captcha image

A password will be e-mailed to you.

Cała masa wiedzy o kosmosie, wyczerpująco opisana i pięknie podana – to krótkie podsumowanie spektakularnej serii „Atlas Kosmosu” sygnowanej przez National Geographic. Smakowite!

Kolekcja „Atlas Kosmosu”: pierwsze cztery tomy. Fot. Crazy Nauka

Wśród wydawnictw popularnonaukowych mam swoje pewniaki, które nigdy mnie nie zawodzą, a wśród nich poczesne miejsce zajmuje National Geographic. Sygnowane przez nie publikacje zawsze cieszą oko i zachowują niezmiennie wysoki poziom. Tak jest i z wydaną przez Hachette Polska serią „Atlas Kosmosu”, której cztery pierwsze tomy dotarły do mnie niedawno: „Układ Słoneczny”, „Czarne dziury”, „Mars” i „Droga Mleczna”. W sumie ma się ukazać aż 60 tomów z tej kolekcji.

Graficzny wypas

Cóż to jest za gratka! Jest tu wszystko, co lubię najbardziej: kosmos, który zawsze wciąga mnie z tą samą siłą, no i mapy, do których mam ogromną słabość od dzieciństwa. Uwielbiam zwłaszcza te wydane na papierze, których można dotknąć i obrócić je, by więcej z nich wyczytać, wypatrzyć kolejne szczegóły. Atlasy wydano na papierze kredowym, więc wygląd i jakość zawartych w nich map oraz innych ilustracji jest naprawdę spektakularna.

Powstawanie planet – rozkładówka z tomu „Układ Słoneczny” z kolekcji „Atlas Kosmosu”. Fot. Crazy Nauka

A jest na co popatrzeć! Mamy tu przepiękne zdjęcia wykonane przez agencje kosmiczne NASA i ESA, niepublikowane wcześniej grafiki 3D i niezliczone materiały graficzne. We wszystkich atlasach z tej kolekcji ma się w sumie znaleźć 4200 zdjęć, 600 grafik 3D, 1200 ilustracji objaśniających, 200 map, wykresów, tabel i 120 dwustronicowych infografik. Cała masa wiedzy o kosmosie, wyczerpująco opisana i pięknie podana. Gwarantem jakości jest oczywiście National Geographic i piszący dla niego eksperci. Z polskiej strony poprawności merytorycznej przypilnowała dr Weronika Śliwa z Planetarium Centrum Nauki Kopernik.

Tom 1 pod lupą

Przyjrzyjmy się bliżej pierwszemu z atlasów z tej serii: „Układowi Słonecznemu”. Po pięknej graficznie rozbiegówce dostajemy spis treści, który dzieli atlas na cztery główne działy obejmujące: najbliższe otoczenie Słońca, samo Słońce i największe planety naszego układu, mniejsze ciała niebieskie i przestrzeń międzyplanetarną oraz eksplorację Układu Słonecznego. Obserwujemy więc m.in. genezę powstania danego ciała niebieskiego, jego miejsce na mapie nieba i przekrój jego budowy – fascynujący zwłaszcza w przypadku gazowych olbrzymów, wewnątrz których następuje przechodzenie od stanu gazowego do ciekłego i stałego.

Oglądamy też różne zakątki Układu Słonecznego pod kątem możliwości istnienia w nich życia. Tak może być np. na Enceladusie, księżycu Saturna, z którego grawitacja gazowego giganta „wydusza” gejzery lodu z cząsteczkami wodoru, wystrzeliwujące na ogromną wysokość w przestrzeń kosmiczną. Wiele wskazuje na to, że w oceanach Enceladusa kryją się źródła hydrotermalne, takie jak te, które na Ziemi są źródłem życia mikrobiologicznego (pisałam o tym u nas na blogu).

Gejzery na Enceladusie w tomie „Układ Słoneczny” z kolekcji „Atlas Kosmosu”. Fot. Crazy Nauka

Dowiadujemy się, jak na działanie kosmicznej „maszynerii” Układu Słonecznego wpływają prawa fizyczne, a więc np. w jaki sposób grawitacja kształtuje orbity i z jakiej przyczyny znajdują się one na jednej płaszczyźnie jak na powierzchni niewidzialnej tacy. Obserwujemy orbity komet i planetoid, ze szczególnym naciskiem na te, które mogłyby zagrozić naszej planecie. Kolizje z Ziemią tych spośród nich, które mają około 1 km średnicy, zdarzają się mniej więcej co milion lat, większych – mających 5 km średnicy – co 10 mln lat.   

W atlasie fajnie pokazano też skalę odległości między różnymi obiektami w Układzie Słonecznym i poza nim. Dobrze to wiedzieć, kiedy w większości podręczników należące do naszego układu planety prezentowane są jak różnej wielkości koraliki leżące mniej więcej w równych odległościach od siebie. To jeden z najchętniej powielanych mitów. W rzeczywistości poszczególne obiekty w naszym układzie planetarnym dzielą gigantyczne odległości – tym większe, im bardziej oddalamy się od Słońca. Można więc powiedzieć, że Układ Słoneczny jest pełen… pustki.

To samo dotyczy całego kosmosu, a ogrom odległości od najbliższych nam innych układów ukazuje z kolei grafika śledząca czas, jakiego potrzebuje światło, by tam dotrzeć. Do najbliższej nam Alfy Centauri podróż z prędkością światła trwałaby blisko 10 lat, do Betelgezy – niemal 1000 lat.

Ogromne odległości to największa przeszkoda w eksploracji kosmosu, dlatego najlepiej znamy nasze najbliższe otoczenie: Księżyc, Wenus, Marsa, Słońce, pas planetoid oraz sąsiedztwo Jowisza i Saturna. Dobrze to widać na fajnej infografice ilustrującej trasy wszystkich misji kosmicznych, jakie ludzkość kiedykolwiek wysłała.

Cele misji kosmicznych z tomu „Układ Słoneczny” z kolekcji „Atlas Kosmosu”. Fot. Crazy Nauka

Będzie tego więcej

Te cztery atlasy to dopiero początek serii, której kolejne tytuły będą się ukazywać co dwa tygodnie. Ci, którzy wykupią prenumeratę, dostaną po dwa numery na miesiąc, a do tego m.in. kinetyczny model Układu Słonecznego i film DVD “Interstellar”. Prenumeratorzy zapłacą 9,90 zł za pierwszy numer, drugi numer będą mieli za darmo, a kolejne za 29,99 zł, co wyjdzie o 10 zł za numer taniej niż w kiosku, no i nic nie będą płacić za dostawę.

O serii „Atlas Kosmosu” National Geographic więcej przeczytacie na stronie: www.atlas-kosmosu.pl

Czego u nas szukaliście?

4.3 6 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bartosz
Bartosz
1 miesiąc temu

Podróż z prędkością światła do Alfa Centauri trwałaby ponad 4 lata a nie 10… do Betelgezy jakoś niecałe 700 lat… także na wszelkie informacje tu zawarte patrzyłbym z dystansem

Ryszard
Ryszard
Reply to  Bartosz
24 dni temu

Dla obserwatora czy tego który leci z prędkością światła?

Nie ma więcej wpisów
2
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x