captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Wiecie, co najlepiej odróżnia człowieka wciąż zdobywającego wiedzę od tego, który już przestał się rozwijać? Moim zdaniem to umiejętność dziwienia się. I ta książka sprawia, że dziwimy się i rozwijamy.

Gdy jesteśmy dziećmi, dziwimy się stale, setki i tysiące razy dziennie. Im jesteśmy starsi, tym mniej nas zaskakuje. I niektórzy najwyraźniej przekraczają tę granicę, za którą świat przestaje być dla nich ciekawy. To się przydarza w różnym wieku – znam 30-latka cierpiącego na tę przypadłość, ale znałem też 90-latkę, która uwielbiała się dziwić.

Najlepszą profilaktyką przeciwko takiemu intelektualnemu „zdziadzeniu” jest stały dopływ rzeczy, które wywołują mniej więcej taką minę:

Tak wyglądałem czytając „Kosmiczne zachwyty” Neila deGrasse’a Tyson’a. Tu od razu muszę poczynić jedno zastrzeżenie. Ta książka to kompilacja tekstów, które ukazywały się w magazynie „Natural History” w latach 1995-2001. Teksty zaktualizowano, ale nie znajdziecie tu nowości. I jeśli właśnie w tym momencie postanowiłeś przestać czytać ten tekst, to poczekaj jeszcze do końca akapitu. Bo „Kosmiczne zachwyty” zadziwiają właśnie tym, jak wiele może nas zaskoczyć w tych obszarach wiedzy, które wydają się nam całkiem dobrze zgłębione. Siedzę w tematach naukowych od kilkunastu lat, a co i raz dowiadywałem się czegoś nowego.

Żeby nie być gołosłownym. W rozdziale poświęconym grawitacji i orbitom autor przypomina (bo niby powinienem pamiętać to ze szkoły), że w przypadku kulistych obiektów, takich jak Ziemia, grawitacja działa tak, jakby cała masa obiektu skupiona była w środku. I co z tego? A no to, że jeśli rzucicie cokolwiek do kogoś, to w rzeczywistości wprowadzacie ten obiekt na orbitę Ziemi. Tyle, że trajektoria tej orbity przecina powierzchnię Ziemi.

I absolutnie niczym nie różni się to od lotów suborbitalnych, które w wersji turystycznej obiecuje choćby firma Virgin Galactic. Albo od lotu, który Amerykanie z dumą nazywają pierwszym lotem Amerykanina w kosmos. W 1961 roku Alan Shepard wzniósł się na wysokość 187 km i spadł (w kontrolowany sposób) na Ziemię. Orbita jego lotu, podobnie jak orbita piłki rzucanej psu, po prostu przecinała powierzchnię naszej planety.

W tym samym rozdziale Neil deGrasse Tyson pisze o tym, że być może kiedyś Układ Słoneczny odwiedzi jakiś obiekt lecący po trajektorii wskazującej na to, że przybył z przestrzeni międzygwiezdnej. I to jeden z tych miłych momentów, w których poczułem coś na kształt dumy. Oto byłem świadkiem tego zdarzenia. I to ledwie rok temu. Bo tym właśnie był przelot ʻOumuamua – pamiętacie? No właśnie – kiedy autor pisał o przelocie, nie mógł się spodziewać, że za jego życia takie zdarzenie nastąpi. To kolejna zaleta czytania książki, która ma już swoje lata.

Każdy z rozdziałów ma podobną, uwielbianą przeze mnie konstrukcję. Wychodzimy od jakiejś ciekawostki, zaskakującego detalu. Potem przychodzi czas na wyjaśnienie fizyczne (czy astrofizyczne) tego zjawiska i przejście do jego szerszych implikacji. No a dalej mamy lot bez trzymanki – opowieść rozwija się w czasie i przestrzeni. Skaczemy do starożytności i 7 miliardów lat do przodu, podróżujemy do Stonehenge i 2,5 miliona lat świetlnych od Ziemi. Czyta się to znakomicie. Rozdziały to oddzielne opowieści, więc skakać między nimi można zależnie od nastroju i potrzeby.

A w trakcie lektury naszła mnie jeszcze jedna myśl. „Kosmiczne zachwyty” to świetna książka do czytania jej razem z dziećmi. Może nie tymi najmłodszymi, ale już 8-10-latek interesujący się kosmosem naprawdę skorzysta. Zwłaszcza, że czytać ją będzie z rodzicem, a to świetna okazja, by opowiadając uzupełnić to, co zmieniło się od chwili napisania książki.

Jeśli więc lubicie się dziwić i chcecie to robić przez całe życie, to „Kosmiczne zachwyty” na pewno się temu przysłużą. Zresztą sami sprawdźcie – tu kilkadziesiąt pierwszych stron z książki:

Dzięki promocji przygotowanej specjalnie dla Was, możecie książkę kupić z 40% zniżką od ceny okładkowej. Na stronie Empik.com dodajecie książkę do koszyka i w koszyku wpisujecie kod crazynauka. Po przeliczeniu „Kosmiczne zachwyty” stają się znacznie tańsze. Ale UWAGA! Ta promocja jest krótka. Kończy się 18 listopada, więc nie zwlekajcie.

Crazy Nauka jest patronem medialnym książki.

Kosmiczne zachwyty

Neil deGrasse Tyson

wyd. Insignis 2018

“Kosmiczne zachwyty” sprawiają, że nie przestajesz się dziwić. I o to właśnie chodzi
Podoba się? Oceń!

Nie ma więcej wpisów