captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

 

Pręt z tytanu. Fot. Alchemist-hp

Pręt z tytanu. Fot. Alchemist-hp

Lekki, wytrzymały, niemal całkowicie odporny na korozję. Topi się dopiero w 1668°C. W dodatku jest piękny i bezpieczny dla organizmu. Niestety – drogi. To właśnie tytan. Metal, dla którego można zabić.

Przesada? Niekoniecznie. Bo tak naprawdę zabić można nie dla samego tytanu, ale dla idących za nim pieniędzy. Nieraz bowiem zdarzało się, że dla podpisania intratnego kontraktu na wydobycie którejś z cennych substancji znajdujących się pod ziemią przekraczano prawo. Jak daleko? Cóż, to zależy od kwoty.

Czy 350 miliardów dolarów wystarczy? Na tyle bowiem szacowano złoża cennych metali znajdujące się w dwóch tylko miejscach na terenie Suwalszczyzny. Odkryto je, badając przyczyny tzw. suwalskiej anomalii magnetycznej. Jeszcze przed drugą wojną światową zauważono, że samoloty przelatujące w pobliżu wsi Krzemianka mają problem z kompasem, który nagle właściwie przestawał wskazywać północ.

Kto zakłócał kompas?

W latach 50. zaczęto dokładniej badać teren metodą sejsmiczną (czyli detonując niewielkie ładunki i sprawdzając, jak rozchodzą się w skorupie ziemskiej fale), a w latach 60. zabrano się za wiercenia. I już pierwsze z nich wyjaśniło, co się działo z kompasami. Zakłócały je potężne złoża rud żelaza znajdujące się pod ziemią. Wraz z żelazem odkryto jednak coś, co znacznie bardziej zainteresowało zarówno naukowców, jak i wojsko – rudy tytanu i wanadu.

Oba te metale są bardzo pożądane w zastosowaniach wojskowych i kosmicznych (a przecież lata 60. to czas najszybszego rozwoju lotów poza Ziemię). Wytrzymałe, lekkie, odporne na ogromne temperatury i działanie związków chemicznych. Nic więc dziwnego, że badania na Suwalszczyźnie objęto tajemnicą wojskową.

Dekadę później, gdy precyzyjnie oznaczono położenie dwóch głównych złóż – „Udryń” i „Krzemianka” – postanowiono rozpocząć wydobycie surowca. To był koniec lat 70., złota epoka brania zagranicznych kredytów. Ekipa Gierka dogadała się z Republiką Federalną Niemiec i pożyczyła 750 milionów marek. Niemcy mieli nadzieję na dostęp do niezwykle cennego pierwiastka.

Położenie złoża “Krzemianka”


Pokaż Złoże Krzemianka na większej mapie

Położenie złoża “Udyń”


Pokaż Złoże Udryń na większej mapie

W Suwałkach powstało osiedle dla 30 tysięcy osób, uruchomiono kopalnię, która miała stać się zaczątkiem kombinatu wydobywczego. Liczono, że w krótkim czasie miasto zwiększy 4-krotnie liczbę mieszkańców. Oczywiście nie liczono się z takim drobiazgiem, jak zniszczenie sporej części przyrody – wybrana metoda wydobywcza polegać miała na wypłukiwaniu złóż wodą. Powstający przy tym szlam zniszczyłby ogromne obszary, a lasy Suwalskiego Parku Krajobrazowego pocięte zostałyby drogami, liniami wysokiego napięcia i rurociągami. Dodatkowo zaburzona zostałaby równowaga wodna, bo planowano utworzenie ogromnego zbiornika, do którego odprowadzać miano wodę z kopalni.

Na całe szczęście dla Suwalszczyzny nastał czas Solidarności, a potem stan wojenny i cała inwestycja najpierw wyhamowała, a pod koniec lat 80. została wstrzymana. Suwalszczyzna ocalała.

Fikcja niczym prawda

I to jest właśnie moment, w którym kończy się historia, a zaczyna fikcja. Fikcja, która aż nadto przypomina rzeczywistość. Wydawnictwo Otwarte właśnie opublikowało książkę Dominika Rettingera „Klasa”, której osią jest dalszy ciąg historii suwalskiego tytanu. „Klasa” to political fiction, a Dominik Rettinger to świetny od tego gatunku specjalista. Był m.in. scenarzystą serialu „Ekipa”, a ostatnio „Kamieni na szaniec”.

„Klasa” ma 600 stron, jednak narzuca takie tempo akcji, że trudno jest o chwilę wytchnienia. By nie zepsuć zabawy, powiem jak najmniej. Otóż pewna zagraniczna firma postanawia wrócić do zapomnianych nieco złóż tytanu i uruchomić na Suwalszczyźnie wydobycie metalu. Jednak od lat 70. wiele się zmieniło i teraz obszar objęty jest programem ochrony przyrody Natura 2000. A więc nici z taniego i skutecznego rozgrzebywania ziemi. Chyba że… no właśnie. A gdyby tak coś zrobić z tą całą przyrodą, którą się tam chroni i która tak przeszkadza w dobraniu się do cennego metalu? Jakoś ją… unieszkodliwić?

No dobra, dość spoilerów. Wartka akcja sprawi, że ani się obejrzycie, nim dotrzecie do rozwiązania intrygi. Ja jednak postanowiłem trochę wyhamować i przyjrzeć się obecnej wiedzy o złożach tytanu. Czyżby Polska faktycznie siedziała na gigantycznych pieniądzach, które mogłyby nas ustawić gospodarczo na długie lata?

A może warto zaryzykować?

Wbrew pozorom o tytanie nie zapomniano po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku. Stopniowo zmieniały się też metody wydobywcze i powstała możliwość ograniczenia strat, jakie wywołałaby kopalnia na powierzchni ziemi. Ograniczenia – bo jak podkreślają fachowcy – praktycznie nie ma szans, by takie przedsięwzięcie nie spowodowało zniszczeń. Nawet jeśli odpady pozostałyby pod ziemią (co jest dziś możliwe), to i tak cały system transportu rudy i zasilania kopalni potężnie naruszyłby chroniony obszar.

No dobrze, ale może warto? Może poświęcenie odrobiny lasów dla dobra tego mocno zacofanego regionu wciąż nie dość gospodarczo rozwiniętego regionu i dla dobra całej Polski ma sens? Oceny przydatności tych złóż dokonał w 2003 roku profesor Marek Nieć z Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN. Jego opracowanie noszące tytuł „Ocena geologiczno-gospodarcza złóż wanadonośnych rud tytanomagnetytowych masywu suwalskiego” daje jednoznaczną odpowiedź.

Analiza porównawcza złóż suwalskich z eksploatowanymi złożami tego typu na świecie wskazująca na możliwość dużej podaży surowców wanadu, tytanu i żelaza z płytko położonych złóż nie wskazuje też, by zagospodarowanie złóż tak głęboko położonych jak w masywie suwalskim mogło być przedmiotem zainteresowania w dającej się przewidywać przyszłości. Uznanie ich zatem nawet za pozabilansowe wydaje się oceną zbyt optymistyczną. Wymagania ochrony środowiska były dotychczas podstawowym argumentem przeciwko zagospodarowaniu złóż masywu suwalskiego, których ewentualna eksploatacja jest oceniana jako wybitnie konfliktowa. Należy je traktować jako interesujący obiekt geologiczny, nie posiadający znaczenia praktycznego.

Skąd taka zmiana oceny przydatności złóż? No cóż, od lat 80. wiele się zmieniło. Przede wszystkim w RPA ruszyła eksploatacja pokładów rudy tytanu, które znajdują się na głębokości 300 m. Tymczasem na Suwalszczyźnie rudy trzeba by wydobywać z 850-2300 m. Ponadto z czasem zwiększyły się wymagania jakościowe dotyczące uzyskiwanego metalu.

Pokładami tytanu interesowano się jeszcze w połowie lat 2000. Wraz z zakupami samolotów F-16 i związanym z tym offsetem amerykańska firma rozważała inwestycję, ale szybko się z tego pomysłu wycofała.

Rosji bardzo zależy

I tu po raz kolejny rzeczywistość zderza się z fikcją z „Klasy”. Temat suwalskiego tytanu powraca przy okazji wyborów i innych akcji, w których trzeba pozyskać przychylność ludzi. Roztaczając wizję zatrudnienia dla tysięcy mieszkańców i napływu mnóstwa pieniędzy do regionu, łatwo skusić wyborców do głosowania. W Suwałkach są ludzie, których zdaniem niekorzystne dla pomysłu wydobycia cennego metalu ekspertyzy są elementem walki politycznej i gospodarczej. Argumentem mają być wysokie ceny tytanu na świecie, zapomina się jednak, że wynikają one nie tyle z małych ilości tego pierwiastka, ile z bardzo drogiego procesu uzyskiwania metalu z rudy. No i wreszcie sugeruje się zaangażowanie w to wszystko Rosji, której zależałoby na tym, by Polska nie wzrosła zbytnio w siłę.

Choć sami nie jesteśmy zwolennikami teorii spiskowych, to nie można całkowicie odrzucać takich sugestii. Mało prawdopodobne wydaje się, by na naukowe ekspertyzy wpływał obcy wywiad, ale już działania organizacji twierdzących, że chronią przyrodę, często budzą wątpliwości. Gdy pisałem ten tekst, pojawiła się właśnie informacja o tym, że sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen zarzuca rosyjskim agentom tajną współpracę z zachodnimi organizacjami ochrony przyrody. Jak czytam w tekście na Gazeta.pl, Rasmussen mówił:

Niektórzy członkowie Sojuszu mówią mi na spotkaniach, że w ramach wyrafinowanej operacji informacyjnej i dezinformacyjnej Rosja aktywnie zaangażowała się w działalność pozarządowych organizacji środowiskowych przeciwnych eksploatacji gazu łupkowego, by utrzymać zależność Europy od gazu importowanego z Rosji. Tak odbieram, co mi mówią.

W kontekście takich informacji „Klasa” Dominika Rettingera przestaje być tylko fikcją, którą można po prostu zbyć wzruszeniem ramionami. Zaczyna być książką, którą warto przeczytać nie tylko dlatego, że jest po prostu dobrze napisaną i opartą na naukowych podstawach fikcją ale dlatego, że może być niebezpiecznie realna.

źródła:

http://linia-polnocna.internetdsl.pl/kopalnia/

http://www.gigawat.net.pl/archiwum/article/articleprint/1404/-1/94/index.html

http://naszeblogi.pl/12947-zloza-suwalskie-kto-i-dlaczego-o-nich-zapomnial

http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2115,article,2494

http://yadda.icm.edu.pl/baztech/element/bwmeta1.element.baztech-article-BPZ1-0005-0006

Wikipedia

 

Dominik W. Rettinger Klasa

Dominik W. Rettinger
Klasa

 

Dominik W. Rettinger
“Klasa”

Wydawnictwo Otwarte, 2014

 

 

 

Tekst jest elementem współpracy z wydawnictwem Otwarte. Partner nie miał wpływu na treść ani opinie, które wyrażamy.

Dziwna historia polskich złóż tytanu
4.9 (97.66%) 128 głosów

Czego u nas szukaliście?

Nie ma więcej wpisów