captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Fot. NASA + Photoshop

Czy da się rozpoznać fake newsa, używając wyłącznie logicznego rozumowania podpartego wiedzą naukową? Zobaczmy.

Być może niektórzy z Was spotkali się z poniższym zdjęciem (krąży ono już od kilku lat po sieci). Być może opatrzone było opisem “Chris Hadfield w ramach eksperymentu sprawdził skutki palenia marihuany w przestrzeni kosmicznej”. Dla przypomnienia: Chris Hadfield był dowódcą Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2013 roku, nakręcił mnóstwo filmów o życiu na Stacji i na zakończenie misji odśpiewał na orbicie „Space Oddity” Davida Bowiego.

Nie da się ukryć, na zdjęciu jest torba “towaru”, a Chris Hadfield – jak to u niego zwykle bywa – stroi sobie żarty i robi show. No i skoro jest zdjęcie, to znaczy, że to się wydarzyło. Ale czy naprawdę na stacji kosmicznej miał miejsce TAKI eksperyment? (przyjmijmy, że nie mamy możliwości użycia wyszukiwania grafiki przez Google, no i chcemy przecież posłużyć się wiedzą i logicznym rozumowaniem)

Krok 1: czy to ma ręce i nogi?

Pierwszą rzeczą, z której należy sobie zdać sprawę, jest ta, że widzimy jedynie torbę z zawartością, która WYGLĄDA na marihuanę, ale niekoniecznie nią jest. Poza tym nie widzimy samego eksperymentu palenia, a jedynie rzekome przygotowania do niego. Mamy więc pierwszą wątpliwość. Kolejna kwestia to świadomość, którą zapewne każdy z nas ma – żyjemy w czasach Photoshopa, czyli to, co widać, niekoniecznie jest tym, co nam obraz sugeruje. To powinno wzmóc naszą czujność.

Mamy więc dwie wątpliwości: czy eksperyment rzeczywiście mógł mieć miejsce oraz czy to, co widać, jest odzwierciedlenie rzeczywistości?

Rozpatrzmy pierwszą wątpliwość: jak miałby wyglądać taki eksperyment, co wiemy na temat środowiska, w którym miałby się odbyć? Skoro mowa o paleniu, to jego produktem jest dym. Należy więc oczekiwać, że będzie się on roznosił po całej stacji, a to spowoduje “upalenie” całego jej personelu. Żadna z agencji kosmicznych raczej nie chciałaby mieć kosztującej 150 mld dolarów stacji pod kontrolą ludzi, którzy nie do końca mają kontrolę nad sobą. A może zatem wydzielono jakieś pomieszczenie, które da się odizolować od reszty stacji i tam jakoś ten eksperyment przeprowadzić? Jest to jakieś wyjście, segmenty stacji zapewne dają się jakoś od siebie odseparować.

No dobrze, ale jak system stacji zareagowałby na dym? Czy nie spowodowałoby to alarmu przeciwpożarowego i aktywacji procedury przeciwpożarowej? Co więcej – czy powietrze na stacji nie jest niezwykle cenne? Tu nie można otworzyć okna i przewietrzyć pomieszczenia, muszą to zrobić filtry odpowiedzialne za jego jakość. Jaki byłby koszt energetyczny takiego filtrowania?

Koniec końców – jaki miałby być cel doświadczenia z paleniem marihuany? Cel naukowy oczywiście. Bo przecież to, czy “upalimy” się mniej lub bardziej w przestrzeni kosmicznej (pomijając już to, że wymagałoby to przede wszystkim jakiejś miarodajnej metody pomiaru), nie jest żadnym naukowym celem. Co wymiernego da nam wiedza, jak ktoś (ktoś konkretny, a nie jakaś miarodajna grupa ludzi) “upala się” w kosmosie? No właśnie.

Krok 2: technikalia

Spójrzmy zatem jeszcze raz uważnie na zdjęcie. Warto zauważyć, że w stanie nieważkości “towar” jakoś dziwnie ułożył się w jednym miejscu – tak jakby na niego działała jednak grawitacja (a przerabiający zdjęcie nie potrafił wyzbyć się ziemskich przyzwyczajeń). Torba nie wygląda na zapakowaną próżniowo (zresztą to nie ten typ torby), widać tam odkształcenia, w których zbiera się powietrze. Marihuana powinna sobie swobodnie krążyć po całym worku.

To powinno nam także uzmysłowić, że przecież aby zrobić ów eksperyment, wygodniej byłoby jednak dostarczyć marihuanę gotową do palenia, a nie kazać astronautom skręcać jointy w stanie nieważkości. To przecież bez wątpienia skończyłoby się chmarą ścinków latających po stacji.

Wracając do zdjęcia warto zwrócić uwagę, że w okolicach łokcia astronauty, zasłoniętego workiem, widać wyraźną plamę, tak jakby coś tam było, ale zostało celowo rozmazane. Takich plam jest zresztą więcej, choć może nie są już tak wyraźne. Może zatem Chris Hadfield przyleciał na stację z jakąś niespodzianką w worku i stąd ten palec na ustach?

A jak było naprawdę?

Wygląda więc na to, że istnieją wyraźne wątpliwości co do tego, że zdjęcie przestawia rzeczywistą sytuację. Z dużym prawdopodobieństwem jest to ściema.

I oczywiście jeśli skieruje się do Google odpowiednie zapytanie, szybko uda się odnaleźć zdjęcie oryginalne, na którym widać, że Chris Hadfield przyleciał na stację z… jajkami wielkanocnymi (czyli Easter Eggs, co dodaje całej tej historii z marihuaną dodatkowego smaczku). Wikipedia pokazuje go nawet na zdjęciu, jak żongluje tymi jajkami.

Do zweryfikowania fake newsów (które lubię spolszczać jako „ściemwieści”) wystarczy więc doza krytycyzmu i zadanie sobie kilku niezbyt wyrafinowanych, lecz logicznych pytań. No i chęć, aby tę „pracę” wykonać. Oby nam jej nie brakowało, inaczej coraz częściej będziemy nabijani w butelkę.

 

 

 

Czy astronauta palił trawę na orbicie, czyli jak rozpracować fake newsa
5 (100%) 6 głosów

Nie ma więcej wpisów