captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.
Zamyślony koliber na karmniku. fot. Łukasz Bołdys

Zamyślony koliber na karmniku. fot. Łukasz Bołdys

Są małe, urocze, wojownicze i strasznie łakome. Obserwowanie ich wciąga bardzo mocno – można tak spędzić cały dzień. Kolibry – bo o nich mowa – to wyjątkowo fajne stworzonka! Drzemie w nich też niesamowita potęga.

Mieszkam chwilowo w słonecznej Kalifornii, ale okazało się, że turystyczne atrakcje nie cieszą tak bardzo, jak gapienie się przez cały dzień na kolibry. Te przeurocze ptaki licznie zasiedlają okolicę i odwiedzają przydomowe ogródki w poszukiwaniu pożywienia. Na pustyni trudno o tej porze roku o nektar – kwiaty kwitną tu wcześnie. Jedyna nadzieja w nawadnianych ogrodach i kwitnących krzewach – oraz ludzkiej pomocy.

Karmniki (a właściwie poidełka) dla kolibrów, zajmują tu dużą półkę w każdym supermarkecie. Można też kupić sztuczny nektar, który zapachem i kolorem ma wabić maleństwa do karmników. Okazuje się jednak – co sprawdziłam już w praktyce – że kolibry najbardziej cenią sobie wodę z cukrem, oczywiście roztwór musi mieć określone proporcje.

fot. Łukasz Bołdys

fot. Łukasz Bołdys

Kolibry są niezwykle sprytne – przeprowadzają najpierw szybki wywiad, ale jak już zorientują się, że karmnik faktycznie napełniony jest ich ulubioną zupą z cukru, przylatują do niego co kilkanaście minut. Niestety – niełatwo przydybać w karmniku więcej niż jednego ptaka. Kolibry zdecydowanie nie lubią dzielić się jedzeniem i naparzają wszystkich konkurentów. Jedzenie odbywa się zatem na zmiany.

Co więcej, kolibry niewiele robią sobie ze swej mikrej postury. Amatorami słodkiej wody są także większe ptaki, które chętnie podjadają z wywieszonych w ogrodach karmników. Jednak gdy tylko w polu ich widzenia pojawia się taki „tłusty bąk”, uciekają w popłochu i kryją w najbliższych krzakach, nie kryjąc za to głośnych pretensji. Koliby jednak są niewzruszone.

O ile obserwowanie kolibrów z daleka jest dużą frajdą, jeszcze większą jest przyglądanie im się z bliska dzięki ustawionej koło karmnika kamerze. Oglądanie filmu w zwolnionym tempie pozwoli uważnemu oku zobaczyć słynny języczek, który budził swego czasu wielkie zainteresowanie naukowców specjalizujących się w ornitologii.

Językowe nieporozumienie

Nad sposobem odżywania się kolibrów naukowcy pochylali się z uwagą od dawna, a od lat trzydziestych XIX wieku byli przekonani, że kolibry wykorzystują do jedzenia zjawiska kapilarne. Mówiąc ludzkim językiem, badacze byli przekonani, że języczek kolibra składa się z dwóch małych rurek, które w zetknięciu z kroplą nektaru zachowują się tak, jak rurki czy porowate powierzchnie w zetknięciu z jakąkolwiek cieczą zwykły się zachowywać – dzięki działającym siłom wciągają po prostu tę ciecz do środka.

Takie wnioski nasuwały się same – obserwowanie kolibrów nie dawało bowiem precyzyjnej odpowiedzi – dzioby schowane w kwiatach nie dawały szansy na bliższe przyjrzenie się technice pobierania pokarmu.

Dopiero w 2011 roku Alejandro Rico-Guevara, naukowiec z Uniwersytetu Connecticut, opublikował wyniki badania, które wykazało, że kolibry nie wykorzystują do pobierania nektaru zjawisk kapilarnych, a korzystają ze specyficznej budowy swojego języka, który ulega poważnej transformacji.

Rico-Guevara odkrył, że język kolibrów to faktycznie dwie rurki, jednak podczas spożywania ciekłego pokarmu oddzielają się one od siebie, rozciągają, a w efekcie owego rozciągania wychodzą z nich cieknie „blaszki”, które łapią krople, a następnie dzięki kurczeniu się rurek wciągają ciecz do jamy gębowej kolibra.

fot. Łukasz Bołdys

fot. Łukasz Bołdys

Biologiczne mikropompy

Rico-Guevara nie poprzestał na jednym badaniu. W 2015 roku opublikował kolejne wyniki swoich obserwacji. Okazało się, że języki kolibrów to naprawdę bardzo sprawne i elastyczne mikropompy. Języczek zbliżający się do kropli nektaru jest zupełnie płaski. Gdy dochodzi do kontaktu z cieczą, język błyskawicznie zmienia kształt, wciągając kroplę do środka przy użyciu siły wynikającej ze zmian naprężenia języka. To badanie Guevary ostatecznie wykluczyło udział zjawisk kapilarnych w odzywaniu kolibrów.

W maju 2017 roku pojawił się dwa nowe artykuły naukowca, także skupiające się na językach kolibrów. Tym razem udało się bliżej przyjrzeć ich specyficznej budowie.

Odkryliśmy, że języki kolibrów składają się głownie z cienkiego, zrogowaciałego nabłonka, nie posiadają brodawek i całkowicie wypełniają jamę gębową ptaków. Odkrycie, jak idealne jest to dopasowanie, pozwoli nam teraz bliżej przyjrzeć się całemu procesowi – mówi Guevara w odniesieniu do pierwszej publikacji.

Okazuje się zatem, że kolibry są jeszcze bardziej zadziwiające, niż przypuszczano. Przypominają mikroskopijne supermaszyny – wystarczy też przecież przyjrzeć się ich sposobowi poruszania. Ciekawe, co nowego przyniosą kolejne badania.

 

Dokarmiamy kolibry i obserwujemy ich niesamowite języki
5 (100%) 2 głosów

Nie ma więcej wpisów