captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Lego Boost to całkiem nowy zestaw klocków, które można programować. Zaawansowany, ale w cenie “dla ludzi”. Jako, że wszyscy w Crazy Nauce jesteśmy fanami Lego, razem z dziećmi sprawdziliśmy ten zestaw w praktyce. I mamy dla Was kilka porad.

Lego przysłało mi klocki do testów. O, jak ja lubię takie zadania! Kiedy zaczęliśmy rozpakowywać Boosta, dzieci jak najszybciej chciały coś zbudować, ale mnie najbardziej intrygowało to, jak ten zestaw ma się do wcześniejszych zestawów: przeznaczonego dla najmłodszych edukacyjnego WeDoo i dostępnego w dwóch wersjach (edu i „rozrywkowej”) Mindstormsów.W pudełku jest 840 klocków oraz trzy elementy, dzięki którym zestaw staje się interaktywny. Komputerowym sercem zestawu jest wielki klocek Move Hub, do którego można podłączyć programowalny silnik krokowy oraz zintegrowany w jednej obudowie zestaw czujników: koloru, ruchu, odległości oraz… tablet (poprzez interfejs Bluetooth LE). Sam również wyposażony jest w dwa silniki, czujnik przechyłu i oprócz funkcji sterowania równocześnie staje się główną platformą, wokół której budujemy proponowane przez Lego zestawy.

Oznacza to, że Boost jest znacznie bardziej rozbudowany niż WeDoo 2.0, które ma prostszy „mózg”, jeden silnik, czujnik przechyłu, ruchu i tylko 280 elementów. Te dwa zestawy łączy za to wykorzystanie do konstruowania robotów klasycznych klocków Lego, dzięki temu dzieciaki mogą łatwo je modyfikować według własnych pomysłów. Poza mniejszą liczbą elektronicznych komponentów jest to główna cecha odróżniająca zestawy dla młodszych dzieci od droższych Mindstormsów, bazujących właściwie tylko na klockach znanych z serii Technic.

Budujemy, czyli gdzie jest instrukcja i dlaczego trzeba od razu mieć baterie

Wszystko już wyjęte, torebeczki pokładane. Dzieci chcą już zacząć coś budować, zaglądają do pudełka, przekładają woreczki i krzyczą: „tato, tu nie ma instrukcji!”. Tak… to pierwszy zestaw Lego, w którym nie znalazłem papierowej instrukcji. Jej funkcję pełni aplikacja, którą musimy zainstalować na tablecie.

10 minut później mamy już apkę. Uruchamiamy ją i „tato, ale to nie działa”. Okazuje się, że program nie pozwoli nam nic zrobić – nawet „przekartkować” opisu budowy – bez połączenia z Hubem. Tego z kolei nie da się zrobić bez włożenia w niego 6 baterii AAA i uruchomienia modułu sterującego oraz interfejsu Bluetooth na tablecie.

Jeśli spodziewaliście się, że teraz już będzie można zobaczyć najbardziej skomplikowaną konstrukcję, to uprzedzam: to jeszcze nie ten moment. Lego budowę „robotów” podzieliło na „levele” i tak jak w grze musimy je przejść, by wskoczyć na wyższy poziom.

Zaczynam od prostego „samochodzika ze śmigiełkiem”. Kilka minut i projekt jest gotowy. Teraz czas na naukę programowania. Dzieciaki od razu mówią, że zadania tworzy się bardzo podobnie jak w WeDoo. Na początku aplikacja pokazuje, jaki blok funkcyjny (polecenie) mamy przeciągnąć na ekranie, by np. ruszyć pojazd, skręcić, zakręcić śmigłem. Pierwsze sekwencje działania „robota” robi się pod dyktando programu, kolejne są już własną eksploracją danego etapu.

Muszę powiedzieć, że bardzo podoba mi się takie podejście. Dzieci nie są zmuszane do objęcia pojęciowo wszystkiego na raz. Skupiają się za to na blokach programu, które np. odpowiadają za ruch pojazdu.W pierwszej konstrukcji kolejny etap skupia się na wykorzystaniu czujnika ruchu, który może być wykorzystany do uruchomienia jakiegoś programu. Trzeci stopień wtajemniczenia poświęcony jest obsłudze silnika kręcącego „śmigiełkiem”, dodawania dźwięków oraz uruchamianiu kilku zdarzeń na raz. Podoba mi się również to, że w ostatnim zadaniu dzieci otrzymują zadania do zrealizowania, w których widać cel, ale nie jest podana droga do niego. Takie wyzwania motywują do poszukiwań i przez to rozwijają świadomość możliwości, jakie kryje oprogramowanie Boost.

Robot, gitara, kotek, spychacz, linia produkcyjna… a potem już tylko wyobraźnia

Kiedy zrobimy pierwszą konstrukcję i zapoznamy się z podstawami programowania, możemy wreszcie zdecydować, jaki zbudujemy następny, poważniejszy projekt. Lego proponuje dzieciom złożenie pięciu różnych zabawek. Są to Robot Verni, Kot Franki, Gitara 4000, Łazik M.T.R.4 oraz Linia produkcyjna. Najprostsza jest gitara, najbardziej złożone: kot i linia produkcyjna.

U nas wybór mógł być tylko jeden: Linia produkcyjna. Szelest torebek i klocków słychać było w domu już od pewnego sobotniego poranka (i weź się tu rodzicu wyśpij…). 11-latkowi samodzielne zrobienie tej maszyny zajęło w sumie całe przedpołudnie. Mi zbudowanie średnio trudnego Erniego zajęło ponad 3 godziny, ale co to było za odprężenie 🙂

Nie przywołuję tych czasów bez powodu. Chcę napisać, że tu również projektanci Boosta wykazali się znajomością dziecięcej psychiki. Budowa każdego modelu podzielona jest na dwa etapy, a każdy z nich na trzy poziomy. Oznacza to, że dziecko nie musi czekać czterech godzin na zakończenie budowy, by wejść w pierwszą interakcję z robotem.

Erni najpierw jest poruszającym głową „kadłubkiem”. Potem staje się jeżdżącym robotem, by w finale zostać… sami zobaczycie. Ale to nie koniec, bo przed dziećmi – tymi małymi i dużymi – są jeszcze kolejne zadania. Polegają one z jednej strony na poznawaniu zasad programowania „mózgu” Boosta, ale też na wprowadzaniu nowych elementów do tworzonego robota, takich jak np. „latająca pięść” czy okulary zamieniające go w policjanta, proszącego o pokazanie dokumentów. Kwestia “dowodzik poproszę” bawi mnie na samo jej wspomnienie.

W sumie w tym projekcie możemy odblokować aż pięć etapów. Jeśli to będzie dla nas za mało, to można jeszcze sięgnąć to trybu „swobodnego” oznaczonego w aplikacji czerwoną szkatułką. Tu już nam wszystko wolno: mamy możliwość zapisywania sekwencji poleceń w formie jednego bloku, pojawiają się pętle programowe, a nawet generator liczb losowych. Jest też funkcja, która od razu spodobała się dzieciom – nagrywanie własnych dźwięków i komunikatów, z możliwością zmieniania ich brzmienia na np. głos robota.

Żeby jednak nie było tak zupełnie łatwo, to nawet w tym trybie mamy tylko dostęp do tych bloków programistycznych, które wcześniej już poznaliśmy. Zatem wszystko wolno, ale tylko jeśli dzieci i rodzice wcześniej odrobili lekcje.

Jeszcze Wam mało? To otwórzcie okno. To nie żart, bo dopiero tutaj można otworzyć się na świat kreacji. Lego nazwało ten tryb „Creative Canvas” i tutaj można naprawdę puścić wodze fantazji. Albo idziemy na żywioł, albo decydujemy się na wybór jednego z dwóch dodatkowych modeli bazowych.

Jeden pozwala na tworzenie poruszających się na nogach postaci i zwierząt (walking base), a drugi pojazdów (driving base). To, co się tutaj zmienia, to dostęp do bardzo rozbudowanej funkcjonalnie biblioteki bloków programowych, wśród których znajdziemy pętle warunkowe, operatory logiczne, obsługę każdego z czujników z osobna i wiele, wiele innych.

Dzieci zachwycone, ale ojciec musi ponarzekać

Lubię Lego i dlatego muszę napisać o słabych stronach Boosta. Ja doliczyłem się trzech punktów, z którymi nie jest mi do końca po drodze.

  • Pierwszy to kwestia autonomiczności budowanych robotów. Takowa niestety nie istnieje. Zabawka działa tylko w momencie, kiedy jest połączona z tabletem. Nie da się np. zbudować pojazdu omijającego przeszkody, który działa sam z siebie, tak jak w zestawie Mindstorms.
  • Bardzo się cieszę, że aplikacja została bardzo dobrze spolszczona. Boost mówi do dzieci w ich ojczystym języku i robi to na dodatek zabawnie. Brakuje mi w niej za to opisów bloków funkcyjnych, które opisane są piktogramami. Taki rysunek jak „strzałka w przód” tłumaczy się sam z siebie, ale mamy do dyspozycji również bloki de facto składające się z sekwencji poleceń, które można poznać tylko poprzez ich sprawdzenie w praktyce – a wystarczyłaby przecież ilustracja objaśniająca ich działanie. Brak takiej pomocy szczególnie doskwiera w trybie „Creative Canvas”.
  • Ten zestaw to naprawdę wiele godzin zabawy. Nam udało się jak na razie złożyć dwa modele, których i tak jeszcze do końca nie poznaliśmy. Niemniej pewnego dnia zbudujemy wszystko, co było do zbudowania, a tryb kreatywny bez przewodnika okaże się zbyt skomplikowany. Wtedy dobrze by było, gdyby Lego, wzorem Mindstormsów, zaproponowało w przyszłości pomysły na kolejne konstrukcje.

Zestaw Lego Boost kosztuje ok. 550 zł.

 

Lego Boost – testujemy najnowsze robotyczne klocki
4.8 (95%) 4 głosów

Czego u nas szukaliście?

Nie ma więcej wpisów