captcha image

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Chociaż komórki są naszą codziennością od ponad 20 lat, to wciąż budzą wątpliwości dotyczące m.in. tego, czy używanie ich nie szkodzi zdrowiu. Postanowiłem zebrać najczęstsze wątpliwości i pokazać, co na ich temat mówi nauka. Wiedzą wsparli mnie specjaliści z Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Dzięki nim dotarłem też do jednej z warszawskich stacji bazowych telefonii komórkowej.

Obawy dotyczące zdrowia i bezpieczeństwa łatwo wykpić, ale nie jest to właściwe podejście – patrzenie z góry ani nie rozwieje obaw, ani nie przekona tych, którzy je mają. Dlatego chcę krok po kroku wyjaśnić, jak to jest z tym promieniowaniem, polami elektromagnetycznymi i zdrowiem.

Korzystanie z komórek jest niewątpliwie jedną z największych zmian cywilizacyjnych, jakie zaszły w ostatnich dwóch dekadach. Sam dobrze pamiętam, jak w 1996 roku wzbraniałem się przed kupieniem komórki, uważając to za przejaw „buractwa” najgorszej maści. I jak dwa lata później niemal nie byłem w stanie obejść się bez telefonu.

Nie chcę się więc tu zajmować tym, jak telefonia komórkowa zmieniła nasze zwyczaje, jak wpływa na życie społeczne czy na wychowywanie dzieci. Ani tym, czy maszty szpecą krajobraz. To kwestie indywidualne.

Najwięcej emocji budzi kwestia zdrowia. Nic dziwnego – mamy prawo bać się o swoje zdrowie, mamy prawo pytać i mieć wątpliwości. Problem w tym, że na naszych wątpliwościach często żerują ludzie, którzy – choć powołują się na naukę – głoszą twierdzenia z nią niezgodne.

Komórki a nowotwory – co mówią badania?

Jedną z najważniejszych wątpliwości jest rzekome wywoływanie nowotworów przez promieniowanie telefonów czy masztów telefonii komórkowej lub urządzeń wi-fi. Obecnie brak jest jakichkolwiek wiarygodnych badań naukowych, które potwierdzałyby taki efekt. Jest natomiast szereg badań, które pokazują, że takiego związku nie ma. Za najbardziej wiarygodne uznawane są te badania, które obejmują dużą grupę ludzi obserwowanych przez długi czas.

Dotąd przeprowadzono trzy naprawdę wielkie badania spełniające te warunki: trwający 10 lat duński projekt obejmujący grupę 420 000 osób [1], badanie Interphone prowadzone przez naukowców z 13 krajów [2] oraz brytyjskie badanie przeprowadzone na ponad 790 000 kobiet [3]. Żadne z nich nie wykazały związku między używaniem telefonów komórkowych a powstawaniem nowotworów.

Najczęściej spotykane obawy opierają się głównie na skojarzeniu ze słowem „promieniowanie”. Faktycznie, telefony komórkowe takie promieniowanie emitują. By jednak zrozumieć, jakie ono jest i jakie to ma znaczenie, warto powrócić do szkolnych podręczników do fizyki.

Promieniowanie elektromagnetyczne obejmuje bardzo szerokie pasmo – od fal radiowych przez mikrofale i światło widzialne aż po promienie rentgenowskie i gamma. Całość tego zakresu dobrze ilustruje poniższy schemat.

Spektrum fal elektromagnetycznych Rys. Adi4000/Dobrzejest [PD]

Spektrum fal elektromagnetycznych Rys. Adi4000/Dobrzejest [PD]

Warto przyjrzeć mu się uważnie, by uświadomić sobie, jak często mamy do czynienia z promieniowaniem elektromagnetycznym. Jego działanie na materię (a więc także na nasze ciała) zależy bezpośrednio od długości fali czyli częstotliwości promieniowania. Im wyższa częstotliwość, tym większą energię niesie fala.

I właśnie ta energia jest najważniejsza, gdy mówimy o oddziaływaniu na nas i nasze zdrowie, bo promieniowanie o niskiej energii nie uszkadza struktury atomowej naszych tkanek. Granica leży między fioletem a ultrafioletem. Światło fioletowe ma jeszcze za małą energię, by z atomów wybić elektron. Ultrafioletowe może to już zrobić. Dlatego ultrafiolet z promieni słonecznych może spowodować uszkodzenia tkanek – oparzenia czy nawet nowotwory skóry. Wszystko powyżej tej granicy nazywane jest promieniowaniem jonizującym. To właśnie promienie rentgenowskie czy gamma, o którym dobrze wiemy, że szkodzi.

Teraz spójrzmy, gdzie w tym zakresie leży promieniowanie, z którego korzystają telefony komórkowe czy sprzęt wi-fi. To, z grubsza rzecz biorąc, od 800 do 5000 MHz. Na naszym wykresie odpowiada to obszarowi zaznaczonemu zielonym kolorem:

Spektrum fal elektromagnetycznych - na zielono zaznaczony przybliżony zakres fal wykorzystywanych przez telefonię komórkową. Rys. Adi4000/Dobrzejest [PD]

Spektrum fal elektromagnetycznych – na zielono zaznaczony przybliżony zakres fal wykorzystywanych przez telefonię komórkową. Rys. Adi4000/Dobrzejest [PD]

Jak widać, leży on bardzo daleko od niebezpiecznej granicy fiolet-ultrafiolet.

Co to właściwie oznacza? Że fale należące do tego zakresu pasma mają za małą energię, by wpłynąć na strukturę atomową materii. Nie mogą one wybić z atomu elektronu, nie mogą też uszkodzić wiązania chemicznego, a właśnie uszkodzenia wiązań chemicznych w DNA są przyczyną powstawania nowotworów. Naruszone DNA wywołuje przy namnażaniu się komórek powstawanie ich błędnych wersji, które mogą rozprzestrzeniać się po organizmie. Uszkodzone mogą zostać także inne struktury żywej komórki. Robi tak ultrafiolet (dlatego ograniczamy opalanie się), promieniowanie rentgenowskie (stąd zabezpieczenia i ograniczenia przy prześwietleniach) czy promieniowanie gamma (choroba popromienna).

Ale NIE robią tego fale emitowane przez stacje bazowe i przez telefony komórkowe i to podstawa tego rozróżnienia. Ich energia jest zbyt mała, by uszkodzić komórki lub DNA w naszych ciałach i spowodować powstanie nowotworu.[4]

Telefon to nie mikrofalówka – nie gotuje mózgu

Jeśli uważnie przyjrzymy się umieszczonemu wyżej wykresowi, to zauważymy za to inną ciekawą zbieżność. Komórki komunikują się w paśmie znanym jako mikrofale. Tak, dobrze kojarzycie – to częstotliwości zbliżone do tych, jakie wykorzystywane są w kuchenkach mikrofalowych.

Powstaje więc kolejne pytanie. Skoro woda w szklance po minucie działania mikrofalówki jest gorąca, to co się dzieje z naszymi mózgami? Odpowiedź brzmi – praktycznie nic. Sprawa jest prosta i, gdy się chwilę zastanowić, oczywista. Kuchenka mikrofalowa ma moc 600-800 watów – prąd „ciągnie” z gniazdka. Nadajnik współczesnego telefonu komórkowego ma zwykle moc rzędu ułamka pojedynczego wata, której zresztą zwykle nie wykorzystuje w całości. To ogromna i zasadnicza różnica.

Jak duża? Przy długich, kilkunastominutowych rozmowach temperatura tkanki w bezpośrednim sąsiedztwie telefonu może podnieść się o około 0,5°C. Może, lecz zwykle tego nie robi, ponieważ nasze ciało ma znakomity system chłodzenia i nadmiar ciepła jest błyskawicznie odprowadzany. Dotyczy to szczególnie mózgu, który jest bardzo silnie ukrwiony.

Na filmie, który znajdziecie na końcu tekstu, zrobiliśmy prosty eksperyment, gdzie jednocześnie sześć telefonów komórkowych przez 10 minut „prowadziło rozmowę” podgrzewając ważący 1,4 kg (tyle co ludzki mózg) kawałek mięsa. Dwoma laboratoryjnymi termometrami mierzyliśmy temperaturę w dwóch różnych punktach z dokładnością do 0,1°C. Przez 10 minut rozmowy temperatura nie zmieniła się ani o jedną dziesiątą stopnia, mimo, że mięso nie miało czynnego układu krwionośnego odprowadzającego ciepło. Oczywiście nie jest to poważne doświadczenie naukowe, ale jedynie demonstracja zjawiska, jednak dobrze pokazuje, że opowieści o „gotowaniu” mózgu nie mają najmniejszego sensu.[5]

Eksperyment badający, czy mięso nagrzewa się pod wpływem fal z telefonów komórkowych. Fot. Crazy Nauka

Eksperyment badający, czy mięso nagrzewa się pod wpływem fal z telefonów komórkowych. Fot. Crazy Nauka

Dotyczy to również, a może nawet bardziej, stacji telefonii komórkowej. Umieszczone na nich nadajniki mają oczywiście znacznie większą moc od pojedynczego telefonu komórkowego. Trzeba jednak pamiętać o dwóch zasadniczych sprawach.

Po pierwsze, nadajniki działają kierunkowo. Sygnał wysyłany jest tak, by pokrywał wybrany obszar. Jeśli nadajnik umieszczony jest na dachu budynku, to energia nie idzie „w budynek”, tylko, prawie w całości, rozchodzi się na zewnątrz niego.

Po drugie, z praw fizyki wynika, że moc fali maleje wraz kwadratem odległości. Tak, nie brzmi to zrozumiale, ale oznacza tyle, że jeśli zwiększymy odległość od nadajnika dwukrotnie, to moc fali spadnie czterokrotnie, jeśli odległość zwiększymy czterokrotnie, to pole będzie aż szesnastokrotnie słabsze, a w odległości osiem razy większej – aż 64 razy. Czyli wystarczy odsunąć się kilka metrów od nadajnika (a przecież nikt nie przebywa bezpośrednio przed nim), by natężenie promieniowania spadło do poziomu, przy którym kompletnie znika jakikolwiek wpływ na organizm.

Fragment stacji bazowej telefonii komórkowej. I my - całkiem bezpieczni. Fot. Crazy Nauka

Fragment stacji bazowej telefonii komórkowej. I my – całkiem bezpieczni. Fot. Crazy Nauka

Elektrosmog to megabzdura!

Pozostaje jeszcze kwestia słowa, które ostatnio zrobiło zawrotną karierę medialną. Chodzi o tak zwany „elektrosmog”. Pod tym hasłem „upycha się” twierdzenie o tym, że nasze środowisko jest „zanieczyszczone” falami elektromagnetycznymi. Co na to nauka?

Faktycznie, wokół nas pełno jest fal elektromagnetycznych. To przede wszystkim światło słoneczne i sztuczne. To ciepło z kaloryferów i naszych ciał. To całe pasmo promieni wysyłanych prze naszą gwiazdę – Słońce. To promieniowanie kosmiczne, które stale nas przenika. To fale radiowe, dzięki którym możemy w domu czy w samochodzie posłuchać ulubionej stacji radiowej, a w domu włączyć telewizor i oglądać programy. To fale wysyłane przez nasze telefony, komputery, drukarki i sprzęt wi-fi. Nazywanie „elektrosmogiem” jednego kawałka tego wszechogarniającego promieniowania nie ma żadnego sensu. Oczywiście dobrze się sprzedaje, bo pojawiają się hasła o „naturalnym” i „nienaturalnym” promieniowaniu. Ale to nieprawda. Promieniowanie to promieniowanie – nie ma wersji naturalnej i sztucznej.

Co więcej – nie sumuje się tak, jak mogłoby się wydawać. Jeśli w naszym bloku będzie jeden router lub 20 routerów wi-fi, to nie znaczy, że przy dwudziestu promieniowanie będzie silniejsze. Jego natężenie zależy od siły nadajnika, a nie od liczby nadajników. A sprzęt wi-fi, telefony, radia i cała elektronika podlega bardzo ścisłej kontroli i ograniczeniom właśnie po to, żeby takie urządzenia nie emitowały zbyt silnego pola.

Dlatego nie dajcie się nabierać na hasło „elektrosmog”. Smog to zanieczyszczenie, coś co brudzi i szkodzi. Fale elektromagnetyczne nie są żadnym zanieczyszczeniem. Te, które mogłyby być dla nas niebezpieczne, czyli promieniowanie jonizujące, podlegają ścisłym restrykcjom – stąd wszystkie przepisy dotyczące bezpieczeństwa substancji radioaktywnych czy niedawno wprowadzone ograniczenia dotyczące stosowania i reklamowania solariów.

Są ludzie, którzy z przyczyn ideologicznych czy zarobkowych próbują nam wmawiać coś innego. Warto przyjrzeć się manipulacjom, jakie stosują – pod tym adresem znajdziecie nasz tekst analizujący tego typu wystąpienie.

Jeśli mamy się obawiać promieniowania elektromagnetycznego, to bójmy się ultrafioletu w promieniowaniu słonecznym. Ono faktycznie nam szkodzi. Może nawet zabić, powodując czerniaka. Promieniowanie emitowane przez telefony, stacje telefonii komórkowej czy sprzęt wi-fi nie ma wpływu na nasze zdrowie. Nie ma się czego bać.

Wiele szczegółów i wyjaśnień dotyczących budowy masztów, przepisów i kontroli nad poziomem promieniowania elektromagnetycznego znajdziecie w serwisie „Bądź w zasięgu”.

Materiał jest elementem współpracy z Polską Izbą Informatyki i Telekomunikacji. Partner dostarczył danych merytorycznych, nie miał wpływu na treść materiału ani wyrażane przez nas opinie.

 

Bibliografia

[1] https://academic.oup.com/jnci/article/98/23/1707/2521896

[2] http://interphone.iarc.fr/interphone_results.php

[3] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23657200

[4] https://www.cancer.gov/about-cancer/causes-prevention/risk/radiation/cell-phones-fact-sheet#q4

[5] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17445067

 

Czy telefony komórkowe szkodzą zdrowiu? Sprawdzamy
4.2 (83.85%) 26 głosów

Czego u nas szukaliście?

Nie ma więcej wpisów