captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Jest, najdelikatniej mówiąc, dziwaczny. Kieruje się nieracjonalnymi przesłankami, a jednocześnie uwielbia sam sobie wmawiać, że jest logiczny i zdystansowany. Daje się nabierać na proste sztuczki, a potem jest wściekły na samego siebie, choć kieruje agresję przeciwko innym.

Nasz mózg. Gupi muzg”, jak pisze o nim brytyjski neurolog, dr Dean Burnett. OK, tak naprawdę pisze o nim „the idiot brain”, ale Polacy zwykli się traktować bardzo poważnie i źle znoszą takie mocne określenia, które bez problemu przechodzą kulturze anglosaskiej (no ale o poczuciu humoru będzie za chwilę, cierpliwości).

Ten „Gupi muzg” to tytuł świeżutkiej książki Burnetta, która kilka dni temu ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Feeria. A Crazy Nauka objęła ową książkę patronatem, bo to kawał naprawdę doskonałej literatury popularnonaukowej.

Dobra, dość tego gadania. Przejdźmy do konkretów.

Inteligentny mózg działa słabiej

Na pewno znacie te książeczki, od kilku lat jest ich zatrzęsienie. „Trening mózgu”, „codzienne ćwiczenia umysłu”, „gry logiczne ćwiczące twój mózg”, „zagadki rozwijające rozum”. Te bardziej przyzwoite zachęcają tylko tytułami, te mniej obiecują zachowanie sprawności umysłowej na starość a nawet podniesienie poziomu inteligencji. Co na to nauka?

Kłopot polega na tym, że ze sprawnością mózgu i inteligencją jest nieco inaczej, niż nam (czyli naszym mózgom) się wydaje. Gdybyśmy mieli wyobrazić sobie aktywność mózgu człowieka bardzo inteligentnego i takiego, no… niezbyt, to zapewne ten pierwszy jarzyłby się wieloma barwami i świecił, jak wesołe miasteczko, a drugi pozostawał ciemny i cichy, z nielicznymi rozbłyskami aktywności.

No więc jest odwrotnie. Gdy zabrano się za badanie ludzkich mózgów przy pomocy funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI), mogliśmy wreszcie dostrzec, które rejony stają się aktywne podczas wykonywania określonych czynności. fMRI potrafi bowiem oznaczyć miejsca podniesionej aktywności metabolicznej mózgu, a więc obszary, które intensywnie pracują w danym momencie.

Gdy zabrano się za badanie inteligencji płynnej (czyli zdolności do korzystania ze zgromadzonej wiedzy) okazało się, że obszary za nią odpowiedzialne – tu akurat badano korę przedczołową – były tym mniej aktywne przy wykonywaniu zleconych zadań, im badany człowiek był inteligentniejszy. Bez sensu!

Sprawie zaczęto się przyglądać i stwierdzono, że również inteligentne mózgi można „ożywić”, ale dopiero dając im naprawdę trudne zadania. W innym badaniu stwierdzono dodatkowo, że z wyższym poziomem inteligencji płynnej wiąże się większa gęstość i integralność substancji białej mózgu. Składa się ona z wypustek neuronów czyli de facto połączeń miedzy ciałami komórek nerwowych.

Łącząc informacje (ach ta inteligencja płynna!) neurolodzy doszli do wniosku, że za inteligencję nie odpowiada jeden konkretny obszar – jest to raczej cecha całego mózgu. Natomiast substancja biała to okablowanie, sieć przewodząca informacje między różnymi obszarami. U ludzi inteligentnych jest ona wydajniejsza i przesyłanie danych wymaga jej mniejszej aktywności. Dlatego fMRI inteligentnego mózgu wcale nie świeci i nie błyszczy – pozostaje raczej cichy i wygaszony aż do czasu, gdy mózg dostaje zadanie, które wymaga nadzwyczajnej aktywności przekraczającej możliwości dotychczasowych połączeń.

Czy sudoku podkręci ci mózg?

Czy możemy więc podkręcić nasze mózgi rozwiązując dziesiątki i setki zadań obiecujących „trening dla mózgu”? Niestety, to tak nie działa. Jeśli skupimy się na sudoku, krzyżówkach czy zadaniach przestrzennych, to faktycznie po pewnym czasie nabierzemy w nich biegłości. No właśnie – W NICH. I nie przenosi się to na inne obszary aktywności mózgu. Gdy wytrenujemy sobie połączenia „od sudoku”, to nasz mózg rozbuduje sieć połączeń odpowiedzialnych za ten obszar i… już. Nie przybędzie nam od tego ogólnej inteligencji. Nie staniemy się dowcipniejsi i bardziej spostrzegawczy. Co gorsze nie ochroni nas to też przed procesami degeneracyjnymi związanymi ze starością. Po prostu będziemy dobrzy w sudoku. A jeśli nauczymy się doskonale liczyć sześciany ukryte na przemyślnych obrazkach, to nie przybędzie nam od tego wyobraźni przestrzennej. Za to będziemy świetni w liczeniu sześcianów na obrazkach. I tyle.

Wniosek? Zadania celowe nie rozwiną tak pożądanej przez wszystkich inteligencji płynnej. Jest zbyt złożona, by dało się oszukać cały proces. Czyli wszystko stracone? Nie – inteligencja płynna rozwija się wtedy, gdy mózg musi stosować zgromadzoną wiedzę w nowych sytuacjach, nowych scenariuszach. A więc nowe wyzwania, wychodzenie poza stałe schematy, stawanie w nietypowych sytuacjach. Czyli podróże (tak, kształcą!), nowi ludzie, konfrontacja z innym światopoglądem (jakże dziś cenna). Banalne? Może, ale za to bardzo skuteczne.

Czy lubisz horrory?

A skoro już mowa o stawianiu siebie w nietypowych sytuacjach, to może nieco przerażenia? Lubicie się bać? Lubicie mroczne, gęste horrory w stylu „Lśnienia”? Część odpowie, że tak, chętnie boi się w kontrolowany sposób. Część stanowczo odmówi sztucznego wywoływania strachu.

Zresztą sprawdźmy sami. Kto lubi horrory?

Czy lubisz horrory?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Reakcja tej grupy “nielubiącej” wydaje się bardziej logiczna – w końcu strach jest sygnałem alarmowym ostrzegającym o zagrożeniu. Aktywuje szereg mechanizmów w skrócie nazywanych walką lub ucieczką. To nie jest zabawa – to walka o życie.

Dlaczego więc pewna część ludzi sama chce się bać? Paradoksalnie odpowiadać za to wydaje się układ nagrody. Tylko gdzie tu nagroda? Otóż mechanizm mezolimbicznego szlaku nagrody (jak to nazywają fachowcy) dostarcza przyjemności, kiedy robisz coś (w jego przekonaniu) dobrego. To może być zjedzenie czekolady czy seks ale też uniknięcie czegoś złego. Usunięcie zagrożenia.

Oglądamy film, w którym morderca czai się w mroku. Boimy się okropnie, wyjście do toalety nie wchodzi w grę, bo trzeba przejść przez ciemny korytarz. A potem film się kończy. Zapalamy światła. Można zrobić siku. I nie ma mordercy. Udało się przetrwać. Zagrożenie zniknęło. Uff.

A nasz mózg jest trochę… gupi. Rejestruje sekwencję „było zagrożenie a teraz go nie ma”. Czyli zlikwidowaliśmy je. Czyli zrobiliśmy coś dobrego. Czyli należy się nagroda. Hura! Uruchamiamy szlak nagrody. Dzięki temu nauczysz się, że sekwencja „oglądanie horroru – koniec oglądania horroru” powoduje zlikwidowanie zagrożenia i nagrodę za to. Brawo, mózgu!

Dlaczego dowcipy się zużywają?

To na koniec proponuję żart. Uwaga!

Co powiedział wielki komin małemu? Nic. Kominy nie mówią.

Ha ha ha!!! Śmieszne? Nie bardzo? No tak, to żart, który wykorzystywany był do badań nad poczuciem humoru. Jako wyjątkowo beznadziejny.

Bo badanie poczucia humoru nie jest łatwe. Przede wszystkim dlatego, że nie ma uniwersalnego żartu, który bawi wszystkich. Uwielbiamy z Olą Monty Pythona (skecz z papugą! hiszpańska inkwizycja!), a tymczasem nasza przyjaciółka, z którą się pod wieloma względami świetnie rozumiemy nie śmieje się przy tych dowcipach. I co zrobisz? Nic nie zrobisz! Tak już jest – humor to niewdzięczny obszar dla badaczy.

Nietzsche uważał, że śmiech to reakcja na to, że czujemy się zagrożeni śmiercią i samotni egzystencjalnie. Kto czytał Nietzschego wie, że facet nie był specjalistą od poczucia humoru. Współczesne teorie skłaniają się raczej ku twierdzeniu, że humor pojawia się tam, gdzie mózg najpierw wyczuwa niespójność sytuacji, a potem orientuje się, że to zamierzone. Niespójność jest dla mózgu zagrożeniem – może oznaczać niebezpieczeństwo („dzieje się coś dziwnego!”), może oznaczać awarię samego mózgu („nie rozumiem, co się ze mną dzieje?!”). A potem przychodzi ulga – „och, już rozumiem! To żart! Jestem bezpieczny!”. Ulga, śmiech, relaks. Uff!

To tłumaczy też, dlaczego dowcip usłyszany po raz kolejny już tak nie bawi. Mózg wygrzebuje go z pamięci długotrwałej, przywołuje i już wie, co będzie. Znika zaskoczenie, znika zaniepokojenie i końcowa ulga. Oczywiście może zostać jeszcze nadal zabawna warstwa intelektualna, społeczna czy jaka tam inna. Ale zasadnicza istota dowcipu się wypala.

A dowcip o kominach ani nie wprawia nas w zaskoczenie, ani nie daje ulgi. Prawdopodobnie to najgorszy dowcip świata. Znacie gorsze?

Gupi Muzg

Ten tekst powstał na podstawie znakomitej książki Deana Burnetta “Gupi muzg. W co tak naprawdę pogrywa twoja głowa?”. Dowiecie się z niej znacznie więcej – dlaczego wysocy ludzie są inteligentniejsi, dlaczego tak trudno powstrzymać się przed podsłuchiwaniem, czemu nie potrafimy powiązać twarzy z imionami czy po co mózg sam wywołuje u siebie halucynacje.

 

 

 

 

 

Tekst jest elementem współpracy z wydawnictwem Feeria, wydawcą “Gupiego Mozgu”. Ale wydawnictwo nie wpływało nijak na treść tekstu, a książka po prostu nam się podoba 🙂

 

Tak przy okazji, to do powyższego tematu świetnie pasuje nasza crazynaukowa koszulka. Sami zobaczcie 🙂

 

 

Dlaczego dowcip o kominach cię nie rozbawi, a “trening mózgu” jest nic nie wart? “Gupi muzg” czyli co dzieje się w naszych głowach?
4.6 (91.25%) 16 głosów

Nie ma więcej wpisów