captcha image

A password will be e-mailed to you.

Tytuł mojego artykułu jest oczywiście prowokacją, bo prostego przepisu na szczęście nie ma. Ale naprawdę duuuże, czerpane z internetu liczby mogą zapewnić szczęściu – ale też np. finansom czy karierze – odpowiednie warunki brzegowe, pozwalając wyciągnąć wnioski z milionów sytuacji, w których inni ludzie szczęścia poszukiwali – i je znaleźli. Zbiera to i opisuje świetna książka „Nie ufaj swojej intuicji” Setha Stephensa-Davidowitza.

Artykuł powstał w ramach płatnej współpracy z Wydawnictwem Literackim

Fot. Crazy Nauka

Seth Stephens-Davidowitz swoją poprzednią książką, „Wszyscy kłamią”, przebojem wdarł się na jedno z czołowych miejsc listy moich ulubionych tytułów. Trafiła ona do bardzo szczególnej rubryki pozycji, które burzą mój uklepany porządek świata, wywracając do góry nogami to, co wcześniej o tym świecie uważałam.

Recepta na szczęście

„Wszyscy kłamią” (tu znajdziecie mój artykuł na temat tej książki) było skonstruowane tak, by pokazać, co dane z internetu mogą nam powiedzieć o tym, kim naprawdę jesteśmy – i to nie polegając na tym, co o sobie otwarcie mówimy i jak się kreujemy, tylko właśnie na tym, co usiłujemy ukryć. Gorzka prawda i cenna lekcja.

Z kolei w swojej najnowszej książce „Nie ufaj swojej intuicji” mój ulubiony analityk danych (Stephens-Davidowitz wcześniej pracował w Google’u), a zarazem filozof i doktor ekonomii zabrał się za to, co bliskie naszemu sercu, a więc pogoń za sukcesem i szczęściem. Zjawiska, wydawałoby się, ulotne, a więc zupełnie niepoddające się analizie liczbowej. I tu znowu spotyka nas zaskoczenie (no dobrze, mnie nie spotyka, bo znam już przewrotny tok rozumowania autora), dlatego że, i owszem, z internetu wyciągnąć można wiele liczb, które o szczęściu lub jego braku mówią nam bardzo wiele.

Już na samym początku książki dostajemy zapewnienie, że pod jej koniec poznamy receptę na szczęście, ujętą – uwaga – w jednym zdaniu! Stephens-Davidowitz nazywa to „maksymą życiową tych, którzy wierzą w dane”…

I wiecie co? Dostajemy to! Książka „Nie ufaj swojej intuicji” zawiera konkretną, jednozdaniową odpowiedź na pytanie o tajemnicę istnienia i związanych z nim cierpień, którą można wyczytać z milionów wiadomości tekstowych wysyłanych przez użytkowników smartfonów. Jaka to odpowiedź? No przecież jej Wam tu nie zdradzę! Nie zepsuję Wam dobrej zabawy w rozkminianiu wraz z autorem tego, które z trzech milionów uśrednionych statystycznie ważkich i błahych czynników zwiększają zadowolenie z życia większości ludzi na tej planecie.

Im więcej, tym lepiej

Coś Wam jednak zdradzę, choć nie będzie to stricte przepis na szczęście. Stephens-Davidowitz przytacza najrozmaitsze metody, jakie stosowali ludzie, którzy osiągnęli sukces na różnych polach. Ciekawie brzmi na przykład „metoda ilościowa” wykorzystywana (zapewne intuicyjnie) m.in. przez Pabla Picassa, Williama Szekspira, Boba Dylana czy Ludwiga van Beethovena. Otóż wszyscy oni byli niezwykle produktywni. Może nie brzmi to zbyt sexy, ale warto się temu bliżej przyjrzeć.

Szekspir napisał 37 sztuk, Beethoven miał w dorobku ponad 600 kompozycji, Dylan – pięćset piosenek, a rekordzista Picasso – ponad 1800 obrazów i 12 tys. rysunków. Jak tłumaczy Stephens-Davidowitz, tworząc masowo, ci wybitni artyści zwiększali prawdopodobieństwo tego, że trafią w oczekiwania odbiorców: „Sukces dzieła sztuki jest niczym szczęśliwy los na loterii; o zawrotnej karierze decydują czasami nieprzewidziane okoliczności. Jeśli masz w ręku więcej losów niż inni, istnieje większe prawdopodobieństwo, że uda ci się trafić na ten, który daje wygraną”.

Co ciekawe, podobne zależności odkryto poza światem sztuki – w nauce. Otóż badania pokazały, że naukowcy, którzy publikują najwięcej prac naukowych, zdobywają również najwięcej prestiżowych nagród. A Biga Data pokazuje, że – co być może będzie ważniejsze dla wielu z Was – strategia Picassa świetnie sprawdza się również na portalach randkowych.

Trzy mity o bogaczach

Nie każdy może być artystą, każdy może randkować i niemal każdy jest w stanie, przynajmniej teoretycznie, osiągnąć sukces finansowy. Zatrzymajmy się więc przez chwilę przy tym, jak w szerokim odbiorze społecznym wygląda kariera człowieka sukcesu – takiego z pierwszej setki najbogatszych ludzi świata. Być może część z nas oczyma duszy zobaczy dwudziestoletniego geniusza z Doliny Krzemowej, który w klapkach japonkach, bez żadnego wsparcia ani zaplecza finansowego, podbija świat biznesu, wymyślając błyskotliwe rozwiązania w dziedzinie, w której jest nowicjuszem, a robi to dlatego tak skutecznie, że wnosi do firmy nieskalane wcześniejszym doświadczeniem „spojrzenie z zewnątrz”.

Na szczęście to wszystko to tylko spopularyzowane w mediach mity, choć trzeba przyznać, że powielają je również niektórzy uznani biografowie sławnych ludzi. A skąd wiemy, że to mity? Bo nie potwierdzają ich wielkie liczby, starannie przeanalizowane przez naukowców i wyciągnięte na światło dzienne przez Stephensa-Davidowitza.

Otóż badanie obejmujące około 2,7 mln przedsiębiorców w Stanach Zjednoczonych pokazało, że średni wiek osoby zakładającej firmę wynosi w rzeczywistości prawie 42 lata, a nie 20, jak sugerują hollywoodzkie superprodukcje. Co więcej, dane wyraźnie dowodzą, że przedsiębiorcy dojrzalsi znacznie częściej od młodych odnoszą sukces finansowy. Sześćdziesięciolatek, który założy start-up, ma niemal trzykrotnie większe szanse na stworzenie dobrze prosperującej firmy niż jego o połowę młodszy kolega.

Te same badania wskazują również na to, że przedsiębiorcy mogący się pochwalić wcześniejszym doświadczeniem zawodowym w dziedzinie, w której chcą rozwijać swoją firmę, mają dwukrotnie większą szansę na odniesienie sukcesu niż outsiderzy, czyli ci ze spojrzeniem „z zewnątrz”, mimo że tych ostatnich chętniej oglądamy w kinach czy czytamy o nich w magazynach biznesowych.

Co więcej, Badacze Danych Podatkowych przeanalizowali wcześniejsze zarobki wszystkich amerykańskich twórców start-upów i zestawili je z informacjami na temat późniejszych przychodów firm, które założyli. I okazało się, że wcześniejsza udana kariera zawodowa w danej dziedzinie zdecydowanie przybliża przedsiębiorców do sukcesu finansowego ich własnej firmy niż bycie nowicjuszem, który przybywa w klapkach znikąd i nie ma nic do stracenia.

Jeśli więc zarobienie dużych lub średnich pieniędzy jest wciąż przed Wami, to nie martwcie się, bo Big Data wyraźnie pokazuje, iż pieniądze nie są niezbędne do szczęścia. Przeciwnie: to, co według całego mnóstwa internetowych danych sprawia, że ludzie czują się szczęśliwi – np. praca w ogródku czy spacery z psem – można osiągnąć zaskakująco małym kosztem. Stephens-Davidowitz tak to podsumowuje: „algorytm szczęścia jest znacznie prostszy niż algorytm bogactwa”.

I z tą myślą Was zostawiam. Po jej rozwinięcie sięgnijcie do książki „Nie ufaj swojej intuicji”.

Tytuł: „Nie ufaj swojej intuicji. Jak korzystać z danych, by osiągnąć sukces i cieszyć się życiem

Autor: Seth Stephens-Davidowitz

Wydawca: Wydawnictwo Literackie

Nie ma więcej wpisów