captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Lawrence Livermore National Laboratory (LLNL) opublikowało właśnie w serwisie YouTube serię 60 filmów, które zostały nakręcone podczas prób jądrowych odbywających się od lat 40. XX wieku. Budzące dziś grozę materiały dawniej były… lokalną atrakcją turystyczną.

Gigantyczne przestrzenie w Nevadzie prezentują się dziś wyjątkowo spokojnie. Trudno uwierzyć, że niegdyś mieszkańcy pobliskiego Las Vegas wychodzili przed biurowce, hotele i szkoły, by podziwiać atomowy grzyb pojawiający się na horyzoncie. Dziś możemy na własne oczy zobaczyć, jak wyglądały detonacje ładunków w słynnej strefie testów atomowych.

LLNL zeskanowało do tej pory około 4200 filmów nakręconych podczas testów, a zostało jeszcze sporo pracy. Każda próba filmowana była z kilku miejsc, pod różnymi kątami – nie można było ryzykować, że na skutek wybuchu materiał zostanie utracony. Niestety, dziś okazuje się, że część klisz nie przetrwała w dobrym stanie – spoczywały w tajnych archiwach, gdzie niespecjalnie troszczono się o sposób ich przechowywania. Szpul jest jednak ponad siedem tysięcy, możemy zatem liczyć na kolejne materiały. Choć batalia o możliwość publikacji nagrań była długa, ostatecznie odtajniane są kolejne materiały. LLNL ma zatem pełne ręce roboty.

Atomowa turystyka

Choć naprawdę brzmi to jak absurd, detonacje na pustyni w Nevadzie były ogromną atrakcją dla turystów i mieszkańców. Młodzież szkolna była specjalnie wyprowadzana na boiska, by zobaczyć eksperymenty wojskowe – oczywiście z bezpiecznej odległości. O testach chętnie opowiadają pracownicy National Atomic Testing Museum w Las Vegas – niektórzy doskonale pamiętają te lata. W pobliżu miasta ustawiono nawet ławeczki dla chętnych, którzy tłumnie przybywali w oczekiwaniu na niezwykły widok. Ba, słynne są także konkursy piękności Miss Atomic Bomb, na które zjeżdżały całe tłumy. Mieszkańcy Las Vegas nie zgłaszali żadnych zastrzeżeń do testów – rozpierała ich duma, że mogą, choć pośrednio, uczestniczyć w rozwoju technologicznym USA. Bywa i tak.

Miss Atomic Bomb

Miss Atomic Bomb (fot. Las Vegas News Bureau)

Testy w Nevadzie rozpoczęły się za czasów prezydenta Trumana, który osobiście zatwierdził tę właśnie lokalizację.  Była ona korzystna z wielu powodów: teren doskonale nadawał się do przeprowadzania testów, a do tego istniała już niezbędna infrastruktura przygotowana dla tutejszej bazy wojskowej. Gotowe było lotnisko, mieszkania dla pracowników, bezpieczne budynki i schrony. Teren był też jednocześnie odizolowany od ludzi, co zabezpieczać miało przed szpiegostwem, ale leżał na tyle blisko autostrady 95, że zapewniał możliwość szybkiego transportu. Idealne okazały się także warunki atmosferyczne panujące w Nevadzie. Fantastyczne zdjęcia bazy w Nevadzie, wykonane z powietrza, można obejrzeć na koncie Doc’a Searsla w serwisie Flickr.

Ludzie z pobliskiego miasta? Nimi niespecjalnie się przejmowano. Rząd ustanowił wytyczne dla bezpieczeństwa – testy musiały odbywać się w odległości 125 mil (około 200 kilometrów) od zamieszkanych obszarów. Okazało się jednak, że Las Vegas leży zbyt blisko. Nie powstrzymało to jednak urzędników przed dalszymi działaniami –  rząd był przekonany, że meteorolodzy mogą swobodnie i dokładnie przewidzieć siłę i kierunek wiatru w dniu testu i dzięki temu można będzie zagwarantować, że chmura odpadów radioaktywnych przemieści się w bezpiecznym kierunku i na bezpieczną odległość.

Radioaktywne chmury nad Las Vegas

Prawda okazała się jednak inna – w odtajnianych dokumentach jasno napisano, że nie było żadnej kontroli nad przesuwającymi się nad terytorium USA radioaktywnymi chmurami. Ktoś jednak musiał zdawać sobie z tego sprawę. Pod presją światowych organizacji i naukowców, rząd zdecydował się na kontynuację prac nad projektem, ale większość detonacji przeprowadzano pod ziemią. Miał to być bezpieczniejszy sposób testowania ładunków. Od 1963 roku w USA prowadzone były wyłącznie próby podziemne.

Dziś możemy z bliska zobaczyć, jak wyglądały próby atomowe prowadzone na powierzchni. Naprawdę z bliska – niektóre filmy, choć kręcone w przestarzałej technologii, uchwyciły zdumiewająco dokładnie cały proces. To po prostu trzeba zobaczyć!

Wśród materiałów znajdują się także filmy nakręcone podczas prób na – równie słynnym jak baza w Nevadzie – Atolu Bikini. W ramach programu jądrowego zdetonowano tam w latach 1946-1958 23 ładunki jądrowe – na rafie, na morzu, w powietrzu i pod wodą. Łączna wydajność tych 23 ładunków to około 42,2 megaton. Wśród zebranych materiałów wideo można znaleźć między innymi film ze słynnej operacji Hardtack Nutmeg – ładunek zdetonowany 22 maja 1958 roku miał wybuchową wydajność ponad 25 kiloton.

Ostatni podziemny test w Nevadzie odbył się 23 września 1992 roku – od października zaczęło obowiązywać moratorium. Jednak USA nadal nie ratyfikowało traktatu o zakazie testów jądrowych, podpisanego przez ponad sto innych państw. Nevada Test Site pozostaje w gotowości –  w każdej chwili można wznowić działanie programu testowego. Zwłaszcza że prezydent może w każdej chwili znieść moratorium. Czy grzyb atomowy powróci kiedyś do krajobrazu Nevady?

Obejrzyj wybuch atomowy z bliska – Amerykanie odtajnili materiały wideo
4.3 (85.71%) 7 głosów

  • yamata

    Tak mi właśnie przyszło do głowy, że w kontekscie tych wybuchów obecnie martwimy się tylko o ludzi. I to z dużym opóźnieniem…

    Jakoś żaden wojujący ekolog nie upomniał się o los stada ptaszków, które akurat miało niefart przelatywać w okolicy testu. Albo o ryby czy inne koralowce. A co dopiero jakieś inne stwory, które dziś, jeśli ich przodkowie mieli farta i przeżyli sam wybuch, powinny mieć po trzy głowy i osiem nóg? I przestraszone mogły dolecieć nawet do Polski. Gdzie wielokrotnie mutowały, przekazując spaczone geny naszemu narodowi. Dlatego teraz musimy podziwiać na wolności takie stwory jak Pawłowicz, Macierewicz czy inny Waszczykowski… 😉

    A wszystko to przez amerykańskie wybuchy i brak reakcji Greenpeace. Którego jeszcze nie było, ale przecież powinno być, skoro teraz świat nie może się obyć bez kolejnej “wojny o wieloryby”. Dlatego to ich nie usprawiedliwia w żaden sposób… 😉

    I tylko Rosjanie do niczego się nie przyczynili. Oni są z natury ekologiczni. Widać to po zdjęciach z Google Earth, w porzuconych fabrykach, portach czy poligonach. A tego czego nie widać, dawno już potopili w morzu. W tym w Bałtyku…
    Zaś swoje bomby testowali tak dyskretnie i daleko, że tylko najbardziej zajadłe pingwiny i morsy mogły się uskarżać. Ludzie się w Rosji nie skarżą, bo od tego znikają, niczym zapisy amerykańskich prób atomowych… 😉

    Może dla równowagi jakiś wpis o wyczynach drugiej strony? W tym bombie “Car”?

Nie ma więcej wpisów