captcha image

A password will be e-mailed to you.

Tekst jest elementem płatnej współpracy z wydawnictwem Agora

No i mam dylemat. Chcę Wam opowiedzieć o bardzo dobrej i niezwykle ciekawej książce. „Książce o klimacie”, która jest firmowana i sprzedawana jednym nazwiskiem: Greta Thunberg. A mój dylemat (no dobra, właśnie go rozwiązałem) polegał na tym, czy od razu z tym nazwiskiem wyskakiwać.

Bo Greta stała się symbolem. Symbolem czegoś, to jest niesamowicie ważne i dla wielu ludzi okropnie niewygodne. A tak już nasze mózgi działają, że jeśli coś jest niewygodne, to chętnie to wypieramy. Bo dla naszych mózgów najważniejsze jest to, żeby się dobrze czuć. W sumie to zrozumiałe, tak nas ukształtowała ewolucja. Tyle, że ewolucja robiła to kilkaset tysięcy lat temu, gdy nasze życie wyglądało zgoła inaczej, a kluczowe problemy rozgrywały się w skali kilku tygodni.

Teraz stoimy przed ogromnym problemem, który nie bardzo do nas dociera. Dzieje się tak ponieważ skala, w której się rozgrywa to nie dni czy miesiące, tylko lata i dekady. A tu już nasze mózgi nieco zawodzą.

Oczywiście to nie jest jedyny problem, ale jeden z głównych: nie dociera do nas, że teraz trzeba robić coś trudnego, żeby za 20 lat nie było bardzo źle. Gdybyśmy się tym naprawdę przejęli, udałoby się wiele zmienić. Dowodzą tego liczne przykłady zmian, do których doprowadzili ludzie, którzy się czymś naprawdę przejęli.

Kto nie lubi Grety?

I tu wracamy do Grety jako symbolu. U wielu ludzi wzbudza bardzo negatywne uczucia. Bo jest zbyt radykalna. Bo wiecznie narzeka. Bo co ona może wiedzieć. Bo to „zmanipulowana dziewczynka”. Bo ma zespół Aspergera (zgodnie z klasyfikacją IDC-11 “zaburzenie ze spektrum autyzmu). Bo… No właśnie. Łatwo jest odrzucić to, co mówi przylepiając jej jakąś łatkę.

No więc z „Książką o klimacie” już tak łatwo nie jest. Bo tu Greta Thunberg jest tylko (aż?) postacią scalającą pracę ponad 100 specjalistów, którzy napisali ponad 80 oddzielnych tekstów. Wszystkie one dotyczą zmian klimatu, ale obejmują niezwykle szerokie spektrum tego zagadnienia.

Jest jeden z naszych ulubionych tematów – opowieść o tym, jak firmy paliwowe, motoryzacyjne itp. zwarły szyki, żeby do publicznej świadomości wprowadzić wątpliwości w kwestii zmian klimatu. Jest historia tego, jak w ogóle odkryto, że coś się z klimatem dzieje. Jest o fizyce zmian w atmosferze. O zależnościach, które łączą różne obszary i całym skomplikowanym systemie przepływu energii na Ziemi. Jest o zmianach, jakie właśnie zachodzą w ekosystemach. Jest o wpływie ocieplania się klimatu na ludzkie zdrowie. O narastającym zjawisku uchodźctwa klimatycznego.  

Ale poza tym co się wydarzyło i dzieje jest też o tym, co możemy zrobić. Transporcie. Naszym podejściu do konsumpcji. Odpadach. Pochłanianiu dwutlenku węgla i geoinżynierii (spoiler alert – ta ostatnia, póki co nie istnieje).

Być może właśnie ta część o naszej aktywności jest najważniejsza. Ale i ma swoje wady. Brakuje mi tu mocnego głosu wskazującego na znaczenie energetyki jądrowej. To obszar, z którym wielu działaczy na rzecz zmian klimatu miało przez lata problem, którego źródła sięgały jeszcze lat 70. i antyatomowych protestów. Teraz wiemy już bardzo dobrze, że bez energii jądrowej nie mamy szans ograniczyć skutecznie zmian klimatu. O tym powinno być więcej mowy.

Nie jesteśmy równi wobec zmian klimatu

„Książka o klimacie, którą stworzyła Greta Thunberg”, bo tak brzmi pełny tytuł tej niemal 600-stronicowej publikacji, porusza jeszcze jeden, ogromnie ważny wątek. Nie jesteśmy równi wobec zmian klimatu. I to zarówno jeśli chodzi o nasz wkład w ich powstanie, jak i konsekwencje, jakie ponosimy w ich wyniku. To bogate społeczeństwa doprowadziły do obecnej sytuacji (tak, Polska też do tej grupy należy). A to biedne społeczeństwa najsilniej odczuwają (i będą odczuwać) jej skutki. I nie można o tej nierówności zapominać, gdy mówimy o wprowadzaniu zmian w naszym życiu.

To być może najmocniejszy (i najbardziej niewygodny) element tej książki. W Polsce wciąż jesteśmy bardzo, bardzo dalecy od takiego myślenia. Po latach wypierania istnienia zmian klimatu przeszliśmy przez fazę „to nie wina człowieka” to obecnego etapu „niech Chiny/USA/Rosja się ograniczają, nie my!”. No więc – my również. My, z naszą od zawsze węglową gospodarką, naprawdę mamy sporo za uszami.

„Książkę o klimacie” najlepiej czytać po kawałku. Jej wielką zaletą jest to, że każdy z tematów napisany jest przez specjalist_ę. I są to osoby, które naprawdę świetnie znają się na swoim kawałku. W dodatku potrafią pisać ciekawie, dynamicznie i… zwięźle. Ogromna większość tematów opisana jest na 4-5 stronach. W sam raz, by przeczytać na jeden raz. Przeczytać, pomyśleć, ewentualnie poszukać więcej informacji. Bo oczywiście w takiej objętości da się jedynie zarysować temat.

Ale to dobrze. To nie jest książka dla specjalistów. Nie jest też książką, która ma do czegoś przekonać zaciekłych negacjonistów, którzy utknęli na jakimś tam etapie niewiedzy. Za to znakomicie nadaje się dla tych, którzy chcieliby zrozumieć złożoność zjawiska zmian klimatu. A więc kwestie związane z samą fizyką atmosfery, ale też wpływem zmian na społeczeństwa i środowisko, bezwładem polityków, manipulacjami i problemami.

Jeśli chcecie szeroko spojrzeć na ten temat, to zdecydowanie polecam „Książkę o klimacie, którą stworzyła Greta Thunberg”. A jeśli przeszkadza Ci sama Greta… No cóż, możesz omijać jej krótkie felietony, których jest tu sporo. Ale wiele przez to stracisz. Czasem dobrze jest przezwyciężyć niechęć i spojrzeć na coś świeżym okiem.

Książkę możecie kupić na przykład tu: https://kulturalnysklep.pl/product-pol-100055-Ksiazka-o-klimacie.html

Nie ma więcej wpisów