captcha image

A password will be e-mailed to you.

Na początek zastrzeżenie – celem tego tekstu nie jest dyskusja na temat zasadności powszechnego użycia masek do ochrony przed COVID-19. W tej kwestii w innym tekście odwołujemy się do zaleceń WHO, ECDC oraz CDC. Według tych zaleceń maseczki powinny nosić: 1) osoby z objawami COVID-19 (co ogranicza roznoszenie przez nie wirusa), 2) osoby opiekujące się chorymi na COVID-19 oraz 3) służba zdrowia. Cała reszta ma masek unikać z powodów, o których piszemy w oddzielnym artykule.

W licznych dyskusjach, jakie toczą się w mediach społecznościowych na temat stosowania lub niestosowania maseczek ochronnych przez osoby spoza służby zdrowia, bardzo często pojawia się taki wykres. Wybaczcie jakość, ale zawsze wklejana jest właśnie taka jego wersja:

Pokazuje on na jednej osi upływ czasu (ile dni upłynęło od pojawienia się 100 przypadków choroby w danym kraju), a na drugiej – w skali logarytmicznej – liczbę przypadków choroby. Czyli, mówiąc po ludzku, jak szybko rozwija się COVID-19 w danym kraju.

Wykres ma dowodzić, że kraje obwiedzione na czerwono, a więc te, w których masowo nosi się maski, zdołały zapanować nad epidemią COVID-19. Natomiast kraje nie korzystające z masek (obwiedzione na czarno) nie panują nad rozwojem epidemii.

Zawsze wygląda on tak samo, więc wyraźnie jest po prostu kopiowany przez kolejne osoby czy strony. Nie udało mi się znaleźć miejsca jego pierwszej publikacji, ale to nie jest akurat sprawa kluczowa. Postanowiłem raczej przyjrzeć się temu, czy na jego podstawie można wyciągać kluczowy wniosek, czyli: „noszenie masek powstrzymuje epidemię COVID-19”.

Przede wszystkim więc sięgnąłem po aktualne dane, bo wykres krąży w sieci od kilku dni, a sytuacja zmienia się dynamicznie. Znalazłem je na stronie Our World In Data, a dokładniej pod tym adresem. Na stronie możecie znaleźć interaktywną wersję wykresu, tu przedstawiam zapisane, statyczne wersje:

Link do aktywnego wykresu

By dane było łatwiej porównać to z grafiką krążącą po sieci, wyróżniłem te kraje, które tam zaznaczone są jako „używające masek”, a więc Japonię, Koreę Południową i Singapur. Na Our World In Data nie jest wydzielony Hong Kong, bo formalnie jest częścią Chin.

Link do aktywnego wykresu

Grafika z sieci kończy się na 20. dniu. Moje dane sięgają do dnia 30. (poza Chinami, gdzie mamy dane z ponad 60 dni). Już ta zmiana wpływa na sytuację – np. Singapur, który wyglądał początkowo całkiem nieźle, wcale nie opanował wzrostu liczby zachorowań.

Ale jeszcze ciekawsze wydaje się spojrzenie nieco szersze.

Po pierwsze, wspomniane cztery kraje nie są jedynymi, w których maski są popularne i powszechnie wśród mieszkańców. Niezależnie od obecnej epidemii maski są popularne podczas infekcji w wielu krajach azjatyckich. Według informacji agencji Reuters i malezyjskiej gazety New Strait Times  masek masowo używa się też w Tajlandii, Malezji, Indonezji czy Wietnamie. Danych dla Wietnamu jeszcze nie ma na wykresie (jest tam dziś ok. 122 zachorowań), ale naniosłem pozostałe trzy kraje, gdzie maski są powszechne:

Link do aktywnego wykresu

Jak widać, klarowna sytuacja z pierwszego wykresu zaczyna się sypać. Te trzy kraje wcale nie mają opanowanej sytuacji – w Tajlandii i Malezji wzrost liczby zachorowań jest bardzo gwałtowny, w Malezji nieco zwolnił, ale nadal krzywa pnie się ostro.

Możemy więc zobaczyć, że samo powszechne używanie masek nie wystarczy.

Ale idziemy dalej. W końcu to kraje odległe od nas geograficznie i kulturowo. Jednak mamy dwóch sąsiadów, którzy również bardzo mocno stawiają na używanie masek – to Czechy i Słowacja. Dodajmy więc jeszcze te kraje. Początek wykresu powiększam, by było więcej widać:

Link do aktywnego wykresu

Cóż, tu też maski najwyraźniej nie pomagają. Można więc wnioskować, że nie chodzi o same maski. Może mają jakiś wpływ, ale najwyraźniej niewystarczający.

Co więc mają w sobie szczególnego te kraje, które lepiej radzą sobie (przynajmniej do tej pory) z opanowaniem COVID-19? Poza wspomnianymi na początku Japonią, Koreą Południową i (niech mu będzie) Singapurem można jeszcze zidentyfikować kilka państw, w których krzywa zachorowań wyraźnie się wypłaszcza, a więc liczba nowych przypadków jest niewielka: Kuweit, Bahrain, Chiny, Katar czy Dania. Tak to wygląda na wykresie:

Link do aktywnego wykresu

Maski są w użyciu w Japonii, Korei i Singapurze oraz Chinach. Żaden z pozostałych krajów nie używa ich masowo poza pracownikami służby zdrowia. Tu na przykład sytuacja w Katarze. Podobnie jest w pozostałych „bezmaskowych” krajach.

Co więc łączy kraje, które radzą sobie lepiej od innych?

Postanowiłem przyjrzeć się trzem czynnikom: poziomowi wolności obywatelskich, jakości służby zdrowia i zamożności. Sposobów wyznaczania tych danych jest bardzo wiele, ja do określenia wolności i poziomu leczenia wykorzystałem ranking przygotowywany przez brytyjski Legatum Institute. To dość konserwatywny think tank, jednak jego ranking uważany jest za obiektywny. Jako zamożność wziąłem listę PKB per capita według Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Spójrzmy więc na kraje, którymi się zajmowaliśmy. Kolumny nazywają się bardzo roboczo, ale wiadomo, o co chodzi. Liczby oznaczają pozycję kraju w światowym rankingu. Im mniejsza liczba, tym wyższy poziom danego czynnika. Czyli np. w Singapurze służba zdrowia stoi na najwyższym poziomie, poziom zamożności jest wysoki, ale swobody obywatelskie są mocno ograniczone.

Co z tego wynika? Kuwejt, podobnie jak Singapur, jest bogaty, ale poziom wolności ma bardzo niski – to dobrze wyjaśnia, dlaczego udaje się tam (w miarę) ograniczyć epidemię. Podobnie jest w Bahrajnie – biedniejszym, ale bardzo zamordystycznym. Nic więc dziwnego, że ludzi można tam zmusić do określonych zachowań – na przykład siedzenia w domu. Za każdym razem pojawia się jakiś kluczowy czynnik – duża zamożność, dobra opieka zdrowotna albo niski poziom wolności.

Każdy z tych czynników (najmniej zamożność, ale ona się często łączy z dobrą opieką zdrowotną) może wpływać bezpośrednio na to, w jakim stopniu uda się wyhamować epidemię COVID-19.

Niestety, ten wykres:

to manipulacja. Sam w sobie zawiera prawdziwe dane, ale jest nieaktualny, kraje są zakreślone wybiórczo (to się nazywa cherry picking), a opisy sugerują, że maski mają tu zasadnicze znaczenie.

I jeszcze raz przypomnę – mój tekst nie jest dyskusją o zasadności lub bezzasadności noszenia masek. To rozbrojenie pewnego mitu, który krąży po sieci i ludzkich głowach. Mój wniosek: maseczki NIE SĄ cudownym rozwiązaniem. Nie powstrzymują epidemii. Mogą w czymś pomóc ale (jak widać) nie muszą. A co pomaga?

1. Trzymanie się z dala od innych

2. Siedzenie w domu

3. Utrzymywanie wysokiej higieny – w tym mycie rąk

4. Utrzymywanie dobrego zdrowia – racjonalne żywienie się, odpowiednia ilość snu i aktywności fizycznej.

najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Grażyna
Gość
Grażyna

Jeśli już piszesz o Czechach to też przestań manipulować, bo oni dopiero od 3 dni zaczęli zakrywac usta i nos… Rzeczywisty skutek będziemy mogli ocenić za 3-4 tygodnie…

Ewa
Gość
Ewa

W krajach azjatyckich owszem, nosi się maski na co dzień. Ale są to wielorazowego użytku maski antysmogowe, nie jednorazowe chirurgiczne.
W Czechach podobnie. Ludzie maski szyją samodzielnie. Chodzi o to, żeby zasłonić usta i nos czymkolwiek.
W Chinach, Korei i Singapurze używa się masek jednorazowych.
Nie można więc tych krajów porównywać

Robert
Gość
Robert

Nazywanie niepotwierdzonej hipotezy fałszywą to dopiero manipulacja

Andrzej
Gość
Andrzej

Urocze, fałszywa niepotwierdzona hipoteza. Prawdziwa niepotwierdzona hipoteza. Fałszywa potwierdzona hipoteza. I w końcu prawdziwa potwierdzona hipoteza. Internet uczy każdego dnia. Dziękuję 😛

Piotr
Gość
Piotr

Ale bzdury. I podawanie jako przykładu Singapuru. Ale oczywiście autorowi nie chciało się przyjrzeć dokładnie danym, byle po łepkach. Na ten przykład dane z 22 marca dla Singapuru: 23 nowe przypadki,ale tylko 4 przypadki wynikające z zakażenia lokalnego, cała reszta to przypadki zaimportowane, czyli ludzie którzy wrócili do Singapuru z innych krajów, w tym bardzo dużo przypadków z UK. Tak samo podawanie przykładu Czech, które wprowadziły obowiązek noszenia masek na 3 dni przed publikacją artykułu, jak można wysnuwać z tego jakiekolwiek wnioski skoro średni czas od zarażenia do wystąpienia objawów wynosi 5 dni. Jaki jest tego sens?

Monik
Gość
Monik

Autor zapomniał, że w części wymienionych krajów, gdzie nie nosi się masek, duża część populacji (kobiety) zasłania twarz, w tym usta i nos, ze względów religijnych/kulturowych. A to może mieć wpływ na wyniki i interpretację danych.

Nie ma więcej wpisów