captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Podziwiam twórców gry “Fotosynteza”, którzy tak zgrabnie pożenili solidną, ale wcale niełatwą rozgrywkę z porządną porcją wiedzy biochemicznej. Ta niezwykła planszówka zamieniła moją rodzinę i mnie w plantatorów drzew walczących o każdy promień światła niezbędnego do tego, by plantacja wzrastała.

Jak może już wiecie, w Crazy Nauce baaaardzo lubimy gry planszowe 🙂 Dlatego bardzo się ucieszyłem, kiedy na nasz stół trafiła Fotosynteza. Gra, która nie tylko zaintrygowała mnie swoim biochemicznym tytułem, ale już po otworzeniu pudełka oczarowała całą moją rodzinę swoim wyglądem.

Fotosynteza, którą wymyślił Hjalmar Hacha, to nie kolejna świetna gra z grubą instrukcją i masą reguł do opanowania, ale łatwy do wytłumaczenia tytuł, który dostaliśmy od jego polskiego wydawcy, firmy Portal Games.
Gra wydała mi się jeszcze ciekawsza dzięki temu, że jej oprawa graficzna autorstwa Sabriny Miramon została nagrodzona w marcu tego roku złotym medalem Golden Geek, przyznawanym przez międzynarodową społeczność fanów gier planszowych skupioną w serwisie BoardGameGeek.com.
Rzeczywiście trudno przejść obojętnie obok urody tej gry, ale wygląd to nie wszystko. Bo choć Fotosyntezę łatwo jest wytłumaczyć (o czym za chwilę) i prosto nauczyć się w nią grać, to nie znaczny, że nie może być wymagającą pożywką dla umysłu. Tę cechę dostrzegło Stowarzyszenie Mensa i przyznało jej tytuł Mensa Select, jako jednej z pięciu gier 2017 roku, które najlepiej rozwijają nasz intelekt.

Po takich rekomendacjach nie pozostało naszej rodzinie nic innego, jak tylko sprawdzić tę grę przy stole. Jednak ja nie byłbym sobą, gdybym oprócz samej rozgrywki nie szukał odpowiedzi na pytanie, ile rzeczywiście jest fotosyntezy w Fotosyntezie?

Gra o poszukiwaniu światła

W małym, pełnym życia lesie kilka gatunków drzew rywalizuje o możliwość́ wzrostu i rozsiewania swoich nasion. Pokryte liśćmi korony drzew, muśnięte czułym pocałunkiem promieni słońca chłoną̨ jego energię, rzucając cień́ na otaczające je niższe rośliny. A gdy cykl życia drzewa dobiega końca, zgromadzone przez nie substancje mineralne powracają̨ do środowiska, użyźniając glebę̨ dla jego następców.

Tak w fabułę gry wprowadza nas bardzo krótka, bo właściwie tylko trzystronicowa instrukcja. Już samo to świadczy, że na naszym stole wylądował prawdziwie rodzinny tytuł. Jednak Fotosynteza bardzo różni się od większości znanych gier. Nie chodzi już tu nawet o sam fakt, że planszówka ma ładne ilustracje, ale o to, jak wygląda cała gra.

Pierwsze, co wyciągamy z pudełka, to plansza – „ziemia”, na której będziemy sadzić drzewa i przeprowadzać je przez cały cykl ich życia. Skoro bohaterami są drzewa, to zamiast mało ciekawych pionków mamy do dyspozycji ich przepiękne, wykonane ze sztywnej tektury, wizualizacje. Są jeszcze planszetki przeznaczone dla każdego z czterech graczy oraz niezwykle istotny dla procesu fotosyntezy kafel słońca.

Tu chwila dla CrazyNauki - kliknijcie w ten link i przeczytajcie więcej o fotosyntezie
Nie trzeba was chyba przekonywać, jak ważne jest światło dla życia roślin. Jeśli nie wierzycie, to posiejcie rzeżuchę na dwóch talerzykach, jeden przykryjcie np. metalową puszką, a drugi postawcie obok i systematycznie je podlewajcie. Zobaczcie, jak różnią się obydwie hodowle po 5, 7 i 10 dniach.
Jak macie cierpliwość, zróbcie to samo np. z pelargonią i wsadźcie ją do szafki. Po około miesiącu najprawdopodobniej zobaczycie brzydką, pożółkłą roślinę, której wydłużone pędy kierować się będą w stronę choćby najmniejszej szczeliny, przez którą sączy się światło.

Sądzę, że wynik takiego eksperymentu nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, ale czy wiecie, że nawet w sprzyjających warunkach rośliny są w stanie zużytkować w procesie fotosyntezy maksymalnie 3-6% docierającej do nich energii słonecznej?
60% światła w ogóle jest dla nich bezużyteczna, bo rośliny potrafią tylko skorzystać ze światła mieszczącego się w konkretnym zakresie długości fali (promieniowanie fotosyntetyczne czynne mieści się w przedziale 400-700 nm).

8% światła odbija się albo przechodzi przez roślinę. Kolejne 8% rozprasza się jako ciepło, a 19% zużywane jest w procesach metabolicznych.
I choć tak mały procent padającego na rośliny światła jest wykorzystywany podczas fotosyntezy, to ilość energii słonecznej ma bardzo istotny wpływ na regulację intensywności całego procesu. Na potrzeby gry można by powiedzieć, że „światło ma znaczenie”.

Nasiona, drzewka, drzewa i walka z cieniem

Wszyscy gracze (od 2 do 4), którzy usiądą do stołu z rozłożoną Fotosyntezą, mają kupić nasionka. Następnie trzeba je posadzić, potem przeprowadzić przez trzy stadia wzrostu drzewa i na końcu zamienić na żyzny nawóz (a może prościej byłoby powiedzieć: ściąć… i zarobić punkty zwycięstwa).

Napisałem „kupić”, bo w końcu jest to gra, a nie szkółka leśna. Walutą w tej grze są Punkty Światła (PŚ), które zbieramy w Fazie Fotosyntezy. Jak już wiecie, istotną rolę w całej rozgrywce ma słońce, które „świeci” na planszę. To ono oświetla rosnące drzewa, które łapią każdy kwant energii słonecznej i zamieniają na PŚ.
Nasiono jest w ziemi, więc – co zrozumiałe – nic dla nas nie zarobi. Małe drzewo da 1 PŚ, średnie 2 PŚ, a najwyższe 3 PŚ. Jest tylko jeden warunek: drzewo nie może pozostawać w cieniu.
W planszówkowym ekosystemie cień jest tym, co szafka w opisanym eksperymencie z pelargonią. Kompletnie odcina stojące w nim drzewo od światła, a nas od jakże potrzebnej waluty.  Tu znów zasady są proste: małe drzewo daje cień na jedno pole za sobą, średnie na 2, a duże na trzy. Oczywiście wyższe drzewo może stać w cieniu niższego i pomimo to zbierać PŚ.

Cień jest zły, ale za dużo światła też przeszkadza w fotosyntezie - kliknijcie po porcję naukowych ciekawostek
W poprzednim moim naukowym „wtręcie” napisałem, że 8% światła padającego na roślinę zamieniane jest na ciepło. Dlaczego tak się dzieje?
Okazuje się, że roślinom tak jak ludziom przeszkadza zbyt mocne światło. My, by chronić się przed promieniami słonecznymi, zakładamy okulary przeciwsłoneczne, a skórę chronimy kremami z filtrami UV.
Rośliny również wykształciły swój własny mechanizm obronny, który nazywa się NPQ (niefotosyntetyczne gaszenie wzbudzenia). W momencie, gdy na roślinę zaczyna padać więcej światła niż ona potrzebuje, mieszczące się w liściach związki chemiczne zaczynają zamieniać jej nadmiar na ciepło. Problem w tym, że proces uruchomienia tego mechanizmu zajmuje roślinie klika minut, a jego wyhamowanie może trwać nawet godzinę.

Wystarczy, że zawieje wiatr, który zmieni położenie liści; słońce przemieści się na niebie albo nadejdzie chmura i pojawi się cień. Roślina, która nie radziła sobie jeszcze kilka minut temu z nadmiarem światła teraz dostaje go tyle, ile trzeba. Niestety zamiast wykorzystać je w procesach fotosyntezy, zajmuje się jego przerabianiem na ciepło, bo włączanie i wyłączanie mechanizmu NPQ jest niezwykle powolne.

Zmianę tego stanu rzeczy może przynieść genetyczna modyfikacja roślin. Dowodzą tego wyniki badań, jakie przeprowadził Johannes Kromdijk z University of Illinois wraz z m.in. dr hab. Katarzyną Głowacką z Instytutu Genetyki Roślin PAN w Poznaniu.
W artykule opublikowanym w 2016 roku na łamach magazynu “Science” czytamy, że dzięki modyfikacji genetycznej wykorzystany w eksperymencie tytoń mógł szybciej reagować na zmiany warunków świetlnych i efektywniej wykorzystywać energię słoneczną.
A jest o co walczyć, bo jak powiedziała dr hab. Głowacka serwisowi Nauka w Polsce, przez zbyt powolny mechanizm NPQ roślina traci ze słońca w sumie kilka godzin dziennie. Dzięki modyfikacji genów odpowiedzialnych za ten proces (konkretnie poprzez wprowadzenie genów rzodkiewnika pospolitego), zmodyfikowany tytoń był o 15% większy w stosunku do roślin niebędących GMO. Wszystko dzięki poprawieniu sprawności procesu fotosyntezy.

Co jest trudnością w grze?

Być może zapytacie w tym momencie, gdzie leży trudność i logiczne myślenie w grze Fotosynteza, które doceniła Mensa? Odpowiedź jest prosta: w słońcu! Tekturowe słoneczko, niczym nasze Słońce, krąży dookoła planszy. Może na nią świecić aż z sześciu stron i co rundę zmieniać sytuację na planszy. Niskie drzewa, które punktują powiedzmy „rano”, nic nie zarobią „wieczorem”, bo światło będzie na nie padać od innej strony i znajdą się w cieniu wyższych drzew. I nieważne, czy będą pochodziły z naszej hodowli, czy będą należały do naszych rywali.

Nasze zadanie w tym, by patrzeć na planszę i tak sterować wzrostem drzew, by zbierać jak najwięcej PŚ, które będzie można zainwestować. Powiem wam, że na początku wydaje się to banalne, ale wcale takie nie jest. Do głosu dochodzi taktyka i przewidywanie nie tylko ruchu przeciwnika, ale też patrzenie na to, jak będzie padać światło. Moje dzieciaki przed wieloma decyzjami przesuwały tekturowe słońce i sprawdzały, jak ich pomysł zadziała za dwie czy trzy rundy.
Tu należą się słowa uznania dla autorów, bo gdyby nie duże, przestrzenne drzewa to cała gra byłaby zupełnie nieczytelna, a tak wystarczy rzut oka na planszę i od razu wiadomo, o co chodzi.

My zresztą spróbowaliśmy nawet własnego wariantu gry i zamiast tekturowego słońca przesuwaliśmy lampkę.  Zrezygnowaliśmy z podstawowych zasad i patrzyliśmy na prawdziwy cień. Czasem (jak na zdjęciu) pokrywał się nam z tym, co w instrukcji, a czasem… cóż był znacznie dłuższy. 

Kto wygrywa?

Punkty Światła, które zdobywamy, to tylko półśrodek. Możemy mieć ich maksymalnie 20 i w swoim ruchu wydajemy tyle kwantów światła, ile tylko zdołamy. W grze, jak w życiu, wszystko kosztuje: zakup nasion, zakup drzewka czy zamiana małego drzewa na duże. „Światło” ma tutaj wartość operacyjną, pozwala rosnąć naszej plantacji, ale to jeszcze nie punkty dające wygraną. Te zdobywamy dopiero wtedy, kiedy zakończymy cykl życiowy drzewa, czyli zdejmiemy z planszy największą roślinę i weźmiemy duży okrągły Żeton Punktowania (powiedzmy, że to żyzny nawóz…) odpowiadający miejscu, w którym drzewo wzrastało.
Jeśli popatrzycie na planszę, to zobaczycie pola z jednym, dwoma, trzema i czterema liśćmi. Ta symbolika przekłada się na potencjalne zyski, jakich możemy spodziewać się na zakończenie cyklu hodowlanego. Im bliżej krawędzi, tym łatwiej uzyskać dostęp do słońca nawet małym drzewom. Lepszy dostęp do światła przekłada się na mniejszą liczbę punktów zwycięstwa, jaką można zdobyć na takim polu. Jak można się domyślać, najbardziej dochodowe jest środkowe „czterolistne” pole, które jest najtrudniejsze w uprawie. W końcu to środek lasu, gdzie tylko wysokie drzewa mają szansę na odrobinę światła.Kiedy słońce trzy razy obiegnie planszę, a my rozegramy w sumie 18 rund, gra dobiega końca. Wygrywa nie ten, kto ma najwięcej drzew, nie ten, kto ma najwięcej , ale osoba z największą liczbą punków zwycięstwa na zebranych żetonach Punktacji.

Nie będę się rozpisywał na temat dalszych reguł gry. Tych nie jest w sumie już wiele, ale możecie sami je poznać, czytając instrukcję. Na zakończenie napiszę tylko, że Fotosynteza jest jedną z tych gier, w które chce się grać w rodzinnym gronie. I zapewniam Was, że wraz z moją rodziną będę wiele razy do niej wracał.

Gra kosztuje ok. 120 zł.

Tekst jest elementem współpracy z wydawnictwem Portal Games. Partner nie miał wpływu na treść ani opinie, które wyrażamy.

 

 

 

Fotosynteza: świetna rodzinna gra z biologią w tle
4.7 (93.33%) 3 głosów

Nie ma więcej wpisów