captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Rozlewanie kawy, poślizgi na skórkach od banana i zaskakujący czas sikania – ta książka to jazda bez trzymanki po takich obszarach fizyki, które są po prostu niesamowicie ciekawe. No i szereg doświadczeń, które zrobisz sam niemal bez wysiłku.

Gdyby pokusić się o zestawienie najbardziej traumatyzujących przedmiotów szkolnych, to z pewnością na pierwszym miejscu znalazłaby się matematyka. Ale zaraz za nią kroczy jej bliska towarzyszka – fizyka. I muszę przyznać, że ogromna w tym „zasługa” sposobu nauczania. Z jednej strony atakują nas wzory. Niby zrozumiałe, gdy się w nie zagłębić, ale nudne i błyskawicznie ulatujące z głowy. Z drugiej mamy doświadczenia. I znowu – to bardzo szlachetny pomysł, ale w rzeczywistości to pokazy, nie doświadczenia, bo sami nie możemy niczego dotknąć. A w dodatku jakie te pokazy?! Laska ebonitowa pocierana szmatką i równia pochyła? Litości…

I tu wchodzi Michał Krupiński! I jego książka o znamiennym tytule „Ryzyk fizyk” i wiele wyjaśniającym podtytule „czyli sens niepoważnych eksperymentów naukowych”. Michała znamy osobiście (a w dodatku dziś ma urodziny – wszystkiego najlepszego!!!), mieliśmy przyjemność gościć go w naszej audycji Homo Science (tu można i warto posłuchać). Piszę o tym nie tylko po to, by się pochwalić, ale przede wszystkim by zaświadczyć, że Michał znakomicie potrafi opowiadać o fizyce. Ba, opowiadać! On pokazuje fizykę tak, że człowiek nie tylko zaczyna rozumieć o co tu chodzi, ale też ma ochotę samemu zrobić jakieś doświadczenie.

W rytmie kawy

I tak właśnie napisana jest książka „Ryzyk fizyk”. Autor podzielił ją na 7 rozdziałów poświęconych różnym kawałkom fizyki codziennej. Mamy więc m.in. ślizganie się na lodzie i nie tylko, tworzenie się piany na piwie, czas potrzebny na opróżnienie pęcherza z moczu czy mój ulubiony rozdział poświęcony rozlewaniu kawy.

Ulubiony, bo to kwintesencja fascynującego podejścia do zwykłych zjawisk. Jak pisze Michał, inspiracją był jego ekspres do kawy, jaki ma w pracy. Ponieważ to dobry ekspres, więc współpracownicy chętnie pojawiają się by skorzystać i wypełnić swoje kubki po brzegi dobrą kawą. A potem chyłkiem umykają z pokoju autora unosząc cenny płyn. Ale… nie cały. Umykanie chyłkiem wiąże się bowiem z pewną nerwowością, która skutkuje rozchlapywaniem kawy.

Autor postanowił sprawdzić, w jakiej odległości od drzwi jego pokoju widać najwięcej kawowych chlapnięć. A potem zaczął się zastanawiać, dlaczego właściwie kawa rozlewa się, gdy niesiemy ją w kubku i co można z tym zrobić. I tu zaczyna się świetna opowieść przeplatana doświadczeniami. I to takimi, które warto, a wręcz należy zrobić samemu. Wysiłek jest niewielki – potrzebny jest smartfon i miejsce do zrobienia kilku kroków.

Tu zdradzę nieco z opowieści – mam nadzieję, że i autor i czytelnicy mi wybaczą. Otóż dość szybko okazuje się, że kroki stawiamy zwykle z częstotliwością 1,5-2 Hz (czyli kroki na sekundę). Natomiast nasza ręka niosąca kawę porusza się w bardziej skomplikowany sposób – poza podstawowym rytmem dochodzą tam jeszcze dodatkowe drgania o częstotliwościach 3,5 oraz 5,5 Hz. Pech chce, że takie częstotliwości rezonują z poruszeniami kawy w walcu o średnicy około 7 cm – czyli w kubku. Więc kawa chybocze się coraz mocniej i chlusta raźno na nas, podłogę i przechodzących obok.

Taki opis to karygodny skrót – Michał opowiada to znacznie ciekawiej, okrasza znakomitymi przykładami i wyjaśnieniami. Nawet gdy w opowieści pojawia się jeden wzór, to zamiast zastygnąć z przerażenia postanawiam go wykorzystać do własnych obliczeń. No szok po prostu i niedowierzanie!

Ślizgiem przez fizykę

Powiem więcej – tak jest przez cały czas. Opowieść o ślizganiu się na skórce od banana ujawnia pewną jej szczególną właściwość (nie powiem jaką), historia o piwie wreszcie mi wyjaśniła, skąd tak drobne bąbelki na Guinnessie, a przy cmentarno-krowich przejściach naukowców z Węgier rechotałem przez dobre pół godziny.

Bo to właśnie jest sposób, w jaki powinno się opowiadać o nauce. Wbrew wrażeniu, jakie można odnieść z mojego opisu książka „Ryzyk fizyk” to nie zbiór anegdot ku uciesze gawiedzi zebranych. To naprawdę solidne wprowadzenie do kilku trudnych obszarów fizyki. Tyle, że czytelnicy tego trudu nie odczują, bo dają się wciągnąć historii. A przecież tak właśnie jesteśmy zbudowani, że uwielbiamy dobre historie.

Jeśli macie ochotę jednocześnie pośmiać się, czegoś nauczyć i jeszcze móc zabłysnąć w towarzystwie, to kupujcie książkę „Ryzyk fizyk” Michała Krupińskiego. Zwłaszcza, że mamy dla Was (a jakże!) specjalną zniżkę dla czytelników Crazy Nauki – porządne 40% od ceny okładkowej. Jak ją zdobyć? Wystarczy wejść na ten link i podczas finalizowania transakcji wpisać kod CRAZYNAUKA. Promocja obowiązuje do 30 września. Więc nie ma na co czekać 🙂

 

Ryzyk fizyk czyli sens niepoważnych eksperymentów naukowych

Michał Krupiński

wyd. Feeria Science 2018

No więc TAKA fizyka jest fascynująca. Zresztą sami sprawdźcie
Podoba się? Oceń!

Nie ma więcej wpisów