captcha image

A password will be e-mailed to you.

O tym, w jakim stopniu serial “Czarnobyl” pokazał prawdę o wpływie katastrofy na ludzkie życie i zdrowie, pisze gościnnie dla Crazy Nauki fizyk medyczny Dariusz Aksamit.

Potrzebowałem doby, żeby ochłonąć z emocji, jakie mistrzowie filmu byli w stanie we mnie wywołać. Podziwiam ich za kunszt, patrząc na gęsią skórkę, którą mam nadal, wspominając niektóre ze scen. Są mistrzami scenografii i storytellingu, a wzięli się za wprost nieprawdopodobny temat i oddali go z zasługującym na szacunek rozmachem. I dopiero teraz mogę na spokojnie się zastanowić – czemu ten serial jest tak cholernie dobry, że nawet jak jako fizyk medyczny znający szczegółowe skutki Czarnobyla i wiedząc, że była to niewielka katastrofa w porównaniu do innych katastrof  przemysłowych, jak zahipnotyzowany nie mogłem w środku nocy oderwać się od laptopa? Myślę, że odpowiedź znajdziemy w lotnictwie cywilnym.

„To najważniejsze 90 sekund waszego życia” – w środku nocy w trakcie oglądania “Czarnobyla” mi również na te 90 sekund stanęło serce, gdy zza ekranu towarzyszyłem sekunda po sekundzie kolejnemu Likwidatorowi wbiegającemu na dach zniszczonej elektrowni, żeby zrzucić z niego bloki grafitu z rozerwanego reaktora. Gdy potknął się i noga zaczepiła mu się o jeden z ultraaktywnych elementów, przedłużając ekspozycję o sekundę, drugą, trzecią, przez mózg przelatywały mi wszystkie tabelki z kursu Inspektorów Ochrony Radiologicznej na temat ostrej reakcji organizmu na promieniowanie. I mignęło mi zdanie z raportu UNSCEAR (o nim zaraz), podsumowującego straty spowodowane katastrofą, mówiące o tym, że jednemu z ratowników później amputowano nogę. Czy to on?

A w sumie co za różnica? Po Internecie rozlała się fala komentarzy specjalistów wytykająca błędy w serialu. Że chronologia zdarzeń nie taka, bo śmigłowiec zahaczył o liny parę tygodni później, a nie przy pierwszym zasypywaniu reaktora – prawda. Że dym z pożaru był zbyt czarny, a pożar zbyt wielki, a strażaków nie tak dużo – prawda. Że profesor Legasow w trakcie procesu wcale nie zwymyślał radzieckiego systemu jądrowego – tak, to całkiem fikcyjna scena.

Ale jak w jednym filmie na YouTube usłyszałem debunking, że radzieccy naukowcy, dygnitarze i górnicy wcale nie mówili w 1986 roku płynnym angielskim z brytyjskim akcentem, to coś we mnie pękło. Czy naprawdę niektórzy naukowcy nie ogarnęli, że to jest SERIAL fabularny? Serial kręci się po to, żeby zarobić pieniądze na tym, że ktoś się będzie dobrze bawił, oglądając go i jednocześnie przeżywał silne emocje. I pozostaje pogratulować twórcom spektakularnego sukcesu – 9,6/10 punktów w rankingu IMDB oddane przez 181 tys. głosujących sprawia, że “Gra o Tron”, “Breaking Bad” i “Sherlock” poszły w odstawkę.

I teraz my, fizycy medyczni, a także fizycy jądrowi, fizycy reaktorowi, specjaliści energetyki jądrowej lub ochrony radiologicznej możemy podziękować twórcom serialu za liczbę zaproszeń do wywiadów i szerokie zainteresowanie naszą pracą. I za to, że mamy dużo więcej niż zwykle okazji do przekazywania rzetelnych informacji.

To teraz w sprawie tychże rzetelnych informacji. Mnie jako fizyka medycznego najbardziej poruszały sceny związane z ostrą chorobą popromienną i chciałem podzielić się wspomnianymi wyżej tabelkami. Plus skomentować, co ISTOTNEGO w serialu jest przekłamane i szkodliwe, a co było bardzo wartościowe, a nie czepiać się szczegółów niezmieniających istoty sprawy. I w ślad za innymi autorami spytać, czemu znowu piszemy o Czarnobylu, a nie zajmiemy się naprawdę istotnymi sprawami? Ale po kolei…

Tokaimura – jak opiekować się napromienioną ofiarą?

W początkowej części serii jest dużo scen skłaniających do odwrócenia wzroku… Bardzo głębokie oparzenia, później ludzie pozbawieni skóry, konający w szpitalu w męczarniach… Pamiętamy ciągle, że to serial, który ma budzić emocje i wszystko jest podrasowane? Ok, to mając to w głowie, zróbmy szybkie przypomnienie z wykładów z radiobiologii i ochrony radiologicznej dla uwspólnienia stanowisk.

W skrócie mechanizm oddziaływania promieniowania jonizującego jest taki, że promieniowanie to, padając na materię, jonizuje ją, jak na promieniowanie jonizujące przystało. Czyli wybija elektrony z atomów – a jeśli cokolwiek po ogólniaku pozostało z wiedzy z chemii, to że to elektrony tworzą wiązania chemiczne. Pyk – kwant gamma wybił w efekcie fotoelektrycznym elektron z atomu, pyk – rozpadło się wiązanie chemiczne. Jeśli nieszczęśliwie było to wiązanie gdzieś w naszym DNA, to słabo, bo właśnie mamy uszkodzony w danej komórce jej najważniejszą część, związek chemiczny będący naszym materiałem genetycznym, sterujący pracą całej komórki. Co teraz?

Komórka szybko się orientuje, że doszło do uszkodzenia i odpala mechanizmy biochemiczne, żeby je naprawić. Opcja nr 1: naprawiła zerwaną nić, po promieniowaniu nie został ślad, jest super. Opcja nr 2: białka posklejały DNA, ale z błędem, czyli komórka dalej żyje, ale mamy mutację. 2a: mutacja nie ma żadnego znaczenia, zmienił się fragment materiału genetycznego, który nie koduje białek, nie ma to żadnego wpływu na organizm. Jest ok. 2b: mutacja jest w jakimś istotnym genie. Słabo. Bo tu się zaczyna potencjalny nowotwór w przyszłości, jeśli na przykład uszkodzony jest fragment kodujący białka odpowiadające za apoptozę, czyli planową (!) śmierć komórki. Opcja 3: DNA jest tak poszarpane, że komórka nie jest w stanie go naprawić, ale jeszcze resztką sił wchodzi na szlak apoptozy, sama się neutralizuje. Straciliśmy komórkę, ale nie ma dramatu, jeśli nie straciliśmy ich za dużo naraz. Opcja 4: o jaaaa, ale sajgon… nie ma szans na żadne naprawy ani apoptozy, komórka po prostu przestaje funkcjonować jako całość, rozpada się i wylewa swoją zawartość na zewnątrz… no i słabo, bo to jest toksyczne dla pozostałych komórek i stąd mamy nekrozę skóry, ostre poparzenia, zwęglenia…

Od czego zależy, co się wydarzy? Przede wszystkim od typu promieniowania oraz jego intensywności. Typ ma znaczenie, bo promieniowanie gamma jest bardzo przenikliwe, przechodzi przez cały organizm, może powodować zmiany w całej objętości organizmu – ale jonizacje zachodzą dość rzadko, właśnie dlatego, ze jest bardzo przenikliwe. Co innego promieniowanie beta (elektrony) i alfa (zjonizowane jądra helu), bo te mają mały zasięg, ale jonizują bardzo gęsto – te dwa czynniki tłumaczą ostrą reakcję skóry na promieniowanie, zresztą głównie na promieniowanie beta, o czym jest mowa w filmie. Zostają jeszcze neutrony – o tyle istotne, że są w stanie wywołać reakcje jądrowe, czyli aktywować materiał, na który pada i przez to osoba napromieniona staje się jednocześnie źródłem promieniowania!

Napromieniowany to nie skażony

Zostało nam w tym momencie bardzo ważne rozróżnienie: napromieniony NIE oznacza skażony! Skażony jest ktoś, kto ma w sobie substancję promieniotwórczą – opadł na niego pył, oblał się skażoną wodą, oddychał powietrzem z izotopami… ale jak po prostu został napromieniony, to nadal można go przytulać. To ta różnica jak w szpitalu idziecie do zakładu rentgenodiagnostyki czy diagnostyki obrazowej i robicie sobie RTG lub CT – zostajecie napromienieni. Można się od razu przytulać, jak macie z kim. Idziecie na jodoterapię (terapię polegającą na doustnym przyjmowaniu jodu radioaktywnego) do zakładu medycyny nuklearnej – nie ma opcji, żeby nawet kogoś pogłaskać, sika się przez tydzień do odstojnika, a ubrania i prześcieradła potem idą do bunkra.

Piję oczywiście do sceny, w której Ludmiła odwiedza męża w szpitalu. Miłość to piękne uczucie, ale jak to z uczuciami bywa, przyćmiewa nam racjonalną ocenę sytuacji. Tu się czepnę – kiedy pielęgniarka mówiła jej, że absolutnie nie wolno dotykać pacjenta, to pomyślałem, że ona go dotnie, a on umrze od zakażenia pierwszą lepszą bakterią od niej, skoro nie ma skóry i układu odpornościowego…

Niestety dla rzetelności, stało się na odwrót – ona miała go nie dotykać, bo on by ją napromieniał… hmmm… No, ale czemu?! Jeśli chodzi o dekontaminację, czyli usuwanie skażeń, to po pierwsze podczas akcji był w stroju strażackim, więc – może poza twarzą – jego ciało nie mogło być skażone. A nawet gdyby było, to usunięcie takiego skażenia zewnętrznego – jeśli nie ma otwartych ran i skażenie staje się wewnętrzne – jest bardzo proste i zrobiliby to w szpitalu.

W wersji mniej optymistycznej mógłby dostać neutronami i się “aktywować”, czyli samemu faktycznie stać się źródłem promieniowania – ale neutrony w reaktorze pochodzą z rozszczepienia jądra uranu, nie są obecne w pyle w powietrzu… więc tu dla dramaturgii losów miłosnych scenarzyści popłynęli niestety z rzetelnością. I o to mogę mieć pretensję, bo obraz promieniowania jest w filmie dużo straszniejszy niż jest naprawdę. W rzeczywistości ostra choroba popromienna jest oczywiście przerażająca – ale czarnobylscy strażacy, zgodnie z dokumentacją naukową, nie dostali aż takich dawek, by mieć tak silne jej objawy!

Moim zdaniem najlepsze, co można zrobić, żeby dobrze zrozumieć ostrą chorobę popromienną (ARS, czyli Acute Radiation Syndrome), to przeczytać książkę o wypadku w Tokaimurze – „A Slow Death: 83 Days of Radiation Sickness”. Wtedy dowiemy się godzina po godzinie, dzień po dniu, o tym, co się dzieje z organizmem po otrzymaniu skrajnej dawki promieniowania. Od mdłości, z uszkodzenia nabłonka jelit, po oparzenia związane ze wspomnianymi uszkodzeniami komórek skóry, po utratę skóry, jeśli uszkodzone zostały komórki macierzyste, które ją produkują (wiecie, że cała (!) nasza skóra wymienia się co trzy miesiące?).

I to nieprawda, co Legasow mówił o „nieprawdopodobnym bólu, bo morfina nie działa, bo żyły są dziurawe”. A dodajmy, że w Tokaimurze ofiara dostała 40 Gy (czyli grejów – jednostek dawki pochłoniętej), a więc 40 000 mGy (miligrejów, jednostek używanych w medycynie), a w Czarnobylu 85% ratowników dostało 20-500 mGy, a maksymalnie 1 000 mGy, czyli 1 Gy. Nieważne w tym momencie, ile to „Gy”, ważne, że 40 000 jednostek to „odrobinę” więcej niż 500 jednostek, zgodzicie się?

Obrażenia ofiar Czarnobyla to były głównie tradycyjne, konwencjonalne obrażenia z akcji ratowniczych, podrasowane przez obrażenia od promieniowania – ale niestety, łącznie 134 osoby, strażacy i pracownicy, doznali ARS, w tym 28 osób zmarło. To są rzeczywiste ofiary Czarnobyla: 28 ZMARŁYCH z powodu promieniowania plus bezpośrednia ofiara wybuchu oraz załoga ze śmigłowca, który rozbił się później. Czyli razem 31 szybkich, wczesnych, potwierdzonych zgonów. Hmmm… to jak to się ma do setek tysięcy z doniesień medialnych?

Skąd brać wiedzę o Czarnobylu? Gdzie prawda, gdzie fałsz?

Bardzo szybko, bo już na jesieni 1986 roku, powstał raport podsumowujący „szybkie” skutki Czarnobyla, czyli liczbę ofiar awarii i akcji ratowniczej. Raport, który głównie opisuje, co się działo z personelem i strażakami, został opublikowany przez ONZ w 1988 roku. Tu ważna uwaga – ten raport z założenia był (to jest nawet w jego tytule!) TYLKO o tym. Więc tam jest mowa o 31 ofiarach śmiertelnych – wstawka na sam koniec filmu, że „ofiar było 93 000, a ZSRR podaje 31”, jest więc zupełnie od czapy.

Możemy się zastanawiać, czy to manipulacja mająca wywołać emocje, ale ponieważ należy to do napisów końcowych uzupełniających faktografię, to niestety myślę, że to jedna z – na szczęście nielicznych – niekompetencji osoby dokonującej przygotowania dokumentacji. Szczerze mówiąc, to dla mnie ten jeden kilkusekundowy „slajd” wyświetlony na koniec to największa wada filmu – bo wprowadza w błąd i powiela nieprawdziwe informacje, czego nijak nie można wyjaśnić zabiegiem artystycznym (jak pomylenie chronologii wypadku śmigłowca).

Nikt nie twierdzi, że 31 osób to JEDYNE ofiary Czarnobyla. Kolejne raporty UNSCEAR, czyli jednostki ONZ powołanej do oceniania wpływu promieniowania na ludność, opublikowane w 2000 i 2008 roku, opisują badania epidemiologiczne przeprowadzone na 500 milionach mieszkańców Europy. Dla zwolenników teorii spiskowych oczywiście żadne rządowe czy międzynarodowe raporty nie będą miały znaczenia, a opcja, że wszystkie zainteresowane (w tym pokrzywdzone!) strony wraz z naukowcami na całym świecie porozumiały się, żeby zataić prawdę i napisać kłamliwy raport, jest… no, nie całkiem wiarygodna.

Jednak zanim odrzucimy najbardziej rzetelne i szczegółowe opracowanie wszystkich dostępnych danych fizycznych, medycznych i epidemiologicznych przez międzynarodowy zespół ekspertów od promieniowania, polecam chociaż je przeczytać. Łącznie ze wszystkimi punktami, gdzie autorzy piszą o wątpliwościach na temat swoich oszacowań. I czytać zdania do końca – w tym, że owszem, około 6000 nowotworów tarczycy spowodowanych spożywaniem przez dzieci mleka skażonego jodem-131 to efekt Czarnobyla. Ale doczytać, że te właśnie nowotwory się łatwo leczą i z tego ofiar śmiertelnych była garstka…

Gdyby ktoś nie ufał raportowi ONZ, istnieją raporty konkurencyjne. Najsłynniejszy z nich to “Raport Forum Czarnobyla” napisany przez rządy bezpośrednio poszkodowanych krajów – Ukrainy, Białorusi i Rosji oraz m.in. WHO, IAEA, Bank Światowy czy FAO. Wnioski z tego raportu są takie same, jak te pochodzące z raportu UNSCEAR.

Wykres z raportu UNSCEAR 2008 pokazujący, co stało się z ofiarami ostrej choroby popromiennej.

Czego nie powiedziano w filmie? O liczbie ofiar depresji, alkoholizmu, przesiedleń. O wpływie rozpadu ZSRR na sytuację ekonomiczną i ofiary transformacji. O niepotrzebnych aborcjach na skutek strachu przed promieniowaniem. O ponoszonych do dzisiaj „kosztach strachu”, czyli absurdalnie wyśrubowanych kosztach ochrony radiologicznej daleko poza racjonalny poziom. Promieniowanie zabiło 31 ratowników, złe decyzje polityczne zabiły znacznie więcej.

Wykres z raportu UNSCEAR 2008 pokazujący liczbę zachorowań na nowotwory tarczycy u dzieci poniżej 10-roku życia.

Najgorsze skutki Czarnobyla – jaki morał z filmu?

Gdy spada samolot, w jednej chwili ginie kilkaset osób. To spektakularna katastrofa. Są płonące szczątki, jest co pokazać w obrazku. Ustawienie obok siebie kilkudziesięciu trumien zawsze robi wrażenie. Pokazanie osób, które nie spadły i nie zginęły, jest po pierwsze niemożliwe, a po drugie nudne. To naturalne dla nas, mających plejstoceńskie mózgi, że żywimy się historiami, które są proste. Im prostsze, tym lepsze. Rozszarpane szczątki ofiar katastrofy – to jest konkret. Zwiększony procent zachorowań na choroby układu oddechowego i krążenia, związane z obecnością pyłu zwieszonego w powietrzu pochodzącego ze spalania węgla – to ulotna rzecz.

Celowo nie odnoszę się w tym tekście do “mostu śmierci”, który został pokazany w pierwszym odcinku. W ostatnim odcinku znalazła się informacja o tym, że według legendy wszyscy znajdujący się na tym moście zmarli. Tyle, że takiego mostu i stojących na nim ludzi po prostu nie było. W wielu miejscach ta opowieść jest dementowana jako miejska legenda.

Największą tragedią związaną z Czarnobylem, i to tragedią dla całej planety, było zatrzymanie rozwoju energetyki jądrowej. Pamiętajmy o tym w to upalne lato. Pamiętajmy o tym i przestańmy obchodzić rocznicę Czarnobyla jako katastrofę przemysłową, bo jeśli już, to powinniśmy robić demonstracje w rocznicę Bhopalu z 3 grudnia 1984 roku, gdzie zginęło 15 000 osób, w rocznicę Courrieres z 10 marca 1906 roku, gdzie zginęło 1 099 górników, w rocznicę Benxi z 26 kwietnia 1942 roku, gdzie zginęło 1549 górników, w rocznicę zerwania tamy Banqiao z 1975 roku, gdzie zginęło prawie 200 000 ludzi.

Schemat z raportu UNSCEAR 2008 pokazujący, jak liczne i złożone są czynniki, które trzeba brać pod uwagę oceniając stan zdrowia ludzi po katastrofie w Czarnobylu

Nie odebrałem tego filmu jako antynuklearnego i szczerze, to w mojej bańce internetowej też nie widzę antyatomowej histerii. Ja odebrałem film zgodnie z intencją autorów – jako ostrzeżenie przed kłamstwem, nieodpowiedzialnością i głupotą urzędników. „Tak to działa, że głupi aparatczyk decyduje?!” – pyta profesor aparatczyka, a ten przytakuje.

I dziś nie przytaknijmy – niech to będzie przestroga płynąca z tego filmu. Nie dajmy decydować o naszych sprawach i naszej przyszłości głupim aparatczykom. Przeczytajmy raport IPCC na temat zmian klimatu, przeczytajmy ostatni raport ONZ o ginącej bioróżnorodności. I obejrzyjmy “Czarnobyl”, żeby przypomnieć sobie, co się dzieje, gdy zamiast posłuchać naukowców, słuchamy aparatczyków-ignorantów. I budujmy elektrownie jądrowe.

Na czym się opierałem, pisząc artykuł, i co warto przeczytać?

„A Slow Death: 83 Days of Radiation Sickness”, NHK TV Crew, 2008. https://www.goodreads.com/book/show/5496513-a-slow-death

UNSCEAR: Health effects due to radiation from the Chernobyl accident (2008) (pdf)

UNSCEAR: Possible genetic effects from the Chernobyl accident (2001) (pdf)

UNSCEAR: Exposures and effects of the Chernobyl Accident (2000) (pdf)

UNSCEAR: Acute radiation effects (1988) (pdf)

UNSCEAR: Exposures from the Chernobyl Accident (1988) (pdf)

https://www.unscear.org/unscear/en/chernobyl.html

Chernobyl Forum (Summary 2006 report) (Web pages)

O tym co się wydarzyło w Polsce:

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1514110,1,zabojczy-mit-czarnobyla.read

Info o filmie:

https://www.imdb.com/title/tt7366338/ratings?ref_=tt_ov_rt

Ranking IMDB

O procesie Legasowa:

YouTubowe debunkingi wolę przemilczeć, żeby ich nie reklamować…

O katastrofach:

Największe katastrofy przemysłowe w historii

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tama_Banqiao

Czego u nas szukaliście?

60
Dodaj komentarz

avatar
 
27 Comment threads
33 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
33 Comment authors
JacekJoannaEugeniusz Tiul ;)MariuszKatarzyna Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kahon
Gość
Kahon

Super artykuł 🙂

Sławek
Gość
Sławek

Dziękuję za ciekawy i kształcący artykuł. Dobra robota 🙂 Pozwoliłem sobie rozpowszechnić nieco 🙂

Jacek
Gość
Jacek

Tyle że córka Ludmiły zmarła tuż po urodzeniu i podobno jej organy wewnętrzne były napromieniowane.

Daria
Gość
Daria

Zastanawia mnie, czy strażakom w płucach nie osadziły się pierwiastki promieniotwórcze. Mogli się ich nawdychać podczas akcji gaśniczej. Coś jak pylica u górników.

Eugeniusz Tiul ;)
Gość
Eugeniusz Tiul ;)

Ludmila mieszkala razem z mezem w remizie strazackiej na terenie elektrowni. To moglo byc pierwotna przyczyna (zapewne pozniej ja ewakuowano i dlatego nie podzielila losu np. dozorczyn). Odnosnie wypadku w Tokaimurze oprocz ksiazki jest dokument japonskiej telewizji (kiedys nadawany w poznych godzinach w TVP1). Przy okazji podzielam zdanie autora – istota problemu tkwi w niezrozumieniu czym jest serial fabularny. Tak samo niewiele osob wie czym jest recenzja i polemika probujac usilnie zachecic autora do zmiany opinii zgodnie ze swoim jedynie slusznym pogladem 😉

Justyna
Gość
Justyna

Nie do końca się zgodzę w kwestii strażaków. Owszem, człowiek napromieniony nie znaczy promieniotwórczy. Niemniej trzeba zauważyć, że strażacy podczas akcji gaśniczej wchłonęli pewne ilości izotopów promieniotwórczych przez układ oddechowy i przez śluzówki (nos, jama ustna). W związku z tym, oprócz tego, że zostali napromieniowani, sami też stali się źródłami promieniowania. Nie wiem, jak silnym, nie znalazłam tego w podlinkowanym opracowaniu, ani nie szukałam specjalnie innych źródeł. Niemniej znajomość fizyki prowadzi mnie do takiego wniosku.

Łukasz
Gość
Łukasz

Nie dokońca jest tak latwo zdekontaminować człowieka. Sam wielokrotnie myłem się po izotopach i był problem. Występują w różnych związkach chemicznych i potrafią wniknąć przez skórę. Z pomieszczeniami też jest różnie, mieliśmy jedno zamurowane…. bo było skażone.

Kafka
Gość
Kafka

Warto pamietac, ze film oddaje stan wiedzy z 1986 roku, wiec bez tego co dzis wiemy miedyz innymi dzieki analizie efektow Czarnobyla. To zdanie oczywiscie urocze: “Największą tragedią związaną z Czarnobylem, i to tragedią dla całej planety, było zatrzymanie rozwoju energetyki jądrowej”. Autor nie zajal sie jednak calkowicie analiza tego na ile prawdziwe byly pojawiajace sie w filmie scenariusze tego co by bylo gdyby nie podjeto tak skutecznej akcji likwidacyjnej. Czy ktorykolwiek z tych scenariuszy jest bliski prawdy? Pytam zwlaszcza o unikniecie eksplozji przez wypompowanie wody spod reaktora i prace gornikow dla ochrony wod gruntowych. Bo jesli te dwa scenariusze… Czytaj więcej »

Robert
Gość
Robert

Hmm… Katastrofa bylaby ogromna i nie da sie ukryc, a nawet jakby byla, to strach i zatrzymanie rozwoju technologii nuklearnej doprowadzilo do hegemonii wegla palonego, a to do pylow wdychanych i tych co nas grzeja.
Czy jak kiedys kiedy nie znano ognia i jak sie z nim obchodzic ktos by powiedzial, ze nie robic bo grozne to byloby lepiej niz nie robic?
Tak widze nuklearne technologie, niebezpieczne – kasne, smiertelne-oczywiscie, kontrolowane – da sie zrobic, nie robic – szybsza śmierć zycia ludzkiego na ziemi, albo zacofanie technologiczne.
Manipulacja czego, jakby cala europa bylaby nie do zamieszkania?

Łukasz
Gość
Łukasz

Dobry tekst. Jedyne do czego można się doczepić to bardzo mała czcionka utrudniajaca czytanie na telefonie.

Jarek
Gość
Jarek

Odnośnie odwiedzin napromieniowaych w szpitalu, przypomniała mi się scena z innego filmu “Znieważona Ziemia”.

Lekarka do żony strażaka:
Wasz mąż otrzymał dawkę 1600 roentgeów. To już nie jest człowiek, to reaktor. Jeśli się do niego zbliżycie, umrzecie tak jak i on.

Agata
Gość
Agata

W książce S. Aleksijewicz „Czarnobylska modlitwa” jest relacja Pani Ludmiły Ignatenko, która opiekowała się swoim mężem strażakiem przez 2 tygodnie do czasu jego śmierci. Opis obrażeń w zasadzie pokrywa się z tym, co zostało pokazane w serialu, łącznie z tym, że jak przyjechała do Moskwy to wszyscy grali w karty, a potem płatami odchodziła skóra i Wasilij wymiotował organami wewnętrznymi. Chyba więc twórcy filmu zbytnio nie koloryzowali rzeczywistości, bo nie wydaje mi się, żeby ta nieszczęśliwa kobieta zmyślała. Powiedziała nawet, że Wasilij był pochowany bez butów, bo miał tak spuchnięte nogi, że nie można było ich założyć (na filmie w… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Obie historie są spójne, bo serial w tym zakresie bazował na książce.

jah
Gość
jah

Nie wiem, czy ktoś wie, ale parę motywów z filmu zaczerpniętych jest z książki pani Swietłany Aleksijewicz “Czarnobylska modlitwa”. Opowieść o Ludmile i jej mężu strażaku przeniesiona jest nawet bardzo dokładnie. Tak więc czasem nie jest to pomysł twórców serialu, ale prawdziwe relacje z prawdziwych wydarzeń, nawet wówczas, gdy wydają się one “nierealne” lub “nielogiczne”. Proszę o tym pamiętać.
I zachęcam do przeczytania książki!

Jonek
Gość
Jonek

Te zdjęcie jest prawdziwe czy to fejk?
comment image

Justyna
Gość
Justyna

To zdjęcie jest prawdziwe. Przedstawia Hisashi Ouchi, ofiarę katastrofy w Tokaimura. Ten przypadek jest opisany w książce wymienionej jako pierwsza w bibliografii.

Aleksandra
Gość
Aleksandra

To zdjęcie to JEST fejk. Nie zgadza się tło (pomieszczenie, w którym faktycznie przebywał Ouchi wyglądało zupełnie inaczej, było sterylne, a to na takie nie wygląda). Najważniejsze- osoba na zdjęciu nie ma nogi, co totalnie wyklucza tezę, że na zdjęciu jest Ouchi- lekarze nie mogli przeprowadzić u niego amputacji (gdzieś mi świta, że doszło do zakażenia którejś kończyny i rozważali takie rozwiązanie) ze względu na fakt, że doszłoby do natychmiastowego wykrwawienia. A to by było zbyt proste, przecież musieli mu pozwolić się męczyć aż 83 dni…
Na zdjęciu jest ofiara pożaru, aczkolwiek trudno znaleźć w internecie prawdziwe źródło tego zdjęcia.

Alicja
Gość
Alicja

Tylko, że co do historii Lusi i Wasi (czy jak im tam), to nie było to podrasowanie scenarzystów, a prawdziwa historia, która opisana jest w książce Czarnobylska Modlitwa. Jeżeli zakładamy, że Lusia Ignatienko miała jakiś powód, żeby kłamać, no to cóż, może i tak było, aczkolwiek opisuje ona zarówno to, jak przebiegała choroba popromienna u Wasilija, jak i to że rzeczywiście zakazano jej dotykać swojego męża.

Emilia
Gość
Emilia

Dobry wieczór, nigdy nie komentuję niczego w sieci. Dziś tak wyjątkowo. Bardzo podoba mi się, jak Pan pisze, tłumaczy i żartuje. Dużo zrozumiałam dopiero teraz, choć podczytuję od kilku dni różne teksty. Rozmawiałam też z chemii i fizyka, i lekarzami, co prawda tylko niezoobowiazujaco przy grillu, ale to szczegół. Szkoda, że więcej ludzi nie przyjmuje takiej postawy jak Pan, gdy rozmawia z innymi. Byłby z Pana świetny nauczyciel, bo lubi Pan ludzi, nie ocenia ich, chce po prostu poszerzyć horyzonty innych, a szacunek jest u Pana tak naturalny, że nawet nie trzeba o nim wspominać, bo widać go w każdym… Czytaj więcej »

Paczor
Gość
Paczor

„Budujmy elektrownie atomowe”? Jeśli Pana odezwa ma być rzetelna to wypada wspomnieć o kosztach tej „czystej” energii. Również o odpadach wspomnieć wypada, polecam dokument „Jądro wieczności” i bezcenną scenę z tego filmu, w której zakłopotani naukowcy nie mogą zdecydować czy w ogóle oznaczyć miejsce składowiska odpadów. W końcu budują coś na ponad 100 000 lat. Zastanawia mnie również klarowny podział awarii, jaki Pan zastosował: na techniczne i inne, mam się domyślać że z winy człowieka? Czyli techniczne są z winy… proszę dopowiedzieć i bez dziecęcego „samo się zrobiło”. Wiele razy czytałem artykuły, z których, jak z Pańskiego, przebijał ten pobłażliwy… Czytaj więcej »

Wojciech
Gość
Wojciech

Prawidłowy termin to napromieniowanie od słowa promieniowanie (a nie promienienie). Niezbyt fortunna jest również w tym przypadku forma naświetlony. Istniej zasadnicza różnica między działaniem promieniowania jonizującego i światła. Pierwsze działa na wszystkie składniki materiału proporcjonalnie do ich udziałów elektronowych. Światło pochłaniane jest selektywnie przez centra chromoforowe. Przykładowo dodawane do polimerów w niewielkiej ilości fotostabilizatory są niewidoczne praktycznie dla promieniowania jonizującego.

Justyna
Gość
Justyna

https://sjp.pwn.pl/sjp/napromieniowanie;2486842.html
Słownik języka polskiego dopuszcza obie te formy 🙂

Michał Bierwiaczonek
Gość
Michał Bierwiaczonek

Dużo informacji opartych o naukowe raporty, fakty i wiedzę (za to ogromny plus), niestety – niekiedy były to oficjalne raporty sowieckie (lub raporty oparte o nie), w których umieszczano sfałszowane wyniki, więc ich wiarygodność jest wątpliwa. Nawet Legasow w Wiedniu nie powiedział całej prawdy. Co do ofiar: Szczerbina zmarł 4 lata po ekspozycji, Legasow przed popełnieniem samobójstwa był człowiekiem ciężko schorowanym, ze wszystkimi skutkami choroby popromiennej. Wielu ludzi pracowało z nimi i było narażonych na to samo promieniowanie. Wysoce prawdopodobne jest, że zmarli w ciągu kilku lat od wypadku. Nie zgadzam się z wersją, że od promieniowania zmarło zaledwie kilkadziesiąt… Czytaj więcej »

Karolina
Gość
Karolina

Jeśli znaleźliśmy się już w temacie Czarnobyla i były wspomniane choroby tarczycy – słyszałam opinię, że wypadki atomowe doprowadziły do pojawienia się “plagi” chorób w stylu Hashimoto czy niedoczynności tarczycy. Jaka jest Pana opinia na ten temat?

Osobiście obwiniałabym ogólne zanieczyszczenie środowiska lub skład produktu kosmetycznego, który dystrybuowany jest na całym świecie (jak krem do twarzy zawierający rad używany w latach 20.).

Magda
Gość
Magda

Wszystko ładnie i cacy, ale ile kobiet Europy (z tych zdiagnozowanych) zdaje sobie sprawę, że ich choroby tarczycy są skutkiem katastrofy w Czarnobylu? I jaka jest definicja “ofiara katastrofy”…? Bo jeśli ująć długotrwałe skutki zdrowotne, to 93 000 zdaje się być całkiem możliwą liczbą.

Tadeusz
Gość
Tadeusz

Wysluchalem podcasts, w sumie jest 5 odcinkow, pod tytulem Chernobyl. Podcast prowadzi Peter Sagal z National Public Radio i po kazdym odcinku rozmawia z rezyserem serialu o tym co wlasnie obejrzelismy. Rezyser jasno mowi co bylo przedstawione rzetelnie w oparciu o dostepne materialy historyczne i wywiady z osobami ktore uczestniczyly w wydarzeniach, a kiedy odbiegal od prawdy i pozwalal sobie na interpretacje artysty. W ostatnim podcast opowiada dlaczego dopiero w ostatnim odcinku wyjasnia przyczyny katastrofy.. Wedlug rezysera jego glowna motywacja przy robieniu filmu bylo pokazanie jak swiadome zatajanie informacji i klamstwa propagandowe doprowadzily do katastrofy. W dobie fake news i… Czytaj więcej »

Michał Bierwiaczonek
Gość
Michał Bierwiaczonek

Budowa współczesnych elektrowni atomowych również opiera się na zatajaniu tego, co niezmiernie ważne – w dwóch przypadkach: kryzysowym (przekonywanie opinii publicznej, że elektrownie są w 100% odporne na każde zagrożenie a – jak pokazał przypadek Fukushimy – nie są), oraz braku technologii właściwej utylizacji odpadów, wypalonego paliwa itp (sorry, ale pakowanie czegoś, co ma okres półtrwania liczony w dziesiątkach tysięcy lat do puszki, która wytrzyma max parę dziesiątek lat jest robieniem sobie jaj z przyszłych pokoleń). Co do skuteczności zabezpieczeń po awarii: arka nad IV blokiem, wybudowana za niewyobrażalnie wysokie kwoty, ma szczeliny, przy których dozymetry na zewnątrz obiektu wskazują… Czytaj więcej »

Bartosz
Gość
Bartosz

Wygląda na to, że artykuł powtarza fatalną narrację zaniżającą liczbę ofiar Czarnobyla. Wpisuje się w dyskurs, na którym zależy nuklearnemu lobby – że więcej ofiar pochłonął stres, niż promieniowanie. Dlaczego autor nie czytał książek Kate Brown? A jeśli Pan je czytał, to czemu się Pan do nich nie odniósł?

Stalker
Gość
Stalker

Za most śmierci uznawany jest wiadukt, przez który wjeżdża się do Prypeci. Mitem jest to, że ludzie, którzy na nim wtedy byli umarli z powodu napromieniowania. Ale sam wiadukt, jako konstrukcja istnieje i ma się nieźle 😉

Joanna
Gość
Joanna

Podobno najciężej skażeni emitowali nawet 20 remów na dobę (przede wszystkim przez pochłonięty cez). Czytałam również, że początkowo (jeszcze w prypeckim szpitalu) personel medyczny, nieumiejętnie postępując ze skażonymi, wręcz wcierał radionuklidy w ciało… Uważam, że kontakt z osobami skażonymi przetransportowanymi ze szpitala w Prypeci, gdzie przeszli dekontaminację (czy na pewno skuteczną, skoro tylko zewnętrzną?) mógł stanowić zagrożenie. Do tego co napisałam powyżej dodam garść informacji (ciekawostek? to słowo nie pasuje w obliczu tak tragicznych zdarzeń): -na terenach, otaczających szpital nr 6 w Moskwie, swój obóz założył oddział obrony chemicznej gen. Pikalowa, by pomóc personelowi medycznemu w opiece nad skażonymi(!) -żołnierze… Czytaj więcej »

Joanna Celińska
Gość
Joanna Celińska

„Decontamination of such patients, even by experienced personnel, is difficult. (…) Guskova herself received a dose of two rads. Two physicians received doses that required their hospital admission (…)”
Bulletin of the Atomic Scientists, Aug/Sep 1986

Rewo
Gość
Rewo

Artykuł bardzo fajny, ale wydaje mi się, że zbyt mocno wierzy pan w czystą naukę, wiedzę i zapomina o czynniku ludzkim oraz przypadku 🙂
Ci ludzie, lekarze, strażacy – oni w większości pojęcia nie mieli co sie dzieje i spanikowani musieii robić masę głupot i błędów. Teoretycznie np. owszem- strażak jest zabezpieczony – w praktyce może być wszystko,,,dziury, otwarte maski, bez hełmów, stare ciuchy, pościągane kurtki, otwarte kombinezony, co dotykali, jak dotykali, gdzie wchodzili itp itd.
W szpitalach to już cholera wie co mogli robić lekarze a co dopiero pielęgniarki…

Joanna Celińska
Gość
Joanna Celińska

Ostatnio oglądałam film o bohaterstwie strażaków z Czarnobyla (z roku 1988). Jeden z tych, którzy przeżyli, opowiadał, że było tak gorąco, że rozpinali mundury i zdejmowali hełmy… Ich sytuacja była zgoła inna od tej, na którą powołuje się autor artykułu. Przypadek Hisachi Ouchi z zakładu przetwarzającego paliwo jądrowe Tokaimura jest znacząco odmienny. Pracownik ten został napromieniowany, w Czarnobylu natomiast, ofiary dodatkowo zostały skażone…

Katarzyna
Gość
Katarzyna

W pełni się zgadzam. Przede wszystkim ci wszyscy ludzie NIE WIEDZIELI, co się dzieje. Strażacy pojechali do zwykłego pożaru, a personel medyczny leczył po prostu poparzonych pożarem strażaków. Dopiero potem, gdy odkryto, co się stało, zwiększono środki ostrożności.

Dariusz Knociński
Gość
Dariusz Knociński

Świetny tekst. Serialu jeszcze nie oglądałem i pewnie nie obejrzę, wolę dokumenty np. o wyczynach firm chemicznych w USA czy katastrofie w Bhopalu. Podał Pan liczbę 15 000 jako liczbę ofiar, nie wiem z jakich korzystał Pan źródeł ale ostatnio, na Planet+, oglądałem program gdzie podano, że rzeczywista liczba ofiar jest większa od 30 000. Teren katastrofy nie jest zabezpieczony, bawią się tam dzieci a skażenie gruntu substancjami rakotwórczymi przekracza dopuszczalne normy o kilka rzędów wielkości. Amerykański mainstream filmowy ma uroczy talent unikania tematów trudnych dla siebie, mogliby nakręcić serial jak cierpią zmutowane dzieci w przytułku w pobliżu tej nieszczęsnej fabryki i jak amerykański… Czytaj więcej »

Mariusz
Gość
Mariusz

Bzdurny i niepotrzebny artykuł jak wiele innych na tym portalu. Tyle prawdy jak za czasów ZSRR. Crazynauka dla naiwnych…

Joanna
Gość
Joanna

Zgadza się, że ta katastrofa zabiła bezpośrednio 31 osób. Wydaje mi się jednak, że w filmie podano liczbę od 4.000 do 93. 000 tysięcy zgonów, ponieważ twórcy wzięli pod uwagę szacowaną liczbę osób, które zmarły statystycznie wcześniej w obrębie zwiększonego promieniowania.
Zgonów przez katastrofę było 31, ale nie jesteśmy w stanie oszacować ilu ludziom skrócił się czas życia przez następstwa tego zdarzenia.

Jacek
Gość
Jacek

Warto jeszcze jechać do Czarnobyla?

Nie ma więcej wpisów