czasie każdego roku. Ponadto podziw i zazdrość, jaką w wielu ludziach budzi ptasia zdolność do lotu, to decydujący czynnik obecny we wszystkich tych tradycjach” [4].

Na Wyspie Wielkanocnej, w owej chwili niepewności społecznej, kryzysu wywołanego bądź to czynnikami wewnętrznymi, bądź też zewnętrznymi, wyewoluował wiosenny rytuał, związany z ptakami, bóstwem Make Make oraz z rokrocznym wyłanianiem duchowego przywódcy, który miał szukać odpowiedzi na bolączki wyspiarskiej społeczności. Dzielił on swoją władzę z wodzem politycznym, zwanym ariki mau, który z kolei nie podlegał wyborom – funkcja ta była dziedziczna i silnie związana z przeobrażającym się kultem przodków. Owego przywódcę duchowego zwano Tangata Manu, czyli Człowiekiem-Ptakiem – a był on liderem klanu, który danego roku wygrał wyścig po pierwsze jajo rybitwy czarnogrzbietej. O wyścigu Człowieka-Ptaka pisali klasyczni antropolodzy, zajmujący się Wyspą Wielkanocną [5], jak również autorzy współcześni [6].

Rybitwa czarnogrzbieta Fot. Duncan Wright/Wikimedia

Rybitwa czarnogrzbieta Fot. Duncan Wright/Wikimedia

Rybitwa czarnogrzbieta (Onychoprion fuscatus) to migrujący ptak morski, którego kolonia lęgowa znajdowała się kiedyś na wspomnianej w powyższej legendzie wysepce Motu Nui. Jest to jedna z trzech maleńkich wysepek położonych u podnóża południowo-zachodniego cypla Rapa Nui. Cypel ten stanowi jeden z trzech głównych wulkanów, które w zamierzchłej przeszłości geologicznej uformowały Wyspę Wielkanocną; jego okrągła, widowiskowa kaldera nosi nazwę Rano Kau. Niestety, czarno-białe, krzykliwe rybitwy – symbol rapanujskiej kultury – nie gniazdują już na Motu Nui [7]: presja człowieka jest zbyt wielka. Kiedyś jednak przylatywały w wielkiej ilości.

Kaldera Rano Kau Fot. Zuzanna Jakubowska-Vorbrich

Kaldera Rano Kau Fot. Zuzanna Jakubowska-Vorbrich

Na ten wiosenny moment – na półkuli południowej przypadający oczywiście na naszą jesień – czekali przedstawiciele wyspiarskich klanów, gromadząc się u szczytu wulkanu Rano Kau, w rytualnej kamiennej wiosce Orongo, w pobliżu skał pokrytych petroglifami przedstawiającymi m.in. skuloną postać Człowieka-Ptaka, niekiedy tulącego w dłoniach jajko. Następnie hopu – zręczni, silni mężczyźni, wybierani jako reprezentanci przywódców poszczególnych klanów, mieli za zadanie przepłynąć na wysepkę Motu Nui, by tam wypatrywać nadlatujących ptaków, poczekać, aż wybiorą miejsce na gniazdo – i znaleźć pierwsze jajo. Według legendy, zwycięzca krzyczał wówczas do swego patrona czekającego w Orongo: „Masz jajo, ogól głowę!”

Rytualna wioska Orongo fot. Zuzanna Jakubowska-Vorbrich

Rytualna wioska Orongo fot. Zuzanna Jakubowska-Vorbrich

 

Bieg po jaja, władzę i długie paznokcie

A teraz po kolei. Zadanie wcale nie było łatwe. By dostać się nad ocean, hopu zebrani w Orongo musieli najpierw pokonać klif wysoki na kilkaset metrów – a stanowiła go zastygła, ostra lawa. Możliwe, że używali lin. Musieli też sporządzić sobie tratwę z wiązek sitowia zwaną pora – rodzaj pływaka na podobieństwo deski surfingowej, który kładli pod klatkę piersiową, by ułatwić sobie pokonanie półtora kilometra otwartej wody, jaka dzieliła ich od Motu Nui. Nie było to bynajmniej kąpielisko dla dzieci: prócz wzburzonych, gwałtownych fal przypływu musieli zmagać się z prądem oraz… uważać na rekiny. Gdy przybyli na miejsce (wyobraźcie sobie lądowanie na kolejnym skalistym brzegu!), należało wybrać sobie dogodny punkt obserwacyjny i czekać – nieraz całymi dniami, toteż zabierali ze sobą zapas jedzenia.

Co do znajdowania jajka zaś… Tu pozwolę sobie na dygresję ornitologiczną. Widzieliście kiedyś kolonię morskich ptaków? Taką porządną? Jest ich bardzo dużo, gniazdo przy gnieździe, a zresztą gniazda rybitw czarnogrzbietych nie są szczególnie wyszukane. Moim skromnym zdaniem w tej sytuacji wyczynem byłoby NIE znaleźć jaja rybitwy – pierwszego czy któregokolwiek; kłopot mógł polegać raczej na jego pozyskaniu, gdyż ptaki mogły gnieździć się na stromych klifach Motu Nui, choć zakładają gniazda także na płaskim gruncie. Rzecz polegała raczej na tym, kto pierwszy przetransportuje (na przykład w plecionej opasce na czoło) całe, nietknięte jajo na Rapa Nui i wręczy je swemu patronowi. Pomyślicie, że pierwszeństwo można było zapewnić sobie owym triumfalnym okrzykiem do przełożonego – ale ten motyw legendy został trafnie skomentowany przez jednego z badaczy, który skonstatował, że przy odległości, o jakiej mówimy – półtora kilometra! – jak również przy ryczących falach i nieustannie krzyczących tysiącach ptaków niemożliwością było, by zebrani w Orongo cokolwiek usłyszeli [8]. W każdym razie Rapanujczycy wierzyli w boską interwencję i uważali, że święte jajo samo pokaże się wybrańcowi losu.

Dobrze; hopu znalazł, hopu przetransportował (przeżywszy trasę w obie strony!), hopu wręczył – i co dalej? Jego przełożony – przywódca klanu – zyskiwał rytualny status tapu (tabu) i na rok stawał się świętym. Golił głowę, przenosił się do odosobnionej, dwuczęściowej siedziby, którą przez rok dzielił jedynie ze sługą – jako namaszczony przez boga Make Make nie mógł bowiem bezpośrednio kontaktować się z innymi ludźmi, być oglądany ani dotykany. Nie mógł też myć się ani obcinać włosów i paznokci. Dzierżył jednak duchową władzę nad całą wyspą – aż do następnej wiosny. Na jego klan spływał wielki prestiż. Szczególnymi przywilejami cieszyła się też rodzina zwycięskiego hopu.

Jakim ptakiem był Człowiek-Ptak?

Oczywiście nie ma tu miejsca na szczegółowe omawianie wszystkich elementów kultu Człowieka-Ptaka, warto jednak przytoczyć pewną ciekawostkę: symboliczne, schematyczne przedstawienia Tangata Manu charakteryzują się zakrzywionym dziobem i wydętą szyją, przywodzącą na myśl ptasie wole. Rybitwy czarnogrzbiete nie posiadają takich cech, szczycą się nimi natomiast fregaty. Fregata średnia (Fregata minor) to ptak powszechnie występujący na Wyspie Wielkanocnej. Ma ciemne upierzenie, a samiec dodatkowo worek czerwonej skóry na podgardlu, które w okresie godowym nadyma się jak balon. A czerwień to zresztą święty kolor Polinezyjczyków… O co więc tutaj chodzi?

Wizerunki Człowieka-Ptaka bez trudu znajdziecie w Internecie, wpisując „Tangata Manu”, „Hombre Pájaro” albo „Birdman”; ponieważ nie chcę naruszać niczyich praw autorskich, jakimi obejmowane są np. archiwalne zdjęcia, pozwolę sobie pokazać Wam rysunki z relacji Wilhelma Geiselera z roku 1883 [9]:

Zobaczcie jeszcze samca fregaty w nastroju miłosnym.

Samiec fregaty średniej Fot. Charlesjsharp/Wikimedia

Samiec fregaty średniej Fot. Charlesjsharp/Wikimedia

Prawdopodobnie jajem, którego pierwotnie poszukiwano, nie było jajo rybitwy, tylko fregaty, również gnieżdżącej się w koloniach. Ale fregaty łatwiej się stresują, zdenerwowane mogą w ogóle nie złożyć jaja, poza tym rozmnażają się co dwa lata; toteż, nękane przez ludzi – stopniowo przestały gniazdować w okolicy wyspy. Rybitwy są jakby bardziej odporne psychicznie, liczniejsze i płodniejsze, poza tym – pozbawione jaja – znoszą bez problemu nowe. Dlatego też wyspiarze w swym rytuale zamienili fregatę – po rapanujsku makohe – na rybitwę – manutara.

Fregaty zostały

Ta okoliczność każe mi zastanowić się nad fizjologią rybitwy i fregaty. Jak pisał Jan Sokołowski, niektóre ptaki nie składają więcej jaj, niż powinien wynosić klasyczny miot ich gatunku – gdy zabierze im się część lęgu, wysiadują to, co zostało, ewentualnie po pewnym czasie składają kolejny miot, złożony z właściwej liczby jaj. Inne gatunki zaś, gdy stracą jajo, znoszą kolejne, żeby uzupełnić miot – i mogą tak czynić nawet wielokrotnie; swojskim przykładem są kury [10]. Aż kusi uznać, że tym właśnie różnią się od siebie dwa emblematyczne ptaki Wyspy Wielkanocnej – ale raczej uznać należy, że – jako ptaki morskie, pokonujące wielkie odległości – wolą włożyć wysiłek w wyprodukowanie niskiej liczby jaj i wychowanie niewielu piskląt, by nie stracić sił witalnych i zapewnić sobie sukces reprodukcyjny w kolejnym sezonie [11].

Ironią losu jest fakt, że teraz to właśnie „silnych charakterem” rybitw na wyspie zabrakło, fregaty zaś mają się dobrze… Nawiasem mówiąc, również wizerunki rybitwy obecne są w sztuce przedstawiającej Rapa Nui: między innymi w postaci czerwono-białych malowideł naskalnych w jaskini Ana Kai Tangata, u podnóża Rano Kau.

Malowidła w w jaskini Ana Kai Tangata fot. Zuzanna Jakubowska-Vorbrich

Malowidła w w jaskini Ana Kai Tangata fot. Zuzanna Jakubowska-Vorbrich

 

Na koniec warto wspomnieć, że wiosenny rytuał dawnych wyspiarzy był też zapowiedzią sezonu obfitości. Ptaki i ich jaja były ważnym źródłem pożywienia (na które okresowo nakładano tabu – bardzo proekologiczne postępowanie!), a ich pióra stanowiły cenną ozdobę i materiał na nakrycia głowy dostojników. Z przekazów ustnych wiemy, że Rapanujczycy hodowali nieraz pisklęta rybitw czarnogrzbietych, a gdy te dorosły, przywiązywano im do łapki i skrzydła zabarwione na czerwono kawałki tapa – swoistej „tkaniny” z kory morwy papierowej, charakterystycznej dla wysp Pacyfiku – i puszczano ptaki wolno, wołając: Kaho ki te Hiva! – czyli: Leć w świat! Koło życia wkraczało tym samym w kolejny, mozolny obrót…

 

Bibliografia i przypisy

[1] Zuzanna Jakubowska, Odkryta przypadkiem, pojęta opacznie. Wyspa Wielkanocna w osiemnastowiecznych relacjach podróżników na tle rozważań o spotkaniu kultur, Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich, Warszawa 2013, ss. 488+18 (książka zawiera m.in. autorskie przekłady z języków holenderskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, angielskiego); Zuzanna Jakubowska, Still More to Discover. Easter Island in an Unknown Manuscript by the Forsters from the 18th Century / Wciąż odkrywana. Wyspa Wielkanocna w nieznanym rękopisie Forsterów z XVIII wieku, Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich, Warszawa 2014, ss. XXXVI + 213 (książka dwujęzyczna, zawiera autorski przekład manuskryptu z języka francuskiego na angielski i polski).

[2] Nicolas Cauwe, Easter Island, the Great Taboo. Rebuilding its History after 10 Years of Excavations, Éditions Versant Sud, Louvain-la-Neuve 2011.

[3] Alfred Métraux, Ethnology of Easter Island, Bernice P. Bishop Museum, Bulletin 160, Honolulu, Hawaii 1940, s. 313. Tłumaczenie: Z. Jakubowska-Vorbrich.

[4] Edmundo Edwards, Alexandra Edwards, When the Universe was an Island. Exploring the Cultural and Spiritual Cosmos of Ancient Rapa Nui. Hanga Roa, Hangaroa Press 2013, s. 374–375. Tłumaczenie: Z. Jakubowska-Vorbrich.

[5] Np. Katherine Routledge, The Mystery of Easter Island, Adventures Unlimited Press, Kempton 1998 [reprint i wydania z 1919]; Katherine Routledge, „The Bird Cult of Easter Island”, Folklore, nr 28, z. IV, London, XII 1917, ss. 337–381; Alfred Métraux, Ethnology of Easter Island, Bernice P. Bishop Museum, Bulletin 160, Honolulu, Hawaii 1940.

[6] Np. Jo Anne Van Tilburg, Easter Island. Archeology, Ecology and Culture, British Museum Press, London 1994; Edmundo Edwards, Alexandra Edwards, When the Universe was an Island. Exploring the Cultural and Spiritual Cosmos of Ancient Rapa Nui. Hanga Roa, Hangaroa Press 2013.

[7] Manuel Marín, Pablo Cáceres, Sobre las aves de Isla de Pascua, Boletín del Museo Nacional de Historia Natural, Chile, 59, 2010, s. 85;; A. Jaramillo, M. T. J. Johnson, C. J. Rothfels, A. Johnson, The native and exotic avifauna of Easter Island: Then and now, Boletín Chileno de Ornitología 14 (1), Unión de Ornitólogos de Chile 2008, s. 14 (tabela występowania gatunków – niedawnego, historycznego i prehistorycznego).

[8] Jest mi niewymownie przykro, ale za nic nie mogę znaleźć, kto to powiedział. Przetrząsam mój mózg i bibliotekę – na próżno! Jeśli znajdę, na pewno tę informację uzupełnię.

[9] Wilhelm Geiseler, Die Oster-Insel. Eine Stätte prähistorischer Kultur in der Südsee. Bericht des Kommandanten S. M. Kbt. „Hyäne”, Kapitänleutenant Geiseler, über die Ethnologische Untersuchung Der Oster-Insel (Rapanui) an den Chef der Kaiserlichen Admiralität, Ernst Siegfried Mittler und Sohn, Berlin 1883, sekcja ilustracji.

[10] Jan Sokołowski, Z biologii ptaków, Książka i Wiedza, Warszawa 1950, s. 213.

[11] Adam Nicolson, Krzyk ptaków morskich. Ginący świat podniebnych wędrowców, tłum. Natalia Mętrak-Ruda, Znak Horyzont, Kraków 2017, ss. 111–113.

Wyspa Wielkanocna z ptasiej perspektywy, czyli jajko-niespodzianka dla Czytelników Crazy Nauki
Podoba się? Oceń!

Nie ma więcej wpisów