captcha image

A password will be e-mailed to you.

Dokładnie 156 lat temu urodziła się Maria Skłodowska-Curie, kobieta-symfonia: naukowczyni, podwójna noblistka, techniczka medyczna i kierowczyni ambulansu na froncie pierwszej wojny światowej, filantropka, patriotka, ikona feminizmu, przyjaciółka Einsteina, turystka górska, skandalistka, wielbicielka psów i rowerzystka. W jej życiu nic nie było oczywiste. Nawet przyczyna jej śmierci jest w publicznej świadomości inna niż to, co rzeczywiście miało miejsce. 

Maria Skłodowska-Curie. Rys. Katarzyna Kardasz

Jej postać budzi do dziś ogromne emocje przede wszystkim z powodu tego, że Maria samodzielnie i nieugięcie torowała drogę kobietom w nauce i w życiu publicznym, które to dziedziny były w owym czasie zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn. 

Była nie tylko pierwszą kobietą wyróżnioną Nagrodą Nobla, ale też pierwszą kobietą we Francji, która obroniła doktorat w zakresie nauk fizycznych; pierwszą, która została profesorem Uniwersytetu Paryskiego, czyli Sorbony oraz pierwszą na świecie, która została kierowniczką katedry w szkole wyższej. Niestety, żadnej z tych funkcji nie mogła zrealizować w ówczesnej Polsce (która znajdowała się pod zaborami), dlatego wybrała do życia Francję.

Maria Skłodowska-Curie znalazła się na pierwszym miejscu listy 100 najbardziej wpływowych kobiet w historii, sporządzonej przez brytyjski magazyn BBC History – przed księżną Dianą, królową Wiktorią i Matką Boską.

Od lewej: Maria Skłodowska z ojcem, Władysławem Skłodowskim, oraz siostrami, Bronisławą i Heleną, 1890. Zdjęcie z albumu rodzinnego. Ze zbiorów MMSC

Wszyscy wiemy, że Maria Skłodowska-Curie była pierwszą osobą uhonorowaną dwiema Nagrodami Nobla, w dziedzinie fizyki i chemii (dopiero co, w grudniu, przypadła 124. rocznica odkrycia radu i 111. rocznica odebrania przez Marię jej drugiej Nagrody Nobla). 

Wiemy też, że dorobek wielkiej badaczki obejmował teorię radioaktywności, techniki izolacji izotopów promieniotwórczych oraz odkrycie dwóch pierwiastków: polonu i radu.

Ja zaś chcę pokazać Wam Marię, jakiej raczej nie znacie. Bo w życiu tej wielkiej Polki nic nie było oczywiste. Nawet przyczyna jej śmierci jest w publicznej świadomości inna niż to, co rzeczywiście miało miejsce. 

Tak to się zaczęło

Maria urodziła się w 1867 roku w Warszawie, która znajdowała się wówczas na terenie Królestwa Polskiego będącego częścią Imperium Rosyjskiego. Jej rodzice byli nauczycielami. Ukochanym psem rodziny Skłodowskich był wyżeł Lancet, którego kilkunastoletnia Maria własnoręcznie sportretowała – ten rysunek linkujemy w opisie odcinka.

Wyżeł Lancet. Rys. Maria Skłodowska

Jako 10-latka Maria straciła matkę i siostrę, wskutek czego stała się – jak jej ojciec – ateistką. Wstąpiła na nielegalnie działający pod zaborami Latający Uniwersytet, ale żeby dalej studiować, zmuszona była wyjechać za granicę. Planowała to wraz ze starszą siostrą Bronisławą.

Złamane i wyleczone serce

Tę historię pewnie znacie, więc opowiem ją skrótowo.

Zanim Maria wyjechała do Paryża, trafiła tam jej siostra Bronia. Siostry miały umowę, wedle której Maria najpierw utrzymywała uczącą się na paryskiej Sorbonie siostrę. Potem zamieniły się i to Bronia finansowała paryskie studia Marii na Sorbonie.

Aby zarobić na utrzymanie siostry, Maria zatrudniła się jako guwernantka u ziemiańskiej rodziny Żorawskich w Szczukach pod Przasnyszem, gdzie uczyła dwie ich córki.

Maria Skłodowska-Curie w 1911 roku, zdjęcie zrobione z okazji przyznania jej drugiej nagrody Nobla. Źródło: Generalstabens Litografiska Anstalt Stockholm

Traf chciał, że w Szczukach Maria Skłodowska zakochała się ze wzajemnością w synu Żorawskich, Kazimierzu, studencie matematyki. Planowali nawet ślub i gdyby nie ostry sprzeciw rodziców narzeczonego (którzy szukali dla Kazimierza bogatej partii), losy Marii potoczyłyby się zupełnie inaczej.

Ze złamanym sercem Maria wyjechała do Paryża i zgodnie z planem rozpoczęła naukę na Sorbonie. Uczelnię ukończyła na dwóch kierunkach – fizyce i matematyce, a następnie rozpoczęła pracę naukową, dzięki której poznała o osiem lat starszego od siebie genialnego fizyka Pierre’a Curie. Poślubiła go w 1895 roku.

Ekstrawagancje i pierwiastki

W podróż poślubną państwo Curie wybrali się na rowerach. Przemierzyli w ten sposób okolice Île-de-France. Już sama podróż rowerowa łamała konwenanse epoki, a w dodatku Maria skróciła swoją długą suknię i jeździła bez kapelusza. To zakrawało na skandal obyczajowy.

Maria i Piotr Curie przed domem rodziców Piotra w Sceaux, lipiec 1895. Ze zbiorów MMSC

Państwo Curie mają na koncie jeszcze jedną podróżniczą ekstrawagancję. W 1899 roku Maria wraz z Piotrem wspięli się na najwyższy szczyt polskich Tatr – Rysy (2499 m n.p.m.). Był to nie lada wyczyn w czasach, kiedy tatrzańskie szlaki jeszcze nie istniały, a kobiety musiały nosić długie suknie i kapelusze.

Wróćmy jednak do roku 1898, który Maria wspominała później jako jeden z najlepszych w jej życiu. To wtedy małżeństwo Curie odkrywa dwa nieznane dotąd nauce pierwiastki: polon i rad.

Polon zyskał nazwę na cześć ojczyzny Marii, zaś rad pochodzi od łacińskiego słowa „radius” – „promień”, bo tworzy delikatną poświatę w ciemnościach.

Cudowny rok 1898

Odkrycia te były poprzedzone miesiącami wyrobniczej pracy przy analizie minerału o nazwie blenda uranowa (ew. smółka uranowa lub blenda smolista), będącego odpadem produkcyjnym z kopalni uranu. Kiedy państwo Curie sprowadzają go z czeskiego Jáchymova (z ówczesnych Austro-Węgier) do Francji, wszyscy wokół stukają się w czoła.

Maria i Pierre Curie około 1900 roku. Fot. Vitold Muratov / Wikimedia (CC BY-SA 3.0)

Maria i Pierre będą w nim poszukiwać śladów promieniowania odkrytego dwa lata wcześniej przez Henri’ego Becquerela. Maria jako pierwsza nazywa to zjawisko „promieniotwórczością”.

Maria osobiście przerzuca łopatą tonę blendy uranowej, podgrzewa ją na palnikach w wielkich kadziach, mieszając długim prętem. Owiewana toksycznymi oparami bada, dlaczego ta substancja wykazuje wyższe promieniowanie niż sam uran (pierwiastek przebadany już przez Becquerela), i to mimo że wcześniej usunięto z niej ten uran!

Pierre przyłącza się do badań Marii. Małżonkowie Curie wspólnie opracowują metodę wskaźników promieniotwórczych. Do określenia poziomu promieniowania wykorzystują elektrometr skonstruowany przez Pierre’a i jego brata Jacquesa.

Wreszcie, już niemal nie jedząc i nie śpiąc (jej córka Irena ma wówczas rok!), Maria ustala, że blenda uranowa zawiera inny niż uran pierwiastek promieniotwórczy, który nazywa polonem. Małżonkowie ogłaszają to odkrycie 18 lipca 1898 roku.

Cudowny 1898 rok przynosi jeszcze jedną niespodziankę. Badając kolejną próbkę blendy uranowej, Maria i Pierre odkrywają substancję, której promieniotwórczość jest 900 razy większa od promieniotwórczości uranu! To jest właśnie rad, którego 124. rocznicę odkrycia obchodzimy 19 grudnia 2022.

Osiem ton skał z kopalni

Maria szaleje z radości i podniecenia. Postanawia wyizolować oba nowo odkryte pierwiastki i przez następne cztery lata ciężkiej fizycznej pracy przetwarza aż osiem ton blendy uranowej! Stara się odróżnić rad od baru, co jest bardzo trudne, bo oba pierwiastki mają bardzo podobne właściwości chemiczne. W 1902 roku ogłasza, że wreszcie udało jej się uzyskać kilka okruszków radu! Ostatecznie okazuje się, że w jednej tonie blendy znajduje się około 1,4 grama radu i tylko 0,1 miligrama polonu – jest więc to pierwiastek niezwykle rzadki.

Maria Skłodowska-Curie w laboratorium przy ulicy Lhomond 42 w Paryżu

Cała ta praca odbywa się w opuszczonym prosektorium przy ulicy Lhomond 42 w Paryżu, przekształconym przez małżonków Curie w laboratorium. Maria pisała o tym miejscu:

„Była to pozbawiona wszelkich sprzętów szopa z desek, o cementowej podłodze i oszklonym dachu, przez który miejscami przeciekał deszcz. Całe wyposażenie składało się ze zniszczonych drewnianych stołów, żelaznego pieca, dającego bardzo niedostateczne ciepło i z tablicy, na której Pierre chętnie pisał i rysował. Nie było tam wyciągu do robót, przy których wydzielają się szkodliwe gazy, trzeba było zatem wykonywać takie prace na podwórzu, gdy pogoda na to pozwalała. Podczas deszczu musieliśmy je prowadzić w szopie, przy otwartych drzwiach. […] I oto w tej nędznej, starej szopie przeżyliśmy najlepsze, najciekawsze nasze lata, poświęcając całe dnie zamierzonemu dziełu. Często też musiałam w niej przyrządzać posiłek, ażeby nie przerywać jakiegoś ważnego doświadczenia. Niekiedy wypadało mi spędzać cały dzień na mieszaniu gotującej się masy ciężkim prętem żelaznym, prawie tak wielkim, jak ja sama. Zdarzało się, że byłam wtedy naprawdę przemęczona. Kiedy indziej znów robota polegała na niezmiernie drobiazgowej i delikatnej krystalizacji frakcjonowanej w celu stężenia roztworu radu”.

Pięć nagród Nobla

W 1903 roku przychodzi nominacja do Nagrody Nobla z fizyki, za badania nad odkrytym przez Becquerela zjawiskiem promieniotwórczości. Nominację otrzymują… Pierre Curie i Henri Becquerel. O udziale Marii w tych badaniach Francuska Akademia Nauk w liście do Komitetu Noblowskiego nawet nie wspomina. Gdyby Pierre ostro nie upomniał się o uznanie zasług Marii, zostałaby pominięta przy wręczaniu nagrody.

To, jak bardzo na nią zasługiwała, udowodniła w 1911 roku, kiedy uzyskała Nagrodę Nobla z chemii za odkrycie polonu i radu, wydzielenie czystego radu i badanie właściwości chemicznych pierwiastków promieniotwórczych. Należy do grona jedynie czterech osób, który otrzymały Nagrodę Nobla więcej niż raz.

Troje noblistów na jednym zdjęciu: Piotr, Irene i Maria Curie. Źródło: Eve Curie: Madame Curie. S. 259 / Wikimedia

Tu warto dodać, że również starsza córka państwa Curie, Irène Joliot-Curie, została noblistką. Irène otrzymała nagrodę Nobla w 1935 roku z mężem Fryderykiem Joliot za odkrycie zjawiska sztucznej promieniotwórczości.

Noblistą był również Henri Labouisse, mąż drugiej córki państwa Curie, Eve – otrzymał pokojową nagrodę Nobla jako przewodniczący UNICEF. Eve, która była pisarką, miała zwyczaj żartować, że przynosi wstyd rodzinie, bo jako jedyna nie dostała Nobla.

„W mojej rodzinie było pięć Nagród Nobla. Dwie dla matki, jedna dla ojca, jedna dla siostry i szwagra oraz jedna dla męża. Tylko mnie się nie udało…”.

Eve przeżyła natomiast wszystkich członków swojej rodziny – zmarła w 2007 roku, mając prawie 104 lata.

Przyjaźń z Einsteinem

Być może nie wiecie, ale Maria przyjaźniła się z Albertem Einsteinem. Oboje otwierają poczet największych naukowców XX wieku.

Wspólne relacje utrzymywali przez niemal 25 lat, od 1909 roku do 1933 roku. W tym czasie bywali na tych samych konferencjach naukowych, spotykali się u wspólnych przyjaciół w Paryżu, spędzali razem wakacje, a także prowadzili wspólne projekty dla Ligi Narodów. Zasiadali m.in. w Komisji Międzynarodowej Współpracy Intelektualnej Ligi Narodów, której zadaniem było promowanie wymiany idei, dorobku naukowego i kulturalnego pomiędzy naukowcami, artystami i intelektualistami.

W 1913 roku, już po śmierci męża, wybrała się z Einsteinem na wędrówki po Alpach.

W latach 20. szwajcarski fizyk zaprosił Marię na wspólne żeglowanie po Jeziorze Genewskim. Ku zaskoczeniu Marii okazało się, że Einstein nie umie pływać. To wówczas, nad brzegiem Jeziora Genewskiego, zrobiono im słynne wspólne zdjęcie, na którym widać, jak spacerują sobie nad Jeziorem Genewskim. Zdjęcie pochodzi z 1925 albo 1929 roku.

Maria Skłodowska-Curie i Albert Einstein nad Jeziorem Genewskim

Albert Einstein, zapytany w wywiadzie w latach 50., których fizyków ceni najbardziej, wymienił dwoje: Hendrika Lorentza (autora teorii wyjaśniającej zjawisko dyspersji i przewodnictwa elektrycznego) oraz Marię Skłodowską-Curie. O tej ostatniej powiedział:

„Zawsze podziwiałem Marię Curie. Nie tylko miała wybitne osiągnięcia naukowe, nie tylko pomagała ludzkości poprzez swoją pracę, ale też przykładała do niej najwyższą jakość moralną. Siła charakteru, czystość intencji, niepobłażanie sobie, obiektywizm, niezależność sądów. To bardzo rzadkie, by wszystkie te cechy skupiły się w jednej osobie”.

„Upadek moralny złodziejki mężów”

Albert Einstein był też jedną z nielicznych osób, które w 1911 roku stanęły w obronie Marii na wieść o jej romansie z żonatym francuskim fizykiem Paulem Langevinem, ojcem czwórki dzieci. Miało to miejsce kilka lat po śmierci Piotra Curie.

Towarzyszył temu skandal obyczajowy: dziennikarze osaczali noblistkę w miejscach publicznych, tłum skandował pod jej domem: „Precz z cudzoziemką!”, żona Langevina groziła Marii śmiercią, a Komitet Noblowski starał się zniechęcić uczoną do przyjazdu do Sztokholmu, gdzie miała odebrać przyznaną jej niedawno drugą nagrodę Nobla.

Do zaostrzenia skandalu przyczyniła się obecność obojga kochanków, Marii i Paula Langevina, na konferencji Solvaya w Brukseli w 1911 roku. Na zdjęciu widać Marię, zaś Langevin stoi jako pierwszy z lewej. Fot. Benjamin Couprie / Wikimedia

Einstein napisał wówczas do Marii:

Tak rozgniewał mnie sposób, w jaki motłoch waży się Panią atakować, że bezwzględnie musiałem dać upust swemu oburzeniu. (…) To wspaniale, że wśród nas znajdują się ludzie tacy jak Pani, jak Langevin, prawdziwe istoty ludzkie, w których towarzystwie można odczuwać radość. Jeśli motłoch nadal będzie Panią atakować, proszę po prostu przestać czytać te bzdury.

Podczas skandalu w związku z romansem Marii doszło do kilku pojedynków o jej cześć. Bronił jej redaktor gazety “Gil Blas”, który zmierzył się na szpady z dziennikarzem z “L’Action Francaise”. Z kolei Gustave Tery, naczelny “L’Oeuvre” rozpisujący się o upadku moralnym „cudzoziemki” i „złodziejki mężów”, wyzwał na pojedynek na szpady innego redaktora “Gil Blas”. Wreszcie sam Paul Langevin wyzwał Tery’ego na pojedynek na pistolety. Szczęśliwie zajście skończyło się tym, że żaden z nich nie oddał strzału.

Najwięksi fizycy XX wieku, Kongres Solvaya 1927. Na zdjęciu m.in. Maria Skłodowska-Curie, Albert Einstein, a na prawo od niego Paul Langevin. Fot. I Harsten / Flickr (CC BY 2.0), pokolorowane przez Sannę Dullaway

Warto zwrócić uwagę na zdjęcia ze słynnych kongresów Solvaya (powyżej), na których spotykali się najwięksi fizycy XX wieku, w tym Maria Curie i Paul Langevin. Maria była na tych kongresach jedyną kobietą.

„Małe Curie”

W 1916 roku Maria zrobiła prawo jazdy jako jedna z pierwszych kobiet w historii.

Maria Skłodowska-Curie w furgonetce z aparatem rentgenowskim. Źródło: Eve Curie: Madame Curie. S. 329 / Wikimedia

Zrobiła to po to, by móc prowadzić samochód firmy Peugeot przewożący aparat rentgenowski. Uczona wraz z córką Irène jeździła na pola bitew pierwszej wojny, wykonywała prześwietlenia RTG rannym żołnierzom i szkoliła kolejnych techników (głównie kobiety) z obsługi aparatów rentgenowskich.

Maria ogołociła paryskie pracownie z aparatów RTG i zainstalowała je na furgonetkach nazywanych „małymi Curie”.

Jedyne nagranie głosu wielkiej Marii

Maria Skłodowska-Curie znana była z niechęci do wystąpień publicznych. Dlatego rarytasem pozostaje jedyne nagranie jej głosu, pochodzące z 1931 roku. Noblistka otrzymała wówczas od Amerykańskiego Stowarzyszenia Radiologii medal za wkład w badania nad nowotworami. Uroczystość jego wręczenia odbyła się w Paryżu. Maria miała wtedy 63 lata. Przy tej okazji nagrano wyjątkowy film, w którym nagrodzona dziękuje za medal, w ramach którego zarejestrowano również jej głos (były to pierwsze lata filmów dźwiękowych).

Maria Skłodowska-Curie w Paryżu w roku 1931. Fot. Curie Museum, Paris

Moją uwagę zwrócił napis pokazujący się na początku filmu. Czytamy tam:

Pani Curie uhonorowana przez specjalistów od radu. Dr Soiland wręcza w Paryżu medal znanej kobiecie-naukowcowi, która pomogła mężowi odkryć rzadki pierwiastek.

Hmm, serio? 20 lat po nagrodzie Nobla z chemii i 28 lat po noblu z fizyki napisać “pomogła mężowi odkryć rzadki pierwiastek”? Oczywiście, że to były inne czasy, ale jednak trudno to nazwać inaczej, niż szowinizmem.

Ale niech tam – cieszmy się niezwykłym nagraniem, które świeżo poddano cyfrowej rekonstrukcji i opublikowano.

To, co powiedziała Maria Skłodowska-Curie, można przetłumaczyć następująco:

Chciałabym podziękować delegacji American College of Radiology i Amerykańskiego Towarzystwa Radiologicznego za zaszczyt, który mnie tutaj spotkał i którym jestem niezwykle poruszona.

Ciekawostką jest, że wśród przyjaciół Marii było pięciu prezydentów: Stanisław Wojciechowski i Ignacy Mościcki, Warren Harding i Herbert Hoover (prezydenci USA) oraz prezydent Czechosłowacji Tomáš Masaryk.

Choroba popromienna

Maria Skłodowska-Curie zmarła w 1934 roku na złośliwą anemię o przebiegu piorunującym, poprzedzoną chorobą popromienną.

Do niedawna biografowie wielkiej uczonej byli zdania, że zabiło ją promieniowanie jonizujące, na które była narażona przez kilkadziesiąt lat prowadząc swoje badania.

Obecnie naukowcy skłaniają się ku opinii, że główną przyczyną jej choroby nie były prace nad uranem, radem i polonem, które uczona prowadziła wraz z mężem, tylko tysiące prześwietleń rentgenowskich, jakie wykonała podczas wojny. Jedno prześwietlenie trwało około godziny, a dawka promieniowania przyjęta przez Marię była ogromna.

Wszystkie rzeczy osobiste Marii są skażone izotopem radu (226), którego okres połowicznego rozpadu wynosi ok. 1600 lat. Notatki uczonej przechowywane są w ołowianych naczyniach. Jej ciało zostało pochowane w ołowianej trumnie.

Maria Skłodowska-Curie spoczywa w Panteonie – przyznano jej ten zaszczyt za zasługi dla nauki. Była pierwszą kobietą, którą złożono w Panteonie za zasługi.

Może chcielibyście mieć koszulkę z Wielką Marią? Mamy dwa wzory w naszym sklepie w Kreatorium:


Nie jesteśmy portalem. To blog tworzony przez dwie osoby – Olę i Piotra (a ten tekst napisałam ja, Ola). Jeśli mój tekst Ci się spodobał, do czegoś się przydał lub coś wyjaśnił – to świetnie. Wkładamy w nasze materiały dużo pracy starając się, by były rzetelne i jasne. Jeśli chcesz, możesz w zamian podarować nam wirtualną kawę. Będzie nam bardzo miło. Dziękujemy 🙂

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Nie ma więcej wpisów