captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Lekarze podczas epidemii ospy prawdziwej we Wrocławiu w 1963 roku. Fot. “Variola Vera” Zbigniew Hora, wyd. Ossolineum 1982

Kiedyś mówiono: dzieciak niezaszczepiony będzie się źle chować. To był kanon, coś oczywistego ze względu na świeżą pamięć o ludziach, którzy chorowali, umierali, cierpieli. Niestety, jesteśmy tak skonstruowani, że gdy choroba się wycofuje, motywacja do szczepienia maleje – o walce z szerzącymi się w PRL epidemiami polio i błonicy fascynująco opowiada Crazy Nauce prof. Danuta Naruszewicz-Lesiuk, specjalistka chorób zakaźnych od 62 lat pracująca w Państwowym Zakładzie Higieny.

Prof. Danuta Naruszewicz-Lesiuk* to człowiek-instytucja. Zaraz po studiach medycznych, w połowie lat 50. XX wieku, trafiła do Państwowego Zakładu Higieny i nieprzerwanie pracuje tam aż do dziś. To właśnie ją postanowiłam zapytać, jak dawniej walczono z chorobami zakaźnymi w Polsce i jak to się właściwie stało, że wielu Polaków przestało teraz ufać szczepieniom?

– Kiedyś mówiono: dzieciak niezaszczepiony będzie się źle chować – mówi prof. Naruszewicz-Lesiuk. – To był kanon, coś oczywistego. Rodzice domagali się szczepień, dochodziło nawet do takich sytuacji, że w latach 80., kiedy już nie szczepiono przeciwko ospie prawdziwej [choroba została uznana za eradykowaną w 1980 roku – przyp. CN], rodzice ciągle się tego domagali. Społeczeństwo akceptowało szczepienia ze względu na świeżą pamięć o ludziach, którzy chorowali, umierali, cierpieli.

Niestety, jesteśmy tak skonstruowani, że gdy choroba się wycofuje, motywacja do szczepienia maleje. Tak jest właśnie dzisiaj. A epidemiologia chorób i statystyka są nieubłagane: jeśli z każdego rocznika niezaszczepionych będzie 5-10 % dzieci, dodatkowo z zaszczepionych 5 % nie wytworzy odporności, to w każdym roczniku zostaje wrażliwych 10-15 % osób. Co się wtedy stanie? W populacji będzie rosła liczba osób wrażliwych na daną chorobę, więc może dojść do epidemii. Specjaliści nazywają takie zjawisko brutalnie epidemiami wyrównawczymi. Zadaniem tych epidemii jest wyrównanie odporności w społeczeństwie do poziomu, w którym szansa wymiany wirusa między ludźmi będzie tak mała, że nie dochodzi już do dalszych zachorowań. Gdyby nie było szczepień, epidemie wyrównawcze, na przykład odry, pojawiałyby się co 2-3 lata. Dzięki szczepieniom okresy między nimi się wydłużają i co najważniejsze, nie osiągają znacznych rozmiarów. Populacja pozostaje chroniona przed chorobami zakaźnymi, jeśli wyszczepialność wynosi powyżej 90 %, choć poziom ten dla każdej choroby jest inny – dodaje specjalistka.

Błonica – sześć lat epidemii

Szczyt epidemii błonicy, która trwała 6 lat, od 1950 do 1956 roku, przypadł na rok 1954. Zachorowało wtedy prawie 44 tysiące dzieci, zmarło 2 tysiące. W tym samym roku wprowadzono szczepienia obowiązkowe przeciwko błonicy, osiągając rekord zaszczepienia ponad półtora miliona dzieci. Spowodowało to gwałtowny spadek zachorowań, a od połowy lat 60. notowano tylko pojedyncze przypadki błonicy w Polsce. Po wprowadzeniu pierwszych szczepień należało rozpocząć badania nad oceną odporności dzieci na błonicę.  Badano po kilkaset dzieci dziennie, zaś wyniki badań pozwoliły nie tylko poprawić jakość oraz skuteczność podawanej szczepionki, ale również ustalić schemat jej podawania, liczbę  dawek i odstęp między nimi. Ostatnim elementem, nad którym należało popracować, była organizacja szczepień oraz nadzór nad nią.

– Profesor Jan Kostrzewski, twórca polskiej szkoły epidemiologii, zaprosił naszych kolegów z terenu, żeby ustalić, dlaczego na niektórych terenach działania związane ze szczepieniami nie były wystarczająco skuteczne – wspomina prof. Danuta Naruszewicz-Lesiuk. – W pewnym momencie powiedział wprost: macie na sumieniu każde dziecko, które umrze z powodu błonicy. To były mocne słowa, skierowane do naszych kolegów z pracy. Słuchacze różnie  odnosili się do tak emocjonalnej wypowiedzi, ale może właśnie dzięki temu szczepienia w terenie ruszyły pełną parą i błonica zaczęła zanikać. Dziś wszystkie dzieci są szczepione przeciwko tej bardzo poważnej chorobie.

Podczas epidemii ospy prawdziwej we Wrocławiu w 1963 roku. Fot. “Variola Vera” Zbigniew Hora, wyd. Ossolineum 1982

To, że dziś w Polsce praktycznie nie ma zachorowań na błonicę, nie oznacza, że możemy przestać szczepić, gdyż bez wątpienia wtedy choroba wróci. Dlaczego? Między innymi dlatego, że zawsze możemy mieć kontakt z osobą z innego państwa, rejonu świata, która nie była zaszczepiona i zachorowała.

O tym, że błonica trwa przyczajona wciąż blisko nas, przypomniała jej epidemia, która w latach 80. i 90. szalała w ZSRR, a potem Rosji i krajach postradzieckich.

– Epidemia w latach 1990-1996 spowodowała 150 tysięcy zachorowań oraz 4,5 tysiąca zgonów – opowiada prof. Naruszewicz-Lesiuk. – I nie zapominajmy, że dane te mogą być niedoszacowane ze względu na sytuację polityczną krajów byłego ZSRR w tamtym okresie. Błonica była za granicą i do Polski nie dotarła.

Dlaczego? Stało się tak dzięki dociekliwości prof. Artura Gałązki. Ten  epidemiolog, pracujący między innymi w WHO, kiedy pełen nowych pomysłów wrócił do Polski po kolejnym zagranicznym pobycie, zaproponował, że kontrolnie sprawdzi odporność mieszkańców terenu województwa warszawskiego na błonicę. Bez problemu otrzymał wymaganą zgodę i w ramach badań naukowych rozpoczęto akcję pobierania krwi do analizy wytypowanych grup mieszkańców. Próbki przywożono do PZH, gdzie prowadzone były testy. I nagle absolutne zaskoczenie: okazało się, że jeżeliby ktoś w te okolice przyjechał z błonicą, epidemia byłaby gwarantowana! Odporność dzieci powyżej 9. roku życia spadała drastycznie, a odporności populacyjnej nie było w ogóle.  Widząc takie wyniki, profesor Gałązka porozumiał się z Głównym Inspektorem Sanitarnym, którego oficjalnie zawiadomił o możliwości wystąpienia epidemii.

Pojawił się jednak inny poważny problem: przeciwko błonicy istniała jedynie szczepionka dla dzieci, zaś szczepionkę dla dorosłych należało dopiero wyprodukować. Osoby odpowiedzialne za produkcję szczepionek zabrały się więc do pracy, ale, jak wiadomo, proces wprowadzenia szczepionki do obiegu był i nadal jest niezwykle długi oraz złożony, wbrew temu co dziś opowiadają przeciwnicy szczepień. Obejmuje on wiele badań i testów zarówno nad bezpieczeństwem, jak i skutecznością preparatu. Udało się jednak opracować szczepionkę w odpowiednim czasie i po przeprowadzeniu badań rozpoczęto produkcję.

Właśnie wtedy dotarła do nas informacja, że w ZSRR jest epidemia błonicy. Natychmiast rozpoczęto szczepienia pograniczników oraz mieszkańców województw wschodnich na masową skalę. Ta wielka epidemia w ZSRR u nas spowodowała raptem 10 zachorowań.

– O tym, co dla wielu tysięcy ludzi zrobił prof. Gałązka, kierowany naukową dociekliwością godną najwyższego podziwu, zapomina się czasem, a była to przecież nadzwyczajna rzecz! – mówi prof. Naruszewicz-Lesiuk. – Pokazała, że danie sygnału, bodźca, informacji o niebezpieczeństwie w odpowiednim momencie, współpraca instytucji oraz producentów szczepionek, pozwalają uratować populację przed groźną epidemią. Ale nie uniknęliśmy tego zagrożenia na zawsze.  Musimy się szczepić, abyśmy byli bezpieczni. W Polsce, jak i na całym świecie, są środowiska, które nie szczepią się z różnych względów, na przykład religijnych. Są również osoby, które nie mogą szczepić się z powodów zdrowotnych. Ale są też ci, którzy wierzą w różne mity, na przykład łączą autyzm i szczepienia, ulegają antyszczepionkowej manii. Tego nie mogę zrozumieć – profesor Naruszewicz-Lesiuk bezradnie rozkłada ręce.

Polio – szczepionkę przetestowaliśmy na sobie

W latach 50. groźba zachorowania na polio (zwanego również chorobą Heinego-Medina) dla rodziców małych dzieci była realną, koszmarną perspektywą. Choroba mogła się zakończyć poważną niepełnosprawnością (wskutek porażenia dziecięcego) lub nawet śmiercią. Pojawienie się więc pierwszej, doustnej szczepionki przywitano z wielką nadzieją. Jednak przed podaniem jej zdrowej populacji dzieci, co nastąpiło w 1959 roku, naukowcy z PZH musieli przeprowadzić drobiazgowe testy.

– Prof. Hilary Koprowski [wynalazca jednej z dwóch pierwszych szczepionek przeciw polio – przyp. CN] przekazał do PZH w 1958 roku potrzebne porcje szczepionek, niezbędne do przeprowadzenia testów – mówi prof. Naruszewicz-Lesiuk. – Prof. Kostrzewski zarządził pierwsze szczepienia i, jak to zwykle bywało, zaczynaliśmy od szczepienia naszych dzieci, czyli dzieci pracowników PZH oraz Instytutu Hematologii. Dzięki temu mogliśmy najłatwiej i najszybciej obserwować ewentualne, niepożądane odczyny poszczepienne. Nie zapominaliśmy jednak, że to nie były obiekty do obserwacji, ale nasze dzieci. Troska o bezpieczeństwo i wiara w skuteczność szczepień nigdy nas nie opuszczała. Dowód? W czasie pierwszej tury szczepień, kolega z pracy zapytał mnie, czy ja naprawdę wierzę, że te pierwsze szczepienia przeciwko polio są bezpieczne. Bez wahania odpowiedziałam: Ja nie wierzę. Ja wiem. On na to: „Wypij!”. Więc nalałam dawkę większą niż dla dziecka i bez wahania wypiłam. Kolega poszedł w moje ślady. Kiedy prof. Kostrzewski dowiedział się o tym małym, nieformalnym eksperymencie, powiedział tylko: „Szkoda dwóch dawek szczepionki!”.

Prof. Danutę Naruszewicz- Lesiuk, choć rzadziej niż jej kolegów-mężczyzn, wysyłano w teren, aby sprawdzała przebieg szczepień przeciwko polio. Takie były czasy, że kobiety pracowały raczej na miejscu, w PZH.

– Będąc gdzieś na południu Polski, pytam, jak idą szczepienia i dowiaduję się, że, niestety, niezbyt dobrze – opowiada prof. Naruszewicz-Lesiuk. – Nie zastanawiałam się długo, jak poprawić wyszczepialność, gdyż od razu zrozumiałam, że potrzebne będzie wsparcie miejscowego księdza. Od razu poszłam do kościoła i podczas szczerej rozmowy z duchownym argumentowałam, że niezaszczepienie to grzech zaniechania: „Miałeś możliwość ochronić dziecko i tego nie zrobiłeś”. Ksiądz, ku mojej radości, zgodził się z argumentacją, choć wyznał, że do tej pory nie słyszał, żeby z ambony mówiono o szczepieniach. To mógł być pierwszy raz, ale na pewno okazał się skuteczny. Ja naprawdę uważam, że nieszczepienie dzieci to odebranie im prawa do zdrowia i bezpieczeństwa – dodaje specjalistka.

Źródło: Przemub/Wikimedia

Alarm choleryczny w Polsce

– Cholera to w paradoksalny sposób szalenie przydatna społecznie choroba ucząca nawyków higienicznych ­- mówi prof. Naruszewicz-Lesiuk. Kiedy wyrażam zdziwienie, specjalistka dodaje: – Człowiek, który myje ręce czystą wodą, pije tylko wodę butelkowaną lub przegotowaną, je owoce umyte – nawet w okresie epidemii nie zachoruje. Cholera uczy dyscypliny, sprzyja zdrowiu społeczeństwa, choć bardzo szybko może człowieka doprowadzić do śmierci. Moje spotkania z cholerą zaczęły się na początku lat 70. , kiedy zostałam nagle wezwana do prof. Kostrzewskiego. Poinformował mnie, że gdzieś na Bliskim Wschodzie pojawił się nowy przecinkowiec cholery. Moje zadanie polegało na tym, aby w ciągu jedynie tygodnia dowiedzieć się wszystkiego na temat cholery, „a nawet więcej”. Według słów profesora miałam być osobą, która wie na ten temat najwięcej w całym Instytucie. Zidentyfikowanie nowego przecinkowca oznacza, że zbliża się pandemia cholery – oświadczył.

Zatem kiedy w 1971 roku wybuchła epidemia tej choroby w Astrachaniu w Rosji, w Instytucie została utworzona grupa złożona z epidemiologa, czyli mnie, bakteriologa oraz lekarza specjalisty chorób zakaźnych, której zadaniem było prowadzić badania nad cholerą, sposobami zapobiegania epidemii oraz leczenia chorych. Załatwiono nam więc transport do Moskwy, a stamtąd do Astrachania. Byliśmy jedynymi osobami w samolocie lecącymi do centrum epidemii. Nic dziwnego, gdyż w takiej sytuacji miasta stają się zamknięte dla przyjezdnych. My jednak byliśmy naukowcami i nasze zadanie polegało na tym, aby „zobaczyć cholerę”, z którą wcześniej nie mieliśmy przecież kontaktu, dlatego otrzymaliśmy odpowiednie pozwolenia. Objechałam więc sumiennie tamtejsze izolatoria, gdyż starałam się dowiedzieć wszystkiego o tym, jak izoluje się chorych. I choć w sytuacji Polski doświadczenie z cholerą może wydawać się egzotyczne, to jednak przydało się, kiedy w latach 70. ogłoszono alarm choleryczny. Jako osoba mająca już pewne doświadczenie i sporą wiedzę na ten temat, zajęłam się sprawdzaniem przygotowania oddziałów szpitalnych na wypadek epidemii.  Przede wszystkim pytałam o wiadra i miski. Zdziwienie personelu było ogromne. A ja po prostu wiedziałam, po doświadczeniu w Astrachaniu, że z człowieka chorego na cholerę, mówiąc kolokwialnie, „się leje”, ma ostrą biegunkę, więc wiadra, miski i miejsce do kąpieli są podstawowym wyposażeniem. Kolejnym etapem przygotowania przed ewentualną epidemią było szkolenie służb, łącznie z wojskiem. Na szczęście do żadnych zachorowań w Polsce nie doszło, a wszystkie wjeżdżające osoby, podejrzane o cholerę, były izolowane. Po tych działaniach zostałam uhonorowana brązowym medalem za Zasługi dla Obronności Kraju.

Dziś w mediach poddaje się w wątpliwość skuteczność i sens szczepień. Moja praca naukowa udowadnia, że takie twierdzenia są pozbawione sensu. Ci, którzy wątpią w szczepienia, muszą zrozumieć, że w szczepieniach chodzi o ludzkie życie i zdrowie. Jakim prawem rodzic, nie szczepiąc, stwarza ryzyko ciężkiej choroby,  poważnych powikłań, u swojego własnego dziecka? – dziwi się prof. Naruszewicz-Lesiuk.

 

* Prof. Danuta Naruszewicz-Lesiuk w Państwowym Zakładzie Higieny została zatrudniona tuż po studiach w połowie lat 50. XX wieku. Na podstawie badań nad szczepieniami przeciwko durowi brzusznemu obroniła doktorat w Akademii Medycznej w Warszawie. Jej habilitacja dotyczyła szczepień przeciwko odrze. Od 1967 roku dr Naruszewicz- Lesiuk kierowała Studium Sanitarno-Higienicznym, w 1976 roku została w PZH sekretarzem ds. nauki. Przez 25 lat pracowała w redakcji „Przeglądu Epidemiologicznego”, gdzie do dziś, teraz społecznie, pełni funkcję zastępcy redaktora.

 

Jak zwalczono choroby zakaźne w PRL i dlaczego wkrótce nie damy sobie z nimi rady
3.4 (67.1%) 366 głosów

Czego u nas szukaliście?

  • ja

    Co za propagandowy artykuł. Czy wy sami jesteście tak nadgorliwi czy dostajecie przykaz z góry żeby tworzyć propagandę proszczepionkową? Świadoma i dobrowolna zgoda na poddanie się zabiegom medycznym, w tym na szczepienie, to podstawowe prawo człowieka. Ludzie nie są bydłem, którego właściciel zmamiony kasą jaką otrzymuje pod stołem, wstrzyknąć może jaki tylko chce i kiedy chce specyfik. I nie chrzańce głupot, że to niby zagraża innym, bo oprócz swojego przekonania, jak sami dobrze wiecie, brak jest dowodów naukowych, które by to potwierdzały – badania naukowe potwiedzają raczej, że dzieci szczepione wielokrotnie częściej chorują w tym na choroby przewlekłe, stając się stałymi klientami karteli farmaceutycznych. A słyszeliście o poszczepiennych epidemiach polio? albo o tym, że szczepionka przeciwko gruźlicy z założenia nie chroni przeciwko płucnej najcześciej występującej odmianie gruźlicy? I jakoś nie ma epidemii gruźlicy. A wiecie, że tylko w Polsce i Bułgarii szczepi się dzieci w pierwszej dobie życia? Że np. w Japonii wiele lat temu zrezygnowano ze szczepień do 2roku życia i umieralność wśród niemowląt i zachorowalność drastycznie spadła? A skoro tacy skorzy jesteście do wstrzykiwania szczepionek małym dzieciom, to proponuje żebyście sami sobie wstrzyknęli takie szczepionki w ilości proporcjonalnej do swojej wagi. Zobaczycie jak się wtedy poczujecie (miejcie nadzieje, że nie padniecie na miejscu)

    • Henryk Yoorevitch

      Ooo, agentka ubezpieczeniowa pani Socha krytykuje anonimowo osiągnięcia naukowca z pięćdziesięcioletnim stażem. Zgadłem?

      • ja

        Henryk Yoorevitch: Ale nieco inne kwestie zostały wyżej poruszone. Więc jeżeli nie masz nic do powiedzenia w temacie, to zamilcz.

        • Sharpi

          Tak gadasz o wolności itd, a na forum publicznym bronisz drugiemu człowiekowi wolności słowa? I kto tu jest hipokrytą ?xD

          • ja

            Sharpi: Jesteś kolejną osobą, która próbuje zmienić temat? Wolność słowa to nie jest zakłócanie dyskusji komentarzami nie na temat, które nic nie wnoszą. EOT.

      • To, że ktoś pracuje 50 lat w zawodzie jeszcze nie wiele znaczy. Odnośnie błonicy, która nie tak dawno stała się sławna. W 2015 roku w czasopiśmie Epidemiology & Infection opublikowano artykuł opisujący 27 przypadków błonicy z Maranhão wBrazylii. W mediach o pandemii błonicy nic nie było słychać tak jak miało to miejsce w przypadku jednego zachorowania w Hiszpanii. Interesujące było to, że 16 z 27 było częściowo szczepionych, a 10 kompletnie zaszczepionych dzieci. Trzy przypadki śmiertelne z czego dwoje dzieci kompletnie zaszczepionych.
        Diphtheria outbreak in Maranhão, Brazil: microbiological, clinical and epidemiological aspects. Epidemiol Infect. 2015 Mar;143(4):791-8.

        • Anna Sierpińska

          Ale czego to ma niby dowodzić? Czytał Pan cały artykuł? Zauważył Pan, że część wyizolowanych szczepów wykazywała częściową antybiotykoodporność? Co to może oznaczać jeśli chodzi o szczepionkę?

    • Anna Sierpińska

      ” badania naukowe potwiedzają raczej, że dzieci szczepione wielokrotnie częściej chorują w tym na choroby przewlekłe” – doprawdy? Poproszę linki. A to, że gruźlica płuc występuje najczęściej, co ma do rzeczy? Chyba bardziej istotna jest np.: ochrona przed gruźliczym zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu.

      Widać, że nie ma Pan/Pani pojęcia o szczepionkach, ale chętnie rozpowszechnia bzdury. Dawka szczepionki dla dorosłego jest taka sama jak dla dziecka, bo to nie paracetamol. Co więcej, dzieci o wiele lepiej znoszą szczepienia niż dorośli (sprawdziłam na własnej skórze podczas ostatniego szczepienia na ospę wietrzną).

      • ja

        >> ” badania naukowe potwiedzają raczej, że dzieci szczepione wielokrotnie częściej chorują w tym na choroby przewlekłe” – doprawdy? Poproszę linki.

        Proszę bardzo:
        Journal of Translational Science 2017, v. 3(3) 1-12
        https://www.cmsri.org/wp-content/uploads/2017/05/MawsonStudyHealthOutcomes5.8.2017.pdf

        Autorzy poddali badaniu sondażowemu (poprzez rodziców) 405 dzieci szczepionych i 261 nieszczepionych w wieku 6-12 lat i wykazali, że:
        -dzieci szczepione 4 razy częściej chorowały na zapalenie ucha środkowego i 6 razy częściej na zapalenie płuc, ale rzadziej na krztusiec, różyczkę czy ospę wietrzną (łagodne i łatwo uleczalne dziś choroby).

        Szczepione dzieci:
        -30 razy częściej chorowały na alergiczne katary,
        -4 razy częściej na alergie,
        -4,2 razy częściej na ADHD i autyzm,
        -3 razy częściej na egzemy,
        -5 razy częściej były upośledzone umysłowo i miały trudności w nauce,
        -4 razy częściej cierpiały na choroby neurorozwojowe,
        -2,5 razy częściej na inne chroniczne choroby niż dzieci nieszczepione.

        Stopień poszczepiennych okaleczeń zależy od liczby otrzymanych szczepień. Chłopcy kilkakrotnie częściej są ofiarami tych poszczepiennych chorób i okaleczeń niż dziewczęta.

        Szczepione dzieci
        -22 razy częściej stosują leki na alergie,
        -2,4 razy częściej – antybiotyki,
        -ok. 5 razy częściej leki przeciwgorączkowe,
        -4 razy częściej leki p. padaczkowe,
        -3 razy częściej bywały u lekarzy z powodu poważnej choroby,
        -2 razy częściej były hospitalizowane.

        >> “A to, że gruźlica płuc występuje najczęściej, co ma do rzeczy?”

        A to, że legnie w gruzach forsowana m.in. przez was teza: Hurrr!!! Durr!!! szczepmy się szczepmy (szczepmy przymusowo noworodki), bo będzie epidemia gruźlicy!!!
        Skoro szczepienie przeciwko gruźlicy nie chroni przed najczęściej występującą odmianą płucną gruźlicy i przecież z tego powodu nie ma żadnej epidemii gruźlicy, to każdy niech sobie sam odpowie jak bardzo fałszywe i mało warte są uzasadnienia proszczepionkowców.

        >>”Co więcej, dzieci o wiele lepiej znoszą szczepienia niż dorośli (sprawdziłam na własnej skórze podczas ostatniego szczepienia na ospę wietrzną)”
        Dzieci o wiele lepiej niż dorośli znoszą choroby tzw. wieku dzięcięcego. Dlatego zamiast szczepić na świnkę czy ospę wietrzną lepiej to przechorować za dziecka i zyskać odporność na całe życie, bo nawet producenci szczepionek sami piszą, że ich szzcepionki niby chronią przez maksymalnie ok 10 lat.

        A ja jeszcze dodam:
        Od kataru też się pani szczepi? albo od choroby niespokojnych nóg? Przestańmy popadać w paranoje szczepienia się od wszystkiego. Dawniej tego typu choroby się normalnie przechorowywało, więc nie znajdujemy uzasadnienia żeby pozbawiać się naturalnie nabywanej odporności na rzecz rzekomo sztucznie indukowanej, która po kilku latach przemija.
        Albo jeszcze inaczej: Jeżeli pani chce, niech siebie i swoje dzieci pani szczepi od wszystkiego, ale ode mnie i od moich dzieci precz z łapami! Sam zadbam żebyśmy byli zdrowi, nie potrzebuję takich “życzliwych”, którzy pod przymusem chcieliby wstrzykiwać nam różne substancje. Za kilka pokoleń zobaczymy czyi potomkowie przeżyją/będą zdrowsi.

        • Wow! Dzięki, że tak pięknie się podkładasz! :)))
          Wiesz, że to pseudobadanie było odrzucane przez w miarę wiarygodne pisma z powodu fatalnego sposobu przeprowadzenia i wyciągania nieuprawnionych wniosków? A potem zostało opublikowane w śmieciowym pisemku, w którym płaci się za to, by wydrukowali takie “badanie”.
          Powoływanie się na coś takiego świadczy albo o Twojej desperacji albo ignorancji. Albo o obu 🙂
          Tu wyjaśnienia: https://sciencebasedmedicine.org/no-two-studies-purporting-to-show-that-vaccinated-children-are-sicker-than-unvaccinated-children-show-nothing-of-the-sort/

          A tu wiarygodne badania porównujące zdrowie dzieci szczepionych i nieszczepionych: https://thoughtscapism.com/2015/04/10/myth-no-studies-compare-the-health-of-unvaccinated-and-vaccinated-people/

          • Anna Sierpińska

            Ojoj, ale się Pan/i gorączkuje. Może czas na syropek albo witaminkę C na chorobę niespokojnych nóg?

            Tak, dzieci przechodzą lżej choroby wieku dziecięcego, szczególnie te, które nie miały powikłań i np.: nie ogłuchły po ospie wietrznej. No i rzeczywiście, lepiej przechorować ospę wietrzną – można potem jako osoba dorosła szlachetnie pocierpieć na półpaśca.

            Nie wiem skąd Pan/i bierze informacje, że szczepionki chronią 10 lat (bo nie z ulotek szczepionek – sprawdziłam). U mnie badania przeciwciał wykazały, że np.: przeciw różyczce przeciwciała aktywne są nadal po 25 latach od szczepienia.

            I nie, nie szczepie się na katar, dzieci też nie szczepię na katar. Szczepię na choroby, których powikłania są poważne: upośledzenie, bezpłodność (świnka), problemy neurologiczne, śmierć.

            Co więcej, jako osoba w dzieciństwie szczepiona na wszystko, łącznie z ospą prawdziwą, jestem anegdotycznym dowodem, tak lubianym przez antyszczepionkowców na to, że będąc szczepionym da się żyć długo i zdrowo :].

            PS odpowiedź oczywiście jest do anonimowego “ja”

          • Anna Sierpińska

            Jeszcze odnośnie gruźlicy – kto niby i gdzie pisze, że szczepionka BGC chroni przed epidemią gruźlicy? Pisanie o forsowanej tezie o “szczepmy się szczepmy (szczepmy przymusowo noworodki), bo będzie epidemia gruźlicy” może pochodzić tylko z palca osoby nie mającej bladego pojęcia o temacie, w którym się wypowiada.

          • http://i.imgur.com/BaIJDch.jpg

            Źródła dla powyższego: Fifteen year follow up of trial of BCG vaccines in south India for tuberculosis prevention – Indian J Med Res 110. August 1999, pp 56-69 http://icmr.nic.in/ijmr/2013/march/ijmr_classic3.pdf

            Randomised controlled trial of single BCG, repeated BCG, or combined BCG and killed Mycobacterium leprae vaccine for prevention of leprosy and tuberculosis in Malawi. Karonga Prevention Trial Group. – Lancet. 1996 Jul 6;348(9019):17-24.
            https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8691924

            Szczepionka BCG zawiera atenuowane prątki mycobacterium bovis (Bacillus Calmette-Guérin) – będąca przyczyną gruźlicy u bydła. I chociaż istnieją dane, które wskazują na skuteczność ochronną szczepionki BCG w zapobieganiu zakażeniom wywołanym takimi bakteriami z rodziny prątków jak mycobacterium bovis, mycobacterium ulcerans i w mniejszym stopniu mycobacterium leprae, jednak okazało się, że szczepionka ta nie zapobiega zakażeniom wywołanym mycobacterium tuberculosis, a to właśnie mycobacterium tuberculosis jest głównym czynnikiem sprawczym gruźlicy u ludzi. W Polsce większość zachorowań na gruźlicę (ok. 95%) dotyczy gruźlicy płucnej wywołanej mycobacterium tuberculosis.‬‬‬

            ‪Ze względu na brak dowodów, że szczepionka BCG zmniejsza ryzyko zakażeń Mtb (mycobacterium tuberculosis), w wielu krajach Europy Zachodniej zrezygnowano z zalecania tej szczepionki (w USA również), ponieważ w Europie występują głównie zakażenia gruźlicze wywołane przez mycobacterium tuberculosis.‬‬

            ‪Szczepionka ta zalecana jest głównie w krajach rozwijających się (Afryka oraz niektóre kraje Azji), gdzie endemicznie występują zakażenia wywołane innymi prątkami niż mycobacterium tuberculosis. W Europie, szczepionka BCG stosowana jest tylko w postkomunistycznych krajach Bloku Wschodniego, w tym w Polsce, pomimo tego, że większość chorób gruźliczych wywołanych jest przez mycobacterium tuberculosis, a szczepionka według niektórych doniesień nie chroni przed zakażeniem tym prątkiem. – ‬‬ No proof that BCG protects against infection with Mycobacterium tuberculosis
            http://www.bmj.com/content/349/bmj.g5436
            Tuberculosis vaccine development
            http://www.who.int/immunization/research/development/tuberculosis/en/

            „Po blisko 8 latach obserwacji stwierdzono, że częstotliwość występowania gruźlicy jest większa u szczepionych niż u nie szczepionych. Nie znaleziono dowodu na ochronne działanie szczepionki”.
            http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2395884/?page=2

          • Anna Sierpińska

            Czego ma dowodzić to co Pan wkleił? Potwierdza to tylko informacje z jednego z moich wcześniejszych komentarzy – szczepionki BCG używa się nie do ochrony przed gruźlicą płuc, ale innymi (gorszymi) jej formami.

          • oka

            Świetnie Pani odpowiedziała. Dodam, że półpasiec może się zakończyć szlachetną śmiercią na sepsę co stało się udziałem mojego brata.

          • “A tu wiarygodne badania porównujące zdrowie dzieci szczepionych i nieszczepionych:”

            Przejrzałem na szybko te badania i są świetne, interesuje mnie definicja osoby nieszczepionej co ma kluczowe znaczenie, a po za tym to fajny obrazek jest na dole artykułu 🙂 Ciekawe czy każde z wymienionych odnosi się do tego co opisano w tym artykule pod tytułem “Medical Journals Are an Extension of the Marketing Arm of Pharmaceutical Companies”
            W tym artykule Czasopisma medyczne to przedłużenie działań marketingowych firm farmaceutycznych z 2005 roku, autor nawiązuje do wypowiedzi Richarda Hortona i Marcii Angell:
            „Czasopisma medyczne zostały sprowadzone do roli pralni informacji dla przemysłu farmaceutycznego” – napisał w 2004 roku Richard Horton, redaktor Lancet. W tym samym roku Marcia Angell, była redaktor naczelna New England Journal of Medicine, skrytykowała przemysł za to, że stał się „głównie maszyną marketingową” oraz do kooptowania „każdej instytucji, która mogłaby stanąć na drodze”. Czasopisma medyczne były wyraźnie nieobecne na jej liście dokooptowanych instytucji, ale ona i Horton nie są jedynymi redaktorami, którzy stają się coraz bardziej zdumieni potęgą i wpływem przemysłu. Jerry Kassirer, były redaktor naczelny NEJM, twierdzi, że przemysł wygiął moralne kompasy wielu lekarzy, a redaktorzy PLoS Medicine oświadczyli, że nie stanie się „częścią cyklu uzależnienia… pomiędzy czasopismami a przemysłem farmaceutycznym „. Coś jest wyraźnie na rzeczy.

            Firmy wydają się uzyskiwać rezultat, których oczekują, nie przez manipulowanie wynikami, co byłoby zbyt nieokrzesane i możliwe do wykrycia przez recenzentów, ale raczej poprzez zadawanie „właściwych” pytań – i jest wiele sposobów na to… Niektóre z metod uzyskiwania korzystnych wyników są wymienione poniżej, ale istnieje wiele innych sposobów, aby zwiększyć szanse na uzyskanie korzystnych wyników. Wielu najemników główkuje nad nowymi sposobami, dzięki którym można być o krok do przodu od recenzentów…

            Przykłady metod z jakich korzystają firmy farmaceutyczne, aby uzyskać pożądane wyniki z badań klinicznych:
            Przeprowadź badanie swojego leku w porównaniu do leczenia, o którym wiadomo, że jest kiepskie.
            Zbadaj swój medykament w porównaniu do zbyt niskiej dawki medykamentu konkurenta.
            Przeprowadzić badanie swojego medykamentu w porównaniu do zbyt wysokiej dawki medykamentu konkurenta (powodując, że twój medykament wydaje się mniej toksyczny).
            Prowadź badania, które są zbyt małe, aby wykazać różnice w stosunku do konkurujących medykamentów.
            Użyj wielu punktów końcowych w badaniu i wybierz do publikacji te, które dają korzystne rezultaty.
            Wykonaj wieloośrodkowe badania i wybierz do publikacji wyniki z ośrodków, które są korzystne.
            Przeprowadź analizy podgrup i wybierz do publikacji te, które są sprzyjające.
            Przedstaw wyniki, które najprawdopodobniej zaimponują, na przykład zmniejszenie ryzyka względnego, zamiast bezwzględnego.

            https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1140949/

            Bill Posey: A więc jasno i definitywnie, jednoznacznie – badaliście porównawczo dzieci szczepione i nieszczepione?
            dr Coleen Boyle: Nie prowadziliśmy takich badań porównujących szczepionych z nieszczepionymi.

            Posey Questions CDC on Autism Research

    • Anonimie! Nawet nie masz odwagi się podpisać pod swoimi bzdurami.
      Piszemy z własnej woli i chęci. Zeby ludzie tacy jak Ty nie ogłupiali innych.

      • Grzegorz

        Teraz dopiero się dowiedziałem kto to napisał, Crazy nauka. Sami chowacie się pod przykrywką nauki, takie fajne,chwytliwe, od razu wiadomo że z profesorem mamy do czynienia HAHAHA .Z resztą co chcieli byście wiedzieć o osobie która obala wasze tezy?? Do czego wam jest to potrzebne?? Lepiej odnieś się merytoryczną wypowiedzią do JA !!! Czy napiszesz że na “bzdury” nie odpisujesz, śmieszku jeden. Przekonaj mnie że to co zostało napisane to nieprawda!!!

        • Grzegorzu! Ile razy trzeba pisać to samo? Przecież i tak Cię nie przekonamy. Odpowiedź na każdy z tych “problemów” można znaleźć w ciągu 5 min w Google’u.
          Ale przecież nie o to Ci chodzi. Wolisz pokrzyczeć i popisać dużo wykrzykników. Świetnie znamy takich proepidemików.

          • Grzegorz

            Tyle, by wszystkich przekonać! Skąd wiesz, nie dość że profesor, to jeszcze jasnowidz, heheh. Może właśnie szukam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i wątpliwości. Jestem rodzicem, znam innych rodziców, którzy mają spore kłopoty, właśnie po szczepieniu. Do tego wszystkiego rodzice Ci zostali bez jakiejkolwiek pomocy, włącznie z moim dzieckiem. Czytam wszystko i wszędzie odnośnie szczepień, staram się być dociekliwy, ale widzę że wasza “nauka” kończy się na artykule. Niewygodne pytania i tezy staracie się obalić “śmieszkami”!!! Dalej nie odnosisz się do konkretów, jedynie odbijasz piłeczkę, starając się ośmieszyć osobę, podważającą wasze tezy.

          • Na razie głupawe teksty to Twoja domena. A my nie stawiamy żadnych tez. Informujemy o naukowej wiedzy.

          • ja

            To podajcie źródła tej “naukowej wiedzy”. Ośmieszacie się pisaniem “Odpowiedź na każdy z tych “problemów” można znaleźć w ciągu 5 min w Google’u.”

          • Anna Sierpińska

            Nic prostszego jak zajrzeć na http://www.cochrane.org/. Trudno linkować w komentarzu 1000 badań.

          • ja

            To znajdźcie w google ciągu 5 minut i dajcie tu w odpowiedzi, skoro tak ślepo wierzycie i próbujecie ludziom wpajać swoje przekonania, które nie mają poparcia w nauce. Zatem skupmy się na argumentach wyżej przestawionych, a nie na jałowej dyskusji o niczym. Zatem powtórzę jeszcze raz – żebyście znowu nie uciekali od sedna sprawy:

            “Co za propagandowy artykuł. Czy wy sami jesteście tak nadgorliwi czy dostajecie przykaz z góry żeby tworzyć propagandę proszczepionkową? Świadoma i dobrowolna zgoda na poddanie się zabiegom medycznym, w tym na szczepienie, to podstawowe prawo człowieka. Ludzie nie są bydłem, którego właściciel zmamiony kasą jaką otrzymuje pod stołem, wstrzyknąć może jaki tylko chce i kiedy chce specyfik. I nie chrzańce głupot, że to niby zagraża innym, bo oprócz swojego przekonania, jak sami dobrze wiecie, brak jest dowodów naukowych, które by to potwierdzały – badania naukowe potwiedzają raczej, że dzieci szczepione wielokrotnie częściej chorują w tym na choroby przewlekłe, stając się stałymi klientami karteli farmaceutycznych. A słyszeliście o poszczepiennych epidemiach polio? albo o tym, że szczepionka przeciwko gruźlicy z założenia nie chroni przeciwko płucnej najcześciej występującej odmianie gruźlicy? I jakoś nie ma epidemii gruźlicy. A wiecie, że tylko w Polsce i Bułgarii szczepi się dzieci w pierwszej dobie życia? Że np. w Japonii wiele lat temu zrezygnowano ze szczepień do 2roku życia i umieralność wśród niemowląt i zachorowalność drastycznie spadła? A skoro tacy skorzy jesteście do wstrzykiwania szczepionek małym dzieciom, to proponuje żebyście sami sobie wstrzyknęli takie szczepionki w ilości proporcjonalnej do swojej wagi. Zobaczycie jak się wtedy poczujecie (miejcie nadzieje, że nie padniecie na miejscu)”

          • Pi Wo

            Lepiej Ty pokaż swoje źródła! A tak ciągle tylko te znaki zapytania w co drugim zdaniu… 😀

        • Pi Wo

          “Obala Wasze tezy”. Nikt tu niczego nie obalił. Na pewno nie jegomość pod nickiem “ja”. Stawiać znaki zapytania przy co drugim zdaniu to każdy potrafi. Tylko, że to nie “obalenie” żadnej tezy.

    • Anna Sawicka

      Du idiot nawiernyj

    • yolk7777

      podaj źródła tych rewelacji albo zamilknij

  • Henryk Yoorevitch

    Pani prof. Danuta Naruszewicz-Lesiuk zostaje uhonorowana brązowym medalem za Zasługi dla Obronności Kraju, a Salceson za pucowanie lufy Maciory dostaje złoty. PiS to stan umysłu.

    • JJ S

      Moja pierwsza mysl, po przeczytaniu owego zdania o medalu – dlaczego nie zloty?!

  • ana

    W krajach cywilizowanego Zachodu szczepienia nie są obowiązkowe. Są marginalne wyjątki, takie jak jedna obowiązkowa szczepionka we Włoszech – reszta dobrowolna. Wyszczepialność jest niższa niż w Polsce, bo ludzie są bardziej świadomi zagrożeń, ale też nikt ich nie zmusza. I tam nikt nie robi tragedii z tego, że część ludzi się nie szczepi. Tylko w Polsce podnosi się argument o „odporności stada” i konieczności szczepienia 100% populacji. Jak zwykle te kilkadziesiąt lat jesteśmy opóźnieni.

    • xjc

      Tam też zaczną szczepić, bo choroby które przestały być niebezpieczne (najczęściej właśnie dzięki szczepieniom) wrócą dzięki imigrantom z krajów, gdzie te patogeny nadal są powszechne, albo gdzie występowały inne choroby niż u nas. Kwestia czasu. Tylko tam będą mądrzejsi i skorzystają z możliwości zabezpieczenia swoich dzieci

      • ja

        Prorok? Jasnowidz? Póki co nie szczepią i epidemii nie ma, a grubo ponad milion do Niemiec imigrantów napłynęło (sami widzimy w tv co się tam dzieje). Czas płynie, a epidemii nie ma. Czyżby twoja teza była błędna?
        Nikt ich dzieci pod przymusem nie szczepi, nie traktuje jak bydło, jak cielaki, którym właściciel może wstrzyknąć jakieś specyfiki, dlatego bo wierzy, że na coś pomogą.

        A swoją drogą może jakieś wiarygodne źródła, że choroby przestały być niebezpieczne “dzięki szczepieniom” czy to też tylko takie twoje przekonanie?

        • janpaw

          “Według raportu od 2015 r. w Niemczech znacznie wzrosła liczba przypadków zachorowań na epidemiczne zapalenie spojówek, ospę wietrzną, cholerę, kryptosporydiozę, dengę i bąblowicę. Odnotowano też wyraźnie zwiększoną liczbę zakażeń hantawirusowych, infekcyjnych zapaleń wątroby, zatruć jadem kiełbasianym, gorączek krwotocznych i dużo częstsze występowanie enterokrwotocznego szczepu Escherichia coli oraz bakterii Haemophilus influenzae. Nastąpił również nieoczekiwany wzrost zachorowań na giardiozę, HIV/AIDS, gruźlicę, trąd, dur epidemiczny, odrę, menigokokowe zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie mózgu, nagminne zapalenie przyusznic, dur rzekomy, różyczkę, dyzenterię, kiłę, toksoplazmozę, włośnicę, gruźlicę, tularemię, tyfus i krztusiec.”

          http://www.rynekzdrowia.pl/Serwis-Choroby-Zakazne/Niemcy-pojawiaja-sie-choroby-zakazne-niepotykane-od-dziesiatkow-lat-Serwis-Choroby-zakazne,175011,1017.html

          • ja

            To, że ilość zachorowań wzrosła, to oczywiste skoro tyle ich tam najechało. Ja się pytam gdzie te epidemie, gdzie te pandemie tych chorób? Nie ma??? O jaka szkoda…. Co potwierdza, że twoja teoria nie wypaliła

          • Och, nie bardzo radzisz sobie z analizą i interpretacją danych, prawda? I związki przyczynowo-skutkowe też nie są Twoją mocną stroną… I informacji szukać nie umiesz. 🙁
            To tak pokrótce.
            1. Poziom wyszczepialności w Niemczech jest bardzo zbliżony do Polski.
            2. Nic więc dziwnego, że wzrost liczby zachorowań na te choroby nie jest znaczący.
            3. Gdyby polegać na Twoich (a właściwie nawet nie Twoich) pomysłach, to poziom wyszczepialności spadłby i zachorowania zaczęłyby się rozszerzać.
            4. Sprawdź koniecznie znaczenie słowa “epidemia”. Choć raczej słabo szukasz informacji, więc podsuwamy: “Epidemia to występowanie w określonym czasie i na określonym terenie przypadków zachorowań w liczbie większej niż oczekiwana”. Czyli epidemia to nie tak, jak w filmach – zombie itp. Właśnie wspomniany wyżej wzrost liczby zachorowań w Niemczech to już epidemia.

          • Mary

            Jako osoba poszukująca rzetelnej wiedzy o szczepieniach, jestem bardzo mocno rozczarowana poziomem dyskusji ze strony Crazy Nauka. Poziom uszczypliwości jak dla mnie nieakceptowalny – w ten sposób nikogo się nie przekona. Choć moje dzieci są szczepione nie tylko ma zestaw obowiązkowy, ale też nieco dodatkowych, wcale nie jest dla mnie oczywiste, że było to bezpieczne, a potencjalne NOPy nie groziły ich zdrowiu. Mało tego – pewne zachowania poszczepienne dopiero po latach potrafię zidentyfikować jako rzekome NOPy, wcześniej nie kojarzyłam pewnych faktów. Odnośnie szczepienia na ospę i półpaśca wspominanego w komentarzach powyżej – starszej córce zalecono 1 dawkę, miała ją podaną w ostatniej możliwej dobie po kontakcie z dzieckiem na ospę. Nie zachorowała. Zachorowała za to jakieś 8 czy 9 lat później, wraz z swoją młodszą siostrą, która była miesiąc po szczepieniu: siostra na ospę (szczątkową, fakt), ona na … półpasiec! Nasz ówczesny lekarz pierwszy raz widział półpasiec u dziecka. Nikomu nie życzę. Wg mnie problem nie jest w szczepionkach jako takich. Problem jest w ich ilości, a także zbyt wczesnemu podawaniu, nawet wcześniakom. Tutaj widzę ogromne pole do zmian: szczepienia do 1 czy 2 roku życia fakultatywne i stopniowe, po indywidualnym kontakcie z pediatrą (a nie z automatu w pierwszej dobie), potem zestaw obowiązkowy do przeszczepienia w kolejnych latach, ale mocno okrojony. Więcej – dla chętnych. No i bardziej rzetelne podejście do NOPów, do tego sprawny system odszkodowań. Naprawdę warto poczytać również StopNop – to co piszą niektórzy rodzice, naprawdę przeraża. Chyba nie zakładamy, że wszyscy kłamią?

        • Pi Wo

          Te znaki zapytania to jakaś mania prawdziwa… I to ciągłe pytanie o źródła, a jak już są źródła, to że wnioski nie takie. Bełkot oszołoma.

  • Dominik Seb

    Mamy babcie i inne wychoiwujące trzeba szczepić nikomu tyle lat zdriowia nie idheło ja sie mam dobrze moja mama praciwała w ZOZ wołomin i przezyłem jakoś te bakterie szczepiono mnie

  • Tomasz Wasłowicz

    Witam. Czy w życiu codziennym, przedszkolu, szkole bądź pracy są jakieś zagrożenia dla zaszczepionych dzieci lub doroslych ze strony tych niezaszczepionych? Czy mogę prosić o linki do takich badań?

    • Szczepionki są bardzo, bardzo skuteczne, ale takie 95% to nie 100%. Nie wiemy czy u dziecka po szczepieniu układ immunologiczny wytworzył odpowiednie przeciwciała. Na przykład MMR ma 99% skuteczność w zapobieganiu odrze. Zostaje ten 1%. Dlatego szczepienie całej populacji chroni w dwójnasób: po pierwsze daje szanse na wytworzenie odporności a po drugie sprawia, że i tak nie ma się od kogo zarazić, gdy znajdziemy się w grupie tych kilku procent, u których szczepienie nie zadziałało.

  • Jean-françois Woloch

    Dziękuję za udostępnienie tego dokumentu; czujność jest konieczna nawet dziesięciolecia później!

  • Pingback: Polecam, Kobieta Lemur #7 – Kobieta Lemur()

  • Joanna Szczepańska

    I goownoburza gotowa, a artykuł świetny. Gratuluję autorce, bardzo przyjemnie się czyta o przeszłości własnego kraju. Nawet nie wiedział człowiek że takie rzeczy się działy kiedyś.

  • Polio to skrót od poliomyelitis, który z greki oznacza po prostu stan zapalny substancji szarej rdzenia kręgowego. Bierzecie pod uwagę fakt, że przed i po wprowadzeniu szczepionki zmieniono definicję tego co trafiało do oficjalnych statystyk oraz samą definicje epidemii? Przed wprowadzeniem szczepionki pacjent musiał jedynie wykazać objawy paraliżu w ciągu 24 godzin. Nie było wymagane przeprowadzanie testów laboratoryjnych w celu szczątkowego określenia i potwierdzenia przyczyn paraliżu. W przypadku nowej definicji pojawiła się konieczność, aby u pacjenta wykazywane były objawy porażenia przez co najmniej 60 dni, a trwały paraliż musiał być potwierdzony dwukrotnie w trakcie choroby.

    • Ciekawe. Poprosimy o źródło tych informacji.
      Oczywiście nie zmieniają one faktu, że szczepionka okazała się skuteczna i obecnie polio zostało w wielu krajach wyeliminowane.

Nie ma więcej wpisów