captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

W Warszawie jest dziś zimniej niż na biegunie północnym, gdzie z kolei stan pokrywy lodowej przypomina sytuację z początku… maja. Oto garść informacji z Arktyki z zaledwie trzech ostatnich dni. Dodajmy: z Arktyki, która w dużej mierze reguluje pogodę i klimat w naszym regionie.

Pytanie za pięć punktów. Gdzie jest teraz zimniej: w Warszawie czy na biegunie północnym?” – napisał dziś rano na Facebooku prof. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery z Uniwersytetu Warszawskiego i z serwisu Nauka o klimacie. Oczywiście zimniej jest dziś w Warszawie – można się było tego domyślić z kontekstu pytania. Tylko dlaczego tak się dzieje?

Temperatura na biegunie północnym (0,3°C) i w Warszawie (-10,4°C) 25 lutego 2018. Źródło: Earthnet

W Warszawie odnotowano dziś 10,4 st. C poniżej zera, a w Arktyce w tym samym czasie było powyżej zera!

Wyższe niż zazwyczaj o tej porze roku temperatury atmosfery nad Arktyką spowodowały „poszarpanie na kawałki” wiru polarnego, wielkiego obszaru niskiego ciśnienia nad tym regionem, który jest szczególnie aktywny zimą i definiuje pogodę w tym okresie. Rozczłonkowanie wiru polarnego dało dostęp masom powietrza płynącym z niższych szerokości geograficznych, co wywołało olbrzymie odchylenia temperatury w Arktyce: 22 lutego wdarła się tam wielka fala ciepła znad Oceanu Atlantyckiego. Zjawisko, które pozwoliło wejść nad Arktykę fali ciepła, w Polsce i Europie wywołało z kolei falę mrozów, wypychając w nasze rejony mroźne arktyczne powietrze. I dlatego doświadczamy średnio ostrej zimy, z temperaturami sięgającymi -20 oC. Dawniej w podobnej sytuacji mielibyśmy pewnie -30 oC.

Anomalie temperatur (czyli odchylenie od wieloletniej średniej w tym okresie) w okolicach bieguna północnego sięgnęły 6oC, a nad Oceanem Arktycznym nawet 8oC. Sytuacja jest bezprecedensowa.

Takie ekstremalne fale ciepła, szczególnie u schyłku nocy polarnej, mogą nieść sobą poważne konsekwencje dla nadchodzącego sezonu topnienia. Anomalie nad Oceanem Arktycznym przekroczą 30°C

– pisze Hubert Bułgajewski na blogu „Arktyczny Lód”.

Na profilu FB MeteoGroup Polska ukazał się wpis pod wiele mówiącym tytułem: „Katastrofalna sytuacja Arktyki”. Z danych wynika, że lód w tym regionie ma wyjątkowo niski zasięg i małą powierzchnię. Stan pokrywy lodowej w rejonie bieguna północnego jest obecnie taki, jak zazwyczaj na początku… maja. A luty jest przecież w Arktyce sezonem zamarzania!

Zwróćcie uwagę, że biegun północny znajduje się na przecięciu linii, w samym centrum czerwonej plamy:

Ale to nie koniec złych wiadomości. Dalej przeglądam mojego Facebooka i widzę relację z samodzielnego ataku Denisa Urubko na K2 – himalaista próbuje, niezależnie od planów polskiej wyprawy, zdobyć szczyt jeszcze w lutym. Moją uwagę przyciąga tutaj komentarz Michała Pyki, meteorologa polskiej wyprawy na K2: „Precyzyjne prognozowanie prędkości wiatru [w Karakorum] jest praktycznie niewykonalne. Można jedynie operować w zakresie prawdopodobieństw, gdyż silne wiry, oderwane od głównych strug prądów strumieniowych, pojawiają się znikąd i na krótko, co wygląda dość surrealistycznie. Jest to bez wątpienia skutek kompletnej dezorganizacji klimatu w Arktyce, gdzie już otwarcie mówi się o katastrofie klimatycznej. Echa tego stanu rzeczy docierają nad K2 i stąd ogromne trudności prognostyczne oraz silne, porywiste wiatry”.

Zielony kolor pokazuje przebieg prądu strumieniowego 25 lutego 2018. Źródło: Tropical Tidbits

Subpolarny prąd strumieniowy to poruszająca się z zachodu na wschód „rzeka” powietrza, stale płynąca z prędkością powyżej 108 km/h na wysokości 9-12 km. Rozgranicza ona dwie masy powietrza – zimne, arktyczne i cieplejsze, pochodzące z niższych szerokości geograficznych. Prąd strumieniowy zasadniczo reguluje pogodę w naszym regionie. Wzrost temperatur atmosfery nad Arktyką mocno destabilizuje prąd strumieniowy, który zaczyna się rwać, wyginać i meandrować, niekiedy się blokuje, serwując na przykład w Polsce długotrwałe fale mrozów czy upałów. Niestabilny prąd strumieniowy nie pozwala też w wiarygodny sposób przewidzieć pogody dla himalaistów.

I co z tego wynika?

Zebrałam te informacje z zaledwie kilku ostatnich dni, bo widzę w nich kolejne, coraz bardziej jaskrawe sygnały ostrzegawcze przed naprawdę poważnymi problemami klimatycznymi na półkuli północnej. Wiele wskazuje na to, że fale ciepła staną się częstym gościem nad Arktyką, a klimat rejonów od niej zależnych (w tym i Polski) będzie się solidarnie destabilizował.

Co to oznacza dla nas? Zwiększony dopływ pary wodnej do Arktyki być może stanie się dla nas przyczyną kolejnego smętnego, deszczowego lata. Na pewno czekają nas ciepłe zimy z większą liczbą wichur i z falami arktycznych mrozów od czasu do czasu, ataki zimy w maju, a latem susze, powodzie, ekstremalne opady deszczu i coraz gwałtowniejsze burze. Żyjemy już w innym klimacie niż ten, którego doświadczano w XX wieku. Być może już czas zacząć się tym przejmować.

Przeczytajcie też u nas na blogu więcej o tym, jak globalne ocieplenie wpływa na Polskę

Kto jest temu winien: człowiek czy naturalne czynniki? – A co, jeżeli to 3% naukowców ma rację, a 97% się myli w sprawie zmian klimatu?!

 

Polecamy też:

Fakty i mity na temat globalnego ocieplenia w serwisie Nauka o klimacie

Serwis NASA o globalnym ociepleniu klimatu

 

Właśnie teraz w Arktyce załamuje się klimat. I co z tego wynika?
3.8 (76.96%) 79 głosów

Czego u nas szukaliście?

Nie ma więcej wpisów