captcha image

A password will be e-mailed to you.

Dziś 33 rocznica katastrofy w Czarnobylu. Choć wiele osób nie pamięta już 1986 roku, to skutki tamtej awarii trwają do dziś. I nie chodzi o skutki zdrowotne czy problemy ze skażeniem, ale efekty psychologiczne, jakie wywarło tamto dramatyczne zdarzenie. Przeczytacie o tym w tekście, który linkuję poniżej. Ale tym razem temat traktuję inaczej – przeczytajcie 6 ciekawych faktów o Czarnobylu, których być może nie znacie.

1. Katastrofę w Czarnobylu wykryto po raz pierwszy w Szwecji

Wczesnym rankiem 28 kwietnia 1986 roku w szwedzkiej elektrowni atomowej w Forsmark uruchomił się alarm wykrywający skażenie radioaktywne. Wywołał go jeden z pracowników, a było to tym dziwniejsze, że nie odwiedził nawet kontrolowanej strefy w pobliżu reaktora.

Skażone okazały się podeszwy jego butów. Wkrótce skażenie wykryto również u innych osób, które tego dnia chodziły po terenie elektrowni. Badanie pokazało, że na podeszwach znajdują się radioaktywne izotopy, które nie miały prawa pojawić się w Forsmark w wyniku wycieku czy innego rodzaju awarii.

Jak wspomina pracujący tam wówczas Cliff Robinson pierwszą myślą było – gdzieś wybuchła bomba atomowa! Jednak skład pierwiastków nie pasował i do tego scenariusza. Ostatecznie zdecydowano o ewakuacji pracowników elektrowni i przeprowadzeniu bliższych badań. Jednak w tym czasie podobne sygnały zaczęły nadchodzić z innych szwedzkich elektrowni jądrowych. Awaria w Forsmark była możliwa, ale nie jednoczesne awarie w wielu miejscach. Jasne stało się, że skażenie musi pochodzić z zewnątrz, spoza granic Szwecji.

Analiza kierunku wiatrów wskazała linię ciągnącą się na południowy wschód. Po drodze było kilka elektrowni mogących być źródłem skażenia, a wszystkie leżały na terenie Związku Radzieckiego. Kanałami dyplomatycznymi zapytano Rosjan, czy nie mieli gdzieś awarii. Odpowiedzią było zdecydowanie „nie!”. W związku z tym Szwecja ostrzegła, że będzie musiała przekazać oficjalne ostrzeżenie do Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Dopiero to skłoniło Związek Radziecki do przyznania się, że w Czarnobylu nastąpiła jakakolwiek awaria.

Tymczasem wybuch w reaktorze nastąpił ponad dwie doby wcześniej – miał miejsce 26 kwietnia o 1:24 w nocy. Gdy Rosjanie zostali zmuszeni do poinformowania świata o awarii Prypeć, miasto, w którym mieszkali pracownicy elektrowni z rodzinami, zostało już ewakuowane, a wokół 4. reaktora Czarnobyla wciąż trwała akcja ratunkowa.

2. Czerwony las czyli jesień przyszła wiosną

Awaria czarnobylskiej elektrowni spowodowała wysadzenie ważącej 1200 ton pokrywy reaktora. Z wnętrza została wyrzucona radioaktywna chmura, a równocześnie do środka dostało się powietrze, które wywołało pożar grafitowych elementów konstrukcji. Ogień palił się przez 9 dni, co spowodowało dalsze uwalnianie się radioizotopów.

Spora cześć materiału wydostającego się z reaktora szybko opadała na ziemię. Wiatr sprawił, że trafiał on na leżący około 5 km od elektrowni sosnowy bór. Ogromna dawka promieniowania spowodowała obumarcie drzew, ale też zatrzymała ich rozkład. Igły na sosnach w wyniku rozpadu chlorofilu przybrały kolor czerwony i przez wiele miesięcy drzewa w niesamowitym kolorze stały w kompletnie martwym Czerwonym Lesie.

Do dziś ten teren pozostaje jednym z najsilniej skażonych radioaktywnie miejsc na Ziemi. Rosną tam już nowe drzewa, 90% skażenia pozostaje w glebie. To jeden z niewielu obszarów, na które nie są wpuszczani turyści zwiedzający teren wokół elektrowni.

3. Szpital widmo w mieście widmo

Prypeć (a nie Czarnobyl) to najbliższe elektrowni miasto. Opuszczone zostało podczas błyskawicznej i (jak dziś już wiemy) niepotrzebnej ewakuacji mieszkańców. między 13.00 a 16.00 z miasta wywieziono autokarami ok. 50 000 osób, które nie wiedziały, że nigdy już tu nie wrócą. Miały zabrać rzeczy na trzy dni.

Dziś miasto pozostaje czymś zawieszonym w czasie – wyobraźcie sobie choćby osiedle 16-piętrowych bloków, w których nie ma nikogo, a do każdego mieszkania można wejść.

Ale największe wrażenie zrobił na mnie szpital. Jest ogromny – przygotowany był na przyjęcie ludzi właśnie w razie awarii w elektrowni, choć pacjenci nigdy tam nie dotarli. Całe piętra pełne sprzętu medycznego – fotele ginekologiczne, łóżka, sprzęt dentystyczny, sale operacyjne. Do tego dokumentacja pacjentów, szuflady pełne teczek, rentgenów, EKG. A na ścianach klasyczne socrealistyczne obrazki – od Lenina przez bawiące się dzieci po robotników.

4. Elektrownia w Czarnobylu nie przestała pracować po katastrofie

Wbrew pozorom awaria reaktora 4. nie spowodowała takich zniszczeń, które uniemożliwiłyby pracę elektrowni. Pozostałe bloki pracowały przez wiele lat. W październiku 1991 roku pożar uszkodził turbinę reaktora nr 2 i zdecydowano o zamknięciu tego bloku. Rząd Ukrainy oznajmił, że pozostałe reaktory zostaną wyłączone w ciągu dwóch lat.

To okazało się jednak niemożliwe ze względu na zachowanie równowagi energetycznej kraju i konieczność zwolnienia pracowników. Reaktor 1. wyłączono dopiero w 1997 roku, a ostatni reaktor nr 3 wygaszono w 2000 roku. Teoretycznie wówczas elektrownia przestała pracować, jednak w rzeczywistości nadal stanowiła miejsce zatrudnienia setek osób. Gdy byłem tam w 2008 roku, widziałem mnóstwo uwijających się ludzi, choć widać było, że wielu z nich nie ma nic do roboty. Ale zwolnienia wywołałyby protesty i podniosły bezrobocie. W dodatku wciąż Ukraina otrzymuje z wielu krajów znaczne kwoty na utrzymanie i zabezpieczenie Czarnobyla, więc faktyczne zamykanie elektrowni byłoby nieopłacalne.

5. Fotografie nie całkiem prawdziwe

Na pewno widzieliście zdjęcia z Prypeci. Niesamowite, ponure, groźne. Największe wrażenie robią te, które pokazują zwykłe, choć opuszczone pomieszczenia. Ulubionym celem wędrówek turystów jest przedszkole, gdzie na metalowych łóżkach siedzą połamane lalki, a na podłodze walają się stosy dziecięcych masek przeciwgazowych.

Warto pamiętać, że Prypeć stała się przez te wszystkie lata swoistą dekoracją. Maski gazowe nigdy nie zostały użyte – wyciągnięto je z szafy i rozrzucono, by zdjęcia tam robione wyglądały bardziej dramatycznie. Lalki same się nie połamały i nie pousadzały w dziwnych miejscach. Trzeba pamiętać, że wyjeżdżający stąd ludzie sądzili, że za kilka dni wrócą. Nie było paniki, ucieczki, dramatu. Wszystkie zniszczenia, bałagan, porozrzucane przedmioty to albo efekt szabru, albo celowego tworzenia dekoracji do malowniczych zdjęć w klimacie postapokaliptycznym.

6. Grzyby żywią się promieniowaniem

W 2002 roku podczas badania reaktora 4. odkryto w jego wnętrzu kolonie grzybów. Nie tylko przetrwały one w środowisku, gdzie poziom promieniowania podwyższony jest 500-krotnie, ale prawdopodobnie wytworzyły niezwykłe przystosowanie. W pracy z 2007 roku badacze stawiają hipotezę, że grzyby z gatunków Wangiella dermatitidis oraz Cryptococcus neoformans wykorzystują melaninę do wytwarzania potrzebnych im składników przez przetwarzanie energii promieniowania jonizującego. Wygląda więc na to, że grzyby zdołały wykorzystać melaninę tak, jak rośliny wykorzystują chlorofil. Różni się pasmo promieniowania elektromagnetycznego.

6 mało znanych faktów o katastrofie w Czarnobylu
3.9 (77.5%) 8 głosów

Czego u nas szukaliście?

2
Dodaj komentarz

avatar
 
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
KrzysiekJarek Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jarek
Gość
Jarek

Zawsze mnie dziwi, iż podaję się, że elektrownia jest w Czarnobylu. A w sumie to do tej miejscowości jest kilkadziesiąt kilometrów od elektrowni. Bliżej leży Prypeć. A elektrownia miała po rostu nazwę nazwę Czanobylska elektrownia atomowa im W. I. Lenina.

Krzysiek
Gość
Krzysiek

Czy ja mogę prosić o jakieś uzasadnienie stwierdzenia, że ewakuacja Prypeci była niepotrzebna? Mamy w artykule takie stwierdzenia jak: “wysadzenie ważącej 1200 ton pokrywy reaktora”, “Z wnętrza została wyrzucona radioaktywna chmura”, “Ogromna dawka promieniowania spowodowała obumarcie drzew”, a mieszkańcy Prypeci mieli sobie spokojnie dopijać kawkę? Bo wiatr wiał wtedy w inną stronę? Bo skażenie okazało się mniejsze niż początkowo zakładano?

Żeby nie było, jestem ogromnym zwolennikiem energetyki jądrowej i przeciwnikiem psychozy związanej z katastrofami w Czernobylu i Fukushimie, ale deprecjonowanie skali tej katastrofy jest dla mnie równie śmieszne jak negowanie holokaustu.

Nie ma więcej wpisów